Zniewoleni 32/2019 (423)

Szeherezada tak snuła swoje opowieści, że zawsze kończyła w najciekawszym momencie, aż do następnej nocy. Sułtan nie zabijał jej tylko dlatego, że ciekaw był dalszego ciągu. Trwało to przez tysiąc i jedną noc. Zdawać by się mogło, że ta oczywista zasada powinna obowiązywać we wszystkich serialach telewizyjnych. Dlaczego tak się nie dzieje? Bo Szeherezada walczyła w ten sposób o życie, a producenci seriali mają innych „sułtanów”. Przyciąganie widza jest oczywiście pożądane dla reklamodawców, ale wcale nie chodzi o widza wybrednego, który doceniłby kunszt opowieści.
Te refleksje naszły mnie po obejrzeniu kolejnego odcinka Zniewolonej. Dotąd miałam się za osobę odporną na romanse, które uważałam za szczególnie nudną literaturę. Wątki miłosne są oczywiście niezwykle nudne w polskich serialach. Sprowadzają się bowiem do bardziej lub mniej odważnych scen erotycznych, z nieodzownym dialogiem typu: Kocham cię. Ja ciebie też. Okazuje się jednak, że świetna dramaturgia, odpowiednio rozłożone akcenty i nieszablonowe postacie przyciągają uwagę widza.
Taki perfekcyjny profesjonalizm zaskakuje u naszych wschodnich sąsiadów. Zachód od pewnego czasu podporządkowuje wszelkie działania na niwie kultury poprawności politycznej, czyli zakłamaniu. A kłamstwo ze swej natury jest niespójne i w konsekwencji nudne. Co sprawiło, że Ukraińcy mogą, a my nie możemy mówić prawdy w szeroko pojętej literaturze? Po transformacji u nich władzę w całości przejęli oligarchowie, a u nas nie w całości. Zostały niestety bastiony komunizmu, które trzymają się mocno w sądownictwie, nauce i kulturze. Tu stale czekamy na dobrą zmianę.
Paradoksalnie – mniej zniewoleni przez komunę, okazaliśmy się bardziej zniewoleni przez postkomunę.

Rodzina 31/2019 (422)

Rodzinę kojarzymy po wspólnym nazwisku, najczęściej jest to nazwisko męża, a później dzieci z tego związku. Przynależność do rodu mogła być zaszczytem i należało zadbać, żeby nie wkradł się jakiś samozwaniec. Rosjanie próbowali się zabezpieczyć jeszcze dodatkowo „otczestwem”, jakby nie można sobie było i tego uzurpować. Żydzi darowali sobie dociekanie ojcostwa. Żydem jest syn Żydówki i koniec. Ojciec to tylko dawca nasienia. Najbardziej radykalni okazali się Arabowie. W ich kulturze wystarczy pomówienie o niewierność, żeby kobietę pozbawić nie tylko nazwiska, ale i życia.
Najciekawiej w tej całej sytuacji znalazły się feministki. Walczą dzielnie z mężczyznami w Europie, zwłaszcza z tymi okazującymi szacunek kobietom, jak Polacy. Nie mają zastrzeżeń do innych religii poza chrześcijańską. Szariat to przecież takie ubogacenie naszej nudnej kultury.
Biedne Polki dały sobie jednak wmówić, że bycie k**** to zaszczyt, a co najmniej stan pełnej wolności, czyli upragniony. Konkubinat to nie przemijająca moda, to raczej premedytacja, z jaką pozbawia się dzieci osoby najbliższej, czyli ojca. Ma być łatwo, lekko i przyjemnie, ale nie dzieciom. Samotnej matki wychowującej pięcioro dzieci nikt nie ośmieliłby się zapytać o ojca (ojców) dzieci, bo byłaby to super gafa. A przecież ostatnio wojny nie było, na której ojcowie mogliby polec.

Obleśne parady 30/2019 (421)

To co jeszcze niedawno uważaliśmy za całkiem niemożliwe, staje się faktem, szybciej niż mogliśmy przypuszczać. Takie przyśpieszenie ma swoje dobre strony na przykład w nauce, zwłaszcza tej przez wielkie N. Ma też swoją przerażającą wymowę w obyczajach, które postanowiły zerwać z kulturą. Soros & Co nie żałują pieniędzy na deprawację i ogłupianie Polaków. Mają przewagę, bo do bezguścia i głupoty trafić najłatwiej.
Nowe oblicze komunizmu ze zboczeńcami dzierżącymi tęczowe sztandary u normalnych ludzi powoduje odruch wymiotny, ale czy normalni mają coś do powiedzenia w ustroju totalitarnym, do jakiego nowy etap komunizmu zmierza? Przysługuje nam, co prawda, prawo nienawidzenia nienawistników, ale pod warunkiem, że są nimi wyłącznie katolicy. Pozostałych, kim by nie byli – należy kochać, a zwłaszcza komunistów, bowiem tylko oni nienawidzą tych, co trzeba. Potwierdzają to nawet „sprawiedliwe” wyroki „niezawisłych” sądów.
Biedni zboczeńcy zostali wykorzystani przez komuchów, tak jak na poprzednim etapie próbowano wykorzystać, a właściwie wykorzystano robotników. Ci jednak okazali się niewdzięczni i wysłali swoich „opiekunów” do diabła.
Co jednak może się stać przy takim zawrotnym tempie postępu? Obleśne parady zboczeńców lada moment przestaną szokować i co wtedy? Może kanibalizm…

Zdrowie i kultura 29/2019 (420)

Czy zastanawialiście się, skąd bierze się tyle seriali opowiadających o pracy lekarzy? Może chodzi o zrozumienie różnicy między faktami a fikcją? Pomijam tu taki fakt jak to, że ministrem zdrowia, a później nawet premierem została pogromczyni dinozaurów.
Co może spotkać cię w szpitalu? Jeśli właśnie się urodziłeś, możesz dostać serię szczepionek, które zapewnią ci dożywotnie kalectwo. Jeśli znalazłeś się tam, bo jakiś celebryta przejechał cię na pasach, to możesz zostać dawcą organów. Jeśli jesteś w podeszłym wieku i jako dawca nie rokujesz nadziei, możesz zostać podłączony do kroplówki, która skróci twoje cierpienia definitywnie i nawet czuwająca rodzina nie upilnuje personelu dbającego o rentowność placówki. To są właśnie te nowe osiągnięcia medycyny, takie swoiste nowotwory.
A czy ta nowoczesna medycyna ma coś wspólnego z polityką kulturalną? Bardzo dużo. Jest kołem napędowym seriali telewizyjnych, które mają widza przekonać, żeby się nie bał szpitali, bo tam się ludzi leczy a nie zabija. Gdzie jest prawda? Trudno powiedzieć. Łatwo natomiast zauważyć, że więcej osób obejrzy serial, niż wysłucha np. skarg sąsiada, któremu wykończono krewnego. Tak właśnie robi się politykę, między innymi „kulturalną”.
Seriale z salą sądową albo klasą szkolną w tle można sobie darować. Sądu i najczęściej szkoły się nie wybiera, nie wymagają więc one reklamy.

Na drodze postępu 28/2019 (419)

Wystrzegajcie się stanąć na drodze postępu, bo możecie zostać zgnieceni przez walec historii. Przekonała się o tym pewna pani z Warszawy, która znalazła się nieopatrznie na drodze rozpędzonej hulajnogi. Dotkliwie poturbowana trafiła do szpitala, gdzie dostarczono jej mandat za spowodowanie kolizji!
Inna starsza pani bezczelnie i nieodpowiedzialnie wtargnęła na przejście dla pieszych z prędkością, której nie umiała udowodnić. Jadący celebryta bez prawa jazdy i innych dokumentów wymaganych od zwykłych kierowców nie zahamował, bo czyż celebryta miałby się zatrzymywać przed nikomu nieznaną osobą? Niezawisły sąd nie dopatrzył się żadnej nieprawidłowości w postępowaniu celebryty.
O kolizjach rowerzystów z pieszymi i samochodami nie warto nawet wspominać. Promowanie rowerów jako środka komunikacji w mieście niczemu innemu chyba nie służy, jak tylko powodowaniu napięć między wszystkimi użytkownikami dróg. Gdyby ktoś miał wątpliwości, to wystarczy spojrzeć na listę rowerowych orędowników.
O czym świadczą te przypadki? Moim zdaniem o premedytacji, z jaką wymiar niesprawiedliwości traktuje Polaków. „Nadzwyczajna kasta” najwyraźniej postawiła sobie za cel skłócenie wewnętrzne „mniej wartościowego narodu tubylczego”, poprzez wprowadzanie absurdalnych rozporządzeń i ferowanie absurdalnych wyroków.
Może jednak nie wszystko jeszcze stracone. Skoro prominentny wichrzyciel unijny nie otrzymał spodziewanego stanowiska, to można mieć nadzieję na powrót do normalności. Z drugiej jednak strony, sławna pogromczyni dinozaurów znalazła wreszcie miejsce w odpowiednim dla siebie cyrku.