Dlaczego za gburem? Bo gbur, to ktoś, kto gwarantuje brak pojednania między Polakami, w myśl zasady: zgoda buduje, niezgoda rujnuje. To właśnie gbury i głupki wszelkiej maści rujnują Polskę, niezależnie od tego, czy są świadome własnego udziału w demolce państwa.
Dla nich liczą się tylko „Prawdziwi Europejczycy”, do których prawdziwych Polaków nie zaliczają. Taki Europejczyk może być skądkolwiek, nawet rodem z Bangladeszu, czy z Pekinu, stolicy Chin. Ważne, żeby tego ostatniego nie mylić z kimś, kto wysiaduje pod PKiN-em, czyli nieszczęsnym, warszawskim prezencie Stalina. To bynajmniej nie oznacza braku przychylności dla ziomków największego mordercy wszech czasów, bo komunizm, podobnie jak Lenin, są niestety wiecznie żywi.
Gbur (gburka?) współczesny, to kwintesencja nowoczesności, nie skażona dopuszczaniem do głosu zdrowego rozsądku. Dlaczego to takie ważne? Bo tylko kłamstwo i chamstwo gwarantuje właściwe wydawanie pieniędzy polskiego podatnika. Permanentny dureń na ministerialnym stanowisku nie wyda pieniędzy na cokolwiek pożytecznego, a o to właśnie chodzi! Rozwalenie państwa, tak, żeby nie dało się w nim żyć, jest wyraźnym celem niemieckiego namiestnika, pełniącego rolę polskiego premiera.
Najkrócej rzecz ujmując, komunista musi być gburem, bo to cecha rozpoznawcza.
U raroga za rogiem
‒ Czy rarogi lubią pierogi? – spytał DUCH CZAS.
‒ Niewykluczone, ale przypuszczam, że wyłącznie z mięsem – powiedziała Małgorzata – bo to ptaki łowne.
‒ Ptak łowny, chłop mowny.
‒ Nie ptak, a kot.
‒ A może rarogi, jeśli nie są zwierzętami, to produkują twarogi?
‒ Byłoby do rymu.
‒ Właśnie.
‒ Wiesz co, tam za rogiem siedzi Czupiradło z Rarogiem. Mogą znać odpowiedzi na te i inne pytania.
‒ Myślisz, że nawet wiedzą jakiej są płci?
‒ Ten temat jest już chyba „passe”.
‒ O klimat nawet nie zapytam.
‒ Słusznie, wszystko pewnie zależy od pory dnia.
‒ Dlaczego?
‒ Dawniej, funkcjonariusze otrzymywali wytyczne z KC PZPR. Teraz, wraz z postępem, dowiadują się z „niusów” jedynie słusznych stacji, co mają głosić i robić.
Tanie dranie 42/2026(796)
Takie tanie dranie niesłychanie bywały w PRL-u, o czym można się było dowiedzieć z kabaretowej piosenki. Teraz draństwo spowszedniało na tyle, że drań reklamy nie potrzebuje. Robi, co lubi dla samej przyjemności, nie zabiegając nawet o potencjonalnego zleceniodawcę. Jakby tego było mało, to drań właśnie oskarża niewinnych. Pomówiony, najlepiej żeby siedział cicho, bowiem pomawiający nie musi przedstawiać żadnych dowodów, wystarczy piastowane przezeń stanowisko, im wyższe, tym bezkarność pewniejsza.
Drań krajowy, to mały pikuś przy unijnym, a zwłaszcza przy korporacyjnym. Tamte dranie nie są tanie i nie do nasycenia. Czy z tak powszechnym draństwem da się coś zrobić? Samo z mody nie wyjdzie, podobnie, jak podarte dżinsy modne od prawie sześćdziesięciu lat.
O duchu walki
‒ Walki z kim? – zapytał DUCH CZAS.
‒ Lista jest długa i stale rośnie – powiedziała Małgorzata. – Szkopy i kacapy nigdy się nie zmienią.
‒ Ale mogą się przyczaić tak skutecznie, żebyśmy w tym czasie zrobili coś dobrego dla Polski.
‒ Praca od podstaw, to nie walka.
‒ Zależy jak na to spojrzeć. Nierząd Tuska gotów jest ścigać każdego, kto ośmieli się działać dla dobra ogólnego.
‒ I trzeba wykazać się duchem walki, żeby mu się przeciwstawić?
‒ Jakie czasy i okoliczności, taka walka.
Lobbyści 41/2026(795)
Na czym polegała wolna konkurencja? Na dostarczaniu na rynek pożądanych produktów, po możliwie najniższej cenie. Przeciwieństwem jest lobbing, który polega po prostu na przekupstwie. Lobbysta, może dostarczać badziewie za granty „wyprodukowane” przez anonimowego podatnika, którymi, to grantami, dysponują rządy-nierządy. Tu ważne są układy personalne oparte na dojściu do łapówkarzy na odpowiednim szczeblu.
Załóżmy taką sytuację: rząd uznał, że należy dozbroić armię i ogłosił przetarg na produkcję amunicji. Z pośród wielu zgłoszeń rozpatrzmy dwa: producent krajowy z wieloletnim doświadczeniem proponuje dobry, sprawdzony produkt; konkurentem jest firma pracująca dla potencjalnego wroga i lobbing mająca w małym palcu. Kogo wybierze nierząd polski? Oczywiście lobbystę, tak ustawiając przetarg, żeby tylko jego badziewie mogło wygrać. Zyskiem podzieli się z kim trzeba.
„Demokracja walcząca” walczy właśnie o to, żeby bandytę, który dorobił się majątku na swym procederze, traktować jak lobbystę. Przedmiotem „lobbingu” byłoby odstąpienie od ścigania za przestępstwo. Zaprzyjaźniony z Żurkiem prokurator na pewno potraktowałby życzliwie takiego delikwenta.
Wracając do podziału na wolną konkurencję i lobbing, to w Unii Europejskiej, ta pierwsza jest na spalonej pozycji.