„Leniwe odebrać proszę” - tak brzmiało zawołanie w barach mlecznych PRL-u. Teraz tłuste kluski Tuska należą się jego leniom, niezależnie od tego w jakich lożach zasiadają, żeby nie powiedzieć: leżą. Perspektywa utraty leniwych pierogów przez leni jawi im się jako zamach stanu na dobra, które im się należą z racji przynależności do grona wielbicieli.
Prawdziwy zamach stanu wisi w powietrzu (a może trwa?) od chwili powstania koalicji 13 grudnia. Data została wybrana starannie. Od tamtego momentu prawo przestało obowiązywać. Wystarczy takie „prawo” jak Tusk je rozumie, a popiera jego mafijna klika.
A jak na pierwszy rzut oka odróżnić tuskofila od tuskofoba? Po skojarzeniach. Przykładowo: jednym rower kojarzy się z jazdą, innym z kolizją, a jeszcze innym z dwoma pedałami.
Podobnie jest z Tuskiem. Jednym kojarzy się on z permanentnym kłamstwem, a innym z dozgonną przyjaźnią radziecko-niemiecką, o którą nieustannie trzeba zabiegać. Taki rower z dwoma pedałami? Raczej wrzód na „de” do usunięcia jak najprędzej.
Oniemiali
‒ Kto oniemiał? ‒ zapytał DUCH CZASU.
‒ Głównie naukowcy. Prócz tego, dowiadujemy się, że 99% ludzi nie ma pojęcia o jakimś nikomu niepotrzebnym badziewiu. – powiedziała Małgorzata.
‒ Masz na myśli tych upierdliwych „geniuszy” gotujących papier toaletowy, czy zakopujących, albo odkopujących różne przedmioty, nie wiadomo po co?
‒ Wiadomo po co. Dla internetowej sławy. Wszystko musi być „szokujące”.
‒ Dawniej zawody polegały na tym, żeby być lepszym od innych. Teraz trzeba szokować, chociaż praktycznie jest nim zanudzanie.
‒ To jedna strona medalu. Bywa i tak, że coraz trudniej połapać się, co jest nowym odkryciem, a co ściemą.
‒ Oniemiali ze zdumienia profesorowie nauk wszelakich nie zamierzają zajmować się tym, co prawdziwe. Wolą urojenia.
‒ Odkrywanie prawdy, to dla nich zbyt trudne.
Sztuka sztuczności 44/2026(798)
Naśladowanie natury przestało być sztuką. Co jest nią teraz? To wiedzą tylko „rzetelni” urzędnicy, których o dobry gust trudno podejrzewać. Gdyby takiego pociotka, mianowanego na kolejnego ministra, coś mogło dyskwalifikować, to właśnie chyba jedynie dobry gust.
Nie ma takiej obawy, bo Bruksela na to nie zezwoli. Nie po to zostały opanowane prestiżowe nagrody, żeby dopuszczać do zaszczytów kogoś spoza sitwy. Do takiego Nobla np. można się wkupić jedynie ewidentnym draństwem. Literackiego Nobla dostała osoba przyprawiająca Polakom gęby antysemitów, czyli faktycznie zasłużyła się politycznie Europie, a ewentualnych wartości literackich „dzieła” nikt z przyznających nagrodę zapewne nie traktował poważnie. Żeby było na przekór, to „pokojowego” czyli politycznego Nobla przyznano Bolkowi analfabecie, nie umiejącym się nawet podpisać, co ustalił „niezawisły sąd” Ale ile on zrobił dla pokoju światowego!
Sztukę sztuczności opanowują kolejne grupy zawodowe, od których przestaje się wymagać rzetelności, a jedynie przynależności.
O! Lis to pad
‒ Lis, czy list, a jeśli list to od kogo? – spytał DUCH CZAS.
‒ Co od kogo?
‒ List. No, chyba nie lis.
‒ Nie, chodzi o list, ani lisa – wyjaśniła Małgorzata.
‒ Pozostaje nazwa miesiąca.
‒ Właśnie.
‒ Liście opadają, a miesiącem do tego przeznaczonym jest listopad.
‒ Zauważyłeś jak piękne są w tym roku opadające liście? Przyroda ma bardzo wyrafinowany gust.
‒ Pewnie dawniej też miała, tylko, że tego nie zauważaliśmy.
‒ Dlaczego?
‒ Prawem kontrastu, bo ludzi obowiązuje teraz promowanie tylko tego, co koszmarne.
‒ Z tego kanonu wyłamują się jedynie przyroda i sztuczna inteligencja.
‒ Takie dwa bieguny rzeczywistości – podsumował DUCH CZASU.
Murem za gburem 43/2026(797)
Dlaczego za gburem? Bo gbur, to ktoś, kto gwarantuje brak pojednania między Polakami, w myśl zasady: zgoda buduje, niezgoda rujnuje. To właśnie gbury i głupki wszelkiej maści rujnują Polskę, niezależnie od tego, czy są świadome własnego udziału w demolce państwa.
Dla nich liczą się tylko „Prawdziwi Europejczycy”, do których prawdziwych Polaków nie zaliczają. Taki Europejczyk może być skądkolwiek, nawet rodem z Bangladeszu, czy z Pekinu, stolicy Chin. Ważne, żeby tego ostatniego nie mylić z kimś, kto wysiaduje pod PKiN-em, czyli nieszczęsnym, warszawskim prezencie Stalina. To bynajmniej nie oznacza braku przychylności dla ziomków największego mordercy wszech czasów, bo komunizm, podobnie jak Lenin, są niestety wiecznie żywi.
Gbur (gburka?) współczesny, to kwintesencja nowoczesności, nie skażona dopuszczaniem do głosu zdrowego rozsądku. Dlaczego to takie ważne? Bo tylko kłamstwo i chamstwo gwarantuje właściwe wydawanie pieniędzy polskiego podatnika. Permanentny dureń na ministerialnym stanowisku nie wyda pieniędzy na cokolwiek pożytecznego, a o to właśnie chodzi! Rozwalenie państwa, tak, żeby nie dało się w nim żyć, jest wyraźnym celem niemieckiego namiestnika, pełniącego rolę polskiego premiera.
Najkrócej rzecz ujmując, komunista musi być gburem, bo to cecha rozpoznawcza.