Jeśli w tym samym studio, przed kamerą znajdzie się dwoje ludzi, to niezależnie jakiej są orientacji, przekonań zbieżnych, czy rozbieżnych, muszą mówić jednocześnie. Kto tej „sztuki” nie posiadł, nie kwalifikuje się do wystąpień przed szeroką publicznością. To zresztą gwarancja tego, żeby nie było wiadomo, o czym mowa.
Wyjątek stanowią filmy fabularne, gdzie taka jednoczesna „narracja” nie jest jeszcze powszechna. Wystarczy, żeby aktor robił głupie miny i każde słowo akcentował gestem rąk, a można go okrzyknąć „artystą”.
Internauci są ponoć oburzeni filmem, w którym zagrał nieżyjący już aktor. AI nadała mu nowe, fikcyjne życie, jak to w filmach bywa. Widzowie nie są skłonni wyrażać opinii o nowych filmach, które oczywiście muszą być marne, na ile to tylko możliwe. Nie czują się upoważnieni do dyskutowania z twórcami „artystami”, no chyba, że prawo do bycia „artystą” uzurpuje sobie AI, bo a nuż zrobi dobry film, budzący uznanie i co wtedy? Szpetni aktorzy kreujący role głupków, mogliby tracić intratne zajęcia, a do tego dopuścić nie wolno.
Jeszcze jedna ciekawostka. Obroną filmu stworzonego z nieżyjącym aktorem zajął się dziwny człowiek. Do machania rękoma, dla zaznaczenia każdego wypowiadanego słowa, już przywykłam, ale nie widziałam, żeby komuś wcześniej udawało się aż tak kręcić głową i oczami! To jest dopiero sztuka!
Koń, jaki jest… 16/2026(770)
Proszę nie kończyć tego powiedzonka, bo straciło ono na aktualności. Już mało kto wie, jak wygląda prawdziwy, żywy koń. Na wsi można jeszcze spotkać krowę, ale nie konia, który przestał być potrzebny. Mieliśmy kiedyś taką „premierkę”, która twierdziła, że ludzie atakowali kamieniami dinozaury. To największy ałtorytet, jeśli chodzi o gady KOPACZalne. Pewnie było to w tych czasach, kiedy jeżdżono konno, zamiast latać dronami. Czas premierostwa tej kobiety się skończył, ale moda na ignorancję wszelaką ciągle rośnie.
Odwoływanie się do zdrowego rozsądku i doświadczeń osobistych odbiorcy, coraz bardziej mija się z celem. Teraz trzeba już nie lada bystrzaka, który odróżni w internecie, co jest prawdziwym zdjęciem, a co podróbką stworzoną przez sztuczną inteligencję. Na szczęście ta sztuczna inteligencja trzyma się poczucia piękna, co ją odróżnia od „prawdziwych artystów”, którym już dawno wpojono, żeby cenić tylko to, co szpetne. Ma być tak szkaradne, że aż piękne.
Są i inne relikty przeszłości, które znaczą całkiem co innego, niż w czasach kiedy powstały. Łachmaniarze w XIX wieku byli nimi z biedy, teraz są z wyboru i komunistycznej pogardy dla burżujów.
Czarna teczka
‒ Zastanawiałeś się co zawierała czarna teczka Tymińskiego? – spytała Małgorzata.
‒ Wszyscy się zastanawiali – odparł DUCH CZASU.
‒ I?
‒ Jeśli zawierała dowody, że Wałęsa był „Bolkiem”, to była bomba dużego kalibru.
‒ Dlaczego kontrkandydat na stanowisko prezydenta jej nie odpalił?
‒ Taki wybuch zmiótł by esbecką patynkę, a na to właściciele „okrągłego stołu” nie mogli pozwolić.
‒ Gdyby nawet doszło do odpalenia, to kto by uwierzył „człowiekowi znikąd”?
‒ Właśnie. Nie zapominajmy, że Wałęsa, może i głupek, ale uchodził wówczas za bohatera.
Brukselka po radziecku 15/2025(769)
Czym różni się Unia Europejska od Związku Radzieckiego? Moskwa kontrolowała wszystko, a Bruksela jeszcze nie wszystko, ale robi, co może by dorównać „demokracjom ludowym” z tamtej epoki. Taka refleksja naszła mnie po wyjściu ze sklepu.
Dlaczego kupujemy w tym, a nie innym sklepie? Czy dlatego, że jest najbliżej; najtaniej, zachwalano ten sklep w mediach, mają dobry towar, jest miła obsługa? Gdyby ktoś zadał mi takie pytania, to preferowałabym miłą obsługę, ale z tym jest kłopot. Po PRL-u, nie wiedzieć dlaczego, został nam personel, rodem z czasów, których z racji wieku znać i pamiętać przecież nie może.
Obecnie nadal, jak dawniej jest przeważnie naburmuszony, niekiedy rechoczący ze znanych tylko sobie powodów. W tamtych czasach, dystans „pani sklepowej” do klienta miał uzasadnienie, bo spoufalony klient mógł się domagać towaru spod lady, przeznaczonego tylko dla wybranych, bowiem dla wszystkich go nie wystarczało.
Teraz nie tylko wystarcza, ale się marnuje, czym sklep się nie przejmuje. A może każda forma komunizmu „tak ma”, że pomiata kim się da? I to jest cel sam w sobie?
Prima Aprilis 14/2026(768)
Dawno temu, kiedy kłamstwo było (i jest nadal) grzechem, a grzechami nikt się nie szczycił, dopuszczano jeden taki dzień w roku, w którym nie tyle chodziło o oszustwo, co o żart. A może teraz, w ramach nowoczesności, udało by się zmusić kłamców, żeby zamilkli chociaż jeden dzień w roku? Tylko jak? Wątpię, żeby super kłamca, jakim niewątpliwie jest Tusk, mógł chociaż w tym jednym dniu, powstrzymać się od kłamstw wszelkich, gdyby to w jego wypadku w ogóle było możliwe. No cóż, każdy jest najbardziej sobą.
Ogłośmy zatem, pierwszy kwietnia międzynarodowym Dniem Tuska.