‒ Lubisz kryminały? – spytała Małgorzata.
‒ Jako rozrywkę, tak. Pod warunkiem jednak, że nie ogranicza się do samych scen rozrywania ludzi na strzępy. – stwierdził DUCH CZASU.
‒ Wolisz takie polegające na rozwiązywaniu zagadki, jak w serialu Columbo?
‒ Właśnie.
‒ Obawiam się, że nie wszyscy odczytują właściwie na czym polega urok porucznika.
‒ Twoim zdaniem na czym, bo chyba nie na stroju?
‒ Mylisz się. Ten prochowiec ma duże znaczenie.
‒ A zauważyłaś, że bywa nadużywany, zwłaszcza w scenach na plaży?
‒ Zauważyłam.
‒ Bo albo roznegliżowanym dziewczynom powinno być zimno, albo porucznik powinien się pocić.
‒ Podejrzewam, że tym prochowcem zafascynowali się twórcy innego serialu. Porucznika zastąpili koszmarną babą, a prochowiec radziecką uszatką.
‒ Skąd to wiesz?
‒ Serial jest emitowany na sąsiednim kanale telewizyjnym, ale nie mogę się zmusić do oglądania go dłużej niż trzy sekundy.
– To i tak jesteś wytrzymała.
Archiwum kategorii: Spotkania z Duchem Czasu
Przerywnik czy profesja
‒ Ile razy można w jednym zdaniu użyć Q-przerywnika? – spytała Małgorzata.
‒ To zależy od tego jak długie jest zdanie ‒ odpowiedział DUCH CZASU. ‒ Rekordziści po każdym słowie dodają ten przerywnikiem, żeby zaznaczyć własną wyższość nad „wiochą”. Jeden z bramkarzy po puszczeniu gola powtórzył to 7 razy.
‒ A jeśli to nie jest przerywnik?
‒ Co masz na myśli?
‒ Spotkałam dziewczynę, która stojąc przed sklepem, wykrzykiwała to najmodniejsze słowo.
‒ Trzeba ją było zapytać czy wzywa mamusię, czy sama się przedstawia.
‒ Myślę, że to drugie. RODO zabrania używania w miejscach publicznych nazwisk, ale nie profesji, przecież.
‒ Słowo to można rozumieć jako profesję, albo charakter.
‒ Jedno drugiego nie wyklucza.
Secret Service
‒ Na czym właściwie polega praca polskiego agenta za granicą? – spytała Małgorzata.
– Na tym samym, co i w kraju – odpowiedział DUCH CZASU.
‒ Czyli na czym?
‒ Na pilnowaniu, żeby kochał on „władzę ludową”.
‒ Nic się nie zmieniło?
‒ Nazewnictwo tylko i ograniczenia RODO. Tak działa mafia. Ziobro, to przecież straszny przestępca, bo podarował wozy strażackie strażakom, czym kupił sobie ich przychylność.
‒ To rzeczywiście groźna transakcja.
‒ Mało tego, za czasów kiedy był Ministrem Sprawiedliwości, to niejaki mecenas Giertych, musiał ukrywać się we Włoszech, bo nakradł tyle, że sam się tego wystraszył. .
‒ Gdzie go jednak pozwami nie nękano.
‒ Dodajmy, że było to potem, jak biedak zemdlał na widok prokuratora.
‒ Swoją drogą, adwokat mdlejący przed prokuratorem, to ewenement na skalę światową. Księga Ginesa czeka na wpis.
‒ Skąd biedaczek mógł wiedzieć, co kierowca podsuwa mu do podpisania, ani skąd się biorą miliony na jego koncie?
‒ Niezawisły (od prawa i zdrowego rozsądku) sąd wykazał niezbicie, że to tylko głupek, który nie wiedział co podpisuje.
‒ Rzeczywiście, głupota nie podlega paragrafom.
‒ I jest szczególnie ceniona, bo praktykowana przez koalicję 13 grudnia.
Tępak, czyli kto?
‒ Popatrz jaki dialog nawiązałam z czytelnikiem mojego felietonu – powiedziała Małgorzata.
‒ Pokarz – DUCH CZASU sięgnął po wydruk.
„ – Polacy to naród tępaków – skomentował czytelnik podpisujący się polsko brzmiącym nazwiskiem w liczbie mnogiej.
– A czy Państwo Jy się do nich zaliczają? – spytałam.
– Głupi nigdy nie powie, że jest głupi a ty też.
– W takim razie witaj w klubie”.
– Rozumiem, że więcej się nie odezwał.– powiedział DUCH CZASU.
– Dobrze rozumiesz.
– Bidulek, nie zauważył nawet, że sam sobie naurągał.
– Nie koniecznie. Może uważa się za szwaba?
– Ale po co? Szwab jest od oszwabiania, nie od nękania dla samej przyjemności nękania (choć w historii było różnie). Może raczej ma się za kacapa?
– Albo jednak za Polaka, tylko takiego wyjątkowego, najmądrzejszego z sześćdziesięciu milionów, jakie żyją w tej chwili na świecie.
– To masz temat na kolejny felieton.
– No, nie wiem. Wolałabym mądrze pisywać o ludziach prawdziwie mądrych i dla mądrych.
Czarna teczka
‒ Zastanawiałeś się co zawierała czarna teczka Tymińskiego? – spytała Małgorzata.
‒ Wszyscy się zastanawiali – odparł DUCH CZASU.
‒ I?
‒ Jeśli zawierała dowody, że Wałęsa był „Bolkiem”, to była bomba dużego kalibru.
‒ Dlaczego kontrkandydat na stanowisko prezydenta jej nie odpalił?
‒ Taki wybuch zmiótł by esbecką patynkę, a na to właściciele „okrągłego stołu” nie mogli pozwolić.
‒ Gdyby nawet doszło do odpalenia, to kto by uwierzył „człowiekowi znikąd”?
‒ Właśnie. Nie zapominajmy, że Wałęsa, może i głupek, ale uchodził wówczas za bohatera.