Setki słów 36/2025(740)

 Po przeszło dwugodzinnej przemowie „Won ten Layer” nikt chyba nie spodziewał się usłyszeć czegokolwiek wartościowego. Nie ma najmniejszego znaczenia, czego naobiecywała, bo trudno spodziewać się, żeby jej obietnice przekładały się na oczekiwane przez ludzi czyny. 
   Wydobycie sensownej informacji z potoku słów bywa coraz trudniejsze. Zachęcona jakimś zwrotem, otwieram dwudziestominutowy film, w którym autor powtarza mi 20 razy to samo zdanie, stwierdzające oczywistości i przeplata je innymi nic nie znaczącymi frazesami. Oczekiwanej konkluzji brak. On zarobił na moim kliknięciu, ja straciłam czas słuchając jego bełkotu.
   Nie wszyscy mówcy są jednak interesowni. Wiele osób mówi, bo lubi, co nie znaczy, że nie mają nic do powiedzenia. Inny podział to: na osoby przekonane o wartości wypowiadanych przez siebie słów i na takie, które mają wątpliwości. Te pierwsze przeplatają swoją wypowiedź ulubionym słowem „właśnie”. Osoby ostrożne, wolące nie brać odpowiedzialności za wypowiadaną informację, uwielbiają zwrot: „jak gdyby”. Jeden i drugi zwrot bywa zaraźliwy.
   Niebawem podział będzie tylko jeden na mowę miłości – tę chwalącą „władzuchnę” oraz mowę nienawiści, tę dociekającą niewygodnej prawdy.

Haki 35/2025(739)

   Czy zbieranie „haków” na pretendentów do władzy przez ich konkurentów ma jeszcze sens? W tej dziedzinie mistrzem nad mistrze był Bierut. W jego imponującej kolekcji, na poczytnym miejscu listy, znajdował się sam Stalin, któremu przecież służył.
   Już samo zbieranie kompromitujących informacji było niebezpieczne, bo wielce prawdopodobne, że trafi się na podwójnego agenta, zwłaszcza, jeśli samemu się do nich należyi wtedy... 
   Następnie dokumenty trzeba powielić i ukryć w miejscach niedostępnych dla przeciwnika. Traktowanie takiego skarbu jak polisy ubezpieczeniowej na życie było wielce ryzykowne, bo stawało się jednocześnie niewątpliwym powodem zabicia właściciela kolekcji. Życia nie ocalił w ten sposób ani Bierut, ani małżeństwo Jaroszewiczów, próbujące tej samej sztuczki, chociaż nie na tak wielką skalę.
   Jak to jest dzisiaj? Teraz żadne „haki” nie są już potrzebne. Wystarczy pomówienie, nieudolne kłamstwo, powołanie się na opinię kryminalisty, któremu zwierzał się anonimowy świadek. Taką bzdurę kupi kto trzeba, jeśli wygłosi ją sam Tusk, którego w UE nikt nie ogra,  bo wszyscy go olewają. Oczywiste androny, w dobie powszechnego kłamstwa, nikogo już nie oburzają, a nawet nie dziwią. Zbieranie, ukrywanie i grożenie „hakami” przestało mieć sens.
   A, może jest to taka dobra strona kłamstwa powszedniego? 

Kontrasty 34/2025(738)

  W okolicy, gdzie mieszkam, po jednej stronie ulicy sąsiaduje ze sobą (ale nie konkuruje) 6 restauracji. Łączy je jedno: w upalne dni żadna z nich nie oferuje lodów!
   Całkiem inną ciekawostkę znalazłam przy ulicy Kruczej. Sąsiadujące  ze sobą dwie duże restauracje o podobnej ilości stolików. W jednej goście stoją w kolejce czekając na wolny stolik; a w tej sąsiedniej ani jeden stolik nie jest zajęty! Szokujący widok. Gdybym nie widziała tego w realu, to bym nie uwierzyła.
   Czy ktoś może mi wytłumaczyć aż taką anomalię? Powiadają, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Powyższe przykłady przeczą temu twierdzeniu. No, w każdym razie nie chodzi tu o pieniądze z utargu. A może ta druga knajpa, to pralnia? Czego? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…
   Powrót do normalności obecnie wydaje się trudny w każdej dziedzinie życia, kiedy logika, jaką się zwykle posługujemy, przestaje obowiązywać. 

Cele i metody 33/2025(737)

Porównywanie osiągnięć rządu Tuska z rządem Kaczyńskiego jest nieporozumieniem. Najpierw trzeba sprecyzować cele obu rządów: byłego i obecnego. Jeśli są rozbieżne (a są), to jak je porównywać​?

Na czym innym polega obecna „demolka” państwa, a na czym innym budowanie i rozwijanie go rozwoju. Zastanówmy się zatem nad skutecznością obu formacji w osiąganiu postawionych sobie celów.

Koalicja 13 grudnia ma nas, zwykłych Polaków, za wrogów. Wroga, jeśli nie można unicestwić, to przynajmniej należy dezorientować rozbieżnością słów i czynów. Tę umiejętność Tusk wyssał z mlekiem matki Niemki. Szkopuł polega na tym, że bezkrytycznie ufają temu rządowi ludzie, którzy nie chcą, albo nie potrafią kojarzyć faktów. A może nie są po prostu inteligentni? TVN zmienia narrację co chwila, a jej widzowie nie pamiętają, tego co usłyszeli dzień wcześniej. Ale to metoda przekonywania przekonanych.

Zagrywka polegająca na „rozliczaniu” PiS-u za to co rzekomo robił jest bezprzedmiotowa. Nie da się zapełnić więzień niewinnymi ludźmi tak, żeby już nie wystarczyło miejsca dla prawdziwych złodziei i sprzedawczyków. Ta metoda „warczących demokratów” nie jest skuteczna. Tyle że, metoda pobłażania aferzystom, stosowana przez PiS, też poniosła fiasko. Winni powinni być za przestępstwa ukarani zgodnie z obowiązującym prawem.

A zatem nie tylko cele, metody oraz ich skuteczność, są różne obu formacji, a porozumienie niemożliwe. Nawet na zarzut prezydenta o gigantycznym zadłużeniu państwa, premier odpowiada o jakimś sukcesie rządu, jak on go zapewne (wyłącznie po swojemu) rozumie.

Mam nadzieję, że Prezydent Karol Nawrocki zmusi ten rząd działający na zgubę Polaków do szybkiej abdykacji. Pomóżmy mu w tym głosząc prawdę wszędzie tam, gdzie to możliwe.

Ilość czy jakość? 32/2025(736 )

Niezadowolonym elegantkom w PRL-u obiecywano, że jak tylko planowana centralnie produkcja odzieży osiągnie wystarczającą ilość, żeby ubrać wszystkich, to przyjdzie czas na jakość, taką jak na Zachodzie. No i przyszła z Zachodu upragniony, ale… nie jakość, tylko właśnie ilość! Teraz każda dziewczyna może wybierać czy woli bluzeczkę białą w czarne prążki, czy czarną w białe.

Komunizm „tak ma” niezależnie od tego skąd przychodzi. Z tym, że komunizm radziecki miał konkurencję w postaci realnego kapitalizmu. Komunizm unijny nie ma konkurencji, może więc wciskać dowolne idiotyzmy. Taką „niewinną” anomalią jest narzucenie wszystkim okropnych ubiorów. Teraz nowoczesny młodego człowieka stara się wyglądać tak koszmarnie, jak to tylko możliwe.

W kulturze też jakoś przeszła w ilość. W siermiężnym PRL-u były 2 kanały telewizyjne, ale Teatr Telewizji w poniedziałki i Kobra w czwartki przyciągały widzów. Teraz, w 1000 kanałów nie ma prawie niczego, co dałoby się oglądać. Dwie stacje mówiące prawdę, to za mało. Szpetni aktorzy wygłaszają stale te same wyświechtane frazesy nic nie wnoszące do akcji. Sama akcja, to mordobicie, pościgi i strzelanina, przy czym nieważne kto kogo nawala. Trudno odróżnić jeden film od innego.

Internet pełen jest treści strasznych. Czyżby takie właśnie przyciągały uwagę odbiorcy? Inny wybór to filmiki np. najgłupsze wypowiedzi „polityczki”, (mojej imienniczki), albo o inteligentnych kotach. Nie ukrywam, że wolę te o kotach.

Czy jest jakaś szansa na poprawę w kulturze, jak my, konserwatyści ją rozumiemy?