Porozmawiajmy o miłości 48/2014 (179)

Ktoś zadał mi pytanie co zrobię w obecnej sytuacji (politycznej, jak rozumiem). No cóż, ustroju ani rządu nie zmienię, nawet powszechnej mobilizacji zarządzić nie mogę. Proponuję więc zmianę tematu. Porozmawiajmy o miłości i to nie o tej gwałtownej żywionej przez rząd do obywateli polskich, a zwyczajnej.
Im czegoś mniej, tym więcej się o tym mówi. Przy tej okazji dobrze jest społeczeństwo zabajtlować mylnym pojmowaniem wyrazów. W tym wypadku chętnie zastępuje się „seks” „miłością”, a pojęcia te różnią się w sposób zasadniczy. Dobrze jest sobie uzmysłowić, że miłość to nie seks ani pornografia. Seks akurat tyle ma wspólnego z miłością co i z gwałtem.
Jeśli ktoś poświęca szczęście własnych dzieci w imieniu „miłości”, z na-dzieją, że miłość mu wszystko wybaczy…, to „miłość” niech mu wybacza, ale dzieci nie powinny! Brak odpowiedzialności zasługuje na potępienie i nie dajmy sobie wmawiać, że jest inaczej. Seriale telewizyjne wciskają nam łzawy kit, jak to dzieci „rozumieją”, że rodzice „muszą” się rozwieść. Nie, kochane dzieci! Gdyby rodzice naprawdę was kochali, to nie „musieliby” się rozwodzić!
Zdrada wobec własnych dzieci jest okrutną zdradą. Czy zawiedziona miłość najmłodszych przekłada się na agresję? Nic mi nie wiadomo, żeby robiono takie badania. Zbadano natomiast agresywność dzieci. W roku 2010 doszło w szkołach do 26,2 tys. przestępstw. Statystycznie każdego dnia tamtego roku szkolnego dochodziło do jednego pobicia nauczyciela.
No, ale za miesiąc Święta Bożego Narodzenia, pomówmy więc o miłości prawdziwej, romantycznej i nie ckliwej. W obecnej literaturze, ani filmie już takiej nie uświadczysz. A mnie się marzy taki film, w którym nie ma ani scen łóżkowych, ani przemocy, ba nie ma w nim nawet jednego pocałunku. Gdyby ktoś tak potrafił opowiedzieć o miłości, to chętnie bym to obejrzała.
Przy okazji polecam zbiór opowiadań, w którym próbowałam zmierzyć się z tym tematem. Kto zamówi „Ostatnią romantyczną przygodę” do 19 grudnia wystarczy, że zapłaci za książkę z wysyłką tylko 19 zł.

Jedna myśl nt. „Porozmawiajmy o miłości 48/2014 (179)”

  1. Szanowna Pani Małgorzato,
    Pokuszę się o kilka moich refleksji, zapewne niezbyt odkrywczych.
    Miłość – to pojęcie pełne treści, jednak rozumiane przez wielu ludzi odmiennie. Ogólnie rzecz ujmując i upraszczając temat maksymalnie, można wydzielić dwie koncepcje patrzenia na człowieka, a tym samym rozumienia tego czym jest miłość. Koncepcja pierwsza, lansowana przez religie monoteistyczne – ujmuje człowieka jako jednostkę społeczną, która by dobrze we wspólnocie egzystować musi poddać się pewnym regułom postępowania (normy moralne) rezygnując w dużej mierze z dogadzania wyłącznie sobie. Miłość rozumiana jest tu jako umiejętność wczucia się w czyjeś potrzeby, umiejętność rezygnacji z własnych egoistycznych potrzeb, by poświęcić się dla dobra innego człowieka. W drugiej koncepcji (lansowanej przez środowiska lewicowo-liberalne – środowiska z definicji „nowoczesne”) przeciwstawnej pierwszej, u podstawy tworzenia NOWEGO CZŁOWIEKA („nowoczesnego”) leży wyalienowanie jednostki ze społeczeństwa. Ma być ona egoistyczna, dbająca jedynie o siebie, pozbawiona wsparcia innych ludzi w konsekwencji bezbronna, ubezwłasnowolniona różnymi „uzależniaczami” i ogólnie podatna na manipulację. W tej koncepcji miłość sprowadzona jest do dążenia do kopulacji w najróżniejszych jej wariantach (nazywanej „elegancko” seksem) i nic ponad to. Seks ma być kolejnym „uzależniaczem”, a jak wiemy, cukier łatwo uzależnia, bo jest słodki.
    Z poważaniem – Ewa Działa-Szczepańczyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wprowadź rozwiązanie: *