Wybory samorządowe

 

    Od ładnych paru lat wpajano nam, że dzielimy się na tych oświeconych, co to niczego się nie boją, i tych zaściankowych zalęknionych postępem. A tu nagle okazało się, że aż połowa z nas przestała bać się PiS-u! Jak to przestała!? To ci, postępowi z dużych miast w ogóle czegoś się bali? No, niech tam, ale skąd ta zmiana? Dlaczego strach przestał działać?

     Czyżby ludzie zaczęli wreszcie dostrzegać jakiej zostali poddani manipulacji? A może to tylko „elity” zostały zagrożone utratą koryta i nerwowo szukają drogi ewakuacji?

     Tak czy inaczej, już 16 listopada czekają nas wybory samorządowe. Głosować czy nie? Wzorem zaleceń Donalda Tuska przed referendum w sprawie odwołania Gronkiewicz-Walc, ja bym wręcz zwolniła z tego obowiązku wszystkich zadowolonych z rządów Platformy. Niech do urn idą sobie tylko ci, którzy chcą coś zmieniać, naprawiać, zamiast odpoczywać. W Związku Radzieckim nie zamieniano mieszkań, bo już sama deklaracja, że pragnie się mieszkać inaczej niż Partia przydzieliła, było wyrazem nieposłuszeństwa, a to groziło poważnymi konsekwencjami. Teraz żadne konsekwencje nie grożą, po co się więc fatygować. Zostańcie w domach miłośnicy Platformy Obywatelskiej!

     Dołączą do was też ci wszyscy, którzy raczą zagłosować dopiero wtedy, gdy już  wszystko będzie po ich myśli, czyli nigdy. Nie oddadzą też swojego głosu osoby „praktyczne”, żeby nie przyłożyć przypadkiem ręki do bogacenia się kogokolwiek.

Jedna myśl nt. „Wybory samorządowe”

  1. Szanowna Pani Małgorzato
    Zastanawia mnie od pewnego czasu smutne zjawisko społeczne występujące w ostatnich latach w naszej ojczyźnie – BIERNOŚĆ Polaków. To, że nie jesteśmy społeczeństwem obywatelskim jest faktem. Źródeł naszej bierności obywatelskiej doszukiwać się należy w najnowszej naszej historii – inżynieria społeczna za czasów PRL-u i III PR zrobiła swoje. To oczywista oczywistość i nie ma co się nad tym zagadnieniem rozwodzić. Bardziej ciekawe jest to czy ten stan jest odwracalny. I tu nie znajduję w obecnej sytuacji społeczno-politycznej Polski optymistycznej odpowiedzi – przynajmniej na najbliższe lata. Myślę, że większość patriotycznych propaństwowo nastawionych elit (tych nielicznych i słabych, o czym już pisałam w poprzedniej korespondencji), żyje iluzją, że „społeczeństwo zdegradowane socjalnie wreszcie się przebudzi”. Budowanie wygranej wyborczej, a potem państwa na bazie takiego „budulca” jest wielką pomyłką. Istotą trwania narodu jest jego DUCH, a nie dostatek „kiełbasy”. Tylko zbiorowość światłych i świadomych obywateli gwarantuje nam przetrwanie. Gdy PIS zwycięży w następnych wyborach, taki zdegradowany socjalnie elektorat ze swej natury będący wielce „chimeryczną panną”, szybko odwróci się od tej partii (tym bardziej, że trzeba będzie posprzątać tą „stajnię Augiasza” po rządach PO). I znowu zabraknie nam czasu by popracować nad DUCHEM NARODU. Według mojej opinii, czekają nas wówczas dwa scenariusze wydarzeń – albo czeka nas mozolna, długotrwała praca organiczna (już z dobrym skutkiem ją przerabialiśmy w naszej historii) zakończona sukcesem, czyli odbudową wspomnianego DUCHA NARODU, albo, co smutne, całkowite rozpłynięcie się naszej nacji w wielkiej rodzinie narodów.
    Z wyrazami szacunku – Ewa Działa-Szczepańczyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wprowadź rozwiązanie: *