Sekty polityczne 37/2014 (168)

Zbliżają się wybory samorządowe i każdy z nas będzie mógł wykazać się postawą obywatelską. Wybierzmy ludzi godnych zaufania rozumnych i odważnych. Ba, ale jak to zrobić? Bardzo często dotychczasowi włodarze nie spełniają żadnego z powyższych wymagań. Dobrze przynajmniej, że tyle o nich wiemy. A co wiemy o ewentualnych nowych kandydatach? Najczęściej tyle, ile uda się im samym o sobie powiedzieć. I tu zaczyna się problem. Informacja może być prawdziwa, albo i nie.

     Spójrzmy jak działają sekty dla pozyskania zwolenników. Najłatwiej jest osaczyć ofiarę samotną, pozbawioną oparcia najbliższych i niezadowoloną z życia jakie przyszło jej wieść. Przedstawiciel sekty okazuje jej zrozumienie, sympatię, wsparcie. A jak się to wszystko kończy nie trzeba nikogo przekonywać.

     Platforma Obywatelska zrobiła wszystko, żeby żyło się jej lepiej kosztem pozostałych obywateli. Niezadowolenie jest powszechne, co bardzo ułatwia żer sektom politycznym. Wystarczy trochę popsioczyć i ogłosić się zbawcą narodu, żeby zjednać sobie zwolenników. Partie polityczne, co by złego o nich nie powiedzieć, to jednak weryfikują swoich kandydatów – pozytywnie lub negatywnie. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że kandydat PO, jeśli nawet sam nie kradnie, to na złodziei musi przymykać oko, bo inaczej nie ma czego w tej partii szukać.

Jedna myśl nt. „Sekty polityczne 37/2014 (168)”

  1. Szanowna Pani Małgorzato
    Aktywność wyborcza Polaków to poważny problem. To owoc „ciężkiej pracy” inżynierów dusz III RP. Niestety, społeczeństwo obywatelskie – to nie polskie społeczeństwo. Co robić? Jedni mówią, że trzeba poczekać – gdy Polakom życie dokopie to się przebudzą, drudzy mówią – jako naród mamy dużą witalność i nie z jednej opresji wychodziliśmy cało. Pierwsi nie zauważają, że zdecydowanej większości Polaków życie dokopuje już od siedmiu lat i jakoś nie inspiruje ich to do działania, drudzy nie zauważają, że narody prosperują dobrze jedynie wtedy gdy posiadają światłe i silne elity (utożsamiające się z własnym narodem) mogące skutecznie oddziaływać na większość społeczeństwa i służyć mu. Gdy owych elit brak – naród przestaje istnieć, gdy są słabe naród powoli zanika – staje się zbiorowiskiem jednostek, które nic ze sobą nie łączy. W Polsce od wielu już lat, począwszy od zarania PRL-u, mamy do czynienia z drugą opcją. Z grubsza można nas podzielić obecnie na trzy kategorie: pierwsza – najliczniejsza – powstała zgodnie z prawidłem: „istnieje określona granica upodlenia człowieka, poza którą człek przestaje funkcjonować jako jednostka społeczna, zaczyna zabiegać jedynie o swoje sprawy, by przetrwać” (ta grupa z zasady nie chadza na żadne wybory), druga – zachowuje się identycznie jak pierwsza (jest aspołeczna) , lecz nie po to by przetrwać, a po to by trwać (ta chadza na wybory w sposób wyjątkowo zdyscyplinowany tylko po to by utrzymać lub odtworzyć układ gwarantujący jej owe trwanie) i wreszcie trzecia grupa – element najwartościowszy, utożsamiający się z własnynarodem – niestety w naszym kraju nieliczny i słaby (choć wyborczo zdyscyplinowany). Pozostaje w dalszym ciągu pytanie: co robić? Odpowiedź wydaje się prosta: przede wszystkim wzmocnić grupę trzecią , by ta uaktywniła grupę pierwszą i zmarginalizować grupę drugą. W polskich realiach rolę pronarodowych elit powinien odegrać KOŚCIÓŁ, bo jest instytucją o dużej sile społecznego oddziaływania. Jednak tego nie czyni, bo jest podzielony i słaby. Obecnie jedynie jego „prawe” skrzydło promuje patriotyczną i obywatelską postawę wśród Polaków.

    Serdecznie pozdrawiam – Ewa Działa-Szczepańczyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wprowadź rozwiązanie: *