Obowiązkowa demokracja 19/2014 (150)

     Za PRL-u mawiało się, że najpierw odbywają się wybory, a później idzie się już tylko głosować. Wydawać by się mogło, że to sytuacja, w której nie warto się fatygować. Nic bardziej mylnego. Obywatel nie odhaczony na liście wyborczej stawał się podejrzany i słusznie, bo skoro nie poparł jedynego kandydata, jedynej partii, to znaczy się wróg, a wrogowi ani awans, ani paszport się nie należały.

     Tusk przyjął tę samą taktykę przy próbie odwołania HGW ze stanowiska prezydenta Warszawy, tylko odwrócił zasadę. Dał wyraźnie do zrozumienia, że wzięcie udziału w referendum, tj. hak na liście, świadczą dobitnie, że nie popiera się jedynej słusznej sprawy lansowanej przez jedynie słuszną partię. Nie po to zwielokrotnił ilość urzędników pobierających pensje za odsiadkę w biurach, żeby mu ta rzesza nie była wierna.

     Niebawem czeka nas seria wyborów i już niektórzy namawiają do ich bojkotu. To ryzykowny pomysł, żeby nie powiedzieć – po prostu infantylny. Że niby niska frekwencja ma uświadomić rządzącym brak naszego poparcia? Partia rządząca ma to w… głębokim poważaniu. Tylko przy jak najliczniejszej frekwencji mamy szanse wybrać ludzi, od których w przyszłości możemy czegoś wymagać.

     Kiedy będzie szansa na zmianę ordynacji wyborczej, to ja byłabym za bezwzględnym obowiązkiem brania udziału we wszystkich wyborach pod karą 1000zł. W ten sposób jeśli urny się nie zapełnią, to przynajmniej zapełni się kasa.

     Jeśli już koniecznie musimy mieć tę demokrację, to niech wreszcie będzie obowiązkowa!

    

Jedna myśl nt. „Obowiązkowa demokracja 19/2014 (150)”

  1. Szanowna Pani Małgorzato
    Oczywiście ma Pani rację, kontestacja polskiej rzeczywistości poprzez nieuczestniczenie w wyborach to nic innego jak „podcinanie gałęzi na której się siedzi”, ale widać niektórzy przedstawiciele naszego gatunku mentalnie nigdy z tej gałęzi nie zeszli.
    Teraz pozwolę sobie „rzucić” kilka słów z innej „beczki”, ale związanych poniekąd z zagadnieniem.
    Demokracja, mówiąc dużym skrótem, to dobry wynalazek na dobre, syte i bezpieczne czasy, ale niestety te dobre, syte i bezpieczne czasy są przemijające i co wówczas począć? Trzeba „silnej ręki”, która często może przerodzić się w „silną pięść” i wówczas co począć? Trzeba silnej demokracji, ale ona rodzi się w warunkach dostatku, dobrobytu, sytości i zewnętrznego bezpieczeństwa. Co począć by to osiągnąć? Ano, nie zawsze da się to osiągnąć i wówczas bierze górę system „silnej ręki”, który może przerodzić się w system „silnej pięści”. I tak można by dywagować bez końca. Jak to działa – można prześledzić współcześnie obserwując relacje SYTY ZACHÓD – tzw. KRAJE TRZECIEGO ŚWIATA. Śmieszy mnie medialny przekaz, królujący w „cywilizowanym” świecie Zachodu, jakoby zaszczepienie demokracji w krajach pokolonialnych (trzeciego świata), służyło dobru owych krajów, bo chroni je przed systemem „silnej pięści”. A tak naprawdę, w sytuacji tych krajów (niedostatku, braku patriotycznie nastawionych elit i stałego zagrożenia z zewnątrz) sprawdza się system „silnej ręki”, a nie demokracja, która rodzi chaos. Słowem, siłowo „wszczepiona” demokracja służy utrzymaniu w tych krajach bardaku, który jest na rękę dawnym i nowym kolonizatorom. Ten bardak wyłania z reguły system „silnej pięści”, który co charakterystyczne, jeżeli jest powolny Zachodowi, jest przez niego niejednokrotnie popierany i wspierany. I wówczas zachodnim demokracjom, przepojonym duchem humanizmu, nie przeszkadza łamanie praw człowieka i wszechobecna nędza panująca w tych krajach. Sytuacja się zmienia, gdy w krajach trzeciego świata interesy Zachodu stają się zagrożone, wówczas „wykwita” w „ichnich” mediach dyskusja o łamaniu praw człowieka itp. “parole, parole, parole”. Podręcznikowym przykładem kraju, który wybił się na niezależność poprzez system „mocnej ręki” była Libia. Ale to bardzo kolidowało z interesami Zachodu, który wykreował w mediach Kadafiego na satrapę, którego oczywiście należało obalić i najlepiej „oddolnie” – rękami samych Libijczyków**. Teraz mamy w Libii „demokrację” – czyli totalny chaos (o którym Zachód w swoim medialnym przekazie milczy), ale cel został osiągnięty – m.in. wszystkie znacjonalizowane swojego czasu szyby naftowe wróciły do „swoich prawowitych” właścicieli.

    Serdecznie Panią pozdrawiam – Ewa Działa-Szczepańczyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wprowadź rozwiązanie: *