Sondażowe słupy 15/2014 (146)

Pisanie listów do takich person jak obecny prezydent czy premier, to mówiąc oględnie strata czasu i papieru. Rozczulają mnie wyliczanki typu: na co brakuje pieniędzy, a gdzie się je marnuje. Nawet nie warto zakładać, że oni o tym nie wiedzą. Ich to po prostu nie interesuje! Nie od tego są.

      Równie dobrze można pisywać do aktora, grającego choćby nawet główną rolę w serialu, z postulatem zmiany scenariusza. Takie słupy (sondażowe czy podstawione) nie są po to, żeby czymkolwiek faktycznie zarządzać. Faktyczne zarządzanie ma miejsce tylko w państwach poważnych, a nasze należy niestety do tych państw pozostałych. Słupy mają jeden jedyny cel do osiągnięcia: tak przypodobać się przygłupim wyborcom, by załapać się na następną kadencję, znowu bezkarnie obiecując wszystko wszystkim i mając pewność, że nikt ich z tych obietnic nie rozliczy.

      Słup, czy jak kto woli marionetka działa zgodnie z przewidywaniami i wolą pociągającego za sznurki. Niekiedy te sznurki, jak to sznurki plączą się, zwłaszcza gdy pociąga za nie więcej niż jeden animator. Wtedy obserwujemy nagłe zmiany stanowisk, ale oczywiście bez dalszych konsekwencji, bo tych być nie może. Takie wskakiwanie w cudze buty, nieszczere udawanie patriotyzmu, mogłoby nawet być zabawne gdybyśmy mieli więcej poczucia humoru.

      Ale póki co, miejmy chociaż poczucie honoru nieznane słupom. Nie traktujmy ich na serio. Przy okazji najbliższych wyborów pozbądźmy się wreszcie ludzi nas kompromitujących.

    

2 myśli nt. „Sondażowe słupy 15/2014 (146)”

  1. Szanowna Pani Małgorzato
    Chciało by się napisać „święte słowa”. TAK – zdecydowanie nasi rodacy zbyt serio traktują Donalda i jego świtę. Naszła mnie jednak inna bardziej ogólna konkluzja
    – politycy mają pod pewnym względem ciężkie życie.
    Zasada demokracji wymusza na polityku, by zjednał sobie jak największą liczbę wyborców. Zgodnie z rozkładem krzywej Gaussa – większość przedstawicieli populacji ludzkiej to „przeciętniacy”, a przeciętność w odniesieniu do umiejętności interpretacji zjawisk społeczno-politycznych przekłada się (nie bójmy się tego słowa) na idiotyzm. A więc celem polityka jest zjednanie sobie jak największej rzeszy idiotów. Stąd niejeden polityk sam z siebie robi idiotę, by kupić sobie sympatię wyborców. Wszyscy bez wyjątku politycy mający ambicje bycia „sternikami” narodów muszą to czynić. I w zasadzie nie należy się tym gorszyć – to koszty własne demokracji. Natomiast kluczową kwestią pozostaje – w jakim celu polityk „urabia sobie” elektorat? I tu można wyłonić dwie zasadnicze kategorie polityków:
    1 – politycy identyfikujący się z własnym narodem, mający wizję państwa, a „urabianie” elektoratu służy, by tę wizję móc realizować.
    2 – politycy nieidentyfikujący się z własnym narodem, mających jedynie „wizję jak sobie dogodzić”, a „urabianie” elektoratu służy jedynie do zdobycia władzy lub jej utrzymania, by tę „wizję” móc realizować.
    Do której kategorii zaliczymy Donka i jego ekipę?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wprowadź rozwiązanie: *