Wszystkie wpisy, których autorem jest mtodd

Agresja i szantaż 33/2019 (424)

Czy da się budzić litość i zachwyt jednocześnie, w dodatku za pomocą agresji i szantażu? Opozycja totalna uważa, że tak, i potwierdza to swoim działaniem. Niesłusznie zarzuca się Koalicji Obywatelskiej, że nie ma programu. To właśnie jest ich programem. Walczą przecież o wolność najszerzej rozumianą… Oj, chyba się zagalopowałam – wolność sprowadzającą wszystko do seksu ze wszystkim, co się rusza albo i nie rusza, w każdym miejscu i dowolnym czasie, koniecznie w tęczowych barwach.
Kiedy obejmą już władzę, to na najlepiej płatne stanowiska zostaną desygnowani wszyscy sodomici i gomoryci, a zwłaszcza genderowi aktywiści. O żadne inne kwalifikacje nikt ich nie będzie pytał. Zacznijmy więc już teraz litować się i podziwiać jednocześnie zboczeńców wszelkiej maści, bo tylko patrzyć, jak zostaną naszymi panami. Jaśnie oświeconemu jaskrawą tęczą panu, jak wiadomo, żadne kwalifikacje nie są do niczego potrzebne. Może np. zarządzić drewnianą strefę relaksu na skrzyżowaniu dróg, darmowe hotele dla „biednych wesołków”, żeby nie musieli tego robić w parkach, bo aura bywa kapryśna. Panu nikt przecież nie zabroni promowania uciech, jak „parady równości”. Wszyscy zastanawiają się, o jaką tu równość chodzi, a to przecież proste. O zrównanie politowania z podziwem. Musimy tylko wzbudzić w sobie litość i zachwyt nad tymi samymi kreaturami jednocześnie! Sprzeczność? No trudno, skoro wybierzemy tych, którzy słyną z obiecywania wszystkiego wszystkim przed wyborami, a po wyborach mówią „sorry, taki mamy klimat”, to czego innego możemy się spodziewać?

Swojaki

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Swojaki

Występują: Wańka i Podwładny

Wańka: Co nowego?
Podwładny: Melduję, towarzyszu…
Wańka: Mówiłem już, żebyście dali sobie spokój z tym towarzyszem i tytułami. Dla swoich jestem Wania.
Podwładny: Jak tak, to słyszałem właśnie przed chwilą taki dowcip: – Nie mów do mnie mamo. Fakt, że sypiam z twoim ojcem, do tego cię nie upoważnia. – To jak mam mówić? – Po prostu, Andrzej.
Wańka: Dobre, ale nie nadaje się do rozpowszechniania. Powiedz lepiej, ile podpisów udało się zebrać pod petycją?
Podwładny: Za mało na złożenie w Sejmie projektu obywatelskiego.
Wańka: Jasne, to stale cholernie katolicki kraj.
Podwładny: Jeśli można zapytać…
Wańka: Pytaj.
Podwładny: To po jakiego grzyba wystawaliśmy na tej patelni od świtu do nocy, agitując przechodniów, żeby żądali rozliczenia kleru z każdej złotówki?
Wańka: To była tylko zbiórka materiałów. Teraz wszyscy usiądziecie i weźmiecie się do roboty.
Podwładny: Jakiej?
Wańka: Trzeba sprawdzić każdy PESEL. To są wszystko nasi potencjalni współpracownicy, same swojaki.
Podwładny: Po co nam aż tylu?
Wańka: Bo już wszyscy zauważyli, że mamy tylko garstkę aktywistów, których wozimy z miasta do miasta na parady równości. Czas powiększyć bazę.
Podwładny: TW?
Wańka: Też, ale najbardziej potrzebujemy armii leninowskich użytecznych idiotów.

KURTYNA

Zniewoleni 32/2019 (423)

Szeherezada tak snuła swoje opowieści, że zawsze kończyła w najciekawszym momencie, aż do następnej nocy. Sułtan nie zabijał jej tylko dlatego, że ciekaw był dalszego ciągu. Trwało to przez tysiąc i jedną noc. Zdawać by się mogło, że ta oczywista zasada powinna obowiązywać we wszystkich serialach telewizyjnych. Dlaczego tak się nie dzieje? Bo Szeherezada walczyła w ten sposób o życie, a producenci seriali mają innych „sułtanów”. Przyciąganie widza jest oczywiście pożądane dla reklamodawców, ale wcale nie chodzi o widza wybrednego, który doceniłby kunszt opowieści.
Te refleksje naszły mnie po obejrzeniu kolejnego odcinka Zniewolonej. Dotąd miałam się za osobę odporną na romanse, które uważałam za szczególnie nudną literaturę. Wątki miłosne są oczywiście niezwykle nudne w polskich serialach. Sprowadzają się bowiem do bardziej lub mniej odważnych scen erotycznych, z nieodzownym dialogiem typu: Kocham cię. Ja ciebie też. Okazuje się jednak, że świetna dramaturgia, odpowiednio rozłożone akcenty i nieszablonowe postacie przyciągają uwagę widza.
Taki perfekcyjny profesjonalizm zaskakuje u naszych wschodnich sąsiadów. Zachód od pewnego czasu podporządkowuje wszelkie działania na niwie kultury poprawności politycznej, czyli zakłamaniu. A kłamstwo ze swej natury jest niespójne i w konsekwencji nudne. Co sprawiło, że Ukraińcy mogą, a my nie możemy mówić prawdy w szeroko pojętej literaturze? Po transformacji u nich władzę w całości przejęli oligarchowie, a u nas nie w całości. Zostały niestety bastiony komunizmu, które trzymają się mocno w sądownictwie, nauce i kulturze. Tu stale czekamy na dobrą zmianę.
Paradoksalnie – mniej zniewoleni przez komunę, okazaliśmy się bardziej zniewoleni przez postkomunę.

Rodzina 31/2019 (422)

Rodzinę kojarzymy po wspólnym nazwisku, najczęściej jest to nazwisko męża, a później dzieci z tego związku. Przynależność do rodu mogła być zaszczytem i należało zadbać, żeby nie wkradł się jakiś samozwaniec. Rosjanie próbowali się zabezpieczyć jeszcze dodatkowo „otczestwem”, jakby nie można sobie było i tego uzurpować. Żydzi darowali sobie dociekanie ojcostwa. Żydem jest syn Żydówki i koniec. Ojciec to tylko dawca nasienia. Najbardziej radykalni okazali się Arabowie. W ich kulturze wystarczy pomówienie o niewierność, żeby kobietę pozbawić nie tylko nazwiska, ale i życia.
Najciekawiej w tej całej sytuacji znalazły się feministki. Walczą dzielnie z mężczyznami w Europie, zwłaszcza z tymi okazującymi szacunek kobietom, jak Polacy. Nie mają zastrzeżeń do innych religii poza chrześcijańską. Szariat to przecież takie ubogacenie naszej nudnej kultury.
Biedne Polki dały sobie jednak wmówić, że bycie k**** to zaszczyt, a co najmniej stan pełnej wolności, czyli upragniony. Konkubinat to nie przemijająca moda, to raczej premedytacja, z jaką pozbawia się dzieci osoby najbliższej, czyli ojca. Ma być łatwo, lekko i przyjemnie, ale nie dzieciom. Samotnej matki wychowującej pięcioro dzieci nikt nie ośmieliłby się zapytać o ojca (ojców) dzieci, bo byłaby to super gafa. A przecież ostatnio wojny nie było, na której ojcowie mogliby polec.

Obleśne parady 30/2019 (421)

To co jeszcze niedawno uważaliśmy za całkiem niemożliwe, staje się faktem, szybciej niż mogliśmy przypuszczać. Takie przyśpieszenie ma swoje dobre strony na przykład w nauce, zwłaszcza tej przez wielkie N. Ma też swoją przerażającą wymowę w obyczajach, które postanowiły zerwać z kulturą. Soros & Co nie żałują pieniędzy na deprawację i ogłupianie Polaków. Mają przewagę, bo do bezguścia i głupoty trafić najłatwiej.
Nowe oblicze komunizmu ze zboczeńcami dzierżącymi tęczowe sztandary u normalnych ludzi powoduje odruch wymiotny, ale czy normalni mają coś do powiedzenia w ustroju totalitarnym, do jakiego nowy etap komunizmu zmierza? Przysługuje nam, co prawda, prawo nienawidzenia nienawistników, ale pod warunkiem, że są nimi wyłącznie katolicy. Pozostałych, kim by nie byli – należy kochać, a zwłaszcza komunistów, bowiem tylko oni nienawidzą tych, co trzeba. Potwierdzają to nawet „sprawiedliwe” wyroki „niezawisłych” sądów.
Biedni zboczeńcy zostali wykorzystani przez komuchów, tak jak na poprzednim etapie próbowano wykorzystać, a właściwie wykorzystano robotników. Ci jednak okazali się niewdzięczni i wysłali swoich „opiekunów” do diabła.
Co jednak może się stać przy takim zawrotnym tempie postępu? Obleśne parady zboczeńców lada moment przestaną szokować i co wtedy? Może kanibalizm…

Zdrowie i kultura 29/2019 (420)

Czy zastanawialiście się, skąd bierze się tyle seriali opowiadających o pracy lekarzy? Może chodzi o zrozumienie różnicy między faktami a fikcją? Pomijam tu taki fakt jak to, że ministrem zdrowia, a później nawet premierem została pogromczyni dinozaurów.
Co może spotkać cię w szpitalu? Jeśli właśnie się urodziłeś, możesz dostać serię szczepionek, które zapewnią ci dożywotnie kalectwo. Jeśli znalazłeś się tam, bo jakiś celebryta przejechał cię na pasach, to możesz zostać dawcą organów. Jeśli jesteś w podeszłym wieku i jako dawca nie rokujesz nadziei, możesz zostać podłączony do kroplówki, która skróci twoje cierpienia definitywnie i nawet czuwająca rodzina nie upilnuje personelu dbającego o rentowność placówki. To są właśnie te nowe osiągnięcia medycyny, takie swoiste nowotwory.
A czy ta nowoczesna medycyna ma coś wspólnego z polityką kulturalną? Bardzo dużo. Jest kołem napędowym seriali telewizyjnych, które mają widza przekonać, żeby się nie bał szpitali, bo tam się ludzi leczy a nie zabija. Gdzie jest prawda? Trudno powiedzieć. Łatwo natomiast zauważyć, że więcej osób obejrzy serial, niż wysłucha np. skarg sąsiada, któremu wykończono krewnego. Tak właśnie robi się politykę, między innymi „kulturalną”.
Seriale z salą sądową albo klasą szkolną w tle można sobie darować. Sądu i najczęściej szkoły się nie wybiera, nie wymagają więc one reklamy.

Na drodze postępu 28/2019 (419)

Wystrzegajcie się stanąć na drodze postępu, bo możecie zostać zgnieceni przez walec historii. Przekonała się o tym pewna pani z Warszawy, która znalazła się nieopatrznie na drodze rozpędzonej hulajnogi. Dotkliwie poturbowana trafiła do szpitala, gdzie dostarczono jej mandat za spowodowanie kolizji!
Inna starsza pani bezczelnie i nieodpowiedzialnie wtargnęła na przejście dla pieszych z prędkością, której nie umiała udowodnić. Jadący celebryta bez prawa jazdy i innych dokumentów wymaganych od zwykłych kierowców nie zahamował, bo czyż celebryta miałby się zatrzymywać przed nikomu nieznaną osobą? Niezawisły sąd nie dopatrzył się żadnej nieprawidłowości w postępowaniu celebryty.
O kolizjach rowerzystów z pieszymi i samochodami nie warto nawet wspominać. Promowanie rowerów jako środka komunikacji w mieście niczemu innemu chyba nie służy, jak tylko powodowaniu napięć między wszystkimi użytkownikami dróg. Gdyby ktoś miał wątpliwości, to wystarczy spojrzeć na listę rowerowych orędowników.
O czym świadczą te przypadki? Moim zdaniem o premedytacji, z jaką wymiar niesprawiedliwości traktuje Polaków. „Nadzwyczajna kasta” najwyraźniej postawiła sobie za cel skłócenie wewnętrzne „mniej wartościowego narodu tubylczego”, poprzez wprowadzanie absurdalnych rozporządzeń i ferowanie absurdalnych wyroków.
Może jednak nie wszystko jeszcze stracone. Skoro prominentny wichrzyciel unijny nie otrzymał spodziewanego stanowiska, to można mieć nadzieję na powrót do normalności. Z drugiej jednak strony, sławna pogromczyni dinozaurów znalazła wreszcie miejsce w odpowiednim dla siebie cyrku.

Segregacja 27/2019 (418)

Segregowanie odpadów jest obowiązkowe zgodnie z unijną dyrektywą. Rafał Trzaskowski jest wrażliwy na unijne polecenia, więc niby coś w tym kierunku robi. Kazał wydrukować z milion ulotek, tłumaczących jak wygląda plastik, szkło, czym się one różnią od papieru i jak je od siebie oddzielać. W ten sposób próbował przekonać każdego mieszkańca do czegoś, do czego jest on od dawna przekonany. Tu i ówdzie pojawiają się nawet osobne kontenery na szkło, żeby mieszkańcom się zdawało, że ich segregacja ma jakiś sens.
Można by w ten sens i dobrą wolę o dbałość środowiska uwierzyć, gdyby Niemcy nie byli zainteresowani składowaniem w Polsce toksycznych odpadów, a ich interes formacja, z której wywodzi się Prezydent Warszawy, zawsze przedkłada nad dobro Polaków. Afera wyszła na jaw za poprzedniego rządu, ale nic mi nie wiadomo, żeby ten proceder został zatrzymany. Mam nadzieję, że obecny rząd nie chwali się ukróceniem tego kantu, bo w przeciwieństwie do afery VAT-owskiej ukrócenie tej pierwszej finansów by nie poprawiło, a może nawet pogorszyłoby?
Prezydent Warszawy ma jednak niewątpliwe poważne zasługi w segregacji. Tęczowe parady pod jego auspicjami segregują przecież ludzi na równych, równiejszych i najrówniejszych. Do tych ostatnich należy niewątpliwie elita zboczeńców i ich opiekunów. Zajmowanie się śmieciami na różne sposoby można interpretować.

Oblicze zbrodni 26/2019 (417)

Media epatują nas opisem zbrodni, dokonanej z zimną krwią na dziesięcioletniej dziewczynce. Bulwersują nas wystąpieniem Rzecznika Praw Obywatelskich, który postanowił bronić „godności” mordercy, jakby taka kreatura miała w ogóle jakąś godność. Rzecznik ma oczywiście w „głębokim poważaniu” tego akurat zwyrodnialca. Chodzi tu o apel do wszystkich potencjalnych przestępców: „Wybierzcie mnie na prezydenta, a włos wam z głowy nie spadnie” – oto czytelny przekaz, o jaki tu chodzi.
Mówi się też o sprawności policji – i słusznie. Najmniej uwagi media poświęcają temu, co jest podstawą zbrodni, czyli motywom. Mniej dyskretni dziennikarze uchylili rąbka tajemnicy. Dwudziestodwuletni zbrodniarz poczuł się dotknięty odrzuceniem jego amorów przez matkę dziewczynki. Zemścił się, zabijając dziecko.
Zbrodnie istniały zawsze, ale sposoby i motywy ich popełniania zmieniały się w zależności od okoliczności. O nich też należy mówić. Nikt nie wspomina o ojcu dziecka. W czasach niedawno minionych obowiązywał model rodziny, w którym dziesięciolatka najczęściej mieszkała nie tylko z matką, ale i ojcem, a do jego obowiązków należała obrona rodziny. Nie twierdzę, że w tym konkretnym wypadku ojciec byłby odpowiedzialny za odprowadzanie dziecka ze szkoły. Po prostu byle kanalia nie miałaby tyle śmiałości wobec kobiety będącej w związku małżeńskim, co wobec samotnej matki. Wówczas wściekłość odrzuconego adoratora mogłaby skupić się raczej na rywalu, a mężczyzna z mężczyzną łatwiej by sobie poradził.

Waga urody 25/2019 (416)

Komu uroda jest potrzebna, a kto się bez niej może obyć? Z moich obserwacji wynika, że niezbędna jest politykowi, dziennikarce, a piosenkarce już niekoniecznie! Panuje powszechne przekonanie, że prezydenci tacy jak Kwaśniewski czy Trzaskowski zdobyli swe stanowiska głównie dzięki urodzie. Pomijam tu oczywiście fakt, jak doszło do wystawienia ich kandydatur. Ważne, że lud to kupił.
O wadze urody przekonałam się, gdy pozwoliłam sobie skrytykować ładną dziewczynkę, pełniącą obowiązki dziennikarki w sposób uniemożliwiający wypowiedzenie się komuś zaproszonemu do studia, kto miał coś ważnego do powiedzenia i czego w końcu nie udało mu się powiedzieć. Obrońcy „ładnej dziennikarki” w ogóle nie zauważyli zarzutu, jaki jej postawiłam. Wszyscy, bez wyjątku, podkreślali jej urodę.
Podczas pierwszej komunistycznej odwilży po 1956 roku tygodnik „Film” rzucił hasło: „Piękne dziewczęta na ekrany”, które zaowocowało nowymi talentami aktorskimi. To było jednak bardzo, bardzo dawno temu. Obecnie uroda bywa przydatna tu i ówdzie, ale na estradzie najwyraźniej jest zbędna. Nikt nawet nie próbuje się jej dopatrywać pod bardzo grubą warstwą puszystości niedających się ukryć. A może ja nie znam się na nowoczesnych kanonach piękna? Ignorancja w tym względzie byłaby nawet dla mnie pokrzepiająca. Mogłabym obnosić się z własnymi pulchnościami zamiast próbować je wstydliwie skrywać.