ZSRE 3/2018 (344)

Dziesięć przykazań ma 279 słów. Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych 300 słów. Dyrektywa Unii Europejskiej w sprawie przewozu cukierków karmelkowych 25 911 słów! Co z tego wynika? Czy tylko śmieszność unijnych biurokratów? Obawiam się, że nie. Nie od dziś wiadomo, że ideologia komunistyczna przyświeca brukselskim poczynaniom. Dla osiągnięcia ideologicznego celu, trzeba było jednak odstąpić od brutalnego terroru, na rzecz metod bardziej wyrafinowanych. Mnożenie absurdalnych przepisów jest jedną z tych metod.
Przekonać się o tym można nawet w najbliższym sklepie spożywczym. Za PRL-u stało się najpierw w długiej kolejce po koszyk, który upoważniał do zajęcia miejsca już we właściwej kolejce. Trzeba było być wyposażonym w kartki upoważniające do zakupu odpowiedniego towaru i pieniądze o odpowiednich nominałach. Nie daj Boże, gdyby pani sklepowa nie miała wydać, a w pobliskim kiosku nie chcieli rozmienić!
Zdawać by się mogło, że takie zwyczaje przeszły do lamusa. Nie przypominam sobie, żeby jakikolwiek kasjer w Anglii domagał się drobnych od klienta. Ale okazuje się, że to my, bardziej niż konserwatywni Anglicy, hołdujemy tradycji. Obecnie w poperlowskim sklepie nie tylko pozostał zwyczaj, że klient nigdy nie ma racji. Nadal psim jego obowiązkiem jest mieć drobne. Taki obowiązek nakłada podobno pięćset pięćdziesiąty któryś paragraf jakiegoś rozporządzenia, czy może dyrektywy unijnej.
O co tu tak naprawdę chodzi? A no, o to, żeby zniechęcić nas do używania gotówki. Płacąc kartą, jesteśmy na krótkiej smyczy, pod czujnym okiem „wielkiego brata”. On przecież zawsze musi dokładnie wiedzieć, gdzie?, co?, i za ile?, kupujemy. Związek Socjalistycznych Republik Europejskich korzysta z wypróbowanych wzorców.

Zamienił stryjek… 2/2018 (343)

Rekonstrukcja rządu entuzjazmu nie wywołała, bo nie bardzo wiadomo kogo, prócz nowych ministrów, miałaby ucieszyć. Totalna Targowica zainteresowana jest wyłącznością dostępu do żłobu i zapewnieniem bezkarności za dotychczasowe przekręty. Nic innego ucieszyć jej nie może. Unia Europejska pozostała nieugięta i nadal grozi sankcjami. Zadowoleni mogą być tak zwani ekolodzy, bo jest realna szansa, że nowy minister ugnie się pod presją unii i pozwoli kornikowi zeżreć Puszczę Białowieską kompleksowo. W tym konkretnym wypadku zamiana „siekierki na kijek” stanie się nie tylko symboliczna.
Odważny Minister Obrony zdołał zrobić bardzo wiele i miejmy nadzieję, że tego nie da się już odwrócić.
Aż dziw bierze, że zachował swe stanowisko tak znienawidzony przez Totalną Targowicę Minister Sprawiedliwości. Czyżby było to jedyne stanowisko, które udało się ocalić? Wszędzie tam, gdzie „dobra zmiana” nie dotarła, nadal nie ma szans dotrzeć. Będzie tak, jak było.
Powstały nowe ministerstwa z myślą o tych, którym się teki ministerialne „należały”, bez względu na koszty i utrudnienia dla wszystkich. Rozrost biurokracji służy jedynie jej samej.
Cieszmy się zatem z tego, co mamy i próbujmy działać dla dobra Polski każdy jak potrafi. Łączmy też nasze wysiłki wszędzie tam, gdzie to możliwe, na przykład w walce z cenzurą w Internecie.

Rodzina po szwedzku 1/2018 (342)

Zniesmaczona sylwestrowym badziewiem, obejrzałam nazajutrz szwedzki film i jestem pod wrażeniem, nie tyle kunsztu warsztatowego, co fabuły, bo nie od dziś wiadomo, że Szwedzi kryminały robić umieją. Co prawda, chyba nic nowego w tym gatunku nie da się już wymyślić. Najczęściej twórcy brną w okrucieństwo i seks, pomijając inne aspekty. Film zatytułowany „Hipnotyzer” z 2012 r. na szczęście z tym nie przesadza. Opowiada on historię mordu na typowej szwedzkiej rodzinie. Nie należy się nawet dziwić, że w filmie nie ma muzułmanów, stanowiących znaczną, ale obcą etnicznie populację obywateli tego skandynawskiego kraju. Prawda o tak zwanych uchodźcach, jest oczywiście zakazana, a zatem film o nich traktujący musiałby już w założeniu być fałszywy, a dobry film nie może jawić się jako zakłamany.
Prowadzącego śledztwo wcale nie dziwią takie oto fakty: Małżeństwo, które padło ofiarą mordu, w przeszłości było niezadowolone ze swojej pierworodnej córki, oddało ją więc do adopcji jakiejś obcej rodzinie. Sami byli jednak ludźmi tak „zacnymi”, że adoptowali chłopca, którego matce sąd odebrał prawa rodzicielskie. O ojcu chłopca nic nie wiadomo. Przypuszczalnie dociekliwość detektywa w tej sprawie, byłaby niepoprawna politycznie.
Wniosek nasuwa się taki: postęp w Szwecji wzniósł się na takie wyżyny, że dzieci traktuje się jak zabawki, które można zwrócić, gdy przestają się podobać. A może taka dowolna wymiana dzieci ma jakieś uzasadnienie ekonomiczne? Może za adoptowane dziecko otrzymuje się pieniądze, a własne niechciane, można oddać za darmo?
Islamiści nie integrują się ze Szwedami, to jasne. Ale czy w świetle takiego „postępu” można im to mieć za złe? Zaczynam mieć wątpliwości.

Emocje 52/2017 (341)

Kiedy wsiadałam do metra, jakiś młody mężczyzna popchnął mnie, z sobie tylko znanych powodów i jakby tego było mu mało, obrzucił mnie wulgarnymi obelgami. Ach, z jaką przyjemnością strzeliłabym go w pysk! Wyobrażacie sobie co by się później działo? Ja sobie wyobraziłam i jednak nie poszłam za głosem serca, tylko rozumu i sprawę zignorowałam, nie dając ujścia szczerym uczuciom.
Czy zatem należy obywać się bez emocji? Każdy, kto kiedykolwiek próbował coś ugotować, wie, że bez szczypty soli, pieprzu, czy cukru potrawa jest niesmaczna. Taka szczypta emocji, szczypta jednak nie garść, nadaje życiu smak. Przesada bywa groźna, ale do niej właśnie usilnie jesteśmy namawiani. Już starożytni Grecy wpadli na pomysł igrzysk i nic się od tamtej pory nie zmieniło. Zawody sportowe dają upust ekscytacjom, dlatego stały się oczkiem w głowie telewizji. Inne programy też nasącza się pozbawionymi refleksji emocjami bez umiaru. Dyskutanci najlepiej żeby brali się za łby, bo to zwiększa oglądalność. Racje merytoryczne dla motłochu są niezrozumiałe. Filmy najlepiej, żeby ograniczyły się do seksu i przemocy.
Kto chce pretendować do obecnych salonów, powinien wyłączyć rozum i włączyć same egzaltacje. Do lamusa odsyła się, ludzi kulturalnych, którzy potrafią panować nad uczuciami.

My i oni 51/2017 (340)

My jesteśmy uśmiechnięci i życzliwi, bo żyjemy w wolnym kraju i staramy się pomnażać jego dobra. Oni są wulgarni i agresywni, bo czują się niewolnikami, od których nic nie zależy. My wyciągamy do nich rękę, a oni próbują ją kąsać, albo chociaż opluć.
Oni próbują zmieniać znaczenie słów, żeby trudno było się połapać, kiedy kłamią. My przywracamy słowom pierwotne znaczenie. Tolerancja, to dla nas zgoda na czyjeś przywary, póki nie zagrażają naszemu ładowi społecznemu. Oni chcieliby w ramach „tolerancji”, narzucać innym swoje dewiacje.
Skąd bierze się ta różnica? Zwyczajnie – ze stosunku do polskości. My, Polacy, wychowani zostaliśmy w poszanowaniu wolności drugiego człowieka. Polskojęzyczna grupa rozbójnicza nie hołduje żadnym ideałom, liczą się dla nich tylko pieniądze. Szkopuł polega na tym, że nie potrafią ich zdobywać w uczciwy sposób, a nieuczciwy jest bardzo ryzykowny. Nawet kiedy mieli swój wymiar niesprawiedliwości, często pożerali się wzajemnie.
Każdy ma wolną wolę i może przyłączyć się do nas, lub do nich. Do nas bliżej i u nas pewniej.

Koniec „dobrej zmiany”

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Koniec „dobrej zmiany”

Występują: Helga i Wańka.

Helga – Czy ty rozumiesz, o co z tą zmianą premiera chodziło?
Wańka – Jasne. Precz z Kaczorem – dyktatorem!
Helga – Ale to on przecież tej zmiany dokonał.
Wańka – Najwyraźniej nie miał innego wyjścia.
Helga – Długo się opierał.
Wańka – Wreszcie jednak mamy początek końca.
Helga – Czego, konkretnie?
Wańka – Tej ich „dobrej zmiany”.
Helga – Jedna jaskółka wiosny nie czyni.
Wańka – Ale dwie już tak. Wespół, w zespół… Dwóch najważniejszych ludzi w państwie może bardzo dużo.
Helga – Masz na myśli…
Wańka – Tak, waszego człowieka w Warszawie.
Helga – Dlaczego naszego?
Wańka – Taki światowiec wygląda bardziej na waszego, niż naszego, ale mniejsza o nazwę.
Helga – Razem przecież działamy na rzecz obalenia dyktatury w Polsce.
Wańka – Właśnie! Na pohybel Polaczkom!
Helga – Dużo jest jeszcze do zrobienia.
Wańka – Jasne, ale nie wszystko na raz. Resort obrony i wymiar sprawiedliwości są już w naszym zasięgu.
Helga – Jak to zrobimy?
Wańka – Ulica i zagranica będzie odciągała uwagę od naszych działań na zapleczu wroga.
Helga – A propaganda sukcesu uśpi czujność?
Wańka – Dokładnie!
Helga – A co jak się połapią?
Wańka – Będzie już za późno!

KURTYNA

Exposé 50/2017 (339)

Po wysłuchaniu pięknego exposé nowego premiera, można dojść do wniosku, że dobrze się dzieje w Państwie Polskim. Niepokojący był objaw cenzury, jaki zdawał się opanowywać Internet, ale okazał się przejściowy. Każda wiadomość, która miała w tytule krytykę nowego premiera, nie dawała się otworzyć. Wszystko jednak wróciło do normy. Pozostało jedynie pytanie, czemu ta zamiana stanowisk ma służyć?
Wróble ćwierkają coś o posadach w Spółkach Skarbu Państwa – kto nimi dysponuje, ten ma szmal, czy władzę. Jeśli pani premier nie pozwalała się dobierać komuś do tego miodu, to może warto upowszechnić wiedzę o zarobkach i życiorysach szefów tych spółek? Tyle odnośnie do rodzimego podwórka, więcej jednak mówi się o zadaniach zagranicznych nowego premiera.
Jaki to układ zawarł nowy szef starego gabinetu ministrów z „zachodnimi bankierami”, którego nie mogła zawrzeć pani premier? Jeśli jesteśmy rzeczywiście niemałym krajem, który szybko się rozwija, to przecież musimy naruszać czyjeś brudne interesy. Naiwnością byłoby sądzić, że nasz szeryf pokona w pojedynkę całą armię bangsterów, nawet jeśli zaprosi ich na swoje podwórko. Jakie tak naprawdę interesy ma do załatwienia Morgan w Warszawie? Czego musi przypilnować na miejscu?
Kiedyś się pewnie tego dowiemy, tylko czy wówczas ta wiedz będzie jeszcze komuś do czegoś przydatna?

Molestowane feministki

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Molestowane feministki

Występują: Leming i Moher.

Moher – Co powiesz na te afery seksualne w Krytyce Politycznej i w Gazecie Wyborczej?
Leming – Oj tam, oj tam, zaraz afery!
Moher – Myślała(e)m, że feministki są uczulone na molestowanie.
Leming – Bo jesteśmy. Weźmy takich konserwatystów. Taki to niby całuje w rękę, a nie wiadomo, co ma na myśli.
Moher – Czyżby myśli były ważniejsze od czynów?
Leming – Jakich czynów? Kogo masz na myśli – waszych, czy naszych?
Moher – A to jednak jest różnica?
Leming – Pewnie, nasi chłopcy tak mają, że lubią się zabawić, nie tylko między sobą, a i z panienkami.
Moher – Oczywiście ci mniej postępowi?
Leming – No, tak… w pewnym sensie. A w ogóle, to te tam… jak by je nazwać?..
Moher – Nazwij je tak, jak ich partnerzy nazywają je publicznie.
Leming – Mniejsza o nazwę. Chciały znaleźć się na pierwszych stronach gazet, ot i tyle.
Moher – Innego wytłumaczenia dla ich zachowania nie widzisz?
Leming – Niby jakie?
Moher – Może walczą w ten sposób o konstytucję, albo z dyktaturą kobiet?
Leming – A wiesz, o tym nie pomyślałam.
Moher – Bo nie chcesz chyba powiedzieć, że wszystkie nagle poprzypominały sobie, kto je trzydzieści lat temu po czym poklepywał?

KURTYNA

Coca Cola 49/2017 (338)

Podział na zwolenników tej czy innej partii bardzo często nie ma żadnych merytorycznych uwarunkowań. Są jej zwolennicy, lub przeciwnicy, bo są i mało kto zadaje sobie jeszcze pytanie: dlaczego? Dzieje się tak, ponieważ ta kwestia została już wcześniej rozwiązana i nie warto do niej wracać. Takie spostrzeżenie nasunęło mi się gdy uświadomiłam sobie zwolenników i płomiennych przeciwników Coca Coli.
Za wczesnego PRL-u napój ten był tylko w Pewexach za dolary. A przy tym pocztówki, na przykład z Londynu, pokazywały olbrzymie neony reklamujące ten napój. Były tak widoczne, że nadawały się na anty reklamę kapitalizmu jako takiego. Zohydzić Coca Colę, to jak zohydzić kapitalizm. Ruszyła anty kampania i odniosła skutek, wcale jednak nie zamierzony, bo tymczasem ustrój się zmienił i zniechęcanie do kapitalizmu straciło sens.
Dlaczego się nad tym rozwodzę? A no dlatego, że niekiedy brak mi argumentów uzasadniających tezę, która wydaje się słuszna (lub niesłuszna). Dzieje się tak, gdy władza podejmuje jakąś nową decyzję bez wyjaśnień, co ma na celu. Opozycja totalna krytykuje wszystko totalnie i tym bym się nie przejmowała, ale wolałabym znać argumenty naszego rządu, np. nie tylko w sprawie niedomagań służby zdrowia, czy skąd się biorą muzułmanie w Warszawie.

Wystrychnięci na…

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Wystrychnięci na…

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Wyrabiacie się.
Helga – Niby w czym?
Wańka – Nasze trolle niedługo przestaną wam być potrzebne.
Helga – Masz na myśli sześćdziesięciotysięczny marsz nazistów?
Wańka – Właśnie, i nikt nawet nie zauważył, że na ich czele kroczył sam król Europy.
Helga – No, po takim wpisie na tweeterze, kto by śmiał.
Wańka – Ciekaw jestem, w co on tak naprawdę pogrywa?
Helga – Trzeba by o to zapytać naszą panią kanclerz.
Wańka – Racja. Przecież kukiełki głosu nie mają.
Helga – Myślę, że szykuje się roszada.
Wańka – Masz na myśli zamianę stołków?
Helga – Kto wie?
Wańka – Zaczynam dostrzegać w tym marksistowsko-leninowski zamysł.
Helga – O pożytecznych idiotach?
Wańka – Nie. Oni nie mają tu już nic do roboty. Wszyscy zostaną wystrychnięci na dudka.
Helga – Czy może…
Wańka – Czytasz w moich myślach. Trzeba będzie trochę zmodyfikować stare porzekadło.
Helga – Kiedy nasza kanclerz obsadzi na tronie króla Europy obecnego prezydenta, a prezydentem Nadwiślańskiego Kraju zostanie były król, wszyscy będą zachwyceni.
Wańka – Oni obaj na pewno, a co do pozostałych, to bez znaczenia.
Helga – Pewnie, kto by się przejmował wystrychniętymi na Dudę.

KURTYNA