Normalność 16/2019 (407)

Tusk tak się przejął swoimi niemieckimi korzeniami, że doszedł do wniosku, iż polskość, to nienormalność. Konsekwentnie działał na rzecz przywracania „normalności” w naszym biednym kraju, poprzez uzależnianie go od Niemiec na każdym dostępnym polu, zwłaszcza gospodarczym i medialnym. Oddał Niemcom, co tylko mógł, za wątpliwe zaszczyty i niewątpliwe apanaże dla siebie. Ale czy niemieckość, to aby na pewno normalność? Czy naród, który wywołał dwie wojny światowe ma powody do dumy? A może właśnie leczy swoje kompleksy, wykorzystując i upokarzając kogo się da?
Merkel nie przejęła się swoimi polskimi korzeniami i skłonna jest zrobić wszystko, żeby Polskę wcielić do Rzeszy, w czym wierny piesek gorliwie jej pomagał. Niemieckie marzenie o zmuszaniu innych do pracy niewolniczej próbowała zrealizować zapraszając hordę dzikusów, którzy okazali się nieprzydatni do roli, jaką im przeznaczyła.
Jak zatem mają się do siebie te dwie normalności, czy nienormalności? Czy „Bóg, Honor, Ojczyzna” to nienormalność, a niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz w Oświęcimiu z cynicznym napisem na bramie: „Arbeit macht frei”, to normalność?
Churchill podobno był się wyraził o Polakach jako o „wspaniałym narodzie, najdzielniejszym pośród dzielnych, prowadzonym przez najpodlejszych spośród podłych”. Warto może mieć to na uwadze.

Modlitwa 15/2019 (406)

Przed nami Wielki Tydzień – czas na niewesołe refleksje i to nie tylko dotyczące wydarzeń z bardzo dalekiej przeszłości, czy tej bliższej sprzed dziewięciu lat, ale również obawa o najbliższą przyszłość. Stale bowiem przestrzeń do życia dzielić musimy z folksdojczami wszelkiej maści, którzy Polsce życzą jak najgorzej.
Co, prócz modlitwy, można zrobić w śmiertelnie trudnej sytuacji? Kopacz doradzała zamknąć się w domu i czekać, zapewne aż wróg go podpali, albo rzucać kamieniami w dinozaury. Ale czy zmiana premiera z głupiego na mądrego wystarczy? Co powinien zrobić mądry i uczciwy przywódca państwa, które jest szantażowane?
Wyobraźmy sobie, teoretycznie oczywiście, że USA uzależnia swoje wsparcie militarne nas od bezprawnej realizacji grabieży polskiego mienia przez Przedsiębiorstwo Holokaust, na mocy ustawy 447 Just. Można honorowo powiedzieć: „nie to nie, sami sobie poradzimy”. Putin z Merkel tylko na to czekają. Kolejny rozbiór Polski mamy zapewniony.
Czy chcielibyście być na miejscu premiera? Bo ja nie. Nie wydaje mi się również, żeby „zamilczanie” sprawy mogło przynieść dobre rezultaty. Im mniej ludzi zna warunki szantażu, tym większe on ma szanse na powodzenie. Dlatego krzyczmy na cały świat mądrze i przed szkodą tak donośnie, żeby ten cały świat w porę nas usłyszał, zrozumiał i poparł.
A może ktoś ma lepszy pomysł?

Instruktarz postępu

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Instruktarz postępu

Występują: Instruktor i szefowie jednostek terytorialnych

Instruktor: Zebraliśmy się tu po to, żeby zastanowić się wspólnie nad problemami, jakie macie we wprowadzaniu karty LGBT w waszych miejscowościach, oraz podzielić się osiągnięciami.
Burmistrz dzielnicy Lemingrad: U nas nie mamy żadnych problemów.
Instruktor: Jasne. Ale są jeszcze miejsca na mapie tego kraju, gdzie postęp nie dotarł, co martwi naszego dobroczyńcę ludzkości.
Burmistrz miasta P.: My nie mamy z tym problemu. Każdy, kto znajdzie się na karcie ma prawo do darmowego piwa dziennie.
Instruktor: A kto za to płaci?
Burmistrz miasta P.: Pokrywamy z funduszu dróg publicznych.
Instruktor: Słusznie. Dziura w moście niech poczeka, a nasz dobroczyńca może stracić cierpliwość i cofnąć subwencje.
Prezydent miasta N.: My ten problem rozwiązaliśmy inaczej. Każdy, posiadacz karty ma prawo do darmowej porady lekarskiej.
Instruktor: A bez karty nie ma?
Prezydent miasta N.: Ma, ale w takiej kolejce, że prędzej umrze, niż zobaczy lekarza.
Prezydent miasta K.: U nas rolę „latarników” w szkołach powierzyliśmy dilerom i wszyscy są zadowoleni.
Instruktor: Wywiązują się z zadania?
Prezydent miasta K.: Pewnie, zbiorowa masturbacja jest przyjemniejsza od uciekania przed policją, a i utargi mają większe.
Sołtys wsi D.: Tak słucham i nie rozumiem w czym problem. Wystarczy przecież dodać jedną małą literkę w środku i wszyscy wiedzą o co chodzi.
Instruktor: Jaką literkę?
Sołtys wsi D.: „i”. Będzie wówczas karta: Lizusów, Gównozjadów i Baranów Totalnych. Kto się oprze, żeby nie należeć do tak ekskluzywnego klubu!?

KURTYNA

Kpina z rozsądku 14/2019 (405)

Postępowcy próbują utopić sens własnych wypowiedzi w morzu słów. Ale gdy jeden z eurodeputowanych podchwycił ten ton i usiłował przywitać zgromadzonych, wymieniając 58 płci, uznano to, nie wiedzieć czemu, za kpinę. Rodzimi obrońcy uciśnionych zboczeńców, żeby samemu nie utonąć w powodzi słów, wprowadzili skrót LGBT. Nie wykluczone, że nie wszyscy kojarzą, o co chodzi, a chodzi właśnie o to, żeby nie do końca kojarzyli. W morzu ignorancji lewacy czują się jak ryby w wodzie. Dobrze, że ten skrót zawiera tylko 4, a nie 58 liter, pomija jednak całą długą listę pozostałych sodomitów.
Słowo „zboczeniec” „światłym Europejczykom” źle się kojarzy, ale wszelkie wulgaryzmy kojarzą im się pozytywnie i nie wyobrażają sobie, że mogliby się bez nich obejść w dyspucie politycznej, co pokazały nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele”.
Jak się rozmnażają zboczeńcy? To proste – przez indoktrynację. Od czasu do czasu puszczają balon próbny, sprawdzając, na ile i do czego mogą się posunąć. Rabiej zrobił to ostatnio i zapewne cieszy się z umiarkowanego oburzenia. Takie spektakularne akcje to jednak mały pryszcz przy serialach telewizyjnych, takich jak np. „Barwy szczęścia”. Tu indoktrynacja płynie pełną parą i żadna zmiana opcji rządzącej jej nie szkodzi. Od lat pokazywani są w kółko dwaj dzielni pederaści, którzy są oczywiście samą słodyczą w porównaniu z pozostałymi bohaterami serialu. I o to chodzi, żeby przekonać i przyzwyczajać nas, że jest odwrotnie, niż nam się zdawało, że zboczenie to norma i stan pożądany.

Kabarety 13/2019 (404)

Jeden z Czytelników zwrócił mi uwagę na dość oczywisty fakt, że INTERNETOWY KABARET cieszy się poczytnością wśród osób o podobnych poglądach. Nie czytają go natomiast ci, o których w nim mowa. Na to nic się nie poradzi. Żyjemy równolegle w dwóch różnych światach. My respektujemy prawa naturalne, oni próbują je tworzyć od nowa, najczęściej z opłakanie śmiesznymi skutkami, których nie umieją przewidzieć. Śmieszność niejedno ma imię.
Kabaret jest najczęściej znakomitą formą odreagowania na stres, wywołany przełomem politycznym. Tak było po odzyskaniu przez Polskę niepodległości sto lat temu. Później powojenny kacapski zamordyzm na długo wykluczył śmiech z przestrzeni publicznej. Ale po około trzyletniej żałobie po śmierci Stalina terror zelżał wreszcie i raczkująca w PRL telewizja pokazała jako jeden z pierwszych programów KABARET STARSZYCH PANÓW. Pełnił on rolę wentyla bezpieczeństwa dla „inteligencji pracującej”, pamiętającej jeszcze czasy przedwojenne i po cichu do nich wzdychającej.
Ten kabaret oglądali wszyscy, którzy mieli dostęp do telewizji, nie wyłączając tych nic „niekumatych”. Konkurencji bowiem nie było. Gdyby wówczas istniała presja „oglądalności”, to powstałyby zapewne kabarety podobne dzisiejszym, czyli traktujące wyłącznie o „wdziękach Maryni” i budzące zawsze nerwowy chichocik widowni, tak cenny dla reklamodawców.
Prawdziwa kultura, przez niektórych nazywana wysoką, może stać się masową, pod warunkiem, że będzie szczodrze dofinansowana. Może tak się stać, kiedy rząd przestanie bać się uzurpatorów, którzy zawłaszczyli wszystkie polskie teatry.

Lista zboczeńców 12/2019 (403)

Wincenty Rostowski zagroził ujawnieniem, kto w PiS jest gejem. Czyżby tak przejął się losem tych ludzi „specjalnej troski”, którzy znaleźli się w niewłaściwej, jego zdaniem, partii? A może chodzi tu o coś całkiem innego, na przykład o „piniędze, których po prostu nie ma i nie będzie”? Póki partia rządząca zajmować się musi „wdziękami Maryni”, i nie tylko jej, to nie ma czasu poszukać pieniędzy, które wyparowały z kasy do nieznanych kieszeni. Mało tego, gdyby znalazł się odważny prokurator, to były minister oskarży go o zemstę polityczną. Wyświechtana to, ale stale skuteczna gierka.
A swoją drogą, z ujawnieniem listy gejów, czyli wesołków (dosłowne tłumaczenie z angielskiego), powinien się pośpieszyć, bo karta LGBT wyłowi wszystkich, a upublicznienie nazwisk to tylko kwestia czasu. Zjednoczony Związek Zboczeńców może jednak walczyć o szczególne przywileje, a wśród nich o tajemnicę przynależności. A gdyby tak pokusił się o duże pieniądze, to powinien wystąpić o jakieś mienie bez-spadkowe. W tym wypadku brak spadkobierców byłby bardziej uzasadniony niż roszczenia żydowskie.
Ciekawe, na ile w tej całej hecy chodzi o rzeczywistą deprawację dzieci w imię postkomunistycznej genderowskiej ideologii, a na ile o praktyczną przykrywkę, pozwalającą na wyłudzenie cichcem majątku poprzez ustawę 447? Bowiem wrzawa w każdej innej sprawie dobrze maskuje ewentualną realizację bezprawnych roszczeń.

Sedno sprawy 11/2019 (402)

Jak pozbyć się ostatecznie wroga? Zabijając go – to oczywiste. Ba, ale jak wrogiem jest cały albo prawie cały naród? Trzeba zastosować chińskie zalecenia takie jak: deprawacja elit państwa, które chce się pokonać. I z tym właśnie mamy do czynienia, czyli wspieraniem wszelkich patologii. Wróg nie zaniedbuje również troski o przyszłe elity – stąd postulat deprawacji od najmłodszych lat.
Zapaść służby zdrowia to też nie przypadek. Chory Polak to bezbronny Polak. Natomiast chorzy z miłości do anty-PiS-u, w ramach walki z mową nienawiści, skłonni są zabić każdego, kto ośmiela się nie podzielać ich poglądów i pasji. Dlatego przestrzegałabym przed zbliżaniem się do takich osobników, bo grozi to utratą zdrowia, a nawet życia.
Skąd się to bierze? Za komuny byliśmy nie tylko najweselszym barakiem w obozie, ale i największym, a co za tym idzie, i najniebezpieczniejszym dla sowietów. Tu właśnie z gniewu ogólnospołecznego zrodziła się „Solidarność” i wykrętna odpowiedź w postaci okrągłego stołu, przy którym nas ostatecznie wykantowano i okradziono.
Inne państwa postkomunistyczne nie borykają się z aż takimi jak my problemami, bo lepiej lub gorzej, ale jakoś się z komunistami rozliczyły. My daliśmy się nabrać na kredyt okrągłego stołu i stale płacimy za to wysokie, pewnie wieczne odsetki. Odzyskanie suwerenności to niełatwe zadanie, zwłaszcza gdy ma się stale na karku totalną targowicę i tych, którym owi zdrajcy Polski chlipią w rękaw. Dlatego przy całej sympatii dla ruchów narodowych powinniśmy nadal wspierać zjednoczoną prawicę, bo tylko ona ma realną siłę opierać się rozwrzeszczanemu, tęczowemu lewactwu.

Gabinet cieniasów

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Gabinet cieniasów

Występują: Premier i Kandydaci na ministrów

Premier: Co to ja chciałem, k… Aha, już wiem. Przedstawcie swoje postulaty, bo musimy być przygotowani, gdy dojdziemy ponownie, k…, do władzy.
Kandydatka I: W trybie pilnym należy zlikwidować podział na szatnie męskie i żeńskie.
Premier: Bardzo słuszny postulat. Każdy zawodnik może przecież poczuć się, k…, kobietą albo, k…, mężczyzną w zależności od okoliczności. Tekę ministra sportu masz, k…, zapewnioną.
Kandydatka II: No, nie wiem, czy tylko kobietą lub mężczyzną. Mamy wszak 58 płci.
Premier: Co, k…, proponujesz?
Kandydatka II: Stworzenie odrębnego Ministerstwa, k…, Równości.
Premier: Bardzo słuszny postulat. Tekę nowego ministra masz, k…, zapewnioną. Kto, k…, następny?
Kandydatka III: Jestem przedstawicielką Zjednoczonego Klubu Producentów Farmaceutycznych i zostałam oddelegowana na stanowisko Ministra Zdrowia.
Premier: To oczywiste, k… O, przepraszam panią, zabrzmiało dwuznacznie.
Kandydatka III: Nic nie szkodzi. Ja, k…, przywykłam do tego określenia.
Premier: Następna.
Kandydat IV: Dlaczego nie „następny”? Co z parytetami?
Premier: Parytet obowiązuje tylko w jedną stronę, k… Ale dobrze, czego chcesz?
Kandydat IV: Ministerstwa Nauki. Mój dziadek i ojciec pobierali nauki w Moskwie…
Premier: W porządku, k… Twoje kwalifikacje są powszechnie znane. Jakieś postulaty?
Kandydat IV: Zniesienie przymusu nauki historii.
Kandydatka V: O przepraszam, wystarczy wrócić do starych podręczników i jeszcze raz przemyśleć lektury, k…, szkolne. Przypomnieć „Jak hartowała się stal”…
Premier: Zaczekaj, k… Zaraz wrócimy do szkolnictwa podstawowego, którego będziesz ministrem. Na razie rozmawiamy o szkolnictwie, k…, wyższym.
Kandydat IV: Właśnie. Proponuję również znieść przymus nauki matematyki.
Premier: Bardzo słusznie, k… Tabliczkę mnożenia każdy może przecież sam wyguglać.
Kandydatka VI: Ministerstwo, k…, Kultury należałoby podzielić. Jeden człowiek, k…, nie ogarnia przecież tego wszystkiego, co się wyprawia w Internecie i w ogóle.
Premier: Przewidujemy osobne ministerstwo do walki z mową nienawiści, k… W sumie będzie, k…, 111 ministerstw. Nikt z naszych, k…, nie pozostanie bez teki.
Kandydatka VII: Będziemy super, k…, nowocześni!
Premier: Tak, k… W ramach nowatorstwa, jako pierwsi na świecie, k…, połączymy resort spraw wewnętrznych, k…, i zagranicznych, to oszczędzi zbędnego przepływu informacji.
Kandydatka VII: A co z urzędnikami? I kto stanie na czele tego super-ministerstwa?
Premier: Wszyscy zachowają stanowiska, a na czele widziałbym, k…, hrabinę Tuman von Hochsztapler.
Kandydatka V: Poradzi sobie, k..?
Premier: Bez wątpienia, k… Nikt chyba nie ma, k…, wątpliwości, skąd płyną dyrektywy.

KURTYNA

Dyktatura 10/2019 (401)

Właściciel sklepu przyłapał złodzieja na gorącym uczynku. Złodziej okazał się recydywistą, który bezczelnie oskarżył sklepikarza, że ten go uwięził. Żadne dowody nie potwierdzały zeznań złodzieja, a mimo to „niezawisły sąd” mu uwierzył i skazał właściciela sklepu „prawomocnym wyrokiem w imieniu RP” za znęcanie się nad „biednym” złodziejem. Nie jest to niestety historyjka wymyślona na potrzeby kabaretu, a oczywisty dowód na istnienie dyktatury w naszym nieszczęśliwym kraju.
Cóż to za dyktatura? „Proletariacka” odeszła przecież do lamusa. Czyżby to ta osławiona „dyktatura kobiet”, z którą tak dzielnie walczy jedna z posłanek na sejm? Można by tak założyć, gdyby „nadzwyczajna kasta” sędziowska składała się z samych kobiet, ale tak nie jest. Wydaje się, że po prostu prawo kaduka jest nadrzędne nad każdym innym prawem, może z wyłączeniem jedynie praw fizyki.
Kto zatem ma przywilej kierowania się logiką? Wydaje się, że każdy, a urzędnicy państwowi powinni mieć nawet taki obowiązek. Niestety, w dyktaturze obowiązują procedury. Za ich złamanie można ponosić odpowiedzialność, za brak logiki raczej nie. Ale „niezawisłego sądu” nawet procedury nie obowiązują, a jedynie lojalność mafijna. Kto zrozumie lepiej złodzieja niż inny złodziej?
A wszystko to zawdzięczamy okrągłemu stołowi, przy którym komuniści podzielili się władzą ze swoimi agentami.

Wyssane

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Wyssane

Występują: Helga i Wańka

Wańka: Gładko łyknęli.
Helga: Co?
Wańka: To upokorzenie, że antysemityzm wyssali z mlekiem matki.
Helga: Nie wiem, czy tak gładko. Kpią sobie, że ten antysemityzm został wyssany nie tyle z mlekiem matki, co z brudnego palca.
Wańka: Szkoda, że minęły dawne dobre czasy, w których za głupie żarty wsadzano do tiurmy.
Helga: Teraz nawet za obrazę majestatu cara do paki nie pakują.
Wańka: Przesada. Wszyscy przecież już i tak wiedzą, że kto nie kocha Wladimira Wladimirowicza, ten Żyd.
Helga: Chyba jednak nie wszyscy. Trolle nikogo nie oszczędzają.
Wańka: Nie zrozumiałaś, na czym rzecz polega.
Helga: To mnie oświeć.
Wańka: Korzystamy z trolli, które robią to za bezdurno.
Helga: Jak to, nie płacicie im?
Wańka: W tym wypadku jedyną zapłatą jest satysfakcja, że swoich osobistych wrogów też mogą nazywać Żydami.
Helga: I to im wystarcza?
Wańka: Każdy prawdziwy fanatyk brzydzi się pieniędzmi, a przynajmniej powinien.
Helga: Uważasz, że to wasz patent, sprawdzany i udoskonalany systematycznie od rewolucji październikowej?
Wańka: Masz wątpliwości? A Hitler od kogo się uczył?
Helga: Od Lenina, który wcześniej pobrał nauki w Niemczech, czyż nie?
Wańka: Mniejsza o to, kto od kogo. Najważniejsze, że to stale działa.
Helga: Zarzut jest o tyle dobry, że można go postawić każdemu i nie wymaga udowadniania czegokolwiek.
Wańka: Właśnie. Nieważne, co delikwent zrobił, czy powiedział, czyim jest synem czy wnukiem. Można go napiętnować bezkarnie i na tym polega frajda!

KURTYNA