Ludzie i Niemcy

     Dobrym sprawdzianem nastrojów społecznych jest obserwacja w co bawią się dzieci. W czasie ostatniej wojny, pod niemiecką okupacją, nie bawiły się w policjantów i złodziei, a w ludzi i Niemców. Tak wyglądało ówczesne odzwierciedlenie rzeczywistości. Warszawskie tramwaje miały wydzielone przedziały dla Niemców, żeby „rasa panów” nie musiała tłoczyć się z pospólstwem. O „nazistach” i „hitlerowcach” usłyszeliśmy dwadzieścia lat po wojnie w ramach zakłamywania historii. Jako naród łagodny, nie lubiący konfliktów, zgadzaliśmy się na taką poprawność polityczną.

     Ale Niemcom apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro Polacy nie protestują, to można zrobić następny krok bezczelnie zrzucając na nich winę za własne zbrodnie, własne obozy zagłady, gdzie mordowani byli Polacy nazwać „Polskimi Obozami Koncentracyjnymi”. Wykupienie polskiej prasy i pozostałych mediów znakomicie ułatwiło sprawę. Obecni folksdojcze, mogą iść na całość. Mogą? W dużym stopniu zależy to od nas samych, czy mogą. Piętnujmy niemieckie zbrodnie na równi z rosyjskimi, ukraińskimi czy żydowskimi. Mamy do tego prawo! Nie lękajmy się tego, co potomkowie zbrodniarzy o nas powiedzą.

 

Uchodźcy

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Uchodźcy

Występują: Helga i Wańka.

Helga – Biedni ci uchodźcy.
Wańka – Co? Chyba się przesłyszałem. Zaczęłaś wierzyć w propagandę, którą wspólnie wymyśliliśmy.
Helga – Och, nie! Wiem przecież, że stale gramy w dobrego i złego policjanta. Raz współczująca kanclerz i zimny czekista, to znów nieporadna kobietka i obrońca tradycyjnych wartości.
Wańka – Właśnie, a Polaczki jak zwykle upatrują dziury w całym.
Helga – Teraz ja nie wiem co masz na myśli.
Wańka – Wyszukują jakieś stare sprawy, zbrodnie dawno zapomniane.
Helga – Ja właśnie o tym.
Wańka – Co ma piernik do wiatraka?
Helga – Chodzi mi o uchodźców do Unii Europejskiej. Nawet tu zagrożeni są deportacją.
Wańka – Nic się nie bój. Nie po to sprowadzamy nożowników, żeby ich deportować przed wykonaniem zadania.
Helga – Nie o nich mi chodzi, a o prawdziwych uchodźców, którzy uzyskali azyl przed własnymi rządami, tu w Europie.
Wańka – A, rozumiem! Chodzi ci o tych różnych unijnych dygnitarzy jak ta komisarz…, jak jej tam…
Helga – O nią i o innych. Pomyśl, co musi czuć taki biedny Juncker, czy Tusk… To ciągłe zagrożenie…
Wańka – Przesadzasz. Na tym właśnie polega wielka polityka, bez haków nie dałoby się nikogo zmusić do pożądanych przez nas działań.

KURTYNA

Komu ufać? 38/2016 (274)

Wiedza w każdej dziedzinie jest tak rozległa, że nie sposób ją samodzielnie weryfikować. Musimy się opierać na wierze w prawdziwość faktów, a często i wnioski z nich płynące. Niezbędne jest więc zaufanie do źródeł informacji. Internet stał się tym właśnie największym źródłem zarówno informacji, jak i dezinformacji.

Jak sobie z tym poradzić? Bez odpowiedzialności za słowa nie damy rady. Jaruzelski w stanie wojennym wprowadził prawo karania za „rozpowszechnianie nieprawdziwych wiadomości”. Paradoks polegał na tym, że umożliwiało to karanie jego oponentów właśnie za rozpowszechnianie prawdziwych informacji! Propagandyści obecnej doby spod znaku KODomitów & Co. czerpią garściami z komuszych doświadczeń uprawiając propagandę w stylu PRL-u, głosząc własną jedyną słuszną „prawdę”.

Może więc już pora zaczerpnąć coś z tamtych doświadczeń, na przykład pociągać do odpowiedzialności ludzi świadomie wprowadzających innych w błąd?

Nur für Deutsche

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Nur für Deutsche

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Brawo! Wróżę sukces nowej akcji.
Helga – A konkretnie?
Wańka – Nie mów, że nie brałaś udziału w tej tramwajowej prowokacji.
Helga – Skromnie przyznaję, że jestem autorką. Trybunał się wypala…
Wańka – Raczej „wynudza”. Ile można powtarzać: odczep się rzepie?
Helga – I słyszeć w odpowiedzi: Właśnie, że się nie odczepię, bo co by świat powiedział, gdyby rzep psu na ogonie nie siedział?
Wańka – A właśnie. Słyszałem, że chodził po żoliborskim targowisku próbując wywołać jakąś awanturę.
Helga – Była taka akcja. Nasi obserwatorzy z ukrytymi kamerami łazili za nim, ale ludzie teraz jacyś mało skłonni do kłótni.
Wańka – Rzeczywiście. Na pogrzebie Inki też wypadło blado.
Helga – Ale, jak sam zauważyłeś, akcja „Nur für Deutsche” nabiera rumieńców.
Wańka – A co konkretnie w tych tramwajach czytacie, Mein Kampf?
Helga – Co za różnica, gdybyśmy nawet czytali dzieła Stalina przetłumaczone na niemiecki?
Wańka – No, no. Nie pozwalaj sobie. Jeszcze mogą się przydać.
Helga – Właśnie mam pomysł! Zacznijcie je rozdawać, opróżnicie magazyny.
Wańka – O! Magazynów u nas mnóstwo.

KURTYNA

Porno-kryminały 37/2016 (273)

W przyrodzie, i nie tylko, obserwuje się wypieranie tego co dobre, tym co gorsze (dobry pieniądz wypierany jest przez zły pieniądz – M. Kopernik). Po malarstwie i teatrze przyszedł czas na literaturę, nawet tą lekceważoną przez „prawdziwych artystów”, czyli popularne kryminały, których już w czystej postaci nie uświadczysz. Poprawni politycznie autorzy (a innych się nadal nie promuje, a więc i nie sprzedaje) pisują wyłącznie porno-kryminały – taki nowy gatunek literacki, który wyparł dwa poprzednie, czyli kryminał czytany dla gimnastyki szarych komórek oraz czysta pornografia. Przypomina to tort z ząbkiem czosnku (a właściwie kieliszkiem dziegciu) zamiast wisienki, albo nowatorskie zainstalowanie klozetu w jadalni.
W ten sposób nareszcie rodzimi autorzy dostąpili zaszczytu promocji przez dystrybutorów, którzy dotąd ślepi byli na polską literaturę. Woleli promować np. amerykańską, za którą szły konkretne pieniądze. Teraz nawet Polak może zostać autorem bestsellera! Mieć pomysł i dobry warsztat pisarski, to jednak za mało. Najważniejsze są: język i postacie. Nie wystarczy używać k… zamiast przecinka. Dopiero żonglerka wszelkimi wulgaryzmami ukazuje mistrza. Bohaterami pierwszoplanowymi powinni być rozkoszni zboczeńcy seksualni, przy czym nigdy, przenigdy nie mogą okazać się zbrodniarzami – dokładnie odwrotnie jak w życiu. Powinien też wystąpić ksiądz katolicki, jeśli nie koniecznie w roli mordercy, to przynajmniej ofiary, której taki los „się należał”.
Trzymając się tych zasad ma się szanse na sukces krajowy, a może nawet zagraniczny. Odpowiedni ludzie na odpowiednich stanowiskach dołożą na pewno starań do sukcesu literackiego.

Tanio czy dobrze? 36/2016 (272)

Minęły już czasy, w których można było odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Im produkt bardziej skomplikowany, a do nich, wbrew pozorom, należy zwłaszcza żywność, ze swej natury, tym trudniej ocenić jego rzeczywistą wartość. Oszuści wszelkiej maści wciskają nam drogi kit na równi z tanimi podróbkami. Tu nareszcie zapanowała równość, chociaż nie braterstwo, ani tym bardziej wolność. Oszukuje się zarówno biedaków, jak i bogaczy. Każdemu według zasług – jak głosiło socjalistyczne hasło. Warto też może zauważyć, że zdolność kredytowa przekłada się na zdolność bycia niewolnikiem.

Chyba nigdy wcześniej złoty cielec nie zawrócił ludziom głowy do tego stopnia. Wystarczy wmówić, że jest się bogatym, żeby niemy zachwyt wyparł resztki rozsądku. Od dawna już nikt nie zadaje pytania, jak dorobiłeś się majątku. Ba, nikt nawet nie próbuje sprawdzać czy go rzeczywiście posiadasz. Wystarczy sfotografować się z drogim zegarkiem, apartamentem i najnowszym modelem mercedesa, żeby wmówić frajerom, że to wszystko mogą osiągnąć bez najmniejszego wysiłku, wystarczy, że kupią od ciebie tajemnicę jak zostać milionerem. Nabieranie naiwniaków nigdy jeszcze nie było tak łatwe!

Miasto jest nasze

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Miasto jest nasze

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Jak ci się podoba nowy kantor?
Helga – Przebranżowiłeś się? Będziesz handlował walutą?
Wańka – Nie wiesz co znaczy kantor?
Helga – Wiem, masz na myśli śpiewaka.
Wańka – Czasami bystra z ciebie dziewuszka.
Helga – A to co za określenie?
Wańka – Nieco archaiczne, przyznaję, ale przejdźmy do sedna sprawy.
Helga – Palę się z ciekawości.
Wańka – Zauważyłaś zwrot o sto osiemdziesiąt stopni w poparciu naszych mediów dla HGW?
Helga – Trzeba być ślepym, żeby tego nie widzieć. Zachodzę w głowę co się stało, bo chyba nie paniczna ucieczka z tonącego okrętu?
Wańka – Bufetowa już od jakiegoś czasu przeznaczona była na odstrzał. Teraz pomoże nam wylansować nowego lidera.
Helga – Przyznać trzeba, że Kucyk jest cholernie nudny, ale Nowoczesny P świetnie prezentuje się w eleganckich garniturach, nawet jeśli coś tam bredzi o rubikoniu, czy kameruniu.
Wańka – Właśnie, sama widzisz. Potrzebny ktoś, za kim rzeczywiście stoją jakieś wartości.
Helga – Wartości? Nie przesłyszałam się? Za dużo wypiłeś, czy coś się kryje pod tą, jak się domyślam, zmianą frontu?
Wańka – Dobrze się domyślasz, chociaż nie do końca. Polaczkom potrzebny nowy Bolek, który zaśpiewa tak jak mu zagramy.
Helga – Nigdy wcześniej nie stawialiśmy na bystrzaków.
Wańka – Konieczność dziejowa. Nic się nie bój, Śpiewak to pewniak.
Helga – Mam nadzieję. Tatuś nie raz udowodnił gdzie ma Polaków.
Wańka – Jak sama widzisz, stawiamy na wartości rodzinne.
Helga – Miasto jest i będzie nasze!
Wańka – Podobnie, jak cały Nadwiślański Kraj.

KURTYNA

500(+) & 500(-) 35/2016 (271)

 

Uważam, że dofinansowanie polskich rodzin to znakomite pociągnięcie rządu pod każdym względem i powtarzanie znanych argumentów jest w tym miejscu zbędne.

Mam natomiast nowatorski pomysł jak potrzebne na tę akcję pieniądze zdobyć i jeszcze umocnić demokrację, o którą wszyscy (prawie bez wyjątku) walczą. Przejawem demokracji, najbardziej oczywistym, są wybory. Tak się jednak składa, że Polacy nie przepadają za tym społecznym obowiązkiem. W PRL-u, to co innego. Jak się nie poszło głosować (wybierać nie było z czego, bo była tylko jedna lista), to można było się spodziewać szykan w pracy, albo kłopotów przy staraniu się o paszport.

Teraz mamy wolność i duża część z nas rozumie to jako wolność od wszelkich obowiązków, nieobwarowanych karą za ich niedopełnienie. No to nałóżmy karę za bojkot wyborów. Grzywna 500 zł za niestawienie się w punkcie wyborczym może uświadomi obywatelom naszego kraju, że ich głosy są ważne dla nas wszystkich. Nie bylibyśmy przecież jedynym krajem, w którym taki obowiązek istnieje.

Klub Pancernej Brzozy

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Klub Pancernej Brzozy

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Chcesz zobaczyć hit Internetu?
Helga – Pokaż (czyta). Poznaję twoje pióro.
Wańka – I jak ci się podoba?
Helga – Za jaskrawe przegięcie. W to nawet wyznawcy pancernej brzozy nie uwierzą.
Wańka – Już uwierzyli. Przesyłają sobie jako odkrycie wszech czasów.
Helga – Przecież ta karkołomna hipoteza kupy się nie trzyma.
Wańka – Kupy może nie, ale zapaleńców teorii spiskowych jak najbardziej.
Helga – Chcesz powiedzieć, że ktoś jest w stanie uwierzyć w taką piramidalną bzdurę?
Wańka – Zależy co nazwiemy bzdurą.
Helga – To oczywiście, że zamachu w Smoleńsku dokonali Amerykanie.
Wańka – Wszystko zależy od uzasadnienia.
Helga – Sprzątnęli polskiego prezydenta, który im sprzyjał tylko po to, żeby winę zrzucić na Rosjan?
Wańka – A co? Stalin nie raz się posługiwał taką metodą. Amerykanie mogli się nauczyć.
Helga – To dlaczego z oskarżeniami czekają już sześć lat?
Wańka – Ich zapytaj.

KURTYNA

Plecy 34/2016 (270)

Trybunał Konstytucyjny orzekł właśnie niezgodność Konstytucji z Konstytucją i tego się trzymajmy. Skoro to co najważniejsze mamy ustalone, zajmijmy się sprawami nieco błahszymi.

Zanim zaczęła obowiązywać poprawność polityczna pospołu z niepoprawnością obyczajową, uczono dzieci odróżniać dobro od zła i zapewniano, że lepiej być dobrym, niż złym. Kiedy młody człowiek zaczynał podejmować własne decyzje przekonywał się często o rozmijaniu się praktyki z teorią. Teraz praktyka odniosła druzgocące zwycięstwo nad niegdysiejszą teorią.

Czy to znaczy, że zaczęły obowiązywać nowe reguły? Czy rzeczywiście o sukcesie zawodowym decyduje wyłącznie podły charakter i głupota? Tak, ale tylko w kręgach mafijnych.

Nie oznacza to jednak, że uczciwemu człowiekowi plecy nie są potrzebne. Przeciwnie, dla osiągnięcia sukcesu są niezbędne. A najlepiej, żeby do tego jeszcze posiadał dwie zdolności: upatrywania dobrych stron w każdej sytuacji i silną wolę. Te trzy czynniki zapewniają powodzenie w dowolnej dziedzinie życia.

Czy sukces dla każdego jest osiągalny? Owszem. Plecy, czy jak kto woli znajomości, można odziedziczyć przychodząc na świat w ustosunkowanej rodzinie, albo zdobyć w sposób sobie właściwy. Upatrywanie dobrych stron w każdej sytuacji, to nawyk do wyrobienia i jakże przyjemny. Nad siłą woli trzeba popracować, ale siła mięśni też sama nie przychodzi.