Po Rewolucji Październikowej odziedziczyliśmy „pierwszych sekretarzy” zamiast jakichś tam prezesów, czy innych przewodniczących. I wcale nie wynikało to z analfabetyzmu „klasy robotniczej”, jakby się mogło wydawać, a z chytrej podmianki. Władzę sprawował nie figurant, a jego niby prawa ręka. Później, ta ręka, jako pięść, władzą z nikim dzielić się nie zamierzała.
Wspominam o tym nie bez powodu. Obecny rząd-nierząd składa się z rekordowej ilości ministrów, którzy nie mają zielonego pojęcia, czym ich resorty powinny się zajmować. Zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej, są przecież wyłącznie od wprowadzania chaosu i rozwałka Państwa Polskiego. Dobrze im to idzie, bo wystarczą zaniechania, tego, co konieczne dla sprawnego działania. W tym celu pozwalniano, gdzie to tylko było możliwe, ludzi kompetentnych.
Ale przecież nie wszystkich. Może to czas na budowanie państwa podziemnego jak w Generalnej Guberni? Prócz „pierwszych sekretarzy” na intratnych stanowiskach, pozostali jeszcze ludzie biegli w dziedzinach, którymi się zajmują, pozbawieni pazerności na prestiżowe stanowiska. Trzeba ich namówić, żeby niepostrzeżenie działali na dobro Polski. Taka piąta kolumna we własnym kraju, tyle, że na odwyrtkę.