Byłam na spotkaniu obywatelskim, gdzie ludzie zatroskani o los Polski wyrażali swoje poglądy na temat naprawy państwa. Jeden z uczestników gorąco optował za wprowadzeniem w Polsce systemu prezydenckiego, dającego władzę głowie państwa niemalże nieograniczoną. Kandydat ubiegający się o taki urząd powinien spełniać tylko dwa warunki. Ma być mądry i uczciwy. Na moje oko ten postulat spełnia pewnie ze dwadzieścia milionów obywateli naszego kraju. Kto bowiem nie uważa się za mądrego? Z uczciwością też każdy kandydat poradziłby sobie, bo o drobnych przekrętach mało kto wie, a duże zawsze można przypisać jakimś wrogom albo chociaż niesprzyjającym okolicznościom.
Jak zatem z tej ciżby wyłonić przyszłego dyktatora? Głosując tak długo, aż kontrkandydaci mniej mądrzy i mniej uczciwi poodpadają. Fajne, nie? Już sam pomysł, żeby wyselekcjonować najmądrzejszego spośród… no powiedzmy przeciętniaków, jest godny podziwu. Trochę przypomina to sytuację, w której zamiast zwoływać konsylium lekarze pytaliby przechodniów, czy operować pacjenta, czy nie. Kierowanie samochodem wymaga potwierdzonych kwalifikacji, kierowanie państwem – nie.
Po uświadomieniu sobie, jakim trudem jest wyłonienie głowy państwa w demokratyczny sposób, aż dziw bierze, że może się zdarzyć przypadek w miarę trafnego wyboru. A tak przy okazji, to tylko za jednego prezydenta – Lecha Kaczyńskiego, nie musiałam się wstydzić.
Adekwatna odpowiedź 18/2019 (409)
Do czego zobowiązuje Ustawa 447? Administracja amerykańska ma zadbać o to, by mienie bez-spadkowe, pozostawione w Europie przez zmarłych bezpotomnie Żydów, zostało przekazane organizacji żydowskiej, walczącej z antysemityzmem na całym świecie. Problem w tym, że trzeba w krajach, z których mają pochodzić pieniądze, zmienić prawo. Nie ma bowiem żadnego cywilizowanego kraju, gdzie majątek po obywatelu zmarłym bezpotomnie i bez testamentu wskazującego spadkobiercę nie przechodziłby na rzecz skarbu państwa.
Jak zatem tego dokonać? Jeśli Kongres Amerykański zna rozwiązanie, to i my z niego skorzystajmy. Załóżmy Fundację Zwalczającą Antypolonizm, zasilaną środkami pochodzącymi po zmarłych bezpotomnie Polakach na całym świecie, a w USA szczególnie. Przy czym warto zauważyć, że nie chodzi tu o przynależność państwową, a narodową. Zamordowani przez Niemców Żydzi na terenie Polski podczas jej okupacji byli obywatelami polskimi. A zatem obywatele amerykańscy polskiego pochodzenia są tą właśnie grupą, po której, majątek mógłby przechodzić na rzecz Fundacji Zwalczającej Antypolonizm.
Tramwaj zwany… 17/2019 (408)
Jeśli zdaje się Wam, że tytuł sugeruje nawiązanie do znanej sztuki teatralnej, to źle się Wam zdaje. Sztuka umarła i na razie nie ma co liczyć na jej wskrzeszenie. Tramwaj natomiast jeszcze się trzyma, zwłaszcza że niekoniecznie musi być żwawy, jak ten sławetny „tramwaj równości”.
À propos „równości”, to miałam kłopot ze zrozumieniem, na czym ona polega. Wobec prawa, teoretycznie przynajmniej, wszyscy jesteśmy równi. Gdyby chodziło o wzrost, wówczas należałoby może skracać tych zbyt wybujałych, na przykład o głowę? W sukurs przyszła mi literatura, a konkretnie Orwell. Zrozumiałam, o jaką „równość” chodzi. Twórcy wiosennych tęczowych równości inspirowali się zapewne Farmą zwierząt. Uznali, że co prawda wszyscy są równi, ale zboczeńcy równiejsi!
Ciekawe, czyja śliczna główka to wymyśliła? Bo chyba nie samych prezydentów Słupska czy Warszawy. Ten ostatni robi, co może, żeby dogodzić osobnikom szczególnej troski, czyli dewiantom, wszelkiej maści, odwracając w ten sposób uwagę od spraw przyziemnych, nie wspominając już o podziemnych, takich jak wiecznie nieruchome schody, prowadzące ze stacji metra na Dworcu Gdańskim. Zdawało się, że gorzej niż za HGW być nie może, okazało się, że jednak może. Mamy ślicznego prezydenta i ta jego śliczność powinna nam najwyraźniej wystarczyć. Nikt rozsądny nie spodziewał się przecież, że będzie spełniał jakieś przedwyborcze obietnice, bo i po co? No, może jednak z małym wyjątkiem. Ścieżki rowerowe mają priorytet przed wszelkimi innymi szlakami komunikacyjnymi. Ciekawe, czy zawdzięczamy to skojarzeniu rowerów z pedałami!?
Po zawłaszczeniu wiosny przez zboczeńców na majówkę wypada pedałować indywidualnie, bez oglądania się na miejską komunikację. A może w ramach ocieplania stosunków z Niemcami i w zamian za dogodność korzystania z berlińskiego lotniska, zamiast Okęcia, wprowadzić supernowoczesne tramwaje, nawiązujące do historii? Mogłyby mieć eleganckie, solidne szyldy z napisem: „Nur für Deutsche und LGBT” (Tylko dla Niemców i zboczeńców).
Normalność 16/2019 (407)
Tusk tak się przejął swoimi niemieckimi korzeniami, że doszedł do wniosku, iż polskość, to nienormalność. Konsekwentnie działał na rzecz przywracania „normalności” w naszym biednym kraju, poprzez uzależnianie go od Niemiec na każdym dostępnym polu, zwłaszcza gospodarczym i medialnym. Oddał Niemcom, co tylko mógł, za wątpliwe zaszczyty i niewątpliwe apanaże dla siebie. Ale czy niemieckość, to aby na pewno normalność? Czy naród, który wywołał dwie wojny światowe ma powody do dumy? A może właśnie leczy swoje kompleksy, wykorzystując i upokarzając kogo się da?
Merkel nie przejęła się swoimi polskimi korzeniami i skłonna jest zrobić wszystko, żeby Polskę wcielić do Rzeszy, w czym wierny piesek gorliwie jej pomagał. Niemieckie marzenie o zmuszaniu innych do pracy niewolniczej próbowała zrealizować zapraszając hordę dzikusów, którzy okazali się nieprzydatni do roli, jaką im przeznaczyła.
Jak zatem mają się do siebie te dwie normalności, czy nienormalności? Czy „Bóg, Honor, Ojczyzna” to nienormalność, a niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz w Oświęcimiu z cynicznym napisem na bramie: „Arbeit macht frei”, to normalność?
Churchill podobno był się wyraził o Polakach jako o „wspaniałym narodzie, najdzielniejszym pośród dzielnych, prowadzonym przez najpodlejszych spośród podłych”. Warto może mieć to na uwadze.
Modlitwa 15/2019 (406)
Przed nami Wielki Tydzień – czas na niewesołe refleksje i to nie tylko dotyczące wydarzeń z bardzo dalekiej przeszłości, czy tej bliższej sprzed dziewięciu lat, ale również obawa o najbliższą przyszłość. Stale bowiem przestrzeń do życia dzielić musimy z folksdojczami wszelkiej maści, którzy Polsce życzą jak najgorzej.
Co, prócz modlitwy, można zrobić w śmiertelnie trudnej sytuacji? Kopacz doradzała zamknąć się w domu i czekać, zapewne aż wróg go podpali, albo rzucać kamieniami w dinozaury. Ale czy zmiana premiera z głupiego na mądrego wystarczy? Co powinien zrobić mądry i uczciwy przywódca państwa, które jest szantażowane?
Wyobraźmy sobie, teoretycznie oczywiście, że USA uzależnia swoje wsparcie militarne nas od bezprawnej realizacji grabieży polskiego mienia przez Przedsiębiorstwo Holokaust, na mocy ustawy 447 Just. Można honorowo powiedzieć: „nie to nie, sami sobie poradzimy”. Putin z Merkel tylko na to czekają. Kolejny rozbiór Polski mamy zapewniony.
Czy chcielibyście być na miejscu premiera? Bo ja nie. Nie wydaje mi się również, żeby „zamilczanie” sprawy mogło przynieść dobre rezultaty. Im mniej ludzi zna warunki szantażu, tym większe on ma szanse na powodzenie. Dlatego krzyczmy na cały świat mądrze i przed szkodą tak donośnie, żeby ten cały świat w porę nas usłyszał, zrozumiał i poparł.
A może ktoś ma lepszy pomysł?