Jakie są najbardziej oczywiste różnice między obywatelem a niewolnikiem? Obywatel jest świadomy swej przynależności do społeczeństwa i zgadza się płacić cenę za swój udział w kształtowaniu państwa przyjaznego wszystkim z wyjątkiem przestępców. Niewolnik poddaje się władzy bez osądzania jej. Kiedy dzieje się zło, niesprawiedliwość – obywatel protestuje, a niewolnik idzie na każde ustępstwo, jakiego się od niego zażąda.
Tak długo jak obywatele sprawują władzę nad niewolnikami, tak długo państwo może rozwijać się pomyślnie. Komunizm to odwrócił, a post-komunizm gorliwie utrwala. Wyzwolony niewolnik jest najokrutniejszym panem, bo odbija sobie „krzywdy”, zwłaszcza te wynikające z niedostatku własnego rozumu. Brak mądrości nadrabia chytrością.
Tak się składa, że Rosjanie nigdy w swej historii nie mieli swojego państwa obywatelskiego i nie są w stanie zrozumieć co to za władza, która nie zaznacza swojej siły pomiataniem słabszymi. Obecnie Polska jest na-sycona agenturą wpływów różnych wrogich nam państw, ale najgroźniej-sza jest post-radziecka nie tylko ze względu na liczebność, ale łatwość przenikania do ludzi ogłupionych nachalną propagandą.
Dobrze by było, żebyśmy nie czekali na umiłowanego wodza narodu, który nagle się pojawi i poprowadzi nas do zwycięstwa, a rozejrzeli się wokół siebie, zastanowili się kto jest obywatelem, a kto niewolnikiem. Przypuszczam, że w obecnym rządzie, mieniącym się polskim, znajdzie-my samych niewolników na usługach naszych wrogów.
Żeby nie kończyć pesymistycznie, apeluję do wszystkich, którzy czują się obywatelami. Nie dajmy się postponować niewolnikom-najemnikom. Razem odwojujemy naszą Polskę!
Pełzający totalitaryzm 50/2014 (181)
Po czym poznać władzę absolutną? A no, po tym, że władzą nie dzieli się z nikim i to w najmniejszym stopniu. Każda dziedzina życia musi być ściśle uregulowana, nieważne, że często prowadzi to do absurdu. Każdego członka państwa totalitarnego obowiązują procedury, które często wykluczają się wzajemnie. Ale to nawet lepiej z punktu widzenia władzy, bo daje możliwość ukarania, lub uniewinnienia każdego, niezależnie co by zrobił. Można np. złożyć protest w sprawie nierzetelnych wyborów, ale nie później niż dwa dni po ich zakończeniu. Głosy można natomiast liczyć tygodniami, a przecież to ich wynik jest podstawą złożenia protestu. Tak właśnie działa „wymierza(nie) sprawiedliwości”. Sędziowie nie boją się śmieszności, są do niej przyzwyczajeni i za nią (jak przypuszczam) specjalnie wynagradzani.
Sprostanie procedurom medycznym kosztuje niekiedy pacjenta życie, jak mogliśmy się przekonać. Zanim lekarze uzgodnili kto powinien dziecku udzielić pomocy, na pomoc było już za późno. Unia Europejska lubi zajmować się instruowaniem swoich podwładnych jak należy przewozić karmelki i do czego służy drabina. Przyznać trzeba, że w porównaniu ze Związkiem Radzieckim ma pod górkę, zwłaszcza ze względu na Internet, którego dawniej nie było i nie mącił poddanym w głowach.
Dzisiaj obchodzimy 33 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Czy są jakieś podobieństwa między tamtą sytuacją a dzisiejszą? Gołym okiem niby ich nie widać. Łączy je jednak identyczna postawa władzy wobec społeczeństwa. Wówczas kremlowscy namiestnicy wyraźnie pokazali jak mogą traktować opozycjonistów. Dzisiaj nie muszą wyprowadzać czołgów na ulicę. Właściwie nie ukrywają, że sfałszowali wybory i co z tego? Co nam zrobicie, zdają się mówić. Zdają się mówić. No właśnie, co możemy jeszcze w tej sytuacji zrobić? Może ktoś ma pomysł?
Teatr mój widzę ogromny 49/2014 (180)
We wczesnej młodości, kiedy próbowałam sił jako aktorka, potrafiłam zagrać prawie każdą zaproponowaną mi rolę. Siłę czerpałam z bardzo prostego założenia. Wypowiadane przeze mnie słowa na scenie nie były moimi słowami i nie ja brałam za nie odpowiedzialność.
Obecnie taka postawa upowszechniła się, zwłaszcza w kręgach funkcjonariuszy państwowych wszelkiej maści. Nikt za nic nie odpowiada i jeżeli akurat gra słodką idiotkę (niezależnie od płci i wieku), to przecież tylko występuje w teatrze, gdzie ktoś inny napisał i rozdał role.
W tym upatruję niepowodzenie w zebraniu trupy do Teatrzyku Zielony Śledź. Ludzie odgrywając cudze role przez cały dzień mają już dość wchodzenia w skórę kogoś innego. No, może nie wszyscy. Drodzy aktorzy! Zawodowi i nie zawodowi użyczcie swojego głosu, zróbmy prawdziwy internetowy teatrzyk. Wystarczy, że nagracie jedną z dwóch postaci i prześlecie mi nagranie. Spróbujemy złożyć to w całość, która ukaże się na którymś z poniższych portali.
Działanie systemu
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Działanie systemu
Występują: Wańka i Fritz.
Fritz – No, nareszcie można powiedzieć, że system zadziałał.
Wańka – Niech zgadnę, masz na myśli ostatnie wybory?
Fritz – A co by innego! Świetnie poszło. Żarty o głupich Polaczkach nabiorą nowych rumieńców.
Wańka – A to tylko efekt uboczny. Najważniejsze, że już nigdy i żadnych wyborów nie wygrają.
Fritz – Myślisz, że nie zdają sobie z tego sprawy?
Wańka – Tylko niektórzy. Działamy na każdym szczeblu.
Fritz – Pijaczki ze Śląska dostają wypełnioną kartę do głosowania, wrzucają do urny, a czystą odsprzedają za cenę jakiegoś „Mamrotu”, czy jak oni tam nazywają taki podły trunek.
Wańka – To tylko płotki. Na większą skalę drukuje się dowolną ilość kart w dowolnej drukarni i podmienia w sprzyjających okolicznościach. W mniej sprzyjających wrogom dostawia się po prostu drugi krzyżyk, na drogę.
Fritz – Na prowincji to łatwiej. W Warszawie zastosowano podobno łagodną perswazję.
Wańka – Masz na myśli straszenie zbiorowymi zwolnieniami?
Fritz – Właśnie. Podobno trzeba było sfotografować własną kartę do głosowania z zaznaczeniem jedynie słusznej kandydatki.
Wańka – O tym nie słyszałem, ale każda metoda dobra.
Fritz – Widać, że Polaczki czegoś jednak się uczą.
Wańka – Już nie długo żadna nauka i tak im nie będzie potrzebna.
Fritz – Kiedy ruszacie?
Wańka – W przyszłym roku planowane są masowe rozruchy islamistów na Za-chodzie Europy. To pozwoli nam na wyzwolenie bratnich narodów z na-mi sąsiadujących.
Fritz – I przypieczętowanie wreszcie przyjaźni niemiecko-rosyjskiej.
KURTYNA
Porozmawiajmy o miłości 48/2014 (179)
Ktoś zadał mi pytanie co zrobię w obecnej sytuacji (politycznej, jak rozumiem). No cóż, ustroju ani rządu nie zmienię, nawet powszechnej mobilizacji zarządzić nie mogę. Proponuję więc zmianę tematu. Porozmawiajmy o miłości i to nie o tej gwałtownej żywionej przez rząd do obywateli polskich, a zwyczajnej.
Im czegoś mniej, tym więcej się o tym mówi. Przy tej okazji dobrze jest społeczeństwo zabajtlować mylnym pojmowaniem wyrazów. W tym wypadku chętnie zastępuje się „seks” „miłością”, a pojęcia te różnią się w sposób zasadniczy. Dobrze jest sobie uzmysłowić, że miłość to nie seks ani pornografia. Seks akurat tyle ma wspólnego z miłością co i z gwałtem.
Jeśli ktoś poświęca szczęście własnych dzieci w imieniu „miłości”, z na-dzieją, że miłość mu wszystko wybaczy…, to „miłość” niech mu wybacza, ale dzieci nie powinny! Brak odpowiedzialności zasługuje na potępienie i nie dajmy sobie wmawiać, że jest inaczej. Seriale telewizyjne wciskają nam łzawy kit, jak to dzieci „rozumieją”, że rodzice „muszą” się rozwieść. Nie, kochane dzieci! Gdyby rodzice naprawdę was kochali, to nie „musieliby” się rozwodzić!
Zdrada wobec własnych dzieci jest okrutną zdradą. Czy zawiedziona miłość najmłodszych przekłada się na agresję? Nic mi nie wiadomo, żeby robiono takie badania. Zbadano natomiast agresywność dzieci. W roku 2010 doszło w szkołach do 26,2 tys. przestępstw. Statystycznie każdego dnia tamtego roku szkolnego dochodziło do jednego pobicia nauczyciela.
No, ale za miesiąc Święta Bożego Narodzenia, pomówmy więc o miłości prawdziwej, romantycznej i nie ckliwej. W obecnej literaturze, ani filmie już takiej nie uświadczysz. A mnie się marzy taki film, w którym nie ma ani scen łóżkowych, ani przemocy, ba nie ma w nim nawet jednego pocałunku. Gdyby ktoś tak potrafił opowiedzieć o miłości, to chętnie bym to obejrzała.
Przy okazji polecam zbiór opowiadań, w którym próbowałam zmierzyć się z tym tematem. Kto zamówi „Ostatnią romantyczną przygodę” do 19 grudnia wystarczy, że zapłaci za książkę z wysyłką tylko 19 zł.