Sternicy chaosem 47/2014 (178)

     Czy chaosem da się manewrować? Platforma Obywatelska udowodniła, że tak. Naocznym dowodem tego jest działalność Państwowej Komisji Wyborczej, w której najważniejszą rolę pełni człowiek powołany jeszcze przez prezydenta Jaruzelskiego. Gołym okiem więc widać, czego strażnikami są ci ludzie. Nadal jeżdżą do Moskwy po wskazówki, a serwery i oprogramowanie, żeby mogły być aż tak niewydolne, oddają w ręce zaufanych sobie ludzi. Ale to najwyraźniej za mało. Jasne, że byle programista uporałby się z problemem systemu informatycznego, gdyby była taka rzeczywista potrzeba. Póki co, każdy może się zalogować na stronie i powpisywać wyniki jakie uzna za potrzebne. Nic bowiem tak dobrze nie ukrywa przekrętów jak bałagan. „Premiera” już zapowiedziała, że nie będą wyciągane żadne wnioski z nieprawidłowości wyborczych, a gajowy znowu zapewnił, że państwo zdało egzamin. Czyli jak zwykle, sądy uznają, że nieprawidłowości były, ale nie miały żadnego wpływu na wynik wyborów. Ręce opadają.

     A może by tak zastosować ucieczkę do przodu? Postuluję, żeby listę obowiązków obywatelskich poszerzyć o jeszcze jeden – obowiązek wyborczy. Niechby niestawienie się na wybory kosztowało, dajmy na to, 1000 zł. To wymusiłoby jakieś zdecydowanie niezdecydowanych lub leniwych wyborców. Doprowadziłoby też zapewne do takiego już chaosu, nad którym nawet PKW straciłaby kontrolę i trzeba by było wreszcie zarządzić uczciwe reguły gry.

     Liberałowie będą się oczywiście zżymali. Uprzedzając zarzuty „obrońców wolności” przypomnę, że podatki płacimy nie dlatego, że lubimy, a dlatego, że musimy. Jeździmy prawą stroną jezdni też nie według własnego uznania, a dlatego, że tak trzeba. Przypuszczam, że w gronie oburzonych taką propozycją znalazłby się pewnie JKM.  Ten miłośnik wolności uważa, że lekarstwa w aptekach powinny być sprzedawane bez recepty, bo to ogranicza jego wolność, a jeśli ktoś jest na tyle głupi, żeby zażywać lekarstwo, które mu zaszkodzi, to niech sobie zdycha. Sama należę do tych głupich, którzy na medycynie się nie znają i wolałabym mieć zaufanie do lekarza i aptekarza, niż do własnej wiedzy w tym względzie. Co prawda, nie można powiedzieć, żeby JKM nie ufał nikomu. Ufa przecież Putinowi.

     Ale wracając do naszej demokracji, to podobnie jak każdy inny ustrój ogranicza wolność na rzecz bezpieczeństwa, szeroko rozumianego. Daje nam pewne prawa, ale wymaga szeregu obowiązków. Dlaczego jednym z nich nie miałby być obowiązek wyborczy?

Co to jest polskość? 46/2014 (177)

    Jesteśmy tymi, za których się uważamy. Polakiem jest każdy, któremu bliskie są rycerskie ideały. Kolor oczu ani nawet skóry, nie wspominając o jakiejś tam „słowiańskości”, nie ma tu nic do rzeczy. I odwrotnie, dla kogo „polskość to nienormalność”, ten jest oczywistym wrogiem Polski i powinien być zwalczany wszędzie, i na każdym polu.

    Wmawianie Polakom braku tolerancji jest wyjątkową perfidią. Kiedy Europa płonęła stosami nietolerancji, jedynym schronieniem była Rzeczpospolita i tak jest po dzień dzisiejszy. Naszą wadą jest nadmiar tolerancji i wielkoduszność wobec tych, którzy na nią nie zasługują. Kiedy Europa tonęła w mrokach absolutyzmu, nasza szlachta wybierała króla w demokratycznych wyborach. Kto więc tu kogo ma prawo pouczać czym jest demokracja? A zatem, jeśli ktoś czuje się kundlem Europy, to marsz do budy i stulić pysk. 

     11 listopada władza PRL-u bis znowu posłużyła się prowokacją i znowu mieliśmy do czynienia z „ustawką”. Wystarczyło przejść się bocznymi ulicami, żeby nie móc wyjść z podziwu nad liczebnością i uzbrojeniem policyjnej armii. Może więc nie jesteśmy tacy całkiem bezbronni? Tyle, że w razie inwazji Putina nie wiadomo po czyjej stronie ta armia by się opowiedziała. A wracając do Marszu Niepodległości, to nie pomogła zmiana trasy na taką, na której nie było co podpalać. Policyjni przebierańcy upozorowali atak na swoich kolegów „dziwnym zbiegiem okoliczności” akurat tam, gdzie wcześniej zostały zainstalowane kamery TVN.

     Ciekawe, jak długo jeszcze pozwolimy tak się traktować.

 

Brzydka konkubina 45/2014 (176)

 

    Elektorat obecnie rządzącej ekipy przypomina brzydką konkubinę, kurczowo trzymającą się swojego gangstera w obawie, że nikt inny jej nie zechce i zdechnie z głodu. Warto więc może się zastanowić, czy należy się do osób czerpiących zyski z działań  tego (nie)rządu, czy też nie.

    Jeśli dotychczas dokonywaliście wyborów ze względu na ładny krawat kandydata, to może warto zmienić kryteria. Zapytajcie swoich kandydatów na włodarzy waszych miast i gmin o konkrety. Na przykład w Warszawie, gdyby zwolnić wszystkich zatrudnionych przez HGW („niezbędnych”) pracowników, to za te pieniądze komunikacja w stolicy mogłaby być darmowa dla wszystkich! Spytajcie  też co przyszły prezydent zamierza zrobić z „Pomnikiem 4 śpiących” i z „Tęczą”. Z tym, że nie należy zapominać o sprawdzonej PO wielokroć „platformianej” zasadzie. Obietnice przedstawicieli Platformy Obywatelskiej pozostaną tylko nigdy nie spełnionymi obietnicami, o czym powinny się już przekonać najwierniejsze nawet lemingi.

    Trzeba może jednak przypomnieć jak PO doszła do władzy. Otóż głównie straszeniem PiS-em. Byle babcia handlująca koperkiem z własnego ogródka została nastraszona, że za ten czyn niezgodny z prawem pójdzie do więzienia jak tylko PiS dojdzie do władzy. Chytre zagranie – straszenie płotek dla stworzenia żerowiska rekinom.

    Wyborco, zastanów się czy rola brzydkiej konkubiny wiernej gangsterowi naprawdę ci odpowiada.

 

Alkoholizm 44/2014 (175)

literatury tej poprawnej politycznie. Czytam właśnie powieść sensacyjną, w której wszystkie bez wyjątku postacie piją w każdej niemal scenie, a kiedy akcja stanowczo to wyklucza, wówczas przynajmniej marzą o wódce. Różnic między postaciami właściwie nie ma. Zarówno ex-esbecy jak i bohaterowie pozytywni piją i klną równo. Wszyscy bez wyjątku, niezależnie od wieku i płci mają jedyną niezaspokojoną potrzebę: alkohol!

     Jest tu też krew, pot, łzy i inne płyny ustrojowe, które wolałabym, żeby zostały tam, gdzie ich miejsce. Bo mnie marzy się literatura naprawdę piękna – bez wulgaryzmów, chlania, ćpania i pornografii.

         

Sposoby bogacenia się 43/2014 (174)

Ciężką pracą i oszczędnością ludzie się bogacili od wieków. Ale czy ten model nie stał się przeżytkiem? Dla niektórych na pewno tak. Spekulant umie tanio kupić i drogo sprzedać, ale do tego potrzebne są predyspozycje nie tak często spotykane. Są też towary i usługi, na których zarabia się najlepiej. Od dawna należą do nich broń, narkotyki i prostytucja. To jednak już tylko dla ludzi wyjątkowo zdeterminowanych i zdemoralizowanych.

     Jest też sposób najnowocześniejszy z nowoczesnych, łatwy lekki i przyjemny czyli „na Belkę”. Zakłada się po prostu bank, bierze nieopodatkowany kredyt od rządu i udziela się wysokooprocentowanych pożyczek. W ten sposób za pieniądze wirtualne, czyli nieistniejące, dostaje się te prawdziwe. Proste? Jak drut! A kto faktycznie poniesie koszt tej operacji? Oczywiście my wszyscy, płacący podatki, które rząd może podnosić w nieskończoność. Przyszłe pokolenia Polaków już mają zagwarantowane spłacanie długów do końca życia.

    Jeśli jesteś w odpowiednich strukturach PO, to wiesz najlepiej jak to działa, a jeśli nie jesteś, to zapomnij o łatwym zdobyciu fortuny.