Pewien niemiecki uczony wpadł na genialny pomysł. Brał dowolną naukową hipotezę i ją „udowadniał”, zgarniając liczne nagrody. Nikt z zainteresowanych nie śmiał podważać wyników jego prac, mimo iż sam nie był w stanie powtórzyć eksperymentu. Wygodniej było uznawać za prawdę, to czego nikomu innemu udowodnić się nie udawało. Oszwabieni przez szwaba zostali liczni naukowcy, którym naiwność przecież nie przystoi.
Skoro można naciągać naukowców, to co dopiero zwykłych szaraczków. Mój komputer nie zauważył jakoś, że „mieszka” w Warszawie i uporczywie wciska mi prognozę pogody przewidzianą dla Gdyni. Nie pozwala wyperswadować sobie, że pogoda na wybrzeżu mnie nie interesuje.
Jeszcze lepsza jest sytuacja w wojsku. Mieszkając w pobliżu cytadeli, często słyszę przenikliwe wycie dochodzące z samochodu pancernego. Kiedyś spytałam kierowcę po co włącza taki przeraźliwy alarm. Odpowiedział, że to nie on. Alarm działa automatycznie, kiedy włącza się bieg wsteczny. Czyż nie jest to genialne urządzenie na czas wojny? Wróg od razu będzie wiedział gdzie ma strzelać, bo się wycofują i jeszcze to obwieszczają!
Przerywnik czy profesja
‒ Ile razy można w jednym zdaniu użyć Q-przerywnika? – spytała Małgorzata.
‒ To zależy od tego jak długie jest zdanie ‒ odpowiedział DUCH CZASU. ‒ Rekordziści po każdym słowie dodają ten przerywnikiem, żeby zaznaczyć własną wyższość nad „wiochą”. Jeden z bramkarzy po puszczeniu gola powtórzył to 7 razy.
‒ A jeśli to nie jest przerywnik?
‒ Co masz na myśli?
‒ Spotkałam dziewczynę, która stojąc przed sklepem, wykrzykiwała to najmodniejsze słowo.
‒ Trzeba ją było zapytać czy wzywa mamusię, czy sama się przedstawia.
‒ Myślę, że to drugie. RODO zabrania używania w miejscach publicznych nazwisk, ale nie profesji, przecież.
‒ Słowo to można rozumieć jako profesję, albo charakter.
‒ Jedno drugiego nie wyklucza.
Płeć inteligencji 21/2026(775)
Obsesyjny podział na płcie nie powinien się ograniczać tylko do ich ilości (58, lub więcej) ale i jakości. Czym różni się poseł od posłanki? Może tym, czym sztuczna inteligencja od sztucznych inteligentów, takich, z których składa się obecny rząd?
W PRL-u były zasadniczo 3 klasy: robotnicza, chłopska i inteligencji pracującej. Od tej pierwszej, jako przewodniej siły narodu, pracy się nie domagano. Chłopstwo dzieliło się na uprzywilejowanych zatrudnionych PGR-ach i kułaków, którzy przeznaczeni byli do likwidacji. Za radzieckiej dominacji, jedynie inteligencja miała dopisek „pracująca”, w odróżnieniu od tej niepracującej i nieistniejącej zarazem.
Jak to jest obecnie? „Inteligent niepracujący”, to wzorzec każdego potencjalnego celebryty. Taki sztuczny inteligent, wystarczy, że kupi sobie dyplom doktora „słowo honoris” w kramie z dyplomami i będzie mógł zasiadać w radach nadzorczych spółek państwowych, nic nie robiąc, do końca życia. Co innego rolnik. Ten, jako posiadacz dóbr – prywaciarz, pozostał solą w oku „demokracji warczącej”, bo a nóż nie zechce po dobroci oddać tego co ma Niemcom, którzy przecież lepiej niż my, wiedzą co z tym zrobić.
Inteligencja sztuczna, czy nie sztuczna, byle prawdziwa, lubi kierować się zdrowym rozsądkiem. A tego żaden despota, nawet ewentualny, tolerować nie może. Stąd, zamiast pytać cię o opinię w jakiejś sprawie, wolą pytać, co czujesz, permanentnie wmawiając, że uczucia są najważniejsze. Szczególnie uczucie nienawiści, które należy zwalczać.
Secret Service
‒ Na czym właściwie polega praca polskiego agenta za granicą? – spytała Małgorzata.
– Na tym samym, co i w kraju – odpowiedział DUCH CZASU.
‒ Czyli na czym?
‒ Na pilnowaniu, żeby kochał on „władzę ludową”.
‒ Nic się nie zmieniło?
‒ Nazewnictwo tylko i ograniczenia RODO. Tak działa mafia. Ziobro, to przecież straszny przestępca, bo podarował wozy strażackie strażakom, czym kupił sobie ich przychylność.
‒ To rzeczywiście groźna transakcja.
‒ Mało tego, za czasów kiedy był Ministrem Sprawiedliwości, to niejaki mecenas Giertych, musiał ukrywać się we Włoszech, bo nakradł tyle, że sam się tego wystraszył. .
‒ Gdzie go jednak pozwami nie nękano.
‒ Dodajmy, że było to potem, jak biedak zemdlał na widok prokuratora.
‒ Swoją drogą, adwokat mdlejący przed prokuratorem, to ewenement na skalę światową. Księga Ginesa czeka na wpis.
‒ Skąd biedaczek mógł wiedzieć, co kierowca podsuwa mu do podpisania, ani skąd się biorą miliony na jego koncie?
‒ Niezawisły (od prawa i zdrowego rozsądku) sąd wykazał niezbicie, że to tylko głupek, który nie wiedział co podpisuje.
‒ Rzeczywiście, głupota nie podlega paragrafom.
‒ I jest szczególnie ceniona, bo praktykowana przez koalicję 13 grudnia.
Terapia daremna 20/2026(774)
Rząd ma się czym pochwalić. Rozwiązał radykalnie problem Służby Zdrowia, nie rozwiązując nawet Narodowego Funduszu Zdrowia. Ministra obiecywała, że lekarze będą dzwonili do pacjentów i obawiam się, że może dotrzymać słowa.
Dlaczego się obawiam? Najpierw trzeba powiedzieć na czym polega ta „Terapia daremna”. Jak nie trudno się domyśleć, na odstąpieniu od leczenia w przypadkach beznadziejnych. Ale czy są inne? Wszyscy przecież jesteśmy śmiertelni. O tym kogo warto leczyć, a kogo nie, ma teraz prawo zadecydować dowolny lekarz! Z chwilą wpisania pacjentowi takiej klauzuli, nie wolno go leczyć nie tylko w państwowym szpitalu, ale przez dowolnego, nawet prywatnego lekarza. To on będzie pociągany do odpowiedzialności, gdyby się ośmielił udzielić pomocy medycznej takiemu skazańcowi.
Gdyby teraz rzeczywiście zadzwonił do mnie lekarz z propozycją badań lekarskich, to nie wiem czy odważę się udać do szpitala. Problem kolejek zostanie radykalnie rozwiązany.
Skorzystać może też Resort (nie)Sprawiedliwości. Zamiast ścigać domniemanego przestępcę, czyli kogoś kto rozumie prawo nie tak, jak „nasz” premier i jego namiestnik od bezprawia, wystarczy wpisać mu „terapię daremną”. Później napaść go w ciemnym zaułku i czekać na wyrok nieba, z którym zgodzić się trzeba. Dochowujący przysięgi Hipokratesa, zgodnie z „prawem” trafi za kratki.