Molestowane feministki

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Molestowane feministki

Występują: Leming i Moher.

Moher – Co powiesz na te afery seksualne w Krytyce Politycznej i w Gazecie Wyborczej?
Leming – Oj tam, oj tam, zaraz afery!
Moher – Myślała(e)m, że feministki są uczulone na molestowanie.
Leming – Bo jesteśmy. Weźmy takich konserwatystów. Taki to niby całuje w rękę, a nie wiadomo, co ma na myśli.
Moher – Czyżby myśli były ważniejsze od czynów?
Leming – Jakich czynów? Kogo masz na myśli – waszych, czy naszych?
Moher – A to jednak jest różnica?
Leming – Pewnie, nasi chłopcy tak mają, że lubią się zabawić, nie tylko między sobą, a i z panienkami.
Moher – Oczywiście ci mniej postępowi?
Leming – No, tak… w pewnym sensie. A w ogóle, to te tam… jak by je nazwać?..
Moher – Nazwij je tak, jak ich partnerzy nazywają je publicznie.
Leming – Mniejsza o nazwę. Chciały znaleźć się na pierwszych stronach gazet, ot i tyle.
Moher – Innego wytłumaczenia dla ich zachowania nie widzisz?
Leming – Niby jakie?
Moher – Może walczą w ten sposób o konstytucję, albo z dyktaturą kobiet?
Leming – A wiesz, o tym nie pomyślałam.
Moher – Bo nie chcesz chyba powiedzieć, że wszystkie nagle poprzypominały sobie, kto je trzydzieści lat temu po czym poklepywał?

KURTYNA

Coca Cola 49/2017 (338)

Podział na zwolenników tej czy innej partii bardzo często nie ma żadnych merytorycznych uwarunkowań. Są jej zwolennicy, lub przeciwnicy, bo są i mało kto zadaje sobie jeszcze pytanie: dlaczego? Dzieje się tak, ponieważ ta kwestia została już wcześniej rozwiązana i nie warto do niej wracać. Takie spostrzeżenie nasunęło mi się gdy uświadomiłam sobie zwolenników i płomiennych przeciwników Coca Coli.
Za wczesnego PRL-u napój ten był tylko w Pewexach za dolary. A przy tym pocztówki, na przykład z Londynu, pokazywały olbrzymie neony reklamujące ten napój. Były tak widoczne, że nadawały się na anty reklamę kapitalizmu jako takiego. Zohydzić Coca Colę, to jak zohydzić kapitalizm. Ruszyła anty kampania i odniosła skutek, wcale jednak nie zamierzony, bo tymczasem ustrój się zmienił i zniechęcanie do kapitalizmu straciło sens.
Dlaczego się nad tym rozwodzę? A no dlatego, że niekiedy brak mi argumentów uzasadniających tezę, która wydaje się słuszna (lub niesłuszna). Dzieje się tak, gdy władza podejmuje jakąś nową decyzję bez wyjaśnień, co ma na celu. Opozycja totalna krytykuje wszystko totalnie i tym bym się nie przejmowała, ale wolałabym znać argumenty naszego rządu, np. nie tylko w sprawie niedomagań służby zdrowia, czy skąd się biorą muzułmanie w Warszawie.

Wystrychnięci na…

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Wystrychnięci na…

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Wyrabiacie się.
Helga – Niby w czym?
Wańka – Nasze trolle niedługo przestaną wam być potrzebne.
Helga – Masz na myśli sześćdziesięciotysięczny marsz nazistów?
Wańka – Właśnie, i nikt nawet nie zauważył, że na ich czele kroczył sam król Europy.
Helga – No, po takim wpisie na tweeterze, kto by śmiał.
Wańka – Ciekaw jestem, w co on tak naprawdę pogrywa?
Helga – Trzeba by o to zapytać naszą panią kanclerz.
Wańka – Racja. Przecież kukiełki głosu nie mają.
Helga – Myślę, że szykuje się roszada.
Wańka – Masz na myśli zamianę stołków?
Helga – Kto wie?
Wańka – Zaczynam dostrzegać w tym marksistowsko-leninowski zamysł.
Helga – O pożytecznych idiotach?
Wańka – Nie. Oni nie mają tu już nic do roboty. Wszyscy zostaną wystrychnięci na dudka.
Helga – Czy może…
Wańka – Czytasz w moich myślach. Trzeba będzie trochę zmodyfikować stare porzekadło.
Helga – Kiedy nasza kanclerz obsadzi na tronie króla Europy obecnego prezydenta, a prezydentem Nadwiślańskiego Kraju zostanie były król, wszyscy będą zachwyceni.
Wańka – Oni obaj na pewno, a co do pozostałych, to bez znaczenia.
Helga – Pewnie, kto by się przejmował wystrychniętymi na Dudę.

KURTYNA

Hobby czy lobby? 48/2017 (337)

Czy ktoś mógłby mi objaśnić, o co tak naprawdę chodzi z tymi wolnymi od handlu niedzielami? Popłakać się można ze wzruszenia, słysząc Niemców i Francuzów, jak to w „trosce o rodzinę” zamykają w niedzielę supermarkety. Co jest większym problemem: to, że niektórzy wierni mają ograniczony dostęp do pójścia w niedzielę do kościoła, czy może nieograniczony dostęp do alkoholu 24 godziny na dobę? Wygląda na to, że sejm dostrzegł tylko ten pierwszy problem.
Gdyby rzeczywiście chodziło o ulżenie tym biednym kasjerkom w supermarketach, to wystarczyłoby ustawowo zatwierdzić podwójną stawkę godzinową za pracę w niedzielę. Wówczas wszyscy zainteresowani mieliby wolny wybór, zarówno pracownicy, jak i pracodawcy. Państwo nie zamierza jednak pozostawić tego samym zainteresowanym. Bardziej liberalne jest w dystrybucji „dobra niezbędnego”, jakim jest alkohol. Nowa ustawa dopuszcza lokalne władze do pewnych korekt, gdzie mają powstawać sklepy monopolowe, a gdzie nie. Teraz będzie to uzależnione od włodarzy na danym terenie. Przykładowo wójt może zlikwidować sklep pod własnym oknem, skazując spragnionych na pokonanie kolejnych stu metrów do następnego alkoholopoju. Co do zagrychy, to już takich uprawnień nie ma. Tu państwo jest pryncypialne.
Politycy i dziennikarze lubią powoływać się na statystyki. Nie dorównam im w tym i nawet nie będę próbowała. Zastanówmy się jednak, ile osób może dotyczyć ustawa o zakazie handlu w niedzielę (wyłączając oczywiście sprzedawców alkoholi, bo oni przecież żadnych rodzin, ani innych potrzeb nie mają)? Nad garstką sprzedawców w supermarketach władza pochyla się z niezwykłą troską. Szkoda, że z pola widzenia umykają alkoholicy i ich rodziny.
A może nie mamy bladego pojęcia, o czyje interesy tu chodzi?
Czy uszczęśliwianie na siłę, to rządowe hobby, czy może raczej uleganie jakiemuś lobby?

Słownik wyrazów dwuznacznych 47/2017 (336)

Po tym całym zamieszaniu spowodowanym poprawnością polityczną, najwyższy czas ustalić co znaczą słowa, którymi się posługujemy. Bardzo często przypisujemy im niewłaściwe znaczenia i nie dotyczy to tylko „kochających, czy mądrych inaczej”.

Co np. oznacza „posiadacz”? Już dwudziestowieczna księgowość odkryła, że ten kto jest „winien” to „ma”, a ten kto „ma”, jest „winien”, czyli jeśli nawet „ma”, to nie swoje. Trudno się było laikowi w tym połapać. Teraz nazewnictwo się zmieniło, ale zasada została. Kredytobiorca uważa się za posiadacza, a w rzeczywistości jest niewolnikiem spłacającym ciągle rosnący dług, bez perspektywy wyzwolenia się z tego jarzma kiedykolwiek.

Człowiek wolny, to ktoś, kto posiada jakieś oszczędności, którymi może dysponować w razie potrzeby. Narodom ujarzmionym przez Związek Sowiecki nie wolno się było bogacić dla zasady. Po zmianie ustroju też nie zachęcano do oszczędności, a raczej do grabieży. Ci, którym udało się ukraść pierwszy milion mieli perspektywy i na następne. Wmawiano nam, że na tym polega upragniony kapitalizm. Kto tego nie potrafi, to frajer nie wart uwagi. Tak powstał raj dla kanciarzy wszelkiej maści.

Okazało się jednak, że dobra zmiana trafiła i tu. Po raz pierwszy zanotowano przewagę osób posiadających oszczędności nad kredytobiorcami, czyli przewagę ludzi wolnych nad niewolnikami.