Teatr polityczny przypomina ten zwykły (chociaż mało kto pewnie jeszcze pamięta normalny teatr). Ten polityczny działa na podobnych zasadach. W obu, my widzowie, też nie mamy wpływu na przebieg zdarzeń rozgrywających się na naszych oczach. Niekiedy jednak mocno już wkurzeni pragniemy wziąć sprawy w swoje ręce. Pokazały to wybory na Węgrzech, w Polsce czy w USA. Dotychczasowi gracze, czy jak kto woli aktorzy, nie zamierzają jednak oddać przywilejów, do których uzurpują sobie prawa.
Korporacja prawnicza uznała się za właścicielkę praw wszelakich i chce nimi dysponować według własnego widzimisię. Trzeba wiele determinacji ministra sprawiedliwości, żeby udało się w naszym kraju przywrócić podstawy prawne sprawiedliwości.
A co ze sztuką i z prawdziwym teatrem? Tu uzurpatorzy czują się nadal u siebie, a zmiana tego stanu rzeczy wydaje się trudniejsza, bo dotyczy pozornie mniej ważnych spraw. Przy okazji wernisażu twórczości Andrzeja Krauzego, spytałam wicepremiera Piotra Glińskiego o drogi wyjścia dla teatru w Polsce. Odparł mi, że ma związane ręce, bo teatry ślą do niego delegacje z postulatami, żeby było nadal, tak jak było. Zasugerował obywatelskie rozwiązanie problemu. Obiecał, że czeka na propozycje.
Do dzieła więc! Dzisiaj tj. 27 maja 2017 r o godz. 18 protestujemy przed budynkiem Teatru Powszechnego w Warszawie przeciwko spektaklowi „Klątwa”. Protest to jednak za mało. Zdobądźmy się na zaproponowanie czego chcemy. Ja postuluję utworzenie warsztatów teatralnych, gdzie młodzi (nie koniecznie wiekiem) twórcy mogliby przedstawić swoje propozycje. Czekam na pomysły Szanownych Czytelników.
Archiwum kategorii: Aktualności
Oczywista strategia 20/2017 (309)
Kogo wybralibyście na partnera do interesów, człowieka mądrego czy przygłupa? Oczywiście mądrego. A kogo wybiera oszust na swoją ofiarę? Tu też nie może być wątpliwości co do tego, że głupiego znacznie łatwiej oszukać.
Między sąsiadami, a nawet narodami panuje podobna zasada. Rosjanie, swym azjatyckim zwyczajem, zawsze próbowali nas napadać i ograbiać ze wszystkiego. Przychodziło im to łatwo tylko wtedy, gdy wcześniej udało się polskie elity „oduraczyć”, albo pozabijać na Syberii, czy później w Katyniu. Niemcy postrzegali nas jako krainę mlekiem i miodem płynącą. Ale oni również nie byli zainteresowani robieniem z nami uczciwych interesów. Lepiej przecież sąsiedni naród podporządkować sobie, stworzyć niewolników, którzy będą na nich pracowali. To oczywiście też wymagało obniżenia poziomu intelektualnego Polaków. A zatem, zarówno stronnictwo ruskie jak i pruskie, jest zainteresowane „współpracą” z przygłupami po polskiej stronie. Stąd lament nad utratą władzy przez obecną „totalną opozycję”.
A jak mogą wyglądać interesy amerykańskie w naszym kraju? Jako terytorium tak odległe, nie jesteśmy zagrożeni wcieleniem do USA. Jeśli stanowimy dla nich jakąś wartość, to chyba jedynie na polu biznesu, a biznes łatwiej robi się z mądrymi.
Lobbyści i lichwiarze 19/2017 (308)
Zasada: „zastaw się, a postaw się” jest niewątpliwie bliższa Polakom niż idea oszczędzania. Warto jednak zapytać, czy ktoś dorobił się na rozrzutności? Tak, ale oczywiście nie na własnej, tylko wyłącznie na cudzej. Wmawia nam się uporczywie, że tylko to co nowe jest pożądane, chociaż gołym okiem widać, że nowe urządzenia psują się znacznie szybciej od starych, ale tu wypada być ślepym.
Naiwność ludzką wykorzystują oszuści wszelkiej maści. Zorganizowana szajka krąży po osiedlach wmawiając mieszkańcom, że nie odpowiedzieli na jakiś list, który oczywiście nigdy nie został wysłany. Daje to jednak pretekst do zastraszenia, że jak się domokrążcy do mieszkania nie wpuści, to poniesie się niewiadomo jakie koszty za prąd i gaz. Kiedy się go wpuści to… tego już nie wiem, bo nie wdaję się w dyskurs z naciągaczami.
Opędzić się jednak nie jest łatwo, bo lobbyści są wytrwali. A to wmawiają nam jakiś smog, a to, że powinniśmy zrezygnować z gotówki na rzecz elektroniki, a to szczepić się, nie wspominając o tysiącu leków natrętnie reklamowanych wszędzie, gdzie to tylko możliwe.
A długi rosną zarówno te, które sami zaciągamy, jak i te zaciągane w naszym imieniu przez rząd u zagranicznych bankierów. Z drugiej strony oszczędzać w banku też się nie opłaca, bo odsetki nie pokrywają nawet inflacji. Kupiłabym obligacje państwowe po rozsądnej cenie, ale bank mi ich nie proponuje.
Ubeckie żądania 18/2017 (307)
Póki nie obowiązywała poprawność polityczna, kłamstwo było postrzegane jako coś nagannego, czego należało się wstydzić. Ale „nowoczesnemu człowiekowi” udało się już wmówić, że w kłamstwie nie ma nic zdrożnego, podobnie jak w kradzieży, czy nawet morderstwie, zwłaszcza takim „zgodnym z prawem”. Ubecy mają czelność manifestować swoje żądania do przywilejów! Uzasadniają to prosto: skoro nie potraficie wpakować nas do więzień, to byliśmy i jesteśmy lepsi od was i musicie nas sowicie wynagradzać!
Według nich, to prawica zakłamuje historię PRL-u twierdzeniem, jakoby był to czas zniewolenia i obcego panowania. A przecież był to okres prosperity resortowych klanów, które przy okrągłym stole zapewniły sobie nietykalność. Dla dzisiejszego lewactwa kłamać w żywe oczy i innych oskarżać o kłamstwo, to właśnie normalność. Zastanawiająca jest jeszcze jedna „normalność”. Jak to się dzieje, że w „totalnej opozycji” przypada rekordowa ilość idiotów na metr kwadratowy? Czy możliwe, żeby sama negatywna selekcja dała aż taki imponujący wynik? Podejrzewam, że co znamienitsi przedstawiciele gatunku „opozycji totalnej” wspierają się jeszcze nowoczesną farmakologią, pospolicie nazywaną dopalaczami. To zapewne standard, bez którego okrzyki typu „precz z dyktaturą kobiet” trudno sobie wyobrazić.
Sędziwy sędzia i stary starosta 17/2017 (306)
Źródłosłów wszystkich tych wyrazów podpowiada nam, że na poważnych stanowiskach nie powinny zasiadać małolaty, nawet jeśli są to dzieci z najlepszych resortowych rodzin. Na razie w praktyce bywa różnie.
Nowoczesność w domu i zagrodzie wyparła wszystko, co stare, bo co taki, dajmy na to, sędziwy sędzia, czy stary starosta wie o nowoczesności? Może co najwyżej kierować się starymi, niemodnymi zasadami np. uczciwością, czy poczuciem sprawiedliwości. Na co to komu dziś? Nowoczesny sędzia sądzi, lub jest sądzony, przez kolegę po fachu. Ten, który ukradł kiełbasę, czy pendrajwy, sądzi tego, który ukradł wiertarkę, czy powierzone mu podatnicze pieniądze, albo odwrotnie. Jednego lub drugiego „oskarża” prokurator-milioner, który dorobił się majątku ciężką dwuletnią pracą. Nawet adwokaci nie są im potrzebni, bo to wszystko przecież sami swoi. Na tym właśnie polega wyjątkowość tej nadzwyczajnej, uprawnionej przez samą siebie do tego, kasty.
Już w przyszłym roku będziemy wybierali starostów, którzy często zestarzeli się na tych stanowiskach. Ale zwolennikom kadencyjności nie o takie zestarzenie chodzi. Natomiast przeciwnicy zmian stawiają zarzut, że prawo nie może działać wstecz. Czyli zakładają, że taki starosta, burmistrz, czy prezydent miasta przyspawany do stołka, gdyby wiedział, że dotychczasowa jego kadencja jest ostatnią, to nie wziąłby udziału w poprzednich wyborach? Nonsens.
Zejdźmy na ziemię i zacznijmy demokrację traktować poważnie.