Archiwum kategorii: Aktualności

Moda na głupotę 33/2017 (322)

Obwieszczenie końca komunizmu w 1989 roku było nie tyle przedwczesne, co całkowicie błędne. To właśnie był początek nowej ery – eurokomunizmu. Z poczwarki terroru, czy zamordyzmu, przeistoczył się w motyla rozmaitej destrukcji. Przejawia się to między innymi modą na głupotę i brzydotę. Z modą, jak wiadomo, dyskutować się nie da. Można ją jedynie przyjąć, lub odrzucić. Taki wybór istnieje zawsze. To fragment demokracji nie do ruszenia, ale można mimo to o nią powalczyć na leżąco, waląc nogami w metalowe osłony policyjne. W PRL-u dziewczyny usiłowały wyglądać powabnie, mimo „braków na rynku” wszystkiego, co mogłoby dodawać elegancji. Głupota płynąca z mediów była rekompensowana inteligencją na polu prywatnym. Triumfy święcił bridż, bo wymagał pomyślunku, którego byle aparatczyk wykrzesać nie mógł.
Komunizm jakimś cudem jednak zwyciężył i moda na głupotę oraz brzydotę zatriumfowała. W zaawansowanym stadium możemy ją oglądać w wykonaniu wszelkich osobników KOD-omito podobnych. Totalna opozycja szczególnie ich hołubi. Głupki bywają różnej maści. Przemądrzały, elokwentny, a właściwie cierpiący na bezmózgowy słowotok, głupek oczywiście wie i rozumie wszystko, a jak czegoś nie kuma, to to coś, a nie on, musi być głupie. Zgoła odmienne zdanie ma „poczciwiec”. Nie wysila się, żeby cokolwiek rozumieć, a jak przypadkiem usłyszy coś, co rozumie, to od razu traci zaufanie do źródła takiej wiedzy, bo co to za autorytet, który jest zrozumiały nawet dla niego!
Jest jeszcze nadzwyczajna kasta, do której zaliczają się w pierwszej kolejności unijni dygnitarze. Oni wszystko wiedzą najlepiej i z nikim swej wiedzy konsultować nie muszą. Jeśli bredzą coś sprzecznego z faktami, to tylko gorzej dla faktów.

Sprzężenie zwrotne 32/2017 (321)

Większości z nas wydaje się, że jesteśmy odporni na reklamę. Nie jest to niestety prawda. Wszyscy podlegamy jakiejś propagandzie, nie mając pojęcia o tym jak jesteśmy manipulowani. W latach osiemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych ktoś wpadł na pomysł, żeby pewną ideę upowszechnić poprzez seriale telewizyjne. Rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania. Tą ideą było zaszczepienie ludziom przekonania, że dobrze jest nie prowadzić auta po pijaku.
Jak tego dokonano? Wcale nie poprzez nudną perswazję, a jedynie przez wspominanie o tym, ot tak mimochodem, tu i ówdzie, ale konsekwentnie. Po pewnym czasie ludzie uznali takie zachowanie za normę. No, to przyjrzyjmy się naszym rodzimym serialom. Co nam się wciska do głów jako „normę”? Jakie zachowania widz uznał już za właściwe, bo tak przecież postępują „wszyscy”? Na pewno wulgarny język, nawet jeśli bywa wykropkowany, uważa się za coś oczywistego. Niechlujny strój jako dowód przynależności do „elit”. Przekonanie, że homoseksualistów jest co najmniej tyle samo ilu ludzi zdrowych. Przekonanie, że model rodziny typu 6+1 jest w porządku, przy czym sześcioro rodziców i jedno dziecko zapewniane przez dowolną liczbę rodziców o swej miłości 10 razy dziennie – to model obowiązujący.
Proponuję prześledzić polskie seriale pod kątem jak wpływają one na zmianę obyczajów.

Zdrajcy 31/2017 (320)

Zdrajcy 31/2017 (320)
Historia Polski zarejestrowała pokaźną ilość zdrajców. Najczęstszymi beneficjantami ich działań byli i są nasi odwieczni wrogowie – Niemcy i Rosjanie, czyhający konsekwentnie od wieków na naszą suwerenność. Jak to się jednak dzieje, że na złą sławę najbardziej zasłużyli ci prorosyjscy? Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co zdrajca spodziewa się otrzymać w zamian za zdradę? Na pewno jakieś wymierne dobra, ale co prócz pieniędzy może zyskać? Uznanie? Czyje? Szmalcownik donoszący w czasie wojny na gestapo nie spodziewał się podziwu, co najwyżej, we własnym mniemaniu, uchodził za „człowieka zaradnego”. Zgoła inną pozycję miał ubek mordujący Polaków na zlecenie NKWD. Dzieci, które zabijał, były przecież wrogami rewolucji!
No dobrze, ale podczas rozbiorów nie było jeszcze sowietów, a zdrajcy prorosyjscy byli, i to jacy! Racja, ale była już, i nadal jest, „rosyjska dusza”. Nikt jej podobno nie rozumie, no może z wyjątkiem specjalistów od fanatyzmu.
Współcześni zdrajcy ojczyzny tak zeszli na skundlone psy, że bez najmniejszej żenady żebrzą u Niemców i Sorosa o interwencję oraz pieniądze w imię „demokracji i wolności”. Ta wolność może rzeczywiście zostać odebrana łajdakom wszelkiej maści działającym pod patronatem agentów wrogich nam państw. Odsunięcie od władzy polskiego rządu w kraju to ich priorytet, bo tylko to gwarantuje gangsterom, złodziejom oraz paserom bezkarność i dalsze nas grabienie. Agenci rosyjscy też zaczynają tracić wpływy, szczują więc zaciekle. Zgodnie z rosyjską perfidią obwiniając patriotów o działanie na rzecz Putina, którego inni jego agenci wychwalają jak mogą.

 

 

Po co to komu? 30/2017 (319)

Pan prezydent zawetował dwie ustawy o sądownictwie, czym narobił ambarasu wszystkim, z wyjątkiem aferzystów, których procesy się odwleką, jeśli do nich w ogóle dojdzie.
Taki obrót spraw martwi obywateli popierających dobrą zmianę rządu. Martwi też opozycję, bo co zrobić z tym niespodziewanym „zwycięstwem”? Miny mają kiepskie, trzeba bowiem wymyślić następny pretekst, a z myśleniem u nich nie tęgo. Podpowiadam zatem hasło NA BARYKADY, które nigdy nie straci aktualności: „Za paskudną pogodę odpowiada PiS!!!”. Gdyby znalazł się dociekliwy, szukający uzasadnienia, to może powołać się na Trumpa, który nie zgodził się na pakiet klimatyczny.
Najmniej zmartwili się unijni dygnitarze. Skoro raz już stwierdzili, że polski rząd zamierza naruszyć demokrację, to tak łatwo z grożenia sankcjami nie zrezygnują. Żadne fakty nie mają tu nic do rzeczy.
Publicyści polskiej TVP próbują pocieszać widzów, ale bez większego przekonania. Wcale nie lepszą sytuację ma niemiecka TVN, bo jak tu wytłumaczyć folksdojczom, że nie ma po co jutro iść na barykady? Soros płaci, więc wymaga. Druk samych transparentów kosztował krocie. No, może świeczki się przydadzą, gdyby udało się zrobić jakąś poważniejszą awarię prądu.
Tak więc z odroczenia sprawy nikt nie jest zadowolony, chyba że są jakieś siły, które przewidziały taki właśnie scenariusz destrukcji naszego państwa. Załóżmy jednak, że pani kanclerz do pana prezydenta dzwoniła tylko, żeby porozmawiać o pogodzie.

Nachodźcy 29/2017 (318)

Zdawać by się mogło, że Unia Europejska popadła w poważne tarapaty. Nie dość, że opuszcza jej grono tak bogaty kraj jak Wielka Brytania, to pozostałe kraje starej Unii borykają się z najazdem islamistów. Unijni przywódcy, jakby tego nie zauważali, zajmują się takimi pierdołami jak rzekomy brak demokracji w Polsce. Czy oni całkiem pogłupieli? Nic podobnego! To właśnie Polska, Węgry, Czechy są największym zagrożeniem dla unijnej chorej ideologii. Przeszkadzają bowiem we wprowadzeniu komunizmu na modłę Spinellego – guru przyświecającego poczynaniom unijnych uzurpatorów.
Nic więc dziwnego, że Unia Europejska chce nakładać na Polskę sankcje za nieprzyjmowanie tak zwanych uchodźców, no bo przecież umów trzeba dotrzymywać! Zapytajmy zatem, co to za umowa, której rzekomo nie dotrzymujemy? Zawarła ją podobno niejaka Ewa Kopacz w imieniu polskiego rządu. Osoba ta wsławiła się bardzo bezczelnym kłamstwem smoleńskim, za które została sowicie wynagrodzona najpierw stanowiskiem marszałka sejmu, a po rejteradzie Tuska stanowiskiem premiera.
Wywdzięczając się za te zaszczyty skłonna była do robienia wszystkiego co oficer prowadzący od niej zażąda. Na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej przyjęła postawę pozostałych członków grupy, czyli odmowę przyjęcia „uchodźców”, po to tylko, żeby chwilę później danego zobowiązania nie dotrzymać. W Brukseli zgodziła się ochoczo na przyjmowanie tak zwanych kwot w liczbie „na razie 7 tysięcy” niezidentyfikowanych osobników. Później, czyli nie wiadomo kiedy, następnych 15 tysięcy.
A zatem, notoryczna kłamczucha obiecuje coś komuś na gębę i to ma być poważne zobowiązanie polskiego rządu? Umowa, której należy przestrzegać, mimo iż nikt jej nie widział na oczy?