Archiwum kategorii: Aktualności

Urojenia 46/2018 (387)

Żarliwy ateista Richard Dawkins w swym dziele zatytułowanym „Bóg urojony” dokonuje pewnego epokowego odkrycia. Ludzie wierzą w Boga albo zdaje im się, że wierzą, bo nie wiedzą, że mogliby tę wiarę odrzucić.
W rzeczy samej! Tyle że ta zasada dotyczy wszelakich wierzeń, nie koniecznie w Pana Boga. Jest obecna szczególnie tam, gdzie udało się wprowadzić jakikolwiek totalitaryzm, nawet taki dopiero pełzający, jak wiara w gender, 58 płci, multikulti, rzekomą równość pod każdym względem (prócz równości wobec prawa – oczywiście) itd. Autor ubolewa nad uprzywilejowaniem religii w XXI wieku, ale nie zauważa, jakimi przywilejami cieszą się rozmaici zboczeńcy, obiekt szczególnej troski neomarksistów.
Taką naiwną wiarą w powyższe bzdury mogą się wykazywać tylko ludzie Zachodu, którzy nie doświadczyli komunizmu w jego pierwotnej fazie i nie umieją go wykryć w takim „niewinnym” stadium, jakim jest „poprawność polityczna”, zmuszająca do kłamstwa wszędzie tam, gdzie jest to na rękę doktrynerom.
Nas, Polaków, nauczyły rozbiory, a później niemiecka i sowiecka okupacja, że oficjalne przekazy można – a niekiedy nawet trzeba – kwestionować. Zachodnie żaby nie doznały terapii szokowej i nie wyskoczyły z garnka na czas, są już zatem prawie ugotowane. Stąd ta furia UE przeciw Polsce, która sprzeciwia się nieśmiało niestety, urojeniom brukselskich dygnitarzy.

Czasy 45/2018 (386)

Czasy mamy takie, że wreszcie można mówić o historii najnowszej, jeśli się nie jest w układach wykluczających mówienie prawdy. W 1945 kacapy (dla poprawnych politycznie – dżentelmeni radzieccy) wyzwalali nas ze wszystkiego, co jeszcze nam ocalało po poprzednim okupancie. Szczególnie upodobali sobie zegarki. Okrzyk: „dawaj czasy!” był najczęstszym ich zawołaniem. Mołodiec „wyzwalający” Berlin dał się sfotografować z całą kolekcją zegarków na przegubie ręki. To czego nie mogli zrabować, niszczyli też ze szczególnym upodobaniem. Potomkowie „wyzwolicieli” przejawiają podobne upodobanie, zwłaszcza do drogich zegarków, najwyraźniej przetrwało im to w genach.
Czasy się zmieniły, ale mentalność potomków czerwonoarmistów pozostała. Co im Stalin podarował, to Polakom od tego wara. Opanowali wszelkie możliwe urzędy, ich klany i oligarchie są nie do ruszenia. Widać to dobrze na przykładzie kultury. Od dwudziestu paru lat scenarzystką wszystkich prawie seriali telewizyjnych jest ta sama osoba. Monopole rodzinne przeszły gładko z socjalizmu do kapitalizmu, niosąc stale komunistyczny sztandar. W tej sytuacji trudno się dziwić, że projekty związane z rozbiórką, lub choćby przebudową PKiN im. Stalina, napotykają ostry sprzeciw.

Póki my żyjemy 44/2018 (385)

Nie jestem polonistką i zapewne z tego powodu nie rozumiem, w czym słowo „kiedy” jest lepsze od słowa „póki”. W moim rozumieniu „póki” jest bardziej podniosłe, natomiast „kiedy” emocjonalnie neutralne. Takie refleksje naszły mnie, gdy czekałam przed rondem Dmowskiego, żeby się włączyć do Marszu Niepodległości. Przebiegu uroczystości nie będę relacjonowała, bo wszyscy już wiedzą, że żadne prowokacje się nie udały, nie wpuszczono bojówkarzy ze Wschodu ani Zachodu, a tubylcze plemię rozbójnicze samo nie dało rady, bo ledwie zipie. Uroczystość przebiegła w podniosłej atmosferze, czym szczerze zasmuciła Targowicę Totalną. Biedny grafomanek, bijący się w cudze piersi, tym razem „poczuł się zażenowany”. Nie wiadomo czym konkretnie, ale wiadomo w czyim imieniu – uczestników, czyli ćwierć miliona, a niektórzy liczą nawet osiemset tysięcy patriotów z całej Polski!
Służby porządkowe spisały się na medal. Policji pozostaje tylko wytropić i ukarać podpalaczy rac. Nie żeby one komuś, prócz HGW, przeszkadzały, ot takie prawo. Prawo zabrania też wystawiania lewych zwolnień lekarskich, nawet (jeśli nie – szczególnie) tego prawa strażnikom. Mieliśmy zatem do czynienia z niezwykłą epidemią wśród policjantów i cudownym ich wyzdrowieniem. Jeśli wymiar sprawiedliwości nie widzi w tym problemu, to sprawą powinno się zająć w trybie pilnym Ministerstwo Zdrowia.

Polityka (nie)kulturalna 43/2018 (384)

Pewna korespondentka z całą życzliwością usiłowała mi wytłumaczyć, że nie znam historii i nie mam pojęcia, kim był Stalin. Za jego czasów panowała bowiem powszechna szczęśliwość. Gdyby wojnę wygrał Hitler, ta sama osoba nie zmieniłaby zapewne zdania o okresie szczęśliwości, która to szczęśliwość inne by tylko nosiła imię. Nic zatem dziwnego, że zwolennicy PKiN-u mi. Stalina będą go bronili jak… chciałoby się powiedzieć niepodległości, ale niepodległość Polski jest dla nich ostatnią rzeczą, której by bronili.

Czy mamy prawo zatem dziwić się, że włodarze w dużych miastach utrzymują władzę, nawet nie fałszując albo tylko trochę fałszując wybory? Skoro udało się ludziom wmówić, że udowodnione oszustwo ani zwykła głupota nie dyskwalifikują kandydata, to co może go dyskwalifikować?

Tylko patrzeć, jak damy sobie wmówić, że patriotyzm to faszyzm, a faszyzm to brak podziwu dla zboczeńców. Takie przesłanie obecne jest w repertuarze teatralnym i w serialach telewizyjnych. W Teatrze Telewizji pojawia się od czasu do czasu listek figowy w postaci dobrego spektaklu, nadawanego raz, bez powtórek, jakimi cieszą się seriale propagujące zboczenie jako coś nie tylko normalnego, ale niekiedy wręcz pożądanego. Najłatwiej wydawane pieniądze podatników na działalność antypolską, co staje się normą, której należałoby się wreszcie przeciwstawić.

Jeśli nie weźmiemy się poważnie za kulturę, nie mamy najmniejszych szans na normalne suwerenne państwo, zarządzane przez uczciwych, mądrych ludzi.

Cudze piersi 42/2018 (383)

GW i pozostałe polskojęzyczne gadzinówki od lat wpajają nam wstyd za niepopełnione przez nas zbrodnie. Biją się w nasze piersi za morderstwa popełniane przez Niemców i Rosjan. Prawie już do tego, choć z bólem, przywykliśmy. Wierni czytelnicy tych gadzinówek wstydzą się w Niemczech, czy we Francji mówić po polsku, a angielskiego, nie wspominając już o arabskim, nie znają. I jak tu uchodzić w tych krajach za pożądanych cudzoziemców!?
Wróćmy zatem do Warszawy. Tu mam zwolenników i przeciwników poglądów, jakie głoszę. Jeden ze stałych przeciwników, który sam pisuje nieskładne przydługie kawałki o niczym, permanentnie wstydzi się za moje pisanie. Ot życie! Pewna wybitna przedstawicielka Stronnictwa Ruskiego, ostatnio łaskawie pochwaliła mnie za krytykę władzy, ale upomniała za niedopuszczalne podważanie kultu Stalina. Jak na ciągłość radzieckiej propagandy przystało, krytyka stalinowskiego pałacu jest z jej punktu widzenia absolutnie niedopuszczalna.
Okazuje się jednak, że bicie się w cudze piersi bywa zaraźliwe, o czym sama mogłam się przekonać. Ja też wstydzę się za warszawian. Wstydzę się za to, że wybrali na włodarzy naszego miasta mafię reprywatyzacyjną, za to, że chcą, żeby rządzili nami przestępcy lub ich sukcesorzy. Czy naprawdę lubimy malwersacje i złodziejstwo generujące tylko krzywdę ludzką?