Dla jednych polskość jawi się jako prawość, innym kojarzy się z nienormalnością (Donald Tusk). Zarówno „prawość”, jak i „nienormalność” mogą stanowić pożądany wzorzec, do którego politycy zmierzają. To tylko dwa z możliwych scenariuszy politycznego teatru, który oglądamy ostatnimi czasy. Lokajskie towarzystwo PO okrągłostołowe próbowało Polskę kompletnie podporządkować komukolwiek, kto lepiej zapłaci za dewastację naszego kraju jako „kolonii”. Odbudowa zniszczeń wymaga czasu, a częsta zmiana scenariuszy, zwanych też programami politycznymi, temu nie pomaga. Wielu jest autorów pragnących, żeby to ich sztuki były grane w tym politycznym teatrze. Wielu jest też różnych tenorów lub pierwszych skrzypków, a teatr jest tylko jeden.
Jako widzowie nie mamy wstępu za kulisy, a prawdziwa walka tam się właśnie toczy. Nielicznym udaje się wyskoczyć na scenę i zanim konkurenci go z niej ściągną, musi szybko powiedzieć coś, co zostanie zapamiętane. Najlepiej, żeby to była jakaś piramidalna głupota, którą trudno będzie komukolwiek przebić.
Tylko naiwnym się zdaje, że wystarczy mieć rację, żeby porwać tłumy. Niestety, to tak nie działa. Skąd to wiem? Z autopsji. Co prawda nigdy do żadnej partii nie należałam, ale próbowałam i nadal próbuję stworzyć dobry polityczny kabaret, a tym żadna władza nie jest zainteresowana.
Archiwum kategorii: Aktualności
Kto tu rządzi? 50/2018 (391)
Okres świąteczny powinien być radosny, ale skoro mamy trochę wolnego czasu, to może warto go wykorzystać na refleksje o rzeczywistości, w której przyszło nam żyć tu i teraz. Wyobrażam sobie, że na przykład Nowy Rok 1939 obchodzono hucznie i beztrosko. Nikt nie zatruwał sobie zabawy ponurymi wojennymi przepowiedniami. Teraz też nie powinniśmy się martwić na zapas, zwłaszcza o sprawy, na które nie mamy wpływu. Polityka jednak do nich nie należy, nie jest zrządzeniem losu, a wynikiem różnych udanych i nieudanych przedsięwzięć. W demokracji mamy prawo domagać się rzetelnej wiedzy i żeby nasze racje zostały przez rządzących wysłuchane.
Zadajmy sobie prowokacyjne pytanie: kto nami rządzi? Rząd w Warszawie, czy może w Brukseli, Berlinie, Moskwie, Waszyngtonie lub Tel Awiwie? Zrzędliwi twierdzą, że nie jest nim rząd w Warszawie. Zapewne agentury obcych i nieprzyjaznych nam państw, mają wpływ na różne pociągnięcia naszego rządu. Wierzę jednak, że nadal naszego.
W felietonie zatytułowanym Policjanci i złodzieje sugerowałam, że alternatywą dla Zjednoczonej Prawicy mogliby być Narodowcy. Spotkałam się jednak z zarzutem, że ci ostatni są prorosyjscy. Nie mam na ten temat wyrobionego zdania. Wdzięczna będę za wskazanie prorosyjskich wypowiedzi Narodowców, jak i zaprzeczających tej tezie.
Na razie trzymajmy się tego, co mamy, czyli PiS-u, bowiem Totalna Targowica nie zasypia gruszek w popiele. Przywracanie do łask bolszewickich patronów ulic w Warszawie to niby drobiazg, ale wymowny. Niech nas nie zmylą błazeństwa płynące zarówno z Zachodu, jak i ze Wschodu. Głupota połączona z chytrością to mieszanka piorunująca.
Cel czy środek? 49/2018 (390)
Czym są pieniądze – celem samym w sobie czy środkiem do osiągania celów? Logika podpowiada to drugie, a nachalna propaganda to pierwsze. Powszechnie wmawia się nam, że pieniądz jest dobrem najwyższym, bo poza nim nic więcej szczęścia dać nie może. Ileż to rzeczy potrzebnych, a zwłaszcza niepotrzebnych można by sobie za nie nakupować! Sąsiedzi pozielenieliby z zazdrości.
No właśnie, a co tak naprawdę jest człowiekowi niezbędne do egzystencji? Pożywienie, odzienie i dach nad głową, czyli bezpieczeństwo.
Jaruzelski, wprowadzając kartki na wszelkie niezbędne towary, wyznaczył normy egzystencji dla robotów, czyli takich małych trybików w wielkim młynie, które należy tylko oliwić, żeby nie zgrzytały. Nadzwyczajna kasta towarzyszy miała swoje sklepy za żółtymi firankami i ich takie normy nie obowiązywały. Komunizm klasyczny w zasadzie pieniędzy nie potrzebował, wystarczyły wszelakie deputaty rozdawane po uważaniu, głównie za lojalność.
Neokomunizm, niesłusznie zwany kapitalizmem, potrzebuje pieniędzy jako narzędzia do ogłupiania i korumpowania ludzi. Proponuję zastanowić się nad tym, zwłaszcza przed szaleństwem świątecznych zakupów.
W teatrze i zagrodzie 48/2018 (389)
Nowoczesność mamy już wszędzie, nie tylko w domu i obejściu, ale gdzie się nie ruszyć albo nawet nie ruszając się sprzed telewizora. Ostatnio Teatr Telewizji uraczył nas sztuką zatytułowaną „Generał”. Dla osób nieprzywykłych jeszcze do takiej nowoczesności w teatrze i zagrodzie dawka ta mogła okazać się porażająca. Spektakl był niewątpliwym przejawem tak zwanej sztuki wysokiej. Jej zrozumienie zarezerwowane zostało zapewne wyłącznie dla absolwentów Wyższej Szkoły Gotowania na Gazie – podwójnym zwłaszcza.
Dzieło skupia się głównie na przysłowiowych wdziękach Maryni w sensie dosłownym. Chodzi jednak nie o byle jakie wdzięki, a te samej pani generałowej J. Wątki poboczne to równy bełkocik o żarciu, chlaniu, plamach na ubraniu i innych sprawach do rymu.
Taką „kulturą” niewątpliwie zachwycimy świat i okolice. A kto wie czy, nawet nie samych unijnych dygnitarzy? W końcu nie o byle kogo tu chodziło, a o wybitnego komunistę. Niestety, brukselscy neokomuniści prawdopodobnie mają to w… głębokim poważaniu, jak i inne wysiłki naszego rządu, zmierzające do przypodobania się im.
A może chodziło tu więc o „godne upamiętnienie” daty 13 grudnia 1981 roku? Jeśli „godne”, to na miarę „człowieka honoru”, któremu ten trud przywracania bolszewizmu w PRL i PRL-bis zawdzięczamy.
Policjanci i złodzieje 47/2018 (388)
Załóżmy, że są dwie partie: jedna policjantów, druga złodziei, to na którą głosować, jeśli się nie jest członkiem żadnej z nich? Policjanci mogą zapewnić bezpieczeństwo, a co mogą dać ci drudzy? Po dojściu do władzy pozbędą się swych wrogów, czyli policjantów i tych wszystkich, których nie udało się wcześniej skorumpować. I co dalej? A no nic. Będą okradać wszystkich, bez najmniejszych przeszkód i skrupułów. Partia złodziei nie potrzebuje żadnego programu, bo ten rozumie się sam przez się. Zjednoczenie pod sztandarem anty-PiS jest wystarczająco wymowne.
Wszystko wskazuje na to, że na scenie politycznej pozostaną tylko dwa ugrupowania: PiS i anty-PiS. Cała reszta nie odgrywa większej roli. Wygląda jednak na to, że PiS-owi przestaje zależeć na roli przywódczej. Wierny jego elektorat na razie znosi cierpliwie upokorzenia w postaci dąsów jakichś głupich bab na stanowiskach ambasadorów Izraela i USA, toleruje wypychanie Polaków na emigrację i zastępowanie ich cudzoziemcami o podejrzanej tożsamości, jak również bezkarność aferzystów. TVP usiłuje każdą porażkę rządu przekuć w sukces, ale jak długo? Brak tolerancji dla niezależnych dziennikarzy dobrze nie wróży.
Czy w takiej sytuacji pojedynczy obywatel ma jakieś szanse na właściwy wybór? Tak, szczególnie w takiej właśnie dwubiegunowej sytuacji. Od PiS możemy jednak jeszcze czegoś się domagać i otrzymać to, a od anty-PiS – niczego.
Gdyby Narodowcom udało się zewrzeć szeregi, to mogłaby być alternatywa.