Tusk tak się przejął swoimi niemieckimi korzeniami, że doszedł do wniosku, iż polskość, to nienormalność. Konsekwentnie działał na rzecz przywracania „normalności” w naszym biednym kraju, poprzez uzależnianie go od Niemiec na każdym dostępnym polu, zwłaszcza gospodarczym i medialnym. Oddał Niemcom, co tylko mógł, za wątpliwe zaszczyty i niewątpliwe apanaże dla siebie. Ale czy niemieckość, to aby na pewno normalność? Czy naród, który wywołał dwie wojny światowe ma powody do dumy? A może właśnie leczy swoje kompleksy, wykorzystując i upokarzając kogo się da?
Merkel nie przejęła się swoimi polskimi korzeniami i skłonna jest zrobić wszystko, żeby Polskę wcielić do Rzeszy, w czym wierny piesek gorliwie jej pomagał. Niemieckie marzenie o zmuszaniu innych do pracy niewolniczej próbowała zrealizować zapraszając hordę dzikusów, którzy okazali się nieprzydatni do roli, jaką im przeznaczyła.
Jak zatem mają się do siebie te dwie normalności, czy nienormalności? Czy „Bóg, Honor, Ojczyzna” to nienormalność, a niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz w Oświęcimiu z cynicznym napisem na bramie: „Arbeit macht frei”, to normalność?
Churchill podobno był się wyraził o Polakach jako o „wspaniałym narodzie, najdzielniejszym pośród dzielnych, prowadzonym przez najpodlejszych spośród podłych”. Warto może mieć to na uwadze.
Archiwum kategorii: Aktualności
Modlitwa 15/2019 (406)
Przed nami Wielki Tydzień – czas na niewesołe refleksje i to nie tylko dotyczące wydarzeń z bardzo dalekiej przeszłości, czy tej bliższej sprzed dziewięciu lat, ale również obawa o najbliższą przyszłość. Stale bowiem przestrzeń do życia dzielić musimy z folksdojczami wszelkiej maści, którzy Polsce życzą jak najgorzej.
Co, prócz modlitwy, można zrobić w śmiertelnie trudnej sytuacji? Kopacz doradzała zamknąć się w domu i czekać, zapewne aż wróg go podpali, albo rzucać kamieniami w dinozaury. Ale czy zmiana premiera z głupiego na mądrego wystarczy? Co powinien zrobić mądry i uczciwy przywódca państwa, które jest szantażowane?
Wyobraźmy sobie, teoretycznie oczywiście, że USA uzależnia swoje wsparcie militarne nas od bezprawnej realizacji grabieży polskiego mienia przez Przedsiębiorstwo Holokaust, na mocy ustawy 447 Just. Można honorowo powiedzieć: „nie to nie, sami sobie poradzimy”. Putin z Merkel tylko na to czekają. Kolejny rozbiór Polski mamy zapewniony.
Czy chcielibyście być na miejscu premiera? Bo ja nie. Nie wydaje mi się również, żeby „zamilczanie” sprawy mogło przynieść dobre rezultaty. Im mniej ludzi zna warunki szantażu, tym większe on ma szanse na powodzenie. Dlatego krzyczmy na cały świat mądrze i przed szkodą tak donośnie, żeby ten cały świat w porę nas usłyszał, zrozumiał i poparł.
A może ktoś ma lepszy pomysł?
Kpina z rozsądku 14/2019 (405)
Postępowcy próbują utopić sens własnych wypowiedzi w morzu słów. Ale gdy jeden z eurodeputowanych podchwycił ten ton i usiłował przywitać zgromadzonych, wymieniając 58 płci, uznano to, nie wiedzieć czemu, za kpinę. Rodzimi obrońcy uciśnionych zboczeńców, żeby samemu nie utonąć w powodzi słów, wprowadzili skrót LGBT. Nie wykluczone, że nie wszyscy kojarzą, o co chodzi, a chodzi właśnie o to, żeby nie do końca kojarzyli. W morzu ignorancji lewacy czują się jak ryby w wodzie. Dobrze, że ten skrót zawiera tylko 4, a nie 58 liter, pomija jednak całą długą listę pozostałych sodomitów.
Słowo „zboczeniec” „światłym Europejczykom” źle się kojarzy, ale wszelkie wulgaryzmy kojarzą im się pozytywnie i nie wyobrażają sobie, że mogliby się bez nich obejść w dyspucie politycznej, co pokazały nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele”.
Jak się rozmnażają zboczeńcy? To proste – przez indoktrynację. Od czasu do czasu puszczają balon próbny, sprawdzając, na ile i do czego mogą się posunąć. Rabiej zrobił to ostatnio i zapewne cieszy się z umiarkowanego oburzenia. Takie spektakularne akcje to jednak mały pryszcz przy serialach telewizyjnych, takich jak np. „Barwy szczęścia”. Tu indoktrynacja płynie pełną parą i żadna zmiana opcji rządzącej jej nie szkodzi. Od lat pokazywani są w kółko dwaj dzielni pederaści, którzy są oczywiście samą słodyczą w porównaniu z pozostałymi bohaterami serialu. I o to chodzi, żeby przekonać i przyzwyczajać nas, że jest odwrotnie, niż nam się zdawało, że zboczenie to norma i stan pożądany.
Kabarety 13/2019 (404)
Jeden z Czytelników zwrócił mi uwagę na dość oczywisty fakt, że INTERNETOWY KABARET cieszy się poczytnością wśród osób o podobnych poglądach. Nie czytają go natomiast ci, o których w nim mowa. Na to nic się nie poradzi. Żyjemy równolegle w dwóch różnych światach. My respektujemy prawa naturalne, oni próbują je tworzyć od nowa, najczęściej z opłakanie śmiesznymi skutkami, których nie umieją przewidzieć. Śmieszność niejedno ma imię.
Kabaret jest najczęściej znakomitą formą odreagowania na stres, wywołany przełomem politycznym. Tak było po odzyskaniu przez Polskę niepodległości sto lat temu. Później powojenny kacapski zamordyzm na długo wykluczył śmiech z przestrzeni publicznej. Ale po około trzyletniej żałobie po śmierci Stalina terror zelżał wreszcie i raczkująca w PRL telewizja pokazała jako jeden z pierwszych programów KABARET STARSZYCH PANÓW. Pełnił on rolę wentyla bezpieczeństwa dla „inteligencji pracującej”, pamiętającej jeszcze czasy przedwojenne i po cichu do nich wzdychającej.
Ten kabaret oglądali wszyscy, którzy mieli dostęp do telewizji, nie wyłączając tych nic „niekumatych”. Konkurencji bowiem nie było. Gdyby wówczas istniała presja „oglądalności”, to powstałyby zapewne kabarety podobne dzisiejszym, czyli traktujące wyłącznie o „wdziękach Maryni” i budzące zawsze nerwowy chichocik widowni, tak cenny dla reklamodawców.
Prawdziwa kultura, przez niektórych nazywana wysoką, może stać się masową, pod warunkiem, że będzie szczodrze dofinansowana. Może tak się stać, kiedy rząd przestanie bać się uzurpatorów, którzy zawłaszczyli wszystkie polskie teatry.
Lista zboczeńców 12/2019 (403)
Wincenty Rostowski zagroził ujawnieniem, kto w PiS jest gejem. Czyżby tak przejął się losem tych ludzi „specjalnej troski”, którzy znaleźli się w niewłaściwej, jego zdaniem, partii? A może chodzi tu o coś całkiem innego, na przykład o „piniędze, których po prostu nie ma i nie będzie”? Póki partia rządząca zajmować się musi „wdziękami Maryni”, i nie tylko jej, to nie ma czasu poszukać pieniędzy, które wyparowały z kasy do nieznanych kieszeni. Mało tego, gdyby znalazł się odważny prokurator, to były minister oskarży go o zemstę polityczną. Wyświechtana to, ale stale skuteczna gierka.
A swoją drogą, z ujawnieniem listy gejów, czyli wesołków (dosłowne tłumaczenie z angielskiego), powinien się pośpieszyć, bo karta LGBT wyłowi wszystkich, a upublicznienie nazwisk to tylko kwestia czasu. Zjednoczony Związek Zboczeńców może jednak walczyć o szczególne przywileje, a wśród nich o tajemnicę przynależności. A gdyby tak pokusił się o duże pieniądze, to powinien wystąpić o jakieś mienie bez-spadkowe. W tym wypadku brak spadkobierców byłby bardziej uzasadniony niż roszczenia żydowskie.
Ciekawe, na ile w tej całej hecy chodzi o rzeczywistą deprawację dzieci w imię postkomunistycznej genderowskiej ideologii, a na ile o praktyczną przykrywkę, pozwalającą na wyłudzenie cichcem majątku poprzez ustawę 447? Bowiem wrzawa w każdej innej sprawie dobrze maskuje ewentualną realizację bezprawnych roszczeń.