100 pień

   ‒ Fahrenheita?– zapytał DUCH CZASU.
   ‒ Czego? – zdziwiła się Małgorzata.
   ‒ Stopni, no bo przecież nie Celsiusza?
   ‒ Wiem, że jest gorąco, ale nie chodzi mi o temperaturę.
   ‒ Czyżby to już było nasze setne spotkanie? 
   – Dlaczego tak myślisz?
   ‒ To może sto pytań bez odpowiedzi?
   –Podstawą jest nie tyle sto, co pień – podpowiedziała Małgorzata.
   ‒ Jak pień, drzewa?
   ‒ Albo stopień.
   ‒ Schodów?
   ‒ Może też być naukowy.
   ‒ Czy dobrze pamiętam, że jesteś magistrem od roślinek?
   ‒ Jestem. Bo co?
   ‒ Bo tu stopień, naukowy kojarzy mi się z pieńkiem i nie mam wcale na myśli naukowców z zakresu dendrologii. Teraz każdy profesor może być tępy jak pień. – podsumował DUCH CZASU.
   ‒ A może by tak zaaranżować sto pień na cześć Tuska? Odpowiednich „artystów” piejących pienia na jego chwałę znajdzie się na kopy ‒ uzupełniła Małgorzata.