Wola i niewola 26/2018 (367)

Są dwa podejścia do finansów – tradycyjny i nowoczesny. Tradycyjny polega na tym, że najpierw się pieniądze zarabia, a później wydaje; nowoczesny – odwrotnie. W praktyce wygląda to tak, że na ten sam samochód człowiek nowoczesny musi pracować znacznie dłużej niż konserwatysta. Bank nie zadowoli się byle jakim procentem. Lichwiarz nie spocznie, póki nie wydusi z kredytobiorcy ostatniej kropli krwi. Z chwilą gdy zaczynasz pracować na spłatę kredytu, twoja wolna wola się kończy. Paradoksalnie, drogimi samochodami jeżdżą i w apartamentach mieszkają (do czasu bankructwa) właśnie niewolnicy.
Przy kolejnej próbie ocenzurowania Internetu jedni uważają, że tu chodzi „tylko” o pieniądze, a inni, że o indoktrynację. Nie należy natomiast zapominać, że w sumie to, to samo. Kto ma pieniądze, ten ma władzę, a kto ma władzę, ten ma pieniądze. Czy zatem, normalny człowiek może znaleźć jakieś wyjście z tego zaczarowanego kręgu?
Może. Należy użyć broni wroga. Panom współczesnych niewolników bardzo zależy na bezgotówkowych obrotach finansowych, bo to daje nieograniczoną kontrolę poddanych. Pójdźmy zatem o krok dalej i działajmy nie tyle „bez gotówkowo”, co wręcz na zasadzie barteru. Takie działania wymagają oczywiście zaufania obu stron. Ale czy nie lepiej zaufać konkretnemu człowiekowi niż bankowi? To jest oczywiście pytanie retoryczne.
Zacznijmy działać na zasadzie wymiany dóbr. Nie mam na myśli jałmużny, ani działalności charytatywnej, tylko współpracę dla osiągania wspólnych celów. Potraktujmy to na razie jako temat do konwersacji.

Mistrzowie zakalca

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Mistrzowie zakalca

Występują: Helga i Wańka.

Helga – Widziałeś Wołyń?
Wańka – Nie pamiętam, zdaje się.
Helga – Jak to, zdaje się?
Wańka – W dzieciństwie chyba.
Helga – Ja nie pytam o teren, tylko o film.
Wańka – A… Próbowałem, ale co chwila przysypiałem. Nie wiem o co w nim chodziło.
Helga – Nikt nie wie i właśnie o to chodziło!
Wańka – Żeby przysypiać!?
Helga – Pomyśl, jak się zrobi taki gniot, to nikt przy zdrowych zmysłach nie wytrzyma takiej dwugodzinnej tortury.
Wańka – To po co było to robić?
Helga – I to jest bardzo dobre pytanie! Właśnie po to, żeby skończyć z tematem. Teraz na hasło: Wołyń rozlegnie się powszechne ziewanie i nikt już nie odważy się podjąć tego tematu.
Wańka – Czyli po mistrzach zakalca w polityce, mamy osiągnięcia na niwie kulturalnej? Na pohybel Polaczkom.
Helga – Niech żyje dozgonna miłość niemiecko-rosyjska.

KURTYNA

Sztuka i sztuczki 25/2018 (366)

Każda rewolucja ma to do siebie, że niszczy wszystko, co na drodze, a ta kulturalna nie jest żadnym wyjątkiem. Zawsze chodzi o to samo, czyli wyrównanie do najniższego poziomu. Ale co później? Nie wystarczy glebę zaorać i czekać, co na niej samo wyrośnie. Samoistnie wyrosną tylko chwasty, z którymi mamy obecnie do czynienia. A może to nie rewolucji, a żartowi na przykład, zawdzięczamy współczesne malarstwo? Nurtuje mnie przewrotne podejrzenie, że Picasso po prostu próbował zakpić sobie ze snobów, którzy tego nie zrozumieli i tak narodził się Kubizm.
Wcześniej artyści też, co prawda, nie zawsze, prześcigali się w kunszcie naśladowania natury, ale zniekształcenia, jakich się dopuszczali, miały na celu uwypuklenie takich cech obiektu, które mogłyby zostać niezauważone przez widza. Miało to też wymiar praktyczny. Albumy przyrodnicze preferowały rysunek, nawet już po wynalezieniu fotografii. Uważano bowiem i słusznie, że fotografia nie jest w stanie wydobyć tego, co najbardziej charakterystyczne dla rozpoznania rośliny, czy zwierzęcia.
Za sztukami wizualnymi zeszmacenie podchwycili poeci, zrywając ze starymi kanonami takimi jak: rym, rytm, sens, a zwłaszcza piękno. Obrazu, czy tomiku poezji można nie kupić, ale czy można zrezygnować z teatru? Jak ważny jest on dla człowieka, wystarczy zaobserwować reakcje małego dziecka. Nic nie jest w stanie tak przykuć jego uwagi, jak teatrzyk. Z wiekiem ta fascynacja wcale nie mija. A skoro tak, to może da się wcisnąć każdy „artystyczny” gniot? Prywatne teatry, za państwowe pieniądze, mogą sobie pozwolić na „antysztukę” w najczystszym wydaniu i najgorszym guście.
Zdawać by się mogło zatem, że Teatr Telewizji też powinien podążać tą drogą. Byle nudziarz może przecież z Szekspira zrobić głupka. Takie widowiska powstają nie tyle w oparciu o dobre dramaty, co wbrew nim, jak ostatnio oglądane „Pożegnanie”. Dygat pewnie przewraca się w grobie.
Na szczęście, zdarzają się też chlubne niespodzianki, do których niewątpliwie należy zaliczyć „Listy z Rosji” – spektakl Wawrzyńca Kostrzewskiego na podstawie książki Astolphe’a de Custine’a.
Ot, taka kulturalna ciekawostka!

Hrabiowscy prezydenci 24/2018 (365)

Sztandarowym hasłem poprzedniego rządu, a zarazem obecnej opozycji totalnie targowickiej, było i jest „na chapać się ile wlezie”. Sama forsa, to za mało. Celebrycie należą się zaszczyty, ordery i tytuły. Jeden z byłych prezydentów uważa się za doktora, bo nie odróżnia normalnego doktoratu od „honoris causa”. Inny, kiedy został prezydentem, próbował olśnić ciemny naród tytułem hrabiowskim. Okazało się jednak, że są poważne wątpliwości, co do sposobu pozyskania tego tytułu przez jego ojca. Zawłaszczenie majątku nie koniecznie uprawnia do zawłaszczenia tytułu hrabiowskiego.
Może by zatem podejść do zagadnienia z drugiej strony? Jeśli jest się hrabią, to dlaczego by nie udowodnić, że jest się jednocześnie prawowitym prezydentem Polski? Nie zawracać sobie głowy jakimiś tam wyborami, które bez zaplecza politycznego przegrałoby się z kretesem. W odróżnieniu od uzurpatorów do tytułu hrabiowskiego, prawdziwy hrabia jest o niebo inteligentniejszy, od prezydentów wciśniętych nam przez sowieckich agentów. Szkoda jednak, że kompromituje się jako prezydent samozwaniec.

Gra na dwa fronty

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Gra na dwa fronty

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Opijmy zwycięstwo.
Helga – Jakie? Przecież mundial się jeszcze nie skończył.
Wańka – Dla was już tak.
Helga – I ja miałabym cieszyć się z przegranej naszej, niemieckiej drużyny?
Wańka – Nie miałem na myśli sportu tylko politykę.
Helga – Chyba, że tak…
Wańka – Ale skoro już zaczęliśmy od sportu, to moim zdaniem…
Helga – Trudno przewidzieć wyniki?
Wańka – Przeciwnie. Wszystko da się przewidzieć. Gdyby od mnie zależało, to nie żałowałbym forsy. Przed meczem przeprowadziłbym poufną rozmowę z każdym polskim piłkarzem i poleciłbym dołożyć starań do przegranej.
Helga – Myślisz, że tak było?
Wańka – Tego nie wiem, ale tak być powinno.
Helga – Racja. Ale mieliśmy rozmawiać o polityce.
Wańka – Właśnie. Na pohybel Polaczkom! Żydzi rozegrali to po mistrzowsku.
Helga – Rezultat widać gołym okiem. Za mienie „bezspadkowe” będą bulili do końca dni swoich oraz swoich wnuków i prawnuków.
Wańka – Proponuję prześledzić jak do tego doszło, bo to bardzo pouczające.
Helga – Najpierw Kongres USA uchwalił ustawę 447, a Sejm ustawę o IPN, uzgodnioną z Izraelem. Potem Izrael podniósł jazgot oskarżając Polaków o Holokaust i antysemityzm.
Wańka – Na tym właśnie polega mistrzostwo żydowskie! Prowokacja odniosła skutek. Polaczki nareszcie okazali się antysemitami, których trzeba przykładnie ukarać.
Helga – A zatem Sejm w pośpiechu zmienił ustawę o IPN, przedstawiając to jako zwycięstwo rozsądku nad „oszołomami”!
Wańka – Teraz nic już nie zagrozi przyjaźni rosyjsko-niemieckiej.
Helga – I budowie Nord Stream 2.

KURTYNA