Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Mistrzowie zakalca
Występują: Helga i Wańka.
Helga – Widziałeś Wołyń?
Wańka – Nie pamiętam, zdaje się.
Helga – Jak to, zdaje się?
Wańka – W dzieciństwie chyba.
Helga – Ja nie pytam o teren, tylko o film.
Wańka – A… Próbowałem, ale co chwila przysypiałem. Nie wiem o co w nim chodziło.
Helga – Nikt nie wie i właśnie o to chodziło!
Wańka – Żeby przysypiać!?
Helga – Pomyśl, jak się zrobi taki gniot, to nikt przy zdrowych zmysłach nie wytrzyma takiej dwugodzinnej tortury.
Wańka – To po co było to robić?
Helga – I to jest bardzo dobre pytanie! Właśnie po to, żeby skończyć z tematem. Teraz na hasło: Wołyń rozlegnie się powszechne ziewanie i nikt już nie odważy się podjąć tego tematu.
Wańka – Czyli po mistrzach zakalca w polityce, mamy osiągnięcia na niwie kulturalnej? Na pohybel Polaczkom.
Helga – Niech żyje dozgonna miłość niemiecko-rosyjska.
Każda rewolucja ma to do siebie, że niszczy wszystko, co na drodze, a ta kulturalna nie jest żadnym wyjątkiem. Zawsze chodzi o to samo, czyli wyrównanie do najniższego poziomu. Ale co później? Nie wystarczy glebę zaorać i czekać, co na niej samo wyrośnie. Samoistnie wyrosną tylko chwasty, z którymi mamy obecnie do czynienia. A może to nie rewolucji, a żartowi na przykład, zawdzięczamy współczesne malarstwo? Nurtuje mnie przewrotne podejrzenie, że Picasso po prostu próbował zakpić sobie ze snobów, którzy tego nie zrozumieli i tak narodził się Kubizm.
Wcześniej artyści też, co prawda, nie zawsze, prześcigali się w kunszcie naśladowania natury, ale zniekształcenia, jakich się dopuszczali, miały na celu uwypuklenie takich cech obiektu, które mogłyby zostać niezauważone przez widza. Miało to też wymiar praktyczny. Albumy przyrodnicze preferowały rysunek, nawet już po wynalezieniu fotografii. Uważano bowiem i słusznie, że fotografia nie jest w stanie wydobyć tego, co najbardziej charakterystyczne dla rozpoznania rośliny, czy zwierzęcia.
Za sztukami wizualnymi zeszmacenie podchwycili poeci, zrywając ze starymi kanonami takimi jak: rym, rytm, sens, a zwłaszcza piękno. Obrazu, czy tomiku poezji można nie kupić, ale czy można zrezygnować z teatru? Jak ważny jest on dla człowieka, wystarczy zaobserwować reakcje małego dziecka. Nic nie jest w stanie tak przykuć jego uwagi, jak teatrzyk. Z wiekiem ta fascynacja wcale nie mija. A skoro tak, to może da się wcisnąć każdy „artystyczny” gniot? Prywatne teatry, za państwowe pieniądze, mogą sobie pozwolić na „antysztukę” w najczystszym wydaniu i najgorszym guście.
Zdawać by się mogło zatem, że Teatr Telewizji też powinien podążać tą drogą. Byle nudziarz może przecież z Szekspira zrobić głupka. Takie widowiska powstają nie tyle w oparciu o dobre dramaty, co wbrew nim, jak ostatnio oglądane „Pożegnanie”. Dygat pewnie przewraca się w grobie.
Na szczęście, zdarzają się też chlubne niespodzianki, do których niewątpliwie należy zaliczyć „Listy z Rosji” – spektakl Wawrzyńca Kostrzewskiego na podstawie książki Astolphe’a de Custine’a.
Ot, taka kulturalna ciekawostka!
Sztandarowym hasłem poprzedniego rządu, a zarazem obecnej opozycji totalnie targowickiej, było i jest „na chapać się ile wlezie”. Sama forsa, to za mało. Celebrycie należą się zaszczyty, ordery i tytuły. Jeden z byłych prezydentów uważa się za doktora, bo nie odróżnia normalnego doktoratu od „honoris causa”. Inny, kiedy został prezydentem, próbował olśnić ciemny naród tytułem hrabiowskim. Okazało się jednak, że są poważne wątpliwości, co do sposobu pozyskania tego tytułu przez jego ojca. Zawłaszczenie majątku nie koniecznie uprawnia do zawłaszczenia tytułu hrabiowskiego.
Może by zatem podejść do zagadnienia z drugiej strony? Jeśli jest się hrabią, to dlaczego by nie udowodnić, że jest się jednocześnie prawowitym prezydentem Polski? Nie zawracać sobie głowy jakimiś tam wyborami, które bez zaplecza politycznego przegrałoby się z kretesem. W odróżnieniu od uzurpatorów do tytułu hrabiowskiego, prawdziwy hrabia jest o niebo inteligentniejszy, od prezydentów wciśniętych nam przez sowieckich agentów. Szkoda jednak, że kompromituje się jako prezydent samozwaniec.
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Gra na dwa fronty
Występują: Helga i Wańka.
Wańka – Opijmy zwycięstwo.
Helga – Jakie? Przecież mundial się jeszcze nie skończył.
Wańka – Dla was już tak.
Helga – I ja miałabym cieszyć się z przegranej naszej, niemieckiej drużyny?
Wańka – Nie miałem na myśli sportu tylko politykę.
Helga – Chyba, że tak…
Wańka – Ale skoro już zaczęliśmy od sportu, to moim zdaniem…
Helga – Trudno przewidzieć wyniki?
Wańka – Przeciwnie. Wszystko da się przewidzieć. Gdyby od mnie zależało, to nie żałowałbym forsy. Przed meczem przeprowadziłbym poufną rozmowę z każdym polskim piłkarzem i poleciłbym dołożyć starań do przegranej.
Helga – Myślisz, że tak było?
Wańka – Tego nie wiem, ale tak być powinno.
Helga – Racja. Ale mieliśmy rozmawiać o polityce.
Wańka – Właśnie. Na pohybel Polaczkom! Żydzi rozegrali to po mistrzowsku.
Helga – Rezultat widać gołym okiem. Za mienie „bezspadkowe” będą bulili do końca dni swoich oraz swoich wnuków i prawnuków.
Wańka – Proponuję prześledzić jak do tego doszło, bo to bardzo pouczające.
Helga – Najpierw Kongres USA uchwalił ustawę 447, a Sejm ustawę o IPN, uzgodnioną z Izraelem. Potem Izrael podniósł jazgot oskarżając Polaków o Holokaust i antysemityzm.
Wańka – Na tym właśnie polega mistrzostwo żydowskie! Prowokacja odniosła skutek. Polaczki nareszcie okazali się antysemitami, których trzeba przykładnie ukarać.
Helga – A zatem Sejm w pośpiechu zmienił ustawę o IPN, przedstawiając to jako zwycięstwo rozsądku nad „oszołomami”!
Wańka – Teraz nic już nie zagrozi przyjaźni rosyjsko-niemieckiej.
Helga – I budowie Nord Stream 2.
Przypomniała mi się taka oto scenka:
Malarz stoi na drabinie, macha pędzlem i peroruje.
– Ja, gdybym był premierem, to… Rząd powinien… itd.
Słucha tego właścicielka mieszkania i po pewnym czasie wtrąca.
– Ja, to bym zaczęła od tamtej ściany bo…
– Szanowna Paniusiu – mówi malarz – na malowaniu trzeba się znać.
– Rozumiem – odpowiada kobieta – a na rządzeniu państwem znać się nie trzeba?
To wydarzenie miało miejsce nie teraz, a w II RP. Czy coś się od tamtych czasów zmieniło? Niektórzy z nas są przekonani, że rządzić każdy umie, a najbardziej ci Nowocześni posłowie oraz (nie)rząd odstawiony właśnie od żłobu.
Darujmy sobie jednak ten żałosny kabaret w wykonaniu Targowicy Totalnej, bo oto ostatnio nawet sam pan prezydent pokazał na co go stać. Proponowane przezeń pytania do referendum kojarzą się z nieporadnością, jaką mógłby się wykazać ktoś, kto jak ten malarz, nigdy wcześniej nie miał do czynienia z prawem, a zwłaszcza rządzeniem. Odnosi się wrażenie, jakby referendalne pytania były pisane w pośpiechu, chaotycznie i nie wiadomo czemu miałyby służyć.
Czy to znaczy, że władzę może sprawować każdy? Przeciwnie, należy darzyć uznaniem i poparciem tych wszystkich, którzy mimo przeciwności potrafili zrobić coś pożytecznego dla naszego społeczeństwa i kraju. „Dobra zmiana” ma pod opozycyjną górkę i pod opozycyjny wiatr, ale nie odpuszcza. Trzymajmy za nią kciuki.