Hrabiowscy prezydenci 24/2018 (365)

Sztandarowym hasłem poprzedniego rządu, a zarazem obecnej opozycji totalnie targowickiej, było i jest „na chapać się ile wlezie”. Sama forsa, to za mało. Celebrycie należą się zaszczyty, ordery i tytuły. Jeden z byłych prezydentów uważa się za doktora, bo nie odróżnia normalnego doktoratu od „honoris causa”. Inny, kiedy został prezydentem, próbował olśnić ciemny naród tytułem hrabiowskim. Okazało się jednak, że są poważne wątpliwości, co do sposobu pozyskania tego tytułu przez jego ojca. Zawłaszczenie majątku nie koniecznie uprawnia do zawłaszczenia tytułu hrabiowskiego.
Może by zatem podejść do zagadnienia z drugiej strony? Jeśli jest się hrabią, to dlaczego by nie udowodnić, że jest się jednocześnie prawowitym prezydentem Polski? Nie zawracać sobie głowy jakimiś tam wyborami, które bez zaplecza politycznego przegrałoby się z kretesem. W odróżnieniu od uzurpatorów do tytułu hrabiowskiego, prawdziwy hrabia jest o niebo inteligentniejszy, od prezydentów wciśniętych nam przez sowieckich agentów. Szkoda jednak, że kompromituje się jako prezydent samozwaniec.

Gra na dwa fronty

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Gra na dwa fronty

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Opijmy zwycięstwo.
Helga – Jakie? Przecież mundial się jeszcze nie skończył.
Wańka – Dla was już tak.
Helga – I ja miałabym cieszyć się z przegranej naszej, niemieckiej drużyny?
Wańka – Nie miałem na myśli sportu tylko politykę.
Helga – Chyba, że tak…
Wańka – Ale skoro już zaczęliśmy od sportu, to moim zdaniem…
Helga – Trudno przewidzieć wyniki?
Wańka – Przeciwnie. Wszystko da się przewidzieć. Gdyby od mnie zależało, to nie żałowałbym forsy. Przed meczem przeprowadziłbym poufną rozmowę z każdym polskim piłkarzem i poleciłbym dołożyć starań do przegranej.
Helga – Myślisz, że tak było?
Wańka – Tego nie wiem, ale tak być powinno.
Helga – Racja. Ale mieliśmy rozmawiać o polityce.
Wańka – Właśnie. Na pohybel Polaczkom! Żydzi rozegrali to po mistrzowsku.
Helga – Rezultat widać gołym okiem. Za mienie „bezspadkowe” będą bulili do końca dni swoich oraz swoich wnuków i prawnuków.
Wańka – Proponuję prześledzić jak do tego doszło, bo to bardzo pouczające.
Helga – Najpierw Kongres USA uchwalił ustawę 447, a Sejm ustawę o IPN, uzgodnioną z Izraelem. Potem Izrael podniósł jazgot oskarżając Polaków o Holokaust i antysemityzm.
Wańka – Na tym właśnie polega mistrzostwo żydowskie! Prowokacja odniosła skutek. Polaczki nareszcie okazali się antysemitami, których trzeba przykładnie ukarać.
Helga – A zatem Sejm w pośpiechu zmienił ustawę o IPN, przedstawiając to jako zwycięstwo rozsądku nad „oszołomami”!
Wańka – Teraz nic już nie zagrozi przyjaźni rosyjsko-niemieckiej.
Helga – I budowie Nord Stream 2.

KURTYNA

Władzy czar 23/2018 (364)

Przypomniała mi się taka oto scenka:
Malarz stoi na drabinie, macha pędzlem i peroruje.
– Ja, gdybym był premierem, to… Rząd powinien… itd.
Słucha tego właścicielka mieszkania i po pewnym czasie wtrąca.
– Ja, to bym zaczęła od tamtej ściany bo…
– Szanowna Paniusiu – mówi malarz – na malowaniu trzeba się znać.
– Rozumiem – odpowiada kobieta – a na rządzeniu państwem znać się nie trzeba?
To wydarzenie miało miejsce nie teraz, a w II RP. Czy coś się od tamtych czasów zmieniło? Niektórzy z nas są przekonani, że rządzić każdy umie, a najbardziej ci Nowocześni posłowie oraz (nie)rząd odstawiony właśnie od żłobu.
Darujmy sobie jednak ten żałosny kabaret w wykonaniu Targowicy Totalnej, bo oto ostatnio nawet sam pan prezydent pokazał na co go stać. Proponowane przezeń pytania do referendum kojarzą się z nieporadnością, jaką mógłby się wykazać ktoś, kto jak ten malarz, nigdy wcześniej nie miał do czynienia z prawem, a zwłaszcza rządzeniem. Odnosi się wrażenie, jakby referendalne pytania były pisane w pośpiechu, chaotycznie i nie wiadomo czemu miałyby służyć.
Czy to znaczy, że władzę może sprawować każdy? Przeciwnie, należy darzyć uznaniem i poparciem tych wszystkich, którzy mimo przeciwności potrafili zrobić coś pożytecznego dla naszego społeczeństwa i kraju. „Dobra zmiana” ma pod opozycyjną górkę i pod opozycyjny wiatr, ale nie odpuszcza. Trzymajmy za nią kciuki.

Polowanie na kreta 22/2018 (363)

Nie zapominajmy że, „w naszym nieszczęśliwym kraju”, jak mawia znany publicysta, działają lobbyści wszelkiej maści. Stosunkowo łatwo rozpoznawalne jest stronnictwo pruskie, bo ich połajanki są protekcjonalne, jak przystoi jaśniepaństwu wobec tubylców. Mają też przeważający udział w rynku medialnym, co im ułatwia zadanie, nam natomiast umożliwia, wyłapanie tych właśnie ludzi, którzy głoszą wrogie Polsce opinie. O stronnictwie żydowskim nie wspominam, bo samo się zaorało ostentacyjną wrogością do Polaków. Stronnictwo ruskie mniej jest zauważalne, ponieważ porzuciło zwykłe, prostackie chamstwo, które miało być odczytywane jako „swojskość”, a stało się przez to zbyt charakterystyczne, na rzecz „polskości”, o zabarwieniu, rzecz jasna, „słowiańskim”. Tworzywem spajającym wszystkie te formalnie i nieformalne związki jest wspólna nienawiść do PiS. Z tego nikt z nich zrezygnować nie zamierza, bo to scala targowicę nie tylko parlamentarną.
Wniosek stąd taki, że trzeba być bardzo oszczędnym w krytyce naszego rządu. Wszystko bowiem będzie wykorzystane przeciwko nam, którzy ośmieliliśmy się skorzystać z demokracji i wybrać zjednoczoną prawicę, żeby nami rządziła. Nie wystarczy nie dać się nabierać na „europejskość” palantów lansowanych przez GW, czy TVN. Trzeba jeszcze rozpoznać krecią robotę sowieckich resortowych wnuków, a oni nie ustają w knowaniach i działaniach. Pamiętajmy, że symptomem politycznego kreta jest nienawiść. Nauczmy się wreszcie ich rozróżniać i piętnować, nie bacząc na oskarżenia, jakie będą nas spotykały. Z aktualnej sytuacji można wyciągnąć wniosek, że owe krety i ich krecia robota są pod jakąś szczególną „ekologiczną” ochroną.

Gorszy sort Europejczyka 21/2018 (362)

Biedni czytelnicy GW i widzowie TVN czują się niedowartościowani. Jeżdżą za granicę i tam mówią po polsku, bo żadnych innych języków nie znają, wstydzą się więc ojczyzny, ale nie nieuctwa. Wstydzą się obrazu Polaka jaki udało się stworzyć ich ukochanej gazecie i telewizji. Dzięki bezprecedensowej nagonce na Polskę rozpętaną przez wraże Polsce, polskojęzyczne media, zdaje im się, że są postrzegani przez „prawdziwych Europejczyków”, jako ten gorszy sort. Czują się napiętnowani jako faszyści, ksenofoby i antysemici.
Cóż za dziejowa niesprawiedliwość! Oni zrobiliby przecież wszystko, żeby przywrócić tej zacofanej Polsce ducha Marksa, który znowu krąży nad „postępową” Europą. A tu takie niezrozumienie! Biedna Anna K. taka była dumna z męża skaczącego po fotelu w japońskim parlamencie, czy plotącym coś o bigosie na forum ONZ, a teraz musi się wstydzić. Lokajskie jaśniepaństwo nie wie, że jak się smrodu narobiło, to nie można się dziwić, że ludzie się odwracają.
Wstydu natomiast nie czują tak zwani „polscy” deputowani, którzy głosowali w parlamencie europejskim za zmianami uderzającymi w polskie interesy. Może słusznie, bo oni przecież wykonywali tylko rozkazy płynące z Berlina. Dlaczego mieliby się tłumaczyć przed rządem w Warszawie? No dobrze, niech to będzie taka niby pomyłka.