Załóżmy, że są dwie partie: jedna policjantów, druga złodziei, to na którą głosować, jeśli się nie jest członkiem żadnej z nich? Policjanci mogą zapewnić bezpieczeństwo, a co mogą dać ci drudzy? Po dojściu do władzy pozbędą się swych wrogów, czyli policjantów i tych wszystkich, których nie udało się wcześniej skorumpować. I co dalej? A no nic. Będą okradać wszystkich, bez najmniejszych przeszkód i skrupułów. Partia złodziei nie potrzebuje żadnego programu, bo ten rozumie się sam przez się. Zjednoczenie pod sztandarem anty-PiS jest wystarczająco wymowne.
Wszystko wskazuje na to, że na scenie politycznej pozostaną tylko dwa ugrupowania: PiS i anty-PiS. Cała reszta nie odgrywa większej roli. Wygląda jednak na to, że PiS-owi przestaje zależeć na roli przywódczej. Wierny jego elektorat na razie znosi cierpliwie upokorzenia w postaci dąsów jakichś głupich bab na stanowiskach ambasadorów Izraela i USA, toleruje wypychanie Polaków na emigrację i zastępowanie ich cudzoziemcami o podejrzanej tożsamości, jak również bezkarność aferzystów. TVP usiłuje każdą porażkę rządu przekuć w sukces, ale jak długo? Brak tolerancji dla niezależnych dziennikarzy dobrze nie wróży.
Czy w takiej sytuacji pojedynczy obywatel ma jakieś szanse na właściwy wybór? Tak, szczególnie w takiej właśnie dwubiegunowej sytuacji. Od PiS możemy jednak jeszcze czegoś się domagać i otrzymać to, a od anty-PiS – niczego.
Gdyby Narodowcom udało się zewrzeć szeregi, to mogłaby być alternatywa.
Klaustrofobia
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Klaustrofobia
Występują: Profesor nadzwyczajny Katedry Domniemanologii Stosowanej i Student
Profesor: Dzisiaj zajmiemy się pojęciem klaustrofobii. Jest to strach przed zamkniętymi przestrzeniami. Przykład: Gdy idę do monopolowego drżę ze strachu, że będzie zamknięty.
Student: Ależ panie profesorze, zamknięta, to może być apteka, szpital, cokolwiek innego, ale nigdy monopolowy! Dziecko nawet wie, że musi on być otwarty dwadzieścia cztery godziny na dobę!
Profesor: No, cóż… Rzeczywiście, ten przykład nie wytrzymał próby czasu.
KURTYNA
Urojenia 46/2018 (387)
Żarliwy ateista Richard Dawkins w swym dziele zatytułowanym „Bóg urojony” dokonuje pewnego epokowego odkrycia. Ludzie wierzą w Boga albo zdaje im się, że wierzą, bo nie wiedzą, że mogliby tę wiarę odrzucić.
W rzeczy samej! Tyle że ta zasada dotyczy wszelakich wierzeń, nie koniecznie w Pana Boga. Jest obecna szczególnie tam, gdzie udało się wprowadzić jakikolwiek totalitaryzm, nawet taki dopiero pełzający, jak wiara w gender, 58 płci, multikulti, rzekomą równość pod każdym względem (prócz równości wobec prawa – oczywiście) itd. Autor ubolewa nad uprzywilejowaniem religii w XXI wieku, ale nie zauważa, jakimi przywilejami cieszą się rozmaici zboczeńcy, obiekt szczególnej troski neomarksistów.
Taką naiwną wiarą w powyższe bzdury mogą się wykazywać tylko ludzie Zachodu, którzy nie doświadczyli komunizmu w jego pierwotnej fazie i nie umieją go wykryć w takim „niewinnym” stadium, jakim jest „poprawność polityczna”, zmuszająca do kłamstwa wszędzie tam, gdzie jest to na rękę doktrynerom.
Nas, Polaków, nauczyły rozbiory, a później niemiecka i sowiecka okupacja, że oficjalne przekazy można – a niekiedy nawet trzeba – kwestionować. Zachodnie żaby nie doznały terapii szokowej i nie wyskoczyły z garnka na czas, są już zatem prawie ugotowane. Stąd ta furia UE przeciw Polsce, która sprzeciwia się nieśmiało niestety, urojeniom brukselskich dygnitarzy.
Nasi ludzie w Warszawie
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Nasi ludzie w Warszawie
Występują: Helga i Wańka
Helga: Wiesz, ilu „dobra zmiana” przyjęła w zeszłym roku uchodźców?
Wańka: Ilu?
Helga: Więcej niż Niemcy i Szwecja razem wzięte!
Wańka: Nie mów!
Helga: No właśnie, nikt o tym nie mówi, bo po co martwić elektorat.
Wańka: Rzeczywiście, na warszawskich ulicach coraz rzadziej słyszy się język polski.
Helga: I o to chodzi. Kiedy się połapią, co jest grane, będzie po herbacie.
Wańka: Ciekawe, ile czasu im zajmie połapanie się, że nie tak wygląda przemyślana strategia rządu.
Helga: Wszystko można przekuć w sukces. Nasza Gersdorf dzielnie przetrzymała nagonkę.
Wańka: Bądźmy szczerzy, żadnej nagonki nie udało się sprowokować. Otwartym tekstem powiedziała, że bierze od was pieniądze, i wróciła na swoje stanowisko.
Helga: To widoczny dowód na to, kto tu rządzi.
Wańka: Nasi ludzie cały czas robią swoje, nie rzucając się w oczy.
Helga: Ba, nasz Führer okupował ich tylko przez pięć lat, wasz prawie pięćdziesiąt. Wasi konfidenci niekiedy nie wiedzą nawet, że są konfidentami.
Wańka: Tym lepiej. Póki bronią pałacu imienia Stalina, możemy spać spokojnie.
KURTYNA
Czasy 45/2018 (386)
Czasy mamy takie, że wreszcie można mówić o historii najnowszej, jeśli się nie jest w układach wykluczających mówienie prawdy. W 1945 kacapy (dla poprawnych politycznie – dżentelmeni radzieccy) wyzwalali nas ze wszystkiego, co jeszcze nam ocalało po poprzednim okupancie. Szczególnie upodobali sobie zegarki. Okrzyk: „dawaj czasy!” był najczęstszym ich zawołaniem. Mołodiec „wyzwalający” Berlin dał się sfotografować z całą kolekcją zegarków na przegubie ręki. To czego nie mogli zrabować, niszczyli też ze szczególnym upodobaniem. Potomkowie „wyzwolicieli” przejawiają podobne upodobanie, zwłaszcza do drogich zegarków, najwyraźniej przetrwało im to w genach.
Czasy się zmieniły, ale mentalność potomków czerwonoarmistów pozostała. Co im Stalin podarował, to Polakom od tego wara. Opanowali wszelkie możliwe urzędy, ich klany i oligarchie są nie do ruszenia. Widać to dobrze na przykładzie kultury. Od dwudziestu paru lat scenarzystką wszystkich prawie seriali telewizyjnych jest ta sama osoba. Monopole rodzinne przeszły gładko z socjalizmu do kapitalizmu, niosąc stale komunistyczny sztandar. W tej sytuacji trudno się dziwić, że projekty związane z rozbiórką, lub choćby przebudową PKiN im. Stalina, napotykają ostry sprzeciw.