Okres świąteczny powinien być radosny, ale skoro mamy trochę wolnego czasu, to może warto go wykorzystać na refleksje o rzeczywistości, w której przyszło nam żyć tu i teraz. Wyobrażam sobie, że na przykład Nowy Rok 1939 obchodzono hucznie i beztrosko. Nikt nie zatruwał sobie zabawy ponurymi wojennymi przepowiedniami. Teraz też nie powinniśmy się martwić na zapas, zwłaszcza o sprawy, na które nie mamy wpływu. Polityka jednak do nich nie należy, nie jest zrządzeniem losu, a wynikiem różnych udanych i nieudanych przedsięwzięć. W demokracji mamy prawo domagać się rzetelnej wiedzy i żeby nasze racje zostały przez rządzących wysłuchane.
Zadajmy sobie prowokacyjne pytanie: kto nami rządzi? Rząd w Warszawie, czy może w Brukseli, Berlinie, Moskwie, Waszyngtonie lub Tel Awiwie? Zrzędliwi twierdzą, że nie jest nim rząd w Warszawie. Zapewne agentury obcych i nieprzyjaznych nam państw, mają wpływ na różne pociągnięcia naszego rządu. Wierzę jednak, że nadal naszego.
W felietonie zatytułowanym Policjanci i złodzieje sugerowałam, że alternatywą dla Zjednoczonej Prawicy mogliby być Narodowcy. Spotkałam się jednak z zarzutem, że ci ostatni są prorosyjscy. Nie mam na ten temat wyrobionego zdania. Wdzięczna będę za wskazanie prorosyjskich wypowiedzi Narodowców, jak i zaprzeczających tej tezie.
Na razie trzymajmy się tego, co mamy, czyli PiS-u, bowiem Totalna Targowica nie zasypia gruszek w popiele. Przywracanie do łask bolszewickich patronów ulic w Warszawie to niby drobiazg, ale wymowny. Niech nas nie zmylą błazeństwa płynące zarówno z Zachodu, jak i ze Wschodu. Głupota połączona z chytrością to mieszanka piorunująca.
Korek, worek i…
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Korek, worek i…
Występują: Helga i Wańka
Wańka: Ta cholerna nadzwyczajna kasta przegina pałę.
Helga: W czym? To przecież prawie sami nasi ludzie!
Wańka: Utrudniają werbunek nowych agentów.
Helga: Nie bądź zachłanny. Wasi ludzie decydują przecież o wszystkim.
Wańka: Otóż tylko tam, gdzie was nie ma.
Helga: Gramy przecież do jednej bramki.
Wańka: Właśnie, wam też powinno zależeć na werbunku nowych ludzi.
Helga: A w czym konkretnie ten ich, pożal się Boże, wymiar sprawiedliwości przeszkadza?
Wańka: W upowszechnianiu przekonania, że kradzież to tylko roztargnienie, pijaństwo to chwilowa niedyspozycja, a pedofilia to postęp.
Helga: O, przepraszam. Gender wyróżnia dwie opcje – tolerancję, której należy uczyć od niemowlęctwa, i pedofilię, której dopuszczają się wyłącznie księża katoliccy.
Wańka: Nie chodzi o detale. Wiesz, kogo werbuje się na tajnych współpracowników?
Helga: Oświeć mnie.
Wańka: Nie słyszałaś o zasadzie – korek, worek i rozporek?
Helga: A konkretnie co to znaczy?
Wańka: Dobry agent to pijak lub narkoman, łasy na pieniądze i seks.
Helga: Jasne, i co z tego wynika?
Wańka: Z chwilą, kiedy chciwość, rozwiązłość i uzależnienia stają się powodem do dumy, haki przestają działać!
Helga: No, rzeczywiście!
KURTYNA
Cel czy środek? 49/2018 (390)
Czym są pieniądze – celem samym w sobie czy środkiem do osiągania celów? Logika podpowiada to drugie, a nachalna propaganda to pierwsze. Powszechnie wmawia się nam, że pieniądz jest dobrem najwyższym, bo poza nim nic więcej szczęścia dać nie może. Ileż to rzeczy potrzebnych, a zwłaszcza niepotrzebnych można by sobie za nie nakupować! Sąsiedzi pozielenieliby z zazdrości.
No właśnie, a co tak naprawdę jest człowiekowi niezbędne do egzystencji? Pożywienie, odzienie i dach nad głową, czyli bezpieczeństwo.
Jaruzelski, wprowadzając kartki na wszelkie niezbędne towary, wyznaczył normy egzystencji dla robotów, czyli takich małych trybików w wielkim młynie, które należy tylko oliwić, żeby nie zgrzytały. Nadzwyczajna kasta towarzyszy miała swoje sklepy za żółtymi firankami i ich takie normy nie obowiązywały. Komunizm klasyczny w zasadzie pieniędzy nie potrzebował, wystarczyły wszelakie deputaty rozdawane po uważaniu, głównie za lojalność.
Neokomunizm, niesłusznie zwany kapitalizmem, potrzebuje pieniędzy jako narzędzia do ogłupiania i korumpowania ludzi. Proponuję zastanowić się nad tym, zwłaszcza przed szaleństwem świątecznych zakupów.
Róża
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Róża
Występują: Helga i Wańka
Helga: Nie sądzisz, że Róży też należałaby się jakaś ulica?
Wańka: Którą Różę masz na myśli – Luksemburg czy Tuman von Hochsztapler?
Helga: Miałam na myśli tę pierwszą, oczywiście.
Wańka: Dlaczego zaraz „oczywiście”? Wybitnym postaciom współczesnym też się coś od życia należy.
Helga: Na nieśmiertelność trzeba sobie zapracować.
Wańka: Otóż to. Masz wątpliwości co do zasług tej wybitnej posłanki?
Helga: Nie, tylko…
Wańka: Trudno się zdecydować, czy bardziej zasłużyła się jako Tuman, czy jako Hochsztapler?
Helga: E tam, dobrze ci gadać. Wy cały czas macie Pałac Kultury i Nauki im. Stalina, a nam nawet nie wolno zasugerować przywrócenia w Warszawie placu Adolfa Hitlera.
Wańka: Ja bym na waszym miejscu nie rezygnował. Sytuacja w Brukseli jest sprzyjająca. Gładko przeszedł Marks, to może pójść i Hitler.
KURTYNA
W teatrze i zagrodzie 48/2018 (389)
Nowoczesność mamy już wszędzie, nie tylko w domu i obejściu, ale gdzie się nie ruszyć albo nawet nie ruszając się sprzed telewizora. Ostatnio Teatr Telewizji uraczył nas sztuką zatytułowaną „Generał”. Dla osób nieprzywykłych jeszcze do takiej nowoczesności w teatrze i zagrodzie dawka ta mogła okazać się porażająca. Spektakl był niewątpliwym przejawem tak zwanej sztuki wysokiej. Jej zrozumienie zarezerwowane zostało zapewne wyłącznie dla absolwentów Wyższej Szkoły Gotowania na Gazie – podwójnym zwłaszcza.
Dzieło skupia się głównie na przysłowiowych wdziękach Maryni w sensie dosłownym. Chodzi jednak nie o byle jakie wdzięki, a te samej pani generałowej J. Wątki poboczne to równy bełkocik o żarciu, chlaniu, plamach na ubraniu i innych sprawach do rymu.
Taką „kulturą” niewątpliwie zachwycimy świat i okolice. A kto wie czy, nawet nie samych unijnych dygnitarzy? W końcu nie o byle kogo tu chodziło, a o wybitnego komunistę. Niestety, brukselscy neokomuniści prawdopodobnie mają to w… głębokim poważaniu, jak i inne wysiłki naszego rządu, zmierzające do przypodobania się im.
A może chodziło tu więc o „godne upamiętnienie” daty 13 grudnia 1981 roku? Jeśli „godne”, to na miarę „człowieka honoru”, któremu ten trud przywracania bolszewizmu w PRL i PRL-bis zawdzięczamy.