Na czym polega szantaż doskonały? Na tym, żeby szantażowanego pozbawić alternatywy i dostać to, co się chce. Dobrym przykładem może być zażądanie od Polski przez Izrael 400 milionów zł rocznie na walkę z antysemityzmem. Żydzi stawiają sprawę jasno: jak nie dacie, to widomy znak, że jesteście antysemitami; jak dacie, to znaczy, że poczuwacie się do antysemityzmu! Inaczej byście przecież pieniędzy nie dawali. Czysty majstersztyk z przedwojennego Kercelaka!
Naiwnością jest wskazywanie na narastającą falę antysemityzmu we Francji czy Niemczech i porównywanie z sytuacją u nas. Wszyscy, a zwłaszcza Żydzi, wiedzą o tym doskonale. Nie chodzi przecież o jakieś tam fakty, a o pretekst! Mamy zostać oskubani do czysta, bez szans na obronę. No, chyba… chyba, że schronimy się, nie daj Boże, pod szeroko rozpostarte skrzydła kremlowskiego czarnego dwugłowego orła. Układ rosyjsko-niemiecki będzie już wiedział, jak nam dogodzić. Poplecznicy Putina zacierają zapewne ręce. Bomba z opóźnionym zapłonem już tyka. Nie wiadomo tylko, kiedy i czy wybuchnie.
To jest jubileuszowy, czterechsetny odcinek, mam nadzieję, że nie ostatni i że dotrze do wszystkich z listy, chociaż z tym różnie bywa. Trzeba się cieszyć, że felietony jeszcze docierają mimo niepoprawnych politycznie treści w nich zawieranych.
Karnawał 8/2019 (399)
Po unieważnieniu przez protestantów postu, karnawał przestał mieć sens. Można się oddawać wszelkim uciechom, a zwłaszcza kulinarnym cały rok, na okrągło. W praktyce obżarstwo połączone z pijaństwem wychodzi nam znacznie lepiej od tańcowania, bo lenistwo bierze górę. Utrzymanie ryzów jest trudne, w szczególności gdy przestają obowiązywać tradycja i konwenanse.
Niedawno byłam na spotkaniu poświęconym zagadnieniu: „Męskość w kryzysie”. Paneliści uważali, że mamy do czynienia ze zjawiskiem płciowego przenikania się czy wręcz z zanikiem oznak przynależności płciowej. Jedni nad tym ubolewali, a inni wręcz przeciwnie, upatrywali w tym postęp. Czołowa feministka z pewnej lewackiej gazety pragnęłaby, żeby na pierwszy rzut oka nie dało się odróżnić płci. Sama siedziała w rozkroku, trzymając mikrofon między nogami i tłumaczyła w kółko, że pralkę elektryczną mogą obsługiwać również mężczyźni.
Wszyscy natomiast uczestnicy przyjęli za pewnik, że niektóre cechy charakteru przynależne są do płci. Dowiedziałam się ze zdumieniem, że solidność i odwaga to cechy męskie, a empatia, to cecha żeńska. Z tego założenia wynikałoby, że wszyscy bliscy mi mężczyźni są mało męscy, a ja sama niezbyt kobieca.
Zawłaszczanie słów 7/2019 (398)
Nawoływanie do godzenia się z przeciwnikiem jest stratą czasu. Neokomunie tak się udało zmienić znaczenie słów, że tylko pozornie posługujemy się tym samym językiem. Młodzi podchwytują tę tendencję. W mowie młodzieżowej już się przyjęło, że „sprywatyzować” znaczy po prostu ukraść.
„Niewidzialna ręka rynku” przynosi również ogłoszenie „upadłości”, czyli też kradzież, ale już na nieco większą skalę. Zakłada się firmę, zamawia towar i go sprzedaje, a gdy nadchodzi pora rozliczenia się z dostawcą, ogłasza się upadłość i nikomu nic się nie jest winnym. „Wolna konkurencja” to jak kopanie się z koniem. Wielkie zagraniczne firmy są uprzywilejowane, bo nie płacą podatków. Wynika to z prawa dla nich szczególnie przyjaznego. Czyż te przykłady nie są wystarczające, żeby obrzydzić ludziom kapitalizm? Niech pokochają znowu komunizm!
W sprawach obyczajowych zawłaszczanie słów trwa już tak długo, że zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić. „Poprawność polityczna” polega na bezczelnym kłamstwie, ale niestety nikogo to już nie oburza. „Równość” była czymś oczywistym, póki zboczeńcy nie zaczęli się upominać o szczególne przywileje. Urządzają parady, domagając się podziwu dla swoich obrzydliwych ułomności.
Feministki już całkiem się pogubiły i nie wiedzą, czego chcą. Chwilami zdaje im się, że są mężczyznami, ale takimi szczególnej troski, czyli też domagają się przywilejów z faktu, że są kobietami. Wszelkie jednak szarmanckie zachowania panów uważają za uwłaczające im. Z kim tu i o czym rozmawiać?
Mina nienawiści 6/2019 (397)
Za czasów słusznie minionych, kiedy uczęszczałam do szkół, zdarzało mi się mieć obniżoną ocenę z zachowania. Nigdy nikomu nie przyłożyłam z mańki (ze względu pewnie na nikłą posturę, bo mogłoby się to dla mnie bardzo źle skończyć) nawet nie ubliżałam tym, którzy na to zasługiwali. Jedyną moją bronią była mina, i to wcale nie taka przeciwpiechotna. Raczej przeciwpancerny wyraz mojej twarzy wyrażał to, za co obniżano mi stopień z zachowania.
Poprawność polityczna miała nas tylko zawstydzać. Przyszedł czas na dotkliwsze reperkusje. Propozycja karania za mowę nienawiści jest już zdecydowanym krokiem powrotu do wypróbowanych metod, czyli po prostu terroru. Teraz każde zachowanie będzie można uznać za mowę nienawiści, a „niezawisły sąd” skazać na dowolną karę. Gdyby ktoś dociekliwy chciał poznać uzasadnienie, to sąd zawsze może je utajnić. Orwell to przewidział, ale kto by się tam przejmował fikcją literacką. Oglądamy przecież seriale telewizyjne prawie wyłącznie o miłości. W przerwach między pocałunkami postacie wymieniają się zapewnieniami, które w ramach walki z mową nienawiści należałoby przyjąć za obowiązujące. Zamiast „dzień dobry”, który nie wiadomo dla kogo jest dobry, mówić „kocham cię” i odpowiadać „ja cię też”. Kto się nie zastosuje, może zostać napiętnowany jako nienawistnik.
Młot, sierp i cep 5/2019 (396)
Po czym poznać konserwatystę? Najlepiej po tym, jak trzyma mikrofon. Wszyscy konserwatyści, z małymi chlubnymi wyjątkami, mają w pogardzie takie nowoczesne urządzenie, jakim jest mikrofon. Jeśli zmusi się takiego konserwatywnego mówcę do wzięcia niepotrzebnego, jego zdaniem, urządzenia do ręki, to najchętniej będzie nim wymachiwał, jak cepem.
Żarliwego mówcę można od biedy zrozumieć, że postęp ma za nic. Gorzej, jeśli podobnie zachowują się redaktorzy, prowadzący wywiady na łamach własnych prywatnych internetowych telewizji. CEP jest taką właśnie telewizją. Redaktor prowadzący świetnie nagrywa swoje przydługie pytania, ale odpowiedzi zaproszonych gości już mniej go interesują. Tak ustawia mikrofon, że zaproszonego prelegenta prawie nie słychać. Trudno sobie wyobrazić, żeby przed opublikowaniem nie sprawdził jakości nagrania.
Dodatkowej atrakcji Cepowi nadaje wystrój studia. Rozmowy odbywają się między innymi na tle Pałacu Stalina. Upodobanie do tego akurat miejsca w Warszawie wydaje się wymowne. Wiele bowiem krytycznych słów pada wobec wszystkich, z małym wszakże wyjątkiem, którym jest kraj pochodzenia sierpa i młota. Wbrew pozorom „Cep o Wiśle” nie wspomina, ale swoją skomplikowaną konstrukcją jak ulał pasuje do tych radzieckich symboli.