Postępowcy próbują utopić sens własnych wypowiedzi w morzu słów. Ale gdy jeden z eurodeputowanych podchwycił ten ton i usiłował przywitać zgromadzonych, wymieniając 58 płci, uznano to, nie wiedzieć czemu, za kpinę. Rodzimi obrońcy uciśnionych zboczeńców, żeby samemu nie utonąć w powodzi słów, wprowadzili skrót LGBT. Nie wykluczone, że nie wszyscy kojarzą, o co chodzi, a chodzi właśnie o to, żeby nie do końca kojarzyli. W morzu ignorancji lewacy czują się jak ryby w wodzie. Dobrze, że ten skrót zawiera tylko 4, a nie 58 liter, pomija jednak całą długą listę pozostałych sodomitów.
Słowo „zboczeniec” „światłym Europejczykom” źle się kojarzy, ale wszelkie wulgaryzmy kojarzą im się pozytywnie i nie wyobrażają sobie, że mogliby się bez nich obejść w dyspucie politycznej, co pokazały nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele”.
Jak się rozmnażają zboczeńcy? To proste – przez indoktrynację. Od czasu do czasu puszczają balon próbny, sprawdzając, na ile i do czego mogą się posunąć. Rabiej zrobił to ostatnio i zapewne cieszy się z umiarkowanego oburzenia. Takie spektakularne akcje to jednak mały pryszcz przy serialach telewizyjnych, takich jak np. „Barwy szczęścia”. Tu indoktrynacja płynie pełną parą i żadna zmiana opcji rządzącej jej nie szkodzi. Od lat pokazywani są w kółko dwaj dzielni pederaści, którzy są oczywiście samą słodyczą w porównaniu z pozostałymi bohaterami serialu. I o to chodzi, żeby przekonać i przyzwyczajać nas, że jest odwrotnie, niż nam się zdawało, że zboczenie to norma i stan pożądany.
Kabarety 13/2019 (404)
Jeden z Czytelników zwrócił mi uwagę na dość oczywisty fakt, że INTERNETOWY KABARET cieszy się poczytnością wśród osób o podobnych poglądach. Nie czytają go natomiast ci, o których w nim mowa. Na to nic się nie poradzi. Żyjemy równolegle w dwóch różnych światach. My respektujemy prawa naturalne, oni próbują je tworzyć od nowa, najczęściej z opłakanie śmiesznymi skutkami, których nie umieją przewidzieć. Śmieszność niejedno ma imię.
Kabaret jest najczęściej znakomitą formą odreagowania na stres, wywołany przełomem politycznym. Tak było po odzyskaniu przez Polskę niepodległości sto lat temu. Później powojenny kacapski zamordyzm na długo wykluczył śmiech z przestrzeni publicznej. Ale po około trzyletniej żałobie po śmierci Stalina terror zelżał wreszcie i raczkująca w PRL telewizja pokazała jako jeden z pierwszych programów KABARET STARSZYCH PANÓW. Pełnił on rolę wentyla bezpieczeństwa dla „inteligencji pracującej”, pamiętającej jeszcze czasy przedwojenne i po cichu do nich wzdychającej.
Ten kabaret oglądali wszyscy, którzy mieli dostęp do telewizji, nie wyłączając tych nic „niekumatych”. Konkurencji bowiem nie było. Gdyby wówczas istniała presja „oglądalności”, to powstałyby zapewne kabarety podobne dzisiejszym, czyli traktujące wyłącznie o „wdziękach Maryni” i budzące zawsze nerwowy chichocik widowni, tak cenny dla reklamodawców.
Prawdziwa kultura, przez niektórych nazywana wysoką, może stać się masową, pod warunkiem, że będzie szczodrze dofinansowana. Może tak się stać, kiedy rząd przestanie bać się uzurpatorów, którzy zawłaszczyli wszystkie polskie teatry.
Lista zboczeńców 12/2019 (403)
Wincenty Rostowski zagroził ujawnieniem, kto w PiS jest gejem. Czyżby tak przejął się losem tych ludzi „specjalnej troski”, którzy znaleźli się w niewłaściwej, jego zdaniem, partii? A może chodzi tu o coś całkiem innego, na przykład o „piniędze, których po prostu nie ma i nie będzie”? Póki partia rządząca zajmować się musi „wdziękami Maryni”, i nie tylko jej, to nie ma czasu poszukać pieniędzy, które wyparowały z kasy do nieznanych kieszeni. Mało tego, gdyby znalazł się odważny prokurator, to były minister oskarży go o zemstę polityczną. Wyświechtana to, ale stale skuteczna gierka.
A swoją drogą, z ujawnieniem listy gejów, czyli wesołków (dosłowne tłumaczenie z angielskiego), powinien się pośpieszyć, bo karta LGBT wyłowi wszystkich, a upublicznienie nazwisk to tylko kwestia czasu. Zjednoczony Związek Zboczeńców może jednak walczyć o szczególne przywileje, a wśród nich o tajemnicę przynależności. A gdyby tak pokusił się o duże pieniądze, to powinien wystąpić o jakieś mienie bez-spadkowe. W tym wypadku brak spadkobierców byłby bardziej uzasadniony niż roszczenia żydowskie.
Ciekawe, na ile w tej całej hecy chodzi o rzeczywistą deprawację dzieci w imię postkomunistycznej genderowskiej ideologii, a na ile o praktyczną przykrywkę, pozwalającą na wyłudzenie cichcem majątku poprzez ustawę 447? Bowiem wrzawa w każdej innej sprawie dobrze maskuje ewentualną realizację bezprawnych roszczeń.
Sedno sprawy 11/2019 (402)
Jak pozbyć się ostatecznie wroga? Zabijając go – to oczywiste. Ba, ale jak wrogiem jest cały albo prawie cały naród? Trzeba zastosować chińskie zalecenia takie jak: deprawacja elit państwa, które chce się pokonać. I z tym właśnie mamy do czynienia, czyli wspieraniem wszelkich patologii. Wróg nie zaniedbuje również troski o przyszłe elity – stąd postulat deprawacji od najmłodszych lat.
Zapaść służby zdrowia to też nie przypadek. Chory Polak to bezbronny Polak. Natomiast chorzy z miłości do anty-PiS-u, w ramach walki z mową nienawiści, skłonni są zabić każdego, kto ośmiela się nie podzielać ich poglądów i pasji. Dlatego przestrzegałabym przed zbliżaniem się do takich osobników, bo grozi to utratą zdrowia, a nawet życia.
Skąd się to bierze? Za komuny byliśmy nie tylko najweselszym barakiem w obozie, ale i największym, a co za tym idzie, i najniebezpieczniejszym dla sowietów. Tu właśnie z gniewu ogólnospołecznego zrodziła się „Solidarność” i wykrętna odpowiedź w postaci okrągłego stołu, przy którym nas ostatecznie wykantowano i okradziono.
Inne państwa postkomunistyczne nie borykają się z aż takimi jak my problemami, bo lepiej lub gorzej, ale jakoś się z komunistami rozliczyły. My daliśmy się nabrać na kredyt okrągłego stołu i stale płacimy za to wysokie, pewnie wieczne odsetki. Odzyskanie suwerenności to niełatwe zadanie, zwłaszcza gdy ma się stale na karku totalną targowicę i tych, którym owi zdrajcy Polski chlipią w rękaw. Dlatego przy całej sympatii dla ruchów narodowych powinniśmy nadal wspierać zjednoczoną prawicę, bo tylko ona ma realną siłę opierać się rozwrzeszczanemu, tęczowemu lewactwu.
Gabinet cieniasów
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Gabinet cieniasów
Występują: Premier i Kandydaci na ministrów
Premier: Co to ja chciałem, k… Aha, już wiem. Przedstawcie swoje postulaty, bo musimy być przygotowani, gdy dojdziemy ponownie, k…, do władzy.
Kandydatka I: W trybie pilnym należy zlikwidować podział na szatnie męskie i żeńskie.
Premier: Bardzo słuszny postulat. Każdy zawodnik może przecież poczuć się, k…, kobietą albo, k…, mężczyzną w zależności od okoliczności. Tekę ministra sportu masz, k…, zapewnioną.
Kandydatka II: No, nie wiem, czy tylko kobietą lub mężczyzną. Mamy wszak 58 płci.
Premier: Co, k…, proponujesz?
Kandydatka II: Stworzenie odrębnego Ministerstwa, k…, Równości.
Premier: Bardzo słuszny postulat. Tekę nowego ministra masz, k…, zapewnioną. Kto, k…, następny?
Kandydatka III: Jestem przedstawicielką Zjednoczonego Klubu Producentów Farmaceutycznych i zostałam oddelegowana na stanowisko Ministra Zdrowia.
Premier: To oczywiste, k… O, przepraszam panią, zabrzmiało dwuznacznie.
Kandydatka III: Nic nie szkodzi. Ja, k…, przywykłam do tego określenia.
Premier: Następna.
Kandydat IV: Dlaczego nie „następny”? Co z parytetami?
Premier: Parytet obowiązuje tylko w jedną stronę, k… Ale dobrze, czego chcesz?
Kandydat IV: Ministerstwa Nauki. Mój dziadek i ojciec pobierali nauki w Moskwie…
Premier: W porządku, k… Twoje kwalifikacje są powszechnie znane. Jakieś postulaty?
Kandydat IV: Zniesienie przymusu nauki historii.
Kandydatka V: O przepraszam, wystarczy wrócić do starych podręczników i jeszcze raz przemyśleć lektury, k…, szkolne. Przypomnieć „Jak hartowała się stal”…
Premier: Zaczekaj, k… Zaraz wrócimy do szkolnictwa podstawowego, którego będziesz ministrem. Na razie rozmawiamy o szkolnictwie, k…, wyższym.
Kandydat IV: Właśnie. Proponuję również znieść przymus nauki matematyki.
Premier: Bardzo słusznie, k… Tabliczkę mnożenia każdy może przecież sam wyguglać.
Kandydatka VI: Ministerstwo, k…, Kultury należałoby podzielić. Jeden człowiek, k…, nie ogarnia przecież tego wszystkiego, co się wyprawia w Internecie i w ogóle.
Premier: Przewidujemy osobne ministerstwo do walki z mową nienawiści, k… W sumie będzie, k…, 111 ministerstw. Nikt z naszych, k…, nie pozostanie bez teki.
Kandydatka VII: Będziemy super, k…, nowocześni!
Premier: Tak, k… W ramach nowatorstwa, jako pierwsi na świecie, k…, połączymy resort spraw wewnętrznych, k…, i zagranicznych, to oszczędzi zbędnego przepływu informacji.
Kandydatka VII: A co z urzędnikami? I kto stanie na czele tego super-ministerstwa?
Premier: Wszyscy zachowają stanowiska, a na czele widziałbym, k…, hrabinę Tuman von Hochsztapler.
Kandydatka V: Poradzi sobie, k..?
Premier: Bez wątpienia, k… Nikt chyba nie ma, k…, wątpliwości, skąd płyną dyrektywy.
KURTYNA