Przez polskie miasta przetaczają się demonstracje dwóch nurtów. Pretensjonalnie teatralne parady zboczeńców, na przemian z marszami ludzi spragnionych utrzymania normalności. Nie można być jednocześnie Polakiem i lewakiem, bo to pojęcia wykluczające się wzajemnie. Lewactwo w ramach skłócania Polaków, których są nieprzejednanymi wrogami, stosuje zacieranie znaczeń słów i wprowadza relatywność oceny zachowań, żeby wszystko było względne, aby w razie potrzeby nietrudno było pochylić się z troską i zrozumieniem nad przestępcą, a ofiarę oskarżyć o sprowokowanie napastnika.
Myślę, że daje nam się we znaki ta rzeczywista, ale przeklęta polska tolerancja. Mam bowiem nadzieję, że to nie strach przed tym, co ludzie, czyli „ci prawdziwi Europejczycy”, powiedzą. Wiadomo, co powiedzą: że są notorycznie szykanowani przez reżim, który za mało im płaci za opluwanie wartości cennych dla Polski. „Wielka artystka” znowu się poskarży, że ktoś jej robi na głowę. Bo to przecież ona jest od tego, żeby Polakom na głowę – powiedzmy – wchodzić.
A może czas wreszcie zmienić reguły gry, przestać używać mecenatu państwa jak głupiej, dojnej krowy? Mecenas to ktoś, kto zna się na sztuce i nie daje sobie wciskać badziewia. Niechby teatry przedstawiały swoje plany, co i za ile chcą realizować, a mecenasi, którym projekt się podoba, niech wykładają pieniądze po realizacji przedstawienia. Czas na dobrą zmianę w tych zatęchłych bajorkach, którymi stały się teatry.
Wspólny ogródek 23/2019 (414)
Żeby zbudować most czy dom, najpierw trzeba sobie wyobrazić, jak ma on wyglądać i do jakich celów służyć. Później wystarczy zatrudnić fachowca, który będzie wiedział, jak to zrobić. Z uprawą ziemi niczego wyobrażać sobie nie trzeba, bo robi to za nas przyroda, wystarczy ją poznać i się z nią dogadać. Najtrudniej jest z polityką, bo jeśli nawet znamy pewne reguły gry, podobnie jak na wojnie, wynik bywa nieprzewidywalny.
Nowicjuszom zdawać się może, że wystarczy wytyczyć godne cele, a ludzie je podchwycą i zrealizują. To tak nie działa. Efekt może okazać się dokładnie odwrotny do założonego. Dzieje się tak, bo różne aktywne niemieckie owczarki i ruskie trolle znają swój fach. Wystarczy przypomnieć sobie, jak udało im się naszpikować „Solidarność” własnymi agentami i odwrócić bieg wydarzeń. Szlachetni ideowcy z reguły przegrywają z cwanymi draniami.
Warto uczyć się na błędach, żeby ich nie powtarzać. Brak niestety recepty, którą można by zastosować w dowolnej sytuacji. Każdy nowy ruch potrzebuje lidera. Ale żeby nim zostać, trzeba przekonać do siebie przyszłych wyznawców. Mówiąc coś mądrego, trafi się do niewielkiej garstki. Żeby zostać zauważonym, trzeba koniecznie wygłosić jakąś piramidalną bzdurę. Szkopuł polega na tym, że trudno zaufać człowiekowi niezrównoważonemu, a tylko takiego stać na kontrowersje i arogancję.
Dlatego korzystający z czynnego prawa wyborczego konserwatyści wolą sprawdzonych polityków, realizujących odwieczne zasady współżycia w społeczeństwie, pozostawiając „wiosenne nowalijki” amatorom zieleniny.
A jednak! 22/2019 (413)
Okazało się, że jednak jesteśmy społeczeństwem coraz bardziej świadomym! Tusk przekonywał nas, żebyśmy nie robili polityki, bo i tak nic od nas nie zależy. Miał wówczas rację. Ale ta racja przegrała w konfrontacji z oczekiwaniami narodu. Po dojściu prawicy do władzy okazało się, że jednak potrafimy myśleć, zmobilizować się i utrzymać to, co udało się osiągnąć.
Dobrze jest uświadomić sobie, o co chodzi PiS-owi, a o co Anty-PiS-owi. Ekipa obecnie rządząca wykazała empatię wobec tych, którym z jakichś powodów nie powiodło się oraz podjęła próbę naprawy państwa i wyciągnięcia go z zapaści spowodowanej rządami PO/PSL. Taka naprawa wymaga czasu i taktyki wobec grabieżców wszelkiej maści, wrogów wewnętrznych i zewnętrznych.
Anty-PiS gardzi ludźmi, chce wyłącznie apanaży dla siebie, gotów jest sprzedać nawet własną matkę za psi pieniądz byle komu, wygaduje bzdury i obiecuje wszystkim wszystko. Tylko najmniej spostrzegawczy mogą dawać się nabierać kolejny raz na obietnice, których partie zgromadzone w Koalicji Europejskiej nigdy przecież nie zamierzają dotrzymać.
Dlatego porozumienie między prawicą działającą dla Polski a anty-prawicą działającą na szkodę Polski jest absolutnie niemożliwe. Mówią odrębnymi językami polskimi, mimo iż słowa, jakimi się posługują, brzmią tak samo.
RIM czy MIR
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
RIM czy MIR
Występują: Helga i Wańka
Helga: Zakładamy nową partię.
Wańka: Kto z kim?
Helga: To chyba oczywiste.
Wańka: My dwoje?
Helga: Na razie tylko my. Ale trzeba rozejrzeć się za jakimiś znakomitymi patronami takimi jak Róża… Jak ona się nazywa?
Wańka: Imię Róży…
Helga: Nie, to powieść, a ja mam na myśli prawdziwą bohaterkę.
Wańka: Różę Luksemburg?
Helga: Ją też, jej imieniem coś tam nazwiemy, ale na razie musimy opierać się na osobach ciągle żywych.
Wańka: Jak Róża Tuman von Hochsztapler?
Helga: O! Właśnie, chociaż nie jestem pewna, czy nie przekręciłeś jej nazwiska.
Wańka: Na pewno nie.
Helga: W takim razie przejdźmy do rzeczy.
Wańka: Nareszcie! Po co nam nowa partia?
Helga: Bo stare szybko się zużywają. „Ruch Palikota”, „Nowoczesna”, „Wiosna” – to wszystko są jednorazówki. Namącą i odchodzą w niepamięć.
Wańka: Takie przecież ich zadanie. Tu przecież tylko szmal się liczy.
Helga: Nie o tym teraz.
Wańka: Na rozmowę o forsie nigdy nie jest za wcześnie.
Helga: Jasne. Sponsorują nas jak zwykle niemieckie fundacje rządowe, a prócz nich Największy Dobroczyńca Ludzkości.
Wańka: Jeśli tak, to jestem spokojny.
Helga: Pani kanclerz życzy sobie, żebyśmy wymyślili jakąś optymistyczną nazwę. Co myślisz o „Równość i Miłość”?
Wańka: W skrócie RiM?
Helga: Dobrze brzmi, prawda?
Wańka: Lepiej byłoby od tyłu: MiR.
Helga: A niezbyt z rosyjska?
Wańka: Taka malutka prowokacja dla tych, co jeszcze coś kumają.
Helga: W takim razie dobrze, niech uczucia będą na pierwszym miejscu, czyli „Miłość i Równość”!
KURTYNA
Rodzinna pogawędka
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Rodzinna pogawędka
Występują: Babcia i Wnuczek
Wnuczek: Przyznasz chyba, że Sejm dał plamę.
Babcia: Z czym konkretnie?
Wnuczek: Jeszcze pytasz?
Babcia: Domyślam się, że chodzi ci o odrzucenie procedowania ustawy „Anty 447 Just”.
Wnuczek: To rejterada po kolejnej szykanie ze strony Izraela! Chowanie głowy w piasek…
Babcia: Nie wykluczam, że masz rację, ale zastanówmy się nad innym scenariuszem.
Wnuczek: Proszę bardzo. Jakim?
Babcia: Wiesz, że ta ustawa uchwalona przez Kongres Amerykański nie ma żadnego prawnego umotywowania?
Wnuczek: A oni są głupkami, którzy nie wiedzieli, co uchwalają?
Babcia: Tego nie powiedziałam. Rzecz w tym, że obie strony są świadome, iż na gruncie prawnym żądania żydowskie są bezpodstawne. Trzeba zatem stworzyć wokół sprawy takie zamieszanie, żeby o prawo nikt nie zapytał.
Wnuczek: I ta napaść na polskiego ambasadora miała temu służyć?
Babcia: Nie wykluczyłabym tego. To jedna z cegiełek tej konstrukcji. Ważniejsze jest jednak coś innego.
Wnuczek: Co mianowicie?
Babcia: Samo już procedowanie ustawy „Anty 447 Just” przez Sejm sugerowałoby, że traktujemy tę amerykańską jak zgodną z prawem.
Wnuczek: No… Rzeczywiście.
Babcia: W tym właśnie tkwi szkopuł.
Wnuczek: Pułapka, w którą sami moglibyśmy wpaść.
KURTYNA