Dawno temu „wystarczyło” być genialnym pisarzem albo uczonym, ale czasy się zmieniły, a kryteria skomplikowały.
Pokojowego Nobla otrzymał ubecki donosiciel. Czy to było wyróżnienie, czy może wręcz przeciwnie – upokorzenie Polaków? Tak zostaliśmy zmanipulowani, że cieszyliśmy się jak dzieci. Czy już wówczas ktoś sobie z nas zadrwił? Trudno powiedzieć.
Natomiast przyznanie Literackiej Nagrody Nobla osobie wsławionej opluwaniem Polski nie może budzić wątpliwości, o co tu tak naprawdę chodzi. Przygotowania trwały od dawna i zaowocowały pełnym sukcesem. Najpierw przyznano nudnej literatce wszelkie postkomunistyczne nagrody typu Nike czy Paszport Polityki, później przetłumaczono jej „dzieła” na wszystkie znaczące języki świata za pieniądze podatników (750 tys. zł) – nie wydawców, bo ci nie frajerzy, wiedzieli, że tego nikt nie kupi.
„Dobra zmiana” w kulturze jest wyjątkowo nieśmiała i hojna dla opluwaczek, żeby nie wyrazić się dosadniej, językiem innej „wielkiej artystki”, która zmniejszenie dotacji dla własnych teatrów uznała za robienie jej na głowę.
Niezawiśli (jeszcze) 41/2019 (432)
Jutro mamy wybory i gdyby tak się fatalnie złożyło, że ktoś przeczytałby poniższy felieton w sobotę po godzinie siódmej rano, mógłby mnie oskarżyć o naruszenie ciszy przedwyborczej. Dlatego zajmę się dzisiaj nadzwyczajną kastą. Jak wiadomo, sędziowie muszą być apolityczni z samego założenia prawa, na straży którego stoją.
Dziwią mnie te pretensje do rządu, że nie powsadzał do więzień gangsterów działających za przyzwoleniem poprzedniego rządu. Jak ich osądzić, skoro wielu sędziów otwarcie działa w tym starym mafijnym układzie i ze sprawiedliwości wyraźnie sobie kpi?
Za czasów dawno minionych tacy „sędziowie” zawiśliby po prostu na stryczkach. Czasy się zmieniły i teraz są nie tylko niezawiśli, ale nawet trudno ich zawiesić w obowiązkach, które wykonują na polecenie jawnych przestępców za niejawne, duże zapewne, pieniądze. To nie jest tak, że „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”. Raczej widzę to w taki sposób: „wy nie ruszacie naszych, bo nie ma za co, my nie ruszamy waszych, bo gangsterzy z zagranicznym poparciem są nie do ruszenia”.
Do i od rzeczy 40/2019 (431)
Czy podział na prawicę i lewicę ułatwia podjęcie decyzji, na kogo głosować? Tylko z grubsza. Jeśli bierze się pod uwagę wypowiedzi liderów komitetów wyborczych, to można ich podzielić na tych, którzy mówią do rzeczy, i tych, co perorują od rzeczy. Do tych pierwszych zaliczam zwłaszcza Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego.
Lista osób ględzących od rzeczy jest długa, bo trzeba by właściwie wymienić cały sztab Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy Razem, wziętej z Wiosną na tle SLD. Wszyscy oni zdają się prześcigać w tym, kto powie coś głupszego. Może wzięli sobie zbyt głęboko do serca przekonanie chytrego Lisa, że Polacy są głupi, a więc będą głosowali na „swoich”, czyli durni?
PSL z Kukizem przez samo połączenie udowodnili, że chodzi im wyłącznie o stanowiska i szmal, a to, co powiedzą czy czego nie powiedzą, jest całkowicie bez znaczenia.
Pozostaje Konfederacja Wolność i Niepodległość, która usiłuje przebić PiS swoimi propozycjami. Tu mamy konglomerat przywódczy. Co jeden powie niegłupio, to inny przebije go kontrowersyjnością, która w wystąpieniach Korwina nikogo już nie szokuje, bo zdążył nas do tego przyzwyczaić przez lata. Natomiast lider, który głosi teorię spiskową, jakoby w Smoleńsku nic się nie wydarzyło, a zbrodni dokonano na Okęciu, może niepokoić.
Błotne świry 39/2019 (430)
Żaby w pewnym bajorku narzekały, że gdzie nie spojrzeć – to błoto. Wydelegowały jedną spośród nich, żeby sprawdziła, jak wygląda świat poza ich bajorem. Żaba przeskoczyła do najbliższej kałuży, a stamtąd do następnej. Obleciała wszystkie pobliskie bajora i po powrocie stwierdziła, że błoto jest wszędzie.
Przypomniałam sobie tę anegdotkę, słuchając zaproszonego przez Tuska profesorka, który w „wyrafinowany” sposób usiłował obrażać katolików. On przecież opisywał świat, w którym sam żyje na co dzień! Takie „profesorskie” wydanie równego mu pod tym względem Owsiaka.
Podobnie ma się sprawa ze świrami Koalicji Obywatelskiej. Trzeba ich zachęcać, żeby wyleźli z nor i dzielnie przeciwstawili się szalejącemu kaczystowskiemu reżimowi. Oni naprawdę są ciężko przestraszeni! Ktoś, kto traktował poważnie wypowiedzi Kopacz, Wielgus, prof. Płatek (specjalistki od rozrodczości zboczeńców), Schetyny, Kidawy-Błońskiej (o samo-przekopie Mierzei Wiślanej) oraz innych myślicieli tej formacji i uwierzył GW, TVN itp., musiał doznać uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Aktorzy wcale nie parodiowali niepełnosprawnych, oni po prostu przedstawili swój faktyczny stan umysłowy i elektoratów Targowicy Totalnej.
Awangarda anty-kultury 38/2019 (429)
Kiedyś jakiś film Vegi oglądałam, ale nie mogę sobie przypomnieć ani jednej sceny, nie mówiąc już o tytule czy fabule. Z reporterskiego obowiązku chciałam sobie wyrobić zdanie na temat jego twórczości z powodu „Polityki”, na którą nie miałam jednak zamiaru wydać złamanej złotówki, dlatego skorzystałam z okazji i obejrzałam „Kobiety mafii” w telewizji.
Wrażenie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. W pierwszej scenie policjant super-wulgarnie ruga podwładną, nie poprzestając na wyświechtanym słowie na literę „ka”. Język godny ministrów PO, nagranych w restauracji „Sowa & Przyjaciele”. Dzielna policjantka, zwana kur…, uważa to oczywiście za rzecz naturalną i postanawia samotnie aresztować dwudziestu trzech gangsterów. O dziwo, nie udaje jej się to takie proste zadanie! Później fabuła ogranicza się do kolejnych scen kopulacji w dowolnej konfiguracji. Nie mogło oczywiście zabraknąć tego między mężczyznami, bo ideologii LGBT trzeba przestrzegać. Dialogi składają się wyłącznie z wulgaryzmów, a jeśli zdarzają się i inne słowa, to wypowiadane są mamrotliwie, jak na polską szkołę filmową przystało. Aktorzy i reżyser zdają sobie zapewne sprawę z tego, że dialog i tak niczego nie wnosi. W prawdziwie gangsterskim filmie nie mogło oczywiście zabraknąć kraks i płonących samochodów, chociaż nijak nie mają się one do drastycznych, acz monotonnych scen porno, w kółko powtarzanych.
Jest to niewątpliwie awangardowy styl filmowy, polegający na nieskładnym łączeniu różnych scen, najczęściej wulgarno-erotycznych, pozbawiony dramaturgii i sensu, „artyzmem” dorównujący porno paradom.