Podobno, podczas ostatnich wyborów, w Warszawie aż 538 tys osób głosowało na Tuska! Czemu zawdzięcza on taki wynik? Czyżby zadziałały proste „obiecanki – cacanki, a głupiemu radość”? Aż tylu ma wielbicieli w stolicy permanentny kłamca? A może zawdzięcza on ten sukces brakowi kamer w lokalach wyborczych? Wystarczyło w odpowiednim momencie dosypać głosów i zwycięstwo murowane.
W PRL-u „władza ludowa” nie musiała nawet wygrywać wyborów, bo nie miały one najmniejszego znaczenia. Wbrew jednak pozorom, władza nie miała tak łatwo. Zazdrościła Kościołowi, że ten mógł obiecywać raj dopiero po śmierci i żyjący na to szli. Komuniści obiecywali go po wykonaniu kolejnego planu, co oczywiście nigdy nie następowało, nic zresztą dziwnego, bo „plan” był niewykonalny. Ludziom żyło się coraz gorzej i zaczynali dawać wyraz swojemu niezadowoleniu.
Skończyło się „okrągłym stołem”, przy którym oszukali nas komuniści „oni tak już mają”. Ci nowi, unijni wpadli na genialnie prosty sposób. Obiecują co popadnie, nie bacząc na to, że już następnego dnia przeczą własnym słowom. Kto by tam pamiętał wczorajsze obiecanki-cacanki? Ważna jest „świetlana” przyszłość.
Czy możemy cokolwiek zrobić w czekających nas w maju wyborach prezydenckich? Brukselka zakłada, że musi wygrać Bążur, bo inaczej wybory zostaną unieważnione, jak w Rumunii. Na tym polega deklarowana przez koalicję 13 grudnia specyfika prawdziwej demokracji.
100 komisji Nr 7/2025 (711)
Zbliżają się wybory prezydenckie, najwyższy więc czas uaktualnić hasło wyborcze kandydata obecnego nierządu koalicji 13 grudnia. Proponuję: „100 komisji na 500 dni”. Zbiegnie się to akurat z wyborami prezydenckimi i zmobilizuje Antypolaków do działania.
Jest przecież jeszcze tak wiele do zrobienia. Koniecznie należy powołać „Komisję do równego traktowania psów i kotów”. Z uprawnień tej komisji wynikałoby, że każdego właściciela psa, a zwłaszcza kota, policja dowoziłaby siłą we wskazane miejsce, w świetle kamer.
Takie widowisko powinno przyciągać uwagę tłuszczy. Przepraszam za przejęzyczenie – tłumów, oczywiście. Tłuszcze to przecież chorobotwórczy cholesterol. Z drugiej strony pozwoli zatrudnić za godziwe wynagrodzenie każdego, kto się zasłuży jedynie słusznej władzy.
Pół-Tusk 6/2025 (710)
Jaka jest różnica między Sokratesem a Trzaskowskim? „Wiem, że nic nie wiem” – powiedział ten pierwszy. Natomiast Szambolan Warszawy wie wszystko, prócz tego, o co go pyta wraży dziennikarz.
Czy Trzaskowski jest Pół-Tuskiem, czy półgłówkiem z Pułtuska? Tego nie warto dociekać, bo z dnia na dzień usiłuje on być kimś innym. Ot taki kameleon nieudacznik. A może jest po prostu całym, nie pół-dupkiem, za jakiego sam się uważa? I jako taki, ma do odegrania historyczną rolę pod sztandarem Unii Europejskiej: „Nieudacznicy wszystkich krajów łączcie się”! Przyszłość pokaże, czy to się ziści.
Dociekanie prawdy bywa zawiłe, o czym wiedzą miłośnicy kryminałów. Dzielą się oni na tych, którym sprawia przyjemność rozwiązanie zagadki „kto zabił” i na psychopatów rajcujących się cudzym cierpieniem.
Powszechna demolka nie oszczędziła literatury, ani filmu. Zarówno odbiorca fikcji, jak i rzeczywistości zamiast dociekać kto zabił, może się co najwyżej, zastanawiać, kto za zbrodnię odpowie, jeśli w ogóle ktoś odpowie. Od kiedy RP zaczęła kojarzyć się z Rusko-Pruską mafią, można być pewnym, że za kratki trafić mogą jedynie niewinni. Tu Tusk nie gra na pół gwizdka.
Przestańmy udawać, że mamy rząd polski. Ten nierząd trzeba odwołać, im szybciej, tym mniej będzie to nas kosztowało.
Faszerowanie fałszem 5/2025 (709)
Mówienie prawdy nie wymaga wysiłku intelektualnego, ale często, ostatnio coraz częściej, odwagi. Mam nadzieję, że mamy właśnie zmierzch epoki „postępowej” ciemnoty. Niebywała różnorodność płci odchodzi do lamusa, podobnie jak brednie dotyczące klimatu itp.
Co jest trudniejsze? Mówienie prawdy, czy kłamanie? To zależy od obu stron przekazu. Kłamca zakłada, że słuchacz jest głupi i wszystko „kupi”. W przypadku „elektoratu” ma rację. Kto głosował na sprawdzonego po wielokroć kłamcę, rozsądkiem i inteligencją się nie kierował. Takiemu wyborcy najwyraźniej nie przeszkadza, że „władzuchna” często przeczy własnym słowom i wypiera się ich bezczelnie. Użyteczne jest również „przejęzyczenie”. Jeszcze gorzej, kiedy taka akceptacja nie wynika z czystej głupoty, a z wyrachowania. Cwaniak nie byłby cwaniakiem, gdyby nie posługiwał się fałszem dla osiągnięcia własnego niecnego celu.
Kiedy mam okazję rozmawiać z osobą niezainteresowaną polityką, pytam ją z jakiej stacji telewizyjnej czerpie informacje. Najczęściej słyszę, że z TVN. Czyli faszerowanie fałszem nie trafia w próżnię. Bądźmy tego świadomi i nie łudźmy się, że wierny widz TVN-u zapragnie nagle porównać informacje z innego źródła przekazu. Nie ma mowy. To mogłoby przecież przyprawić go o dyskomfort poznawczy.
PO-żarte żarty 4/2025 (708)
Szczególne, bo nieco abstrakcyjne, poczucie humoru mają niewątpliwie Anglicy. Natomiast nacje niemiecka i rosyjska mają specyficzne „poczucie humoru”. Tylko czy to, co ich śmieszy można nazwać humorem? Dla mnie dobry żart tymfa wart, usiłowałam więc znaleźć takowy w Internecie, ale mi się nie udało.
Z dzieciństwa pamiętam sytuacje w których próbowano się ze mnie naśmiewać pod byle pretekstem. Kiedy obrażałam się na żartownisia, ten twierdził, że nie znam się na żartach. Torturowanie kogoś zażartymi żartami i zmuszanie ofiary do samobiczowania, to bardzo wygodna postawa oprawcy.
A może my, Polacy po prostu nie znamy się na dowcipach? Kiedy Trzaskowski mówił, że nie potrzebne nam lotnisko w Warszawie, bo mamy w Berlinie, to może żartował? Chodząc po warszawskich kiepsko oświetlonych ulicach, pełnych dziur i kałuż, zastanawiam się czy w Berlinie „mamy” tak samo? Wątpię, ale gdybyśmy wybrali Szambolana na prezydenta Polski, to w całym kraju będziemy mieli szambo i ciekawe czy kogoś będzie to bawiło.
Należałoby zawczasu wyjaśnić, czy drwiny z naszej konstytucji, polskiego wymiaru sprawiedliwości, służby zdrowia, finansów itp., w końcu z nas Polaków, to wynik dyrektyw unijnych? Czy może PO-żarte przez Tuska zażarte żarty skutkują obstrukcją całego państwa?