Raj dla agentów 20/2014 (151)

Mamy dwóch odwiecznych potężnych wrogów-sąsiadów. Nic zatem dziwnego, że kraj nasz wypełniony jest po brzegi ich agentami działającymi na naszą zgubę. Tak się złożyło, że Polacy wybierali (kiedy można było wybierać) demokrację, a Niemcy i Rosjanie woleli w tym czasie dyktatury. Demokracja bowiem dobra była na żyznych ziemiach, które można było ciężką pracą przetwarzać w krainę mlekiem i miodem płynącą. Narody nastawione ekspansywnie przedkładają grabież nad orkę. Taki cel łatwiej jest osiągnąć poprzez dyktaturę niż demokrację. Nie bez powodu w armii wykonuje się rozkazy bez dyskusji, a decyzje nie zapadają większością głosów.

   Nasi wrogowie nawet nie muszą knuć potajemnie. Przyjaźń rosyjsko-niemiecka nie próbuje zbytnio się ukrywać. Jedynie Polska, jak zwykle, stoi na drodze jej zacieśnienia. Wybieranie „mniejszego zła”, czyli opowiadanie się po stronie jednego z wrogów jest zdradą stanu, której dopuszczają się łapówkarze na najwyższych stanowiskach. Ruscy agenci ślą wiernopoddańcze listy do cara Putina w imieniu Narodu Polskiego. Premier bierze kasę od Niemców i bezkarne obwieszcza, że polskość to nienormalność. I co? I nic! A może pójdźmy na wybory 25 maja i zróbmy małą wyrwę w tym układzie zamkniętym?

       

IV Rozbiór?

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

IV Rozbiór?  

 

Występują: Wańka i Fritz.

 

Wańka – O co tu chodzi z tym „przeciekiem” o finansowaniu Donka przez wasz rząd?

Fritz – Zwykły sprawdzian. Głównie chodzi o to, ile Polacy są w stanie zaakceptować.

Wańka – Sądząc po Smoleńsku ich tolerancyjność jest bezgraniczna. Ja myślę, że tu chodzi również o sprawdzenie jak silnie sam Donek jest umocowany.

Fritz – To akurat, dla nas bez znaczenia. Takich jak on mamy na pęczki i tylko przebierają nóżkami, żeby wskoczyć na jego miejsce. A co tam na froncie poparcia dla Putina?

Wańka – Zgodnie z uzgodnieniami. „Profesory” ślą listy wiernopoddańcze w imieniu narodu.

Fritz – Masz na myśli takich „profesorów” jak ten przez nas sponsorowany?

Wańka – Nie wchodzimy wam w paradę. Nasi są „prawdziwi”.

Fritz – To dobrze. Póki my będziemy straszyć ruskimi, a wy faszystami nic się nie zmieni.

Wańka – I o to właśnie chodzi. Za pabiedu!

Fritz – Für den Sieg!

 

KURTYNA

Werbunek

 

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Werbunek

 

Występują: Oficer prowadzący i Kandydat.

 

Oficer – Przypomnij mi z czyjego jesteś polecenia.

Kandydat – Samego towarzysza…

Oficer – Bez nazwisk. 

Kandydat – Ksywka: Towarzysz.

Oficer – Aha. No,  ale powiedz mi tak sam z siebie dlaczego mielibyśmy umieścić cię na liście płac?

Kandydat – Zwerbowałem pokaźną listę popierających Władimira.

Oficer – Widziałem, ale to sami idioci.

Kandydat – Dlatego nie pretendują do listy płac.

Oficer – Podoba mi się twoja odpowiedź. Jak ich wyłoniłeś?

Kandydat – Głównie dzięki słownictwu.

Oficer – A wiesz, że Putin ostatnio zabronił wyrażania się w miejscach publicznych?

Kandydat – Tu taka ściema nie przejdzie. Od dawna przecież mamy zakaz i nikt go nie przestrzega.

Oficer – A co myślisz o otwarciu przejścia granicznego z obwodem kaliningradzkim?

Kandydat – Konkurencja. Dość mamy nielagałów. No, chyba że chodzi o zasilenie zbrojnego ramienia rewolucji.

Oficer – Maładziec. Jesteś przyjęty. 

 

KURTYNA

 

Obowiązkowa demokracja 19/2014 (150)

     Za PRL-u mawiało się, że najpierw odbywają się wybory, a później idzie się już tylko głosować. Wydawać by się mogło, że to sytuacja, w której nie warto się fatygować. Nic bardziej mylnego. Obywatel nie odhaczony na liście wyborczej stawał się podejrzany i słusznie, bo skoro nie poparł jedynego kandydata, jedynej partii, to znaczy się wróg, a wrogowi ani awans, ani paszport się nie należały.

     Tusk przyjął tę samą taktykę przy próbie odwołania HGW ze stanowiska prezydenta Warszawy, tylko odwrócił zasadę. Dał wyraźnie do zrozumienia, że wzięcie udziału w referendum, tj. hak na liście, świadczą dobitnie, że nie popiera się jedynej słusznej sprawy lansowanej przez jedynie słuszną partię. Nie po to zwielokrotnił ilość urzędników pobierających pensje za odsiadkę w biurach, żeby mu ta rzesza nie była wierna.

     Niebawem czeka nas seria wyborów i już niektórzy namawiają do ich bojkotu. To ryzykowny pomysł, żeby nie powiedzieć – po prostu infantylny. Że niby niska frekwencja ma uświadomić rządzącym brak naszego poparcia? Partia rządząca ma to w… głębokim poważaniu. Tylko przy jak najliczniejszej frekwencji mamy szanse wybrać ludzi, od których w przyszłości możemy czegoś wymagać.

     Kiedy będzie szansa na zmianę ordynacji wyborczej, to ja byłabym za bezwzględnym obowiązkiem brania udziału we wszystkich wyborach pod karą 1000zł. W ten sposób jeśli urny się nie zapełnią, to przynajmniej zapełni się kasa.

     Jeśli już koniecznie musimy mieć tę demokrację, to niech wreszcie będzie obowiązkowa!

    

Logika specjalnej troski

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Logika specjalnej troski

 

Występują: Leming i Moher.

 

Moher – Znasz się na lotnictwie?

Leming – Nie, a ty?

Moher – Też nie. A na katastrofach lotniczych?

Leming – Nie mam o nich pojęcia. Przecież to bardzo rozległa wiedza.

Moher – Czyli musimy opierać się na autorytetach?

Leming – Oczywiste. No przecież po to zostały powołane komisje, czyż nie?

Moher – Zapewne. Tyle że dowodzą całkiem odmiennych przyczyn wypadku i powołują się na odmienne racje odmiennych autorytetów naukowych.

Leming – Właśnie! Są dwie drużyny.

Moher – Tyle że nie sportowe, a my nie jesteśmy kibicami.

Leming – Co przez to rozumiesz?

Moher – Za wersją „pancernej brzozy i pijanym polskim generałem” stoi sam Putin. Chyba co do tego nikt nie ma wątpliwości. Czyżby krwawy enkawudzista był dla ciebie wiarygodny?

Leming – No nie, ale…

Moher – Wątpliwości co do takiej wersji wydarzeń zgłaszają eksperci powołani przez komisję sejmową. Na jej czele stoi człowiek oddany Polsce, nieugięcie walczący o prawdę.

Leming – No, niby tak… Ale…

Moher – Ale co?

Leming – To przecież pisior!

Moher – Rzeczywiście. Oto błyskotliwy przykład logiki specjalnej troski.

 

KURTYNA