Wywiad

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Wywiad       

 

Występują: Dziennikarz i Ekspert.  

 

Dziennikarz – Jako ekspert, musi pani jednak przyznać, że odchodzący minister finansów jest postacią nietuzinkową, tak? A zatem można by zapytać, dlaczego premier pozbywa się takiego wybitnego fachowca, tak?

Ekspert – Może…

Dziennikarz – Wiem, co pani chce powiedzieć, ale przyzna pani, że te zarzuty przeciw niemu są natury politycznej, nie merytorycznej, tak? Musieliśmy się zadłużyć, żeby dogonić Europę, tak?

Ekspert – No…

Dziennikarz – Widzę, że się pani ze mną zgadza, tak? A więc przejdźmy do następnej kwestii, tak? Nowy minister jest młody, tak? Ma doświadczenie bankowe, podobnie jak pani prezydent Warszawy, tak? Umie współpracować z dużymi korporacjami, tak?

Ekspert – Tylko…

Dziennikarz Nie tylko bank, w którym pracował, ale i inne zachodnie banki będą nam sprzyjały, tak? Będziemy mogli prawdopodobnie zaciągnąć następne kredyty, tak?

Ekspert – Ale czy..

Dziennikarz Cieszę się, że się pani ze mną zgadza, tak? Miło jest rozmawiać z ekspertem opozycji, który ma takie pozytywne zdanie o poczynaniach naszego rządu, tak? Dziękuję za rozmowę, tak?

Ekspert – Tak.    

KURTYNA

Rekonstrukcja kabaretu 47/2013 (126)

Zauważyliście może pewną zamianę ról? Młodzi zbuntowani kibice włączają się do polityki, z której Kabaret Donalda najwyraźniej się wypisał, przynajmniej w tej części dotyczącej państwa. Zajął się już wyłącznie sobą. Moim zdaniem to dobrze rokuje. Rada ministrów straciła jednego z najśliczniejszych ministrów, który wsławił się bałaganem na kolei, jakiego najstarsi górale nie pamiętają. Dziurawymi drogami, które budowano za gigantyczne pieniądze i, co najważniejsze, te super budowy pociągnęły plajtę firm budowlanych. Nie lada dokonania. Zainwestowano też spore pieniądze w radary, mające  przynieść krocie, a nie zarobiły nawet na spłatę inwestycji. O milionach za uschnięte przy tzw. autostradach brzozy nawet nie warto wspominać. Nie były widocznie z gatunku tych pancernych.

     Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że minister, który utopił ciężkie miliardy w błocie, pośliznął się na zegarku wartym zaledwie głupie 17 tysięcy złotych. No, może z drugiej strony nie takie głupie, skoro cała jego biedna rodzina odejmowała sobie od ust, żeby się na taki prezent złożyć.

     Wypadł z resortu, ale mam nadzieję, że nadal zamierza działać w branży rozrywkowej. Szkoda by było zmarnować taką urodę. Gdyby więc ktoś z Państwa znał jego adres, to proszę o udostępnienie. Teatrzyk Zielony Śledź nadal dysponuje wakatami i to w ministerialnych rolach.

     Pozdrawiam – i do następnej soboty!

Egzamin ze szczerości

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Egzamin ze szczerości

 

Występują: Szkoleniowiec i Kursantka

 

Szkoleniowiec – Co Państwo zrobiło?

Kursantka – Państwo znowu zdało egzamin.

Szkoleniowiec – A z czego konkretnie?

Kursantka – Z czujności, oczywiście. Dało odpór faszystom.

Szkoleniowiec – Ktoś mógłby powiedzieć, że niezupełnie. W końcu budka strażnika przy Ambasadzie Rosyjskiej spłonęła.

Kursantka – Budka, samochód i tęcza, to niewielki koszt, jak na zaplanowaną rewolucję.

Szkoleniowiec – No, może „rewolucja” to jeszcze zbyt ambitne określenie. Jakie konkretnie odnieśliśmy zyski?

Kursantka – Zażegnaliśmy wojnę z Rosją.

Szkoleniowiec – A potrafisz to udowodnić?

Kursantka – Przecież to jasne, że nasz Wielki Brat oczekiwał ukorzenia, które dostał. Strach pomyśleć co by się stało gdyby nie światła polityka naszego kierownictwa.

Szkoleniowiec – Jasne. A co powiesz o rekonstrukcji rządu?

Kursantka – Mogę to co zwykle, albo szczerze.   

Szkoleniowiec – A stać cię na szczerość?

Kursantka – Oczywiście. Nie czytałam jeszcze szczegółowych wytycznych.

 

KURTYNA

Prowokacja 46/2013 (125)

Prowokacja znowu się udała, nawet antyglobaliści nie byli potrzebni. Bogaty scenariusz został zrealizowany punkt po punkcie. Policjanci z przebierańcami prowadzili najpierw grę wstępną przy pomocy bogatego arsenału petard. Później nastąpiło tradycyjne podpalenie tęczy, która wcale nie była na drodze maszerujących, była natomiast w scenariuszu programu kabaretowego, który właśnie leciał w TVP z teatru w Tarnowie. Stała się też okazją do odważnego wystąpienia HGW przed kamerami telewizyjnymi zapowiadającej odbudowę tego ważnego strategicznie obiektu.

     Nową atrakcją tegorocznego Marszu Niepodległości stał się pozorowany atak na Ambasadę Rosyjską. Policja zablokowała ulicę z obu stron i kazała się ludziom rozejść. Było raczej straszno niż śmieszno, bo jak tu się rozejść będąc w pułapce? Na szczęście nie chodziło o pałowanie demonstrantów, a o cyrk przed ambasadą, żeby postraszyć cały świat polskimi nacjonalistami.

     Wszystko później skomentował złotousty Bartłomiej obwiniając tradycyjnie PiS, który w warszawskim Marszu Niepodległości nie brał udziału, ale mógł przecież, no nie?

     Ja w tym Marszu nie tylko mogłam, ale wzięłam udział i tak sobie myślę, że prowokatorów można było wyłowić. Wyróżniali się na trzy sposoby: nosili kominiarki, rzucali petardy i porozumiewali się wulgarnym językiem. Dla mnie każdy kto używa wulgarnego języka to lewak albo leming.

 

 P.S. Jako Wasza reporterka z Marszu Niepodległości wyznam jeszcze, że nie widziałam tego o czym donoszą media „głównego ścieku”. Zacytuję natomiast zasłyszane okrzyki: „Cześć i chwała bohaterom”. „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. „Tylko idiota głosuje na Palikota”. „Kłamstwa Michnika wyrzuć do śmietnika”.

      

Owoce zwycięstwa

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Owoce zwycięstwa

 

Występują: Miro i Rychu.

 

Rychu – Co cię k… sprowadza?

Miro – Też się cieszę, że cię k… widzę.

Rychu – No, to część oficjalną mamy za sobą. Słyszałem, że miałeś jakiś wypadek.

Miro – Ja właśnie w tej sprawie. Katastrofa budowlana.

Rychu – A konkretnie? Trzeba kogoś posadzić?

Miro – Przeciwnie, wycofać zarzuty. To swój człowiek.

Rychu – Dopilnuję żeby ubezpieczenie wyrównało straty z nawiązką.

Miro – Dzięki, ale jest jeszcze coś. Jak pewnie wiesz, Zdzichu ma gigafirmę budowlaną, poprosiłem go więc o remont willi, tej co to kupiłem za długi.

Rychu – Pamiętam. Komornik przecież działał na moje zlecenie. Nie martw się o odwołania dawnego właściciela. Żaden z naszych sędziów nie odważy się rozpatrzyć jego skargi.

Miro – Wiem. Ja nie w tej sprawie. Jak wspomniałem, Zdzichu firmę nadal ma, ale jego podwykonawcy poplajtowali, zatrudnił więc jakichś ludzi ze wschodu i bez kwalifikacji. Jeden z nich spadł z dachu.

Rychu – Zabił się?

Miro – Jeszcze żyje. Jest w tym sprywatyzowanym szpitalu.

Rychu – No, to długo nie pożyje. Sprawa umrze śmiercią naturalną. Ha, ha. Dobre, nie?

Miro – Dobre, ale w tym samym szpitalu jest mój syn. Tak nieszczęśliwie uderzył narzeczoną, że jej wybił tylko ząb, ale sobie zwichnął palec.

Rychu – Trzeba będzie załatwić helikopter, żeby go zawiózł do jakiegoś szpitala jeszcze niesprywatyzowanego.

Miro – Dzięki. Wiesz, tak sobie czasami myślę, czy nie za daleko posunęliśmy się z tym postępem. Bo widzisz, to, że studia są teraz dla tych, których na nie stać, to w porządku, to, że można się na nich nie przemęczać, to też dobrze, bo nasze dzieci muszą mieć przecież coś z życia. Tylko kto będzie nas leczył, budował mosty i takie tam różne?

Rychu – Oj, Miro, ty nie jesteś od myślenia. Zapomniałeś już, że od tego jest partia, przewodnia siła narodu?

Miro – Rzeczywiście. Tak było przecież za czasów dawnego systemu.

Rychu – I całkiem niesłusznie uznanego za miniony.

 

KURTYNA