Żarty się skończyły 51/2013 (130)

 

     Dawno temu, mój kuzyn jako początkujący majsterkowicz wsławił się pewnym wyczynem. Potrzebował kawałka blachy, wyciął ją więc z tego co wpadło mu w rękę. Pech chciał, że była to część gazowego palnika. Już nawet nie warto dodawać, że w tamtych czasach rzecz nie do nabycia, zresztą jak większość potrzebnych przedmiotów. Kuzyn został później całkiem dobrym dentystą, ale lekcji własnej niefrasobliwości nigdy nie zapomniał.

     Przypomniałam sobie tę historyjkę w związku z reorganizacją służby zdrowia na moim podwórku. Otóż szef podległych sobie przychodni wojskowych na terenie Warszawy postanowił zlikwidować tę przy ul. Krajewskiego. Powód? Za dobrze pracuje. Po jej likwidacji są szanse na to, że może część pacjentów przeniesie się do tej na ul. Andersa i w ten sposób uratuje placówkę, która sobie nie radzi.

     Podobieństwo obu sytuacji polega nie tylko na tym, że psuje się coś wartościowego, żeby naprawić coś bezwartościowego. Bohaterami obu opowieści są lekarze, z tym że w pierwszym wypadku był to przyszły lekarz i wyciągnął wnioski ze swojego błędu, w drugim odwrotnie.

     Zimny pot człowieka oblewa na myśl, że jego zdrowie może zależeć od kogoś rozumującego w ten sposób. Skończmy wreszcie z bandą nietykalnych kolesiów, bo jeśli ich nie odstawimy od koryta, to oni nas wykończą.

     Nabierzmy sił podczas świąt. Popławmy się znowu w luksusie zafundowanym nam przez władców stolicy. Jedyne co jest z roku na rok coraz ładniejsze, to oświetlenie Traktu Królewskiego w stolicy. Aż dziw bierze, że „prawdziwi artyści” jeszcze nie protestują.

Wszystkim Państwu  życzę wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

 

Wiara 50/2013 (129)

     Wiara często jest mylona z łatwowiernością. Zdarzają się osoby, które w Boga nie wierzą, ale w partię rządzącą owszem i to niezależnie od tego ile kłamstw jej udowodniono.

     Podobno wszystkie największe religie świata biorą początek z tego samego źródła, a mianowicie ze strachu człowieka przed śmiercią, obiecując życie po śmierci w zamian za pewne wyrzeczenia już tu i teraz. Tezę tę trudno podważyć. Praktyki religijne wyznawcom innej religii często zdają się niedorzeczne i próbują „niewiernych” przekonać, lub zmusić do swojego punktu widzenia. Ideologia marksistowska chciała „wyzwolić” człowieka od „zabobonów” i przywrócić go racjonalizmowi. I co się stało? Ludzie, którym odebrano wiarę w Boga wcale nie przestali wierzyć, tylko zmienili obiekt kultu. Byli nawet tacy, którzy zaczęli modlić się do Stalina.

    Wiara jest człowiekowi potrzebna, jak tlen. Najpiękniejsze budowle powstały, żeby przypodobać się Bogu. A wśród zdegenerowanych narkomanów raczej ludzi pobożnych nie ma co szukać.

    Wolność wyboru jest dla tych, którzy takich wyborów chcą i potrafią dokonywać. „Nie ma większych niewolników od tych, którzy sądzą, że są wolni” (J. W. Goethe). Podobnie, ta najciemniejsza ciemnota nie ma pojęcia, że jest ciemnotą, dlatego obecny system edukacji niczego nie uczy, tylko ma utwierdza ciemnotę w przekonaniu o własnej wyższości.   

    

Paradoks 49/2013 (128)

Szanowni Państwo!

     Pieniądze mają najczęściej ci, którzy usilnie o nie zabiegają. Podobnie sprawa ma się z rozwojem duchowo-intelektualnym. Wyższy stopień osiągają ludzie zainteresowani sprawami wykraczającymi poza zaspakajanie potrzeb fizjologicznych.

     Obydwie te grupy powinny i mają wpływ na resztę społeczeństwa. Jedni i drudzy mogą swoje doświadczenia przekazywać społeczeństwu, czyli bogaci powinni uczyć jak się bogacić, a mądrzy jak żyć mądrze. Paradoks polega na tym, że ci pierwsi wolą ogłupiać, bo głupich łatwiej łupić, a mądrym brak środków finansowych, żeby docierać do ogółu.

     Taki mały przykład. Ogłoszono konkurs na powieść kryminalną. Zważywszy na powiązania organizatorów z władzami, niezależny twórca nie ma tam czego szukać. Więcej, w tym wypadku paradoksalnie, zważywszy na brak powiązań autora z układem, im lepsza książka, tym mniejsze ma szanse.

     Tak właśnie działa układ mafijny w każdej dziedzinie.

     Pozdrawiam – i do następnej soboty!

 

P.S. 1)  W każdej rodzinie znajdują się jakieś lemingi, ale na szczęście niekoniecznie musi nim zostać dożywotnio. Pomóż swojemu bliskiemu lemingowi przejrzeć na oczy, podaruj mu na gwiazdkę „Domniemanie bezkarności”, cena promocyjna 18 zł, wysyłka w kraju (i ewentualnie dedykacja autorki)  gratis. Wpłata na konto Nr: 50 1020 5558 1111 1115 9930 0019. Adres posiadacza konta to: Wydawnictwo TWINS; ul. Dymińska 6a/146; 01-519 Warszawa. Adres, na który książkę należy przesłać proszę podać na: mtodd@mtodd.pl

 

 

 

Wrzutka

 

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

 Wrzutka

 

Występują: Szkoleniowiec, Kursantka.

 

Szkoleniowiec – Czy ktoś z was wie co oznacza działanie „na wrzutkę”?

Kursantka – Przecież cała nasza praca polega na wrzucaniu do Internetu jedynie słusznych treści.

Szkoleniowiec – Właśnie! Ale to za mało. Oni, coraz liczniej, zaczynają się organizować w grupy zdecydowanie nam nieprzychylne.

Kursantka – Nic więcej zrobić się nie da.

Szkoleniowiec – I tu się mylisz. Trzeba przenikać do ich struktur, siedzieć cicho, nawet przytakiwać, a w odpowiednim momencie wyskoczyć z zaskakująco odmiennym punktem widzenia.

Kursantka – O Żydach, że niby ktoś z ich przywódców…

Szkoleniowiec – Nie tylko, może być o Kościele, nacjonalizmie, homoseksualistach. Trzeba wybierać czuły punkt.

Kursantka – Żeby ich wkurzyć? Ale po co?

Szkoleniowiec – Nie o samo wkurzanie chodzi. To są indywidualiści nie potrafią pracować w grupie. Jak się im jakaś wypowiedź nie podoba, to gremialnie, chociaż indywidualnie zaczynają się wypisywać.

Kursantka – Nie lepiej by im było usunąć tego, który bruździ?

Szkoleniowiec – My to wiemy, ale nie oni. Wierz mi, to najlepsza metoda wywrotowa na indywidualistów.

 

KURTYNA

Komunikacja werbalna 48/2013 (127)

     Są cztery sposoby przekazywania informacji. Podstawowy – pierwszy sposób, to mówienie proste o rzeczach oczywistych, czyli „łopatologia”, stosowana najchętniej w masmediach. Im społeczeństwo ciemniejsze, tym przekaz musi być jaśniejszy. Tu banalne oczywistości urastają do roli prawd objawionych.

     Drugi sposób to mówienie o sprawach skomplikowanych w skomplikowany sposób. Ta metoda przeznaczona jest dla hermetycznych gron specjalistów, gdzie już samo opanowanie słownictwa wymaga nie lada wysiłku.

     Trzeci sposób narracji (modne słowo!), to mówienie prosto o sprawach skomplikowanych. Przeznaczony jest dla ludzi inteligentnych, którzy chcą się dowiedzieć czegoś nowego, bez konieczności dogłębnego studiowania tematu. Taki dar przekazu ma kilku publicystów nie zapraszanych oczywiście  do mediów „głównego nurtu”.

      Najważniejszy jest jednak sposób czwarty, czyli mówienie o sprawach prostych w sposób wyszukanie skomplikowany. Prekursorami tego sposobu są „artyści ambitni” cierpiący na słowotok. Nie każdy potrafi mówić długo, zawile i nie na temat. Nic zatem dziwnego, że potrafią to ludzie szczególnie w tym kierunku uzdolnieni, zwłaszcza kłamcy wszelkiej maści. Prawdę daje się na ogół wyłożyć jasno, kłamstwo wymaga zagmatwania. Trzeba niekiedy nawet powoływać do tego specjalną komisję wypatrującą pancerną brzozę w marnym Lasku.

     Pozdrawiam – i do następnej soboty!