Cena prywatności

 

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Cena prywatności  

 

Występują: Leming i Moher.

 

Leming – Czy ty rozumiesz o co chodzi z tym immunitetem dla byłego szefa CBA?

Moher – Chodziło o odebranie mu go, żeby mógł stanąć przed sądem.

Leming – Coś słyszałam, mimo utajnienia obrad sejmu. Jest podobno wplątany w jakąś aferę za 3 miliony złotych.

Moher – Nie wplatany, tylko ją wykrył.

Leming – I nie ujawnił? 

Moher – Przeciwnie, ujawnił właśnie, za co stracił stanowisko. Chodziło o willę w Kazimierzu Dolnym…

Leming – Chwila. Mówimy o tej posiadłości należącej do Pierwszej Damy?

Moher – Jeśli koniecznie upierasz się żeby nazywać ją damą…

Leming – No dobrze, to co konkretnie ośmielał się zarzucać tej znakomitej parze?

Moher – Nieujawnione dochody i nielegalne transakcje byłego prezydenta.

Leming – Przecież to był wybitny mąż stanu! Sama o tym czytałam w gazetach.

Moher – I nie przyszło ci do głowy, że gazety kłamią?

Leming – Ty zawsze swoje!

Moher – A dla ciebie nie jest oczywiste, że oszust powinien ponieść zasłużoną karę?

Leming – Każdy powinien. Dlatego pod sąd z tym byłym szefem CBA!

Moher – Ale za co konkretnie?

Leming – Jak to za co? Za zakłócanie prywatności zasłużonym znakomitościom, oczywiście!

 

KURTYNA

Gangsterzy i filantropi 23/2014 (154)

     W czasach totalnego zakłamania film o powyższym tytule przekazywał jakąś cząstkę prawdy o życiu, będąc jednocześnie fikcją literacką. Teraz teoretycznie możemy pleść co nam ślina na język przyniesie, bo prawda jakoś przestała nasze społeczeństwo interesować, a gangsterzy, nawet ci nieudolni, i tak robią swoje.

     Podsumujmy zatem, czego nauczyły nas ostatnie wybory. Mandaty do Parlamentu Europejskiego zostały rozdzielone, tylko według jakiego klucza? Przeanalizujmy pewne fakty. Krajowa Komisja Wyborcza, przeszkolona w Rosji, nie widzi powodu do obaw ani w machlojkach przy zbieranie podpisów poparcia dla komitetów, ani w nieprzestrzeganiu procedur tak jak na Mokotowie, „wyręczaniu” osób zgłaszających się tuż przed zamknięciem lokalu, horrendalnej liczby głosów nieważnych. Do rekordów Guinnessa  należałoby zgłosić wynik jednego z obwodów, gdzie na 500 wydanych do glosowania kart 100% głosów oddano na kandydata, który miał tylko to nieszczęście, że znalazł się w partii, która nie przekroczyła progu wyborczego.

     Pomińmy już nawet fakt, że – zapewne zupełnie przypadkowo – vice szefem firmy posiadającej serwery liczące głosy został, tuż przed wyborami, syn tak zwanego „Profesora” otwarcie ziejącego nienawiścią do PiS-u oraz wielką i odwzajemnioną miłością do Niemiec.

     Czy w świetle tej garstki faktów warto w ogóle jest chodzić na wybory? Warto! Bo im więcej z nas zacznie regularnie głosować, tym bardziej utrudnimy życie oszustom. Na początek dobre i to. Przestańmy być filantropami dla gangsterów.

Bestsellery sponsorowane 22/2014 (153)

     Zdaję sobie sprawę, że tytuł zawiera sprzeczność samą w sobie, bestseller nie potrzebuje bowiem sponsoringu, bo to on napędza kasę. Teoretycznie tak. W praktyce bywa różnie. Jako wydawca, próbowałam zgłębić tajniki rynku książką i jakoś nie miałam szczęścia trafić na uczciwą konkurencję, która dodaje skrzydeł, ale nie zamierzam się użalać, tylko dać pod rozwagę czytelnikom pewien aspekt sprawy.

     Parę lat temu zauważyłam ze zdziwieniem oplakatowane wszystkie przystanki komunikacji miejskiej w Warszawie reklamujące książkę. Jak było w innych miastach nie wiem, ale taka reklama musiała kosztować krocie. Z okładki książki nie spoglądała żadna ślicznotka, przeciwnie – człowiek mający tyle wspólnego z urodą, co z uzurpowanym tytułem.

     Zagadka wyjaśniła się dopiero teraz. Tak zwany „Profesor” otrzymał kasę od rządu niemieckiego na reklamę swojej książki. Nie trudno się domyślić, że nie były to pieniądze dane „na piękne oczy”. Autor, który wyznaje, że w czasie okupacji bardziej bał się Polaków niż Niemców musiał solennie zapracować na tak hojny dar.

     Dawniej, w maju nie opuszczałam targów książki i nie dlatego, że do PKiN-u było mi bliżej niż na stadion, który do najbezpieczniejszych miejsc w stolicy nie należy. Powód był natury zarówno praktycznej – chciałam wiedzieć jak wyglądają najnowsze bestsellery – jak i trochę sentymentalnej, że może kiedyś doczekam zaszczytu wystąpienia jako autorka najpopularniejszej książki…

     Ta sprawa też znalazła swój finał. Metro poinformowało, że na targach będzie podpisywało swoje dzieła aż 700 autorów. Nie wspomniano, czy wśród nich znajdzie się emerytowany oficer KGB, który spłodził dzieło powtarzające kłamstwo katyńskie. Obiecywano też, że nie zabraknie polskich „intelektualistów” z „Profesorem” oczywiście na czele. Czy zatem w takiej ciżbie można być zauważonym? Raczej nie.

     Chyba… Chyba, że wyżej wzmiankowana gazeta opublikuje twoje zdjęcie. Padło na kilku zasłużonych dla GW. Jakie to szczęście, że nie znalazłam się pośród nich! Byłoby naprawdę czego się wstydzić.

Kolejne zwycięstwo

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Kolejne zwycięstwo

 

Występują: Leming i Moher.

 

Leming – A nie mówiłam? Znowu zwyciężyliśmy!

Moher – Masz na myśli wynik, czy próbę mataczenia?

Leming – Jak zwykle upatrujecie wszędzie afer.   

Moher – Których oczywiście nie ma w naszym praworządnym kraju.

Leming – Oj, jakiejś staruszce się pomyliło i przyszła ponownie zagłosować.

Moher – Naprawdę w to wierzysz?

Leming – A komu mam wierzyć? Przecież ten człowiek z komisji ją rozpoznał.

Moher – A te nagrania z Mokotowa zrobił pewnie jakiś oszołom?

Leming – Zaraz „oszołom”. To już niemodne słowo. Tak czy owak, zwycięstwo należy do nas, nawet jeśli różnica wynosi poniżej jednego procenta.

Moher – W wyniku tego zwycięstwa liczba posłów do Parlamentu Europejskiego spadła wam z 25 do 19-u,  a nam wzrosła z 15 do 19-u.

Leming – Ale przyznasz, że niespodziewanie wyrosła wam wielka konkurencja w postaci nowej partii.

Moher – Masz na myśli zmianę na stanowisku Naczelnego Błazna Kraju?

Leming – Nazywaj sobie go jak chcesz. To jednak duża niespodzianka.

Moher – Nie taka znowu duża, jeśli obserwuje się pociągnięcia Moskwy. Putin przełożył wajchę z lewej na prawą, to i błazna trzeba było zmienić.

 

KURTYNA

Wybory 25 maja 21/2014 (152)

     Dzisiejszy „sobotnik” wysyłam już w piątek, żeby nie było zarzutu o łamanie ciszy przedwyborczej, bo zamierzam usilnie namawiać do wzięcia udziału w wyborach w najbliższą niedzielę 25 maja.

     Zanim jednak przejdę do głównego tematu, odniosę się do poprzedniego felietonu o agentach. Otóż agenci niemieccy nie zareagowali. Nie musieli. W końcu mając w ręku 80% mediów, kto im więc podskoczy? Natomiast agenci rosyjscy nie kryli wściekłości. Nie wykluczone, że dała tu o sobie znać mroczna, niewolnicza dusza rosyjska niezrozumiała dla kultury łacińskiej, w jakiej my wyrośliśmy. Rosyjska natura objawia się również w azjatyckiej przebiegłości, która posługuje się ludźmi inteligentnymi pokroju Max czy Korwin – to takie specjalne wydanie dla „wykształciuchów”. Ludzie ci, wyśmiewając Unię Europejską (słusznie zresztą) robią oko, że przecież Purin nie zajmuje się krzywizną ogórków. Pewnie, on znajduje antyczne wazy w morzu. Ot wystarczy, że da nura. Ale w tym już wielbiciele pułkownika KGB śmieszności jakoś nie widzą.

     Z przeprowadzonego w Unii Europejskiej sondażu wynika, że aż 69% jej światłych obywateli nigdy o żadnym Tusku nie słyszała! Nie wiadomo ile z tych pozostałych, którzy coś słyszeli, to Polacy. Oto jak wygląda nasza gwiazda na firmamencie europejskim.

     To czy nadal będziemy hołubić tę zgraję zaprzedańców, czy nie – zależy od nas samych. Każdy głos oddany na PO, nieważny, czy jego brak, umacnia ten gangsterski układ. Nie zasłaniajcie się proszę, że nie ma odpowiednich kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Są! Wystarczy znaleźć informacje o kandydatach z listy wyborczej Nr 4 Prawa i Sprawiedliwości.

     Pamiętajmy: każdy nie oddany, lub nieważny głos umacnia ekipę Tuska! Tak to działa.