Wyposażanie małpy w brzytwę 30/2014 (161)

     Putin robił wrażenie zaskoczonego faktem zestrzelenia pasażerskiego samolotu Malezyjskich Linii Lotniczych. Czyżby wyposażając tak zwanych „separatystów” w rakiety bojowe najnowszej generacji nie wiedział do czego one służą? Otóż służą one do zestrzelenia samolotu z pułapu nieosiągalnego przez rakiety jakimi mogą dysponować jacyś tam bojówkarze. Zachód nie chciał nazwać po imieniu wojny ukraińsko-rosyjskiej i to jest cena jaką zapłacił. Nad terytorium Afganistanu latają sobie samoloty pasażerskie, bo na tej wysokości są bezpieczne, żadni Talibowie ich nie dosięgną swoimi rakietami.

          Tym razem trudno wciskać kit typu: czterokrotne podchodzenie do lądowania, pijany generał czy pancerna brzoza. Co najwyżej jacyś „naoczni świadkowie”, którzy widzieli „jakieś samoloty”, albo przynajmniej tak im się wydawało. Pomińmy i wstydu oszczędźmy osobom sugerującym, że był to nieudany zamach na samego najjaśniej panującego Putina. Reszta to już rutyna KGB & Company, czyli uniemożliwianie ekspertom dotarcia do dowodów rzeczowych.

     Jeśli zatem jest jeszcze jakiś polski polityk, któremu jest po drodze z Putinem, to najwyraźniej nie pojmuje polskiej racji stanu i nie powinien być politykiem, albo jest po prostu zdrajcą, o czym warto pamiętać przy wszystkich kolejnych wyborach.   

                 

Ratujmy róże 29/2014 (160)

     Ratujmy róże, póki jeszcze nie płoną lasy, póki mamy jeszcze pokój, mimo rosyjskich i izraelskich prowokacji wciągnięcia całego świata w wojnę. Zajmijmy się własnym podwórkiem, przed (przyszłą – oby nie) wojną. O obronności naszego kraju nie ma co wspominać, bo ona nie istnieje. Zgodnie z twierdzeniem Bartłomieja Sienkiewicza, tyczy się to całego Państwa Polskiego. Sprawdźmy jednak to twierdzenie na przykładzie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Sądząc po okazałym gmachu i fakcie odpowiadania na listy – istnieje ono, a nawet ma poczucie humoru, albo lubi się przekomarzać (jak wynika z korespondencji). Czym jeszcze się zajmuje prześledźmy na przykładzie teatrów.

     Znany reżyser (bardziej filmowy niż teatralny) nie musi słono płacić za reklamę swoich dzieł, wystarczy że odwoła się do „zaprzyjaźnionych mediów”, a jego niemniej znana aktorka i jej córka posiadają po jednym teatrze w Warszawie i egzystują nawet bez odwoływania się do mediów. Jak wyglądają finanse tych teatrów? Pewnie dobrze, chociaż wątpię, żeby czysta sprzedaż biletów zapewniła płynność finansową. Ale jako instytucje prywatne, nie muszą się publice tłumaczyć skąd mają kasę. Na stronie www.mkidn.gov.pl o dofinansowaniu tych placówek też nic nie wiadomo.

     W PRL-u z rozrywkami się nie przelewało, a mimo to posiłkowano się wojskiem dla zapełniania widowni. Teraz wojsko jest na wagę złota, więc o takim rozwiązaniu nie ma co marzyć. Czyżby zatem nieznośnie lekki repertuar, traktujący wyłącznie o „wdziękach Maryni”, był w stanie zapewnić finansowanie teatru? Gdyby ktoś z Państwa coś wiedział na ten temat, proszę o informację.

 

Załącznik

 

Małgorzata Todd

Warszawa 17.07.2014 r.

 

Pan dr Zenon Butkiewicz

Dyrektor Departamentu

Narodowych Instytucji Kultury

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Dot. DIK/1149/14WŚ

 

Szanowny Panie!

Odnoszę wrażenie, że się nie rozumiemy. Zostałam ponownie odesłana na stronę www.mkidn.gov.pl, na której mogę się jedynie dowiedzieć, że pieniądze na ten rok zostały rozdysponowane, co wydaje się oczywiste. Mogę się również domyślać, że przez analogię nabór wniosków na rok przyszły rozpocznie się w październiku. Prócz tego mnóstwo „aktualności z myszką” do niczego nieprzydatnych.

Mnie interesuje odpowiedź na proste pytanie: Czy jako podmiot gospodarczy „robiący w kulturze” (przepraszam za kolokwializm) mam szanse otrzymać dotację na stworzenie małej grupy teatralnej dofinansowanej przez Ministerstwo?

 

Z poważaniem,

Małgorzata Todd

 

Gdzie leży Smoleńsk?

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Gdzie leży Smoleńsk?

 

Występują: Moher i Leming. 

 

Leming – Jakie to szczęście, że Putin nie zginął w tej katastrofie lotniczej na Ukrainie.

Moher – Miał lecieć tymi Malezyjskimi Liniami Lotniczymi?

Leming – To nic nie wiesz? Ukraińcy chcieli zestrzelić samolot Putina, ale się pomylili.

Moher – A nie „separatyści” go zestrzelili?

Leming – No przecież nie strzelali by do własnego wodza.         

Moher – Trudno się z tym nie zgodzić. Ale może się pomylili, może myśleli, że strzelają do samolotu ukraińskiego?

Leming – Pomylili? Ty wiesz jakie oni maja precyzyjne urządzenia naprowadzające!?

Moher – Czyli wiedzieli do kogo strzelają?

Leming – Oczywiście, że wiedzieliby do kogo strzelają, gdyby to byli separatyści. Wszystko będzie jasne po odczytaniu czarnych skrzynek.

Moher – Które już znajdują się w Moskwie.

Leming – A gdzie mają być?

Moher – Żeby „udowodnić”, że to nie „separatyści” strzelali?

Leming – Pewnie! Oj, nie łap mnie za słówka. Nie ma co tego roztrząsać. Putin powiedział wyraźnie: za katastrofę odpowiada państwo, na którego terytorium miała ona miejsce.

Moher – Przypomnij mi gdzie leży Smoleńsk.

Leming – Jak to gdzie? W Rosji.

Moher – Ale za katastrofę Tupolewa 154 Rosja odpowiedzialności nie ponosi?

 

KURTYNA

Pierwszy lepszy 28/2014 (159)

     Sztukę zatytułowaną Golgota picnic mógł napisać pierwszy lepszy rodzimy grafoman, niekoniecznie importowany, ale trzeba się było podeprzeć „europejskością”, żeby móc wmawiać Polakom ciemnotę. – To nic nowego. Dla podratowania „dumy narodowej” mamy jednak własną „artystkę”, która na tej samej zasadzie stała się Znalską z Nieznalskiej. Czy zastanawialiście się Państwo co by się z nią stało, gdyby do swojej sławnej instalacji użyła zamiast krzyża gwiazdy dawida? Obawiam się, że nie tylko zostałaby nieznana, ale jakiegoś piątkowego popołudnia mógłby do jej drzwi ktoś zapukać i zmienić ją w kolejną seryjną samobójczynię.

     Wróćmy jednak do teatru. Dawnymi czasy, żeby być w sztuce pierwszym trzeba było być od innych lepszym. Ta prosta zasada przyświecała twórcom nawet za PRL-u. Obecnie obniżanie poziomu sięgnęło już dna i niczego innego prócz powielania głupoty, pornografii i wulgaryzmu zrobić się nie da. Przy okazji kolejnego mojego pisma do Ministerstwa Kultury dostarczyłam dyrektorowi departamentu egzemplarz własnych utworów scenicznych, tak pro forma. Nie spodziewam się jednak żeby komukolwiek chciało się książkę przeczytać, bo niby po co? Pieniędzy na wystawienie nikt przecież nie przyzna i wartość sztuki jest tu absolutnie bez znaczenia. Jak zdążyliśmy się przekonać z podsłuchów „Pod pluskwami” najwyższych urzędników w państwie, liczą się wyłącznie układy i nawet pozory uczciwości nie obowiązują.

Ale kryminał!

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Ale kryminał!

 

Występują: Moher i Leming. 

 

Moher – Fajny kryminał wczoraj czytałam.      

Leming – Momenty były?

Moher – Były, ale łatwo dawały się ominąć.      

Leming – No to co w tej książce fajnego?

Moher – Do końca nie wiadomo było kto zabił.                     

Leming – A to takie ważne?

Moher – W kryminale najważniejsze.            

Leming – Kryminał to nie życie. Mam na myśli prawdziwe życie.

Moher – Właśnie. Jak się ostatnio przekonujemy, nieważne kto zbrodnię popełnił, a kto ją ujawnił.

Leming – Sama widzisz! Rola detektywa jest u nas doceniana nie tylko w literaturze.

Moher – Jakiego detektywa?       

Leming – Nie wiem jak się nazywa, ale na pewno złapie tych przestępców nagrywających skrycie rozmowy najważniejszych osób w państwie.

Moher – A te osoby nie powinny stanąć przed sądem?

Leming – Do czego by to doszło, żeby ministrów sądzić jak pospolitych  przestępców!

Moher – A  jako niepospolitych?

 

KURTYNA