Kiedyś Holender marzył, żeby jego syn ożenił się z Holenderką. Później marzył już, żeby jego syn ożenił się z białą kobietą. Teraz marzy, by jego syn ożenił się z kobietą. Oto na czym polega „idea postępu”.
Warto więc może zadać pytanie co rządzi światem: pieniądz czy ideologia? A może obydwa te czynniki, to tylko oręż w walce o dominację? Przyjmując takie założenie, jasno widać kto wygrywa, a kto przegrywa kolejne rundy. Po napaści Putina na Ukrainę Obama zastosował broń w postaci finansowego nacisku. Nałożenie sankcji ekonomicznych na Rosję, a zwłaszcza obniżenie ceny ropy było wygraną Obamy, co widać gołym okiem.
Rewanżu natomiast gołym okiem stwierdzić się nie da, bo przyszedł wcale nie z zewnątrz, a zadziałała piąta kolumna wewnątrz Stanów. Zmuszenie Amerykanów do uznania dewiacji seksualnych za normę jest wielkim zwycięstwem Putina, tym większym że nawet sam wróg nie uświadamia sobie własnej porażki.
Wmawianie ludziom, że wszyscy są równi, ale proletariat równiejszy zostało wystarczająco skompromitowane i wydawało się, że nie ma powrotu do tak skonstruowanej ideologii. A tu masz! Okazuje się, że co prawda wszyscy mamy takie same prawa, ale zboczeńcy są grupą uprzywilejowaną.
Czerwonego sztandaru nie udało się powiesić na Białym Domu, wystarczyło go jednak podkolorować wszystkimi barwami tęczy i efekt osiągnięty.
Dzieci kwiaty
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Dzieci kwiaty
Występują: Fritz, Wańka i Mosze.
Fritz – Kto ma pieniądze, ten ma władzę.
Wańka – Nieprawda. Kto ma władzę, ten ma pieniądze.
Fritz – A ty Mosze, co o tym sądzisz?
Mosze – Co tu jest do sądzenia?
Fritz – Tak czy siak, Grecy udają Greków, a Unia rozkłada ręce.
Wańka – To było do przewidzenia.
Fritz – Niby jak?
Wańka – Dalekowzroczność naszej polityki dała właśnie rezultaty.
Fritz – W postaci rozpadu Unii?
Wańka – Pamiętasz „Dzieci kwiaty”?
Fritz – Rok 1968. Nastolaty żądały wolności dla swoich obłędnych pomysłów.
Wańka – Właśnie! Te kwiaty dały owoce, którymi wszyscy teraz się częstują.
Fritz – Darujmy sobie te metafory. Chodzi ci o to, że tamte niegdysiejsze nastolaty zajmują teraz kluczowe stanowiska w Unii?
Wańka – Zaczynasz kumać. Grecja jest już prawie nasza.
Fritz – Myślałem, że zasadzacie się na kraje bałtyckie w pierwszej kolejności.
Wańka – Kolejność uzależniona jest od sposobności. Prędzej czy później i tak się okaże, że wszyscy pragną rządów naszego cara, jak wy go nazywacie.
Fritz – A ty Mosze, co na to powiesz?
Mosze – Co tu gadać? Wy, goje i tak tego, co najważniejsze nie zrozumiecie.
Wańka – No to chociaż spróbuj. Oświeć nas.
Mosze – Najważniejsza jest wojna dżihadu z gojami i nieważne kto chwilowo wygrywa, a kto przegrywa. Jedni i drudzy są tylko po to, żeby służyć nam jako jedynemu narodowi umiłowanemu przez samego Jahwe.
Wańka – Czyli jednak najpierw ideologia, wiara, nawet w cokolwiek, nawet w niewiarę.
Mosze – Coś ci się zebrało na filozofowanie. A nasi ludzie już rozdają w Izraelu polskie paszporty każdemu, kto chce. Nie musi nawet wiedzieć gdzie ta Polska leży, żeby zostać jej obywatelem.
KURTYNA
Człowiek roku 26/2015 (209)
Platforma Obywatelska po ośmiu latach rządów przypomniała sobie o programie. No cóż, dotychczas wystarczył program jednopunktowy – straszenie PiS-em. Okazało się, że i on zawiódł. Teraz żaden program nie jest potrzebny, bo jak się wybory wygra, to najwyraźniej nikomu on do niczego potrzebny nie był, a jak się przegra, to czy w ogóle warto się trudzić? To co wymaga szybkiego działania, to spaskudzić ile się da, żeby nowy rząd nie miał łatwo. Przepchnąć kolanem ustawy, które odchodzący prezydent podpisze podczas pakowania waliz. Pozatrudniać jakichś pociotków na stanowiska za bajońskie wynagrodzenia i jeszcze większe odszkodowania przy zwolnieniach.
Gorączka legislacyjna i nominacyjna trwa, zwłaszcza w otoczeniu „Człowieka roku”, ale wrogowie tej świetlanej postaci odchodzącej właśnie w polityczny niebyt, też różnej bywają maści. Na murze, koło naszego osiedlowego sklepu ktoś wypisał hasło, którego pierwsze słowo składające się z dziesięciu liter zostało zamazane. Następne wyrazy są z tych „ministerialnych”, czyli wyjątkowo wulgarne, ale one ludziom kochają-cym zgodę i porządek najwyraźniej nie przeszkadzają. A można było przecież zostawić pierwsze słowo, a na zamazanych wulgaryzmach dopisać „człowiek roku”. Takie hasło przysporzyłoby zapewne wielu czytelników umiłowanej przez rząd-nierząd Gazecie Wyborczej.
Ścieżka zdrowia
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Ścieżka zdrowia
Występują: Sołtys i Klient.
Klient – Potrzebuję jakiś elegancki domek z ładnym ogródkiem nad jeziorem.
Sołtys – Nasz klient, nasz pan. Który wybierasz?
Klient – Może ten.
Sołtys – Ten obiecałem już „wysokiemu sądowi”.
Klient – Myślałem, że ona już ma tam dom.
Sołtys – Ma, ale potrzebuje drugi dla córki.
Klient – To może ten.
Sołtys – Bardzo dobry wybór. Jeszcze za PRL-u próbowaliśmy go wywłaszczyć, ale się nie dał.
Klient – Coś słyszałem. Podobno wsadziliście mu żonę do kicia, żeby zmiękł.
Sołtys – Owszem. Teraz go dorwiemy.
Klient – A pod jakim zarzutem siedziała?
Sołtys – Podżegania do kradzieży.
Klient – Za to można skazać?
Sołtys – No właśnie nie można było, ale wystarczyło aresztować i przesłuchiwać przez rok. Teraz ich nareszcie dorwiemy.
Klient – A jak konkretnie to załatwimy?
Sołtys – Hurtem. Zrobi się plan przestrzenny ze ścieżką zdrowia, chciałem powiedzieć rowerową, wokół jeziora. Będzie przebiegała przez te posiadłości, na które mamy klientów.
Klient – No, nie wiem czy chciałbym, żeby mi rowerzyści klomby rozjeżdżali.
Sołtys – Nikt by nie chciał. Dlatego po wywłaszczeniu okaże się, że gminy jednak nie stać na budowę ścieżki i musi grunty odsprzedać po cenie rynkowej.
Klient – Czyli jakiej?
Sołtys – Nie panikuj. Na symboliczną złotówkę chyba cię stać?
Klient – Pewnie! I jak tu nie kochać tego Sejmu za uchwalanie takiego mądrego prawa!?
KURTYNA
Przechytrzyć diabła 25/2015 (208)
Dawnymi czasy po wsiach krążyła bajka o tym, jak to chłop przechytrzył diabła, który o rolnictwie nie miał zielonego pojęcia. Demon komunizmu nie musi znać się ani na rolnictwie, ani przemyśle, nauce, w ogóle na czymkolwiek, wystarczy, że jest arcymistrzem manipulacji. I tego właśnie doświadczamy co najmniej od 70 lat. Czasami udaje się zapędzić komunistyczne draństwo w kozi róg, jak w październiku 1956, sierpniu 1980, i teraz w maju 2015 r.
W totalitaryzmie obowiązuje pewien cykl. Kiedy nagromadzone kłamstwa, obłuda i wszelakie podłości osiągają masę krytyczną, ogłasza się pierestrojkę. I ten czas właśnie nadszedł.
W 1956 r. nie można było niestety osiągnąć nic więcej niż malutkie okienko na świat kultury zachodu. Węgrzy za zryw wolności zapłacili krwią. „Solidarność”, to było nasze polskie wielkie zwycięstwo. Komuchy po porażce w 1980 r. potrzebowały aż dziewięciu lat na skuteczne prze-grupowanie i przejęcie sterów. Udało się wcisnąć Polakom świeżutki kit. Kapitalizm był przecież ziszczeniem marzeń. Zostaliśmy znowu wystrychnięci na dudka. W 1989 daliśmy wywieść się w pole, uwierzyliśmy, że jesteśmy u siebie.
A jak wygląda sytuacja obecnie? Jeżeli szajka trzymająca władzę odpuściła, to zapewne z przyczyn taktycznych. Gołym okiem bowiem widać, że pozwolili Dudzie wygrać i to przecież nie wielką przewagą. Słabość czy chytrość?
W wyborach samorządowych komuchy pokazały nam jak daleko potrafią się posunąć w jawnych fałszerstwach. To była przecież wyraźna prowokacja i niejako próba generalna do wyborów prezydenckich. Daliśmy się sprowokować, bo nie mieliśmy innego wyjścia. „Pozwolono” nam na Ruch Kontroli Wyborów, jak 35 lat wcześniej „pozwolono” na założenie Solidarności.
Teraz PO przepoczwarzy się w jakieś inne partie, lub „blok bezpartyjny”. Nie musimy go nawet wybierać po dobroci. Tym razem fałszerstwa mogą pójść na całość, a protestujący zwolennicy uczciwości wyborczej zostaną okrzyknięci oszołomami, bo czyż wygranie wyborów prezydenckich nie jest wystarczającym dowodem rzetelności rządu? Gdyby te-go było za mało, gangsterzy i sługusy dzierżący jeszcze władzę zawsze mogą poprosić o „bratnią pomoc” dowolne państwo na świecie.