Sprawdzona metoda

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Sprawdzona metoda

Występują: Helga i Wańka.

Helga – Jeśli szybko czegoś nie zrobimy, to Polacy gotowi naprawdę przejąć władzę.
Wańka – Gdzie? W Polsce?
Helga – A gdzie by indziej? Ciągła powtórka z rozrywki najgłupszemu nawet może się znudzić.
Wańka – Masz na myśli kopię pięciuset złotych na dziecko, które PO tak zwalczała, żeby w końcu próbować przedstawić to jako własną inicjatywę?
Helga – Przyznasz, że to równie żenujące jak referendum Bronka tuż przed abdykacją.
Wańka – Nie wszystkie wypróbowane metody działają bez końca. Ale jest jedna taka, która nie zawodzi. Na tym polega mądrość etapu.
Helga – Mów! Nie trzymaj mnie w napięciu.
Wańka – Dziel i rządź.
Helga – Jasne, nic nowego, ale jak konkretnie?
Wańka – Trzeba odwołać się do antysemityzmu.
Helga – No nie. To nadal skutkuje? Dziwne.
Wańka – Wcale nie dziwne. Kiedy wy i my robiliśmy żydom pogromy, Polacy słynęli z tolerancji, ale musieli jakoś odreagowywać.
Helga – Czyli szeptana propaganda? Myślisz, że to jeszcze zadziała?
Wańka – Nie ma lepszego sposobu skłócenia ich. Nie zauważyłaś akcji w Internecie?
Helga – Rzeczywiście, jakby nasiliły się donosy kto jest żydem.
Wańka – A widzisz. Nasi nie próżnują.
Helga – Sprawdzają pochodzenie wszystkich ludzi w nowym rządzie?
Wańka – Po cholerę? Przecież nikt nikogo za to pozywać przed oblicze sądu nie będzie. Pomyłki mogą się zdarzyć. Jeśli nawet komuś przyszłoby do głowy zaprzeczać, to tym bardziej mu nikt nie uwierzy.

KURTYNA

Argumenty i dąsy 06/2016 (242)

Nasza historia pełna jest heroicznych zrywów ale i waśni uniemożliwiających spożytkowania owoców zwycięstwa. Wróg tylko na to czyha i podsyca jałowe spory. Sprzeczamy się o różne sprawy, różne punkty widzenia, mylimy ideę z praktyką. Odróżnienie błahostek od tego co ważne bywa niekiedy trudne, bo wymaga myślenia perspektywicznego.
Załóżmy taką oto sytuację. Radni Warszawy sprzeczają się czy położyć nową nawierzchnię na pl. Krasińskich, czy wybudować kilometr ścieżki rowerowej. Wbrew pozorom, spór jest praktyczno – ideowy. Z jednej strony wygoda wszystkich pasażerów trzęsących się na wyboistej drodze w sercu stolicy. Z drugiej ideowy, czyli chęć przypodobania się Unii Europejskiej.
Najczęściej bywa jednak tak, że wywrotowa działalność osłabiająca państwo polskie przybiera maskę racjonalności, zwłaszcza gdy oponentów nie dopuszcza się do głosu. Przyszedł czas rozliczenia aferzystów, którzy zrobią wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Dlatego bądźmy pragmatyczni, nie dawajmy się wciągać w jałowe spory. Bądźmy solidarni z tymi, którzy próbują dokonywać zmian na korzyść Polski.
I jeszcze jedno – nie dąsajmy się na lemingi. Małe rozumki potrzebują dużo czasu, żeby coś do nich dotarło.

Nadążyć za nowoczesnością 05/2016 (241)

Zwykłe zakłamanie, zwane inaczej poprawnością polityczną, to tylko pół nieszczęścia. Druga połowa nieszczęścia polega na niepoprawności obyczajowej obowiązującej każdego „nowoczesnego” Europejczyka.
Dawnymi czasy, moja mama czerpała wiedzę o życiu z literatury pięknej. Ja jestem już bardziej postępowa i czerpię ją z obserwacji życia przystankowo-tramawjowego oraz telewizyjno-serialowego. Zauważyłam uderzającą zmianę obyczajowości polegającą na zamianie ról. Teraz to dziewczyny molestują chłopaków, którzy nie bardzo wiedzą jak się powinni bronić. Jeśli znajdzie się jeszcze jakiś młody mężczyzna, który nie lubi nachalności u dziewczyn, to powinien się tej „przypadłości” wstydzić, bo świadczy ona o niezrozumieniu nowoczesności.
Wniosek z tego taki, że nie potępiałabym niemieckiej policji za bierność w sylwestrową noc na ulicach niemieckich miast. Przecież na co dzień każdy policjant widzi ile się taka dziewczyna musi namolestować, żeby do czegoś doszło. A tu raptem przyszło samo! To chyba dobrze, no nie?
Nowoczesny Petru, który wie wszystko, nie tylko na temat lichwy, ale na każdy dowolny temat, powinien to uświadomić ciemnogrodzianom. Albo może zapytać dawno nie oglądanych ekspertek, takich jak Anulki: Komorowska, albo Grodzka?

Niemiecka überhipokryzja 04/2016 (240)

Nad bramą niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz (dawniej Oświęcim) zamocowane jest hasło, które można by przetłumaczyć „Praca czyni wolnym”. A faktycznie, kogo ciężka praca i głodowe racje żywności nie zabiły, ten mógł liczyć na komorę gazową. Nie lepiej było w Mauthausen, innym niemieckim obozie koncentracyjnym, do którego wywożeni byli między innymi Polacy na przymusowe roboty.
Przypomnienie niechlubnej niemieckiej historii wywołał niejaki Martin Schultz przy okazji połajanek, jakich nie szczędził Polakom w Parlamencie Europejskim. Skąd wziął się taki „mędrzec”? Okazało się, że prócz braku matury może jeszcze „poszczycić się” tatusiem, byłym esesmanem w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen, do którego trafił również mój ojciec po Powstaniu Warszawskim. Teraz ktoś z takim rodowodem i brakiem wykształcenia śmie pouczać nas, Polaków na czym polega demokracja i praworządność. Niemiecka hipokryzja jest bez granic, jak widać.
A może zacznijmy brać przykład z niemieckiej pragmatyki? Ustalmy jaki procent obcego kapitału dopuszczamy w bankach i mediach na teren Polski. Zacznijmy też bojkotować niemieckie wyroby. Przy obfitości towarów w sklepach omijanie tych niemieckich nie jest trudne. Proponowałabym też bojkot polskojęzycznej niemieckiej prasy kolorowej, ale z tym może być już nieco trudniej. Panie czytające niniejszy felieton do miłośniczek tabloidów mogą nie należeć, a czytelniczki brukowców pewnie nie są moimi czytelniczkami.

KOD dostępu 03/2016 (239)

Kto dzierży kod dostępu do mamony, ten uważa się za posiadacza niewolników, z którymi może zrobić i robi co zechce. Utratę takiego przywileju postrzega jako wyjątkową krzywdę. Sieroty po PRL-u bis nie mogą swojego protestu wyrazić wprost, udają więc, że chodzi o „łamaną” demokrację, której są jedynymi strażnikami. No, może nie jedynymi, mają przecież możnych popleczników. Specjaliści od wywoływania wojen światowych, pierwszej i drugiej, chętnie udzielą bratniej pomocy swoim folksdojczom.
Dotychczasowi władcy III RP nie mogą się pogodzić z utratą dostępu do pieniędzy, z których okradali naród przez czas wystarczająco długi, żeby się przyzwyczaić, do myśli, że tak będzie już zawsze. Pasożyt po prostu inaczej żyć nie potrafi. Gdyby zwyciężyła partia stawiająca sobie identyczny cel jak PO&PSL, czyli drenowanie pieniędzy w każdy możliwy sposób, to można by się z nią jakoś dogadać, jak majster z majstrem. W pozostałych krajach europejskich, wyłączając Węgry, nieważne jaka partia wygrywa wybory, bo i tak jest tylko po to, żeby realizować interesy wielkich korporacji.
Trudno, żeby gangsterzy pokornie godzili się z perspektywą utraty dochodów, które dotychczas odbierali zgodnie z „prawem”. Dla ludzi tego pokroju pieniądz jest dobrem najwyższym, jeśli nie jedynym, a każdy kto nie podziela tego poglądu to ciężki frajer, którego należy oskubać ze wszystkiego. Jeśli bowiem nie chodzi o forsę, to o co!? Szok i niedowierzanie, że mogą istnieć ludzie, dla których szmal nie jest najwyższym dobrem.
Komunistą mógł być tylko drań, lub dureń, a najlepiej, żeby posiadał te dwie cechy. Jeśli zatem nie należysz do postkomunistów, to zauważ, że rzeczą ludzką jest błądzić, głupców zaś trwać w błędzie, co odnotował już Cyceron.