Wiara i wiedza 41 /2016 (277)

Większość z nas pragnie, żeby inni podzielali nasze poglądy, bo jak nie, to..! Zanim zabierzemy się do bitki, spróbujmy przeanalizować skąd biorą się takie a nie inne przekonania. Wielu uważa, że prawda leży po środku, a jak nie, to tym gorzej dla prawdy. Niezależnie od wszystkiego prawda leży tam gdzie leży, a nie zależy od siły argumentu, albo argumentu siły. Żadna relatywność nie ma tu prawa wstępu. Film „Smoleńsk” na nowo rozbudził emocje i oskarżenia, kto się nimi kieruje, a kto uznaje tylko chłodną kalkulację. Spróbujmy więc odpowiedzieć sobie na 5 pytań związanych z tym tematem:

1)Czy brzoza może roztrzaskać skrzydło samolotu i odwrócić maszynę o 180°?

Odpowiedź wg Sekty Pancernej Brzozy – Może. Uzasadnienie: tak twierdzi rosyjska komisja. To jest wiara.

Odpowiedź wg dociekliwych – Absurd z fizycznego punktu widzenia. To jest wiedza.

2)Skąd po dziesięciu minutach po katastrofie wiadomo było, że to wina pilota?

wg Sekty Pancernej Brzozy – 99% wypadków „badanych” przez rosyjską komisję, to wina pilota. To jest wiara.

Wg dociekliwych – A gdyby to była zaplanowana zbrodnia, czy nie tak właśnie należałoby ją przedstawić? To jest wiedza.

3)Dlaczego samolot rozpadł się na tak drobne kawałki?

wg Sekty Pancernej Brzozy – Pewnie był zbudowany z kruchego materiału. To jest wiara.

Wg dociekliwych – Tylko eksplozja jest w stanie rozerwać stalową maszynę na tak drobne kawałki. To jest wiedza.

4)Dlaczego świadkowie masowo popełniali samobójstwa?

wg Sekty Pancernej Brzozy – Może nie mogli znieść dociekliwości śledczych? To jest wiara.

Wg dociekliwych – Śledczy ich o nic nie pytali, może więc ich wiedza komuś   zagrażała? To jest Konkluzja.

5)Dlaczego nikt się nie zainteresował limuzynami, które miał przywieść i nie przywiózł rosyjski samolot transportowy?

wg Sekty Pancernej Brzozy – A czy to ważne? To jest wiara.

Wg dociekliwych – Wiedziano, że limuzyny nie będą potrzebne! Konkluzja.

Czytelnik sam może sobie odpowiedzieć, czy należy do dociekliwych, czy do (łatwo) wiernych.

 

Zasadnicza różnica 40/2016 (276)

Kiedy rządy przejmuje mafia, to każdy uczciwy przedsiębiorca jest dla niej nie tylko konkurencją, ale wręcz zagrożeniem. Dlatego po tzw. transformacji ustrojowej uwłaszczona nomenklatura zwalczała z taką zaciekłością przejawy gospodarności ludzi uczciwych. Wszyscy pamiętamy jak niszczono pana Kluskę, który ośmielił się działać prężnie, efektywnie i zgodnie z prawem. Olejnikowi zamordowano syna, bo nie chciał iść na współpracę. Wymuszanie haraczy było na porządku dziennym, bo ludzie ze zlikwidowanego WSI mieli w tym większą wprawę niż w normalnym prowadzeniu interesów.

Dobrze zatem, że obecny rząd stawia na odbudowanie zniszczonej gospodarki. Czy sobie z tym poradzi? Wygląda na to, że jest na najlepszej drodze. Wpływy z podatków zaczęły rosnąć, bo już sama obawa, że można odpowiadać karnie za uchylanie się od ich uiszczania spowodowała większą ich ściągalność.
Podobnie mają się sprawy w pozostałych dziedzinach życia, nie wyłączając kultury, która prawie zanikła na naszych oczach. Teatralne bluzgi i trudna do zniesienia kretyńska „lekkość” wszelakiej rozrywki tak spłyciła kulturę, że zdawać się mogło, iż pozostało nam samo dno, czy może zgliszcza? Ale Feniks odradza się z popiołów, czego jednym z przejawów nich będzie „Smoleńsk”, film który powstał mimo zaciekłego sprzeciwu sprzedajnych „ludzi kultury”.

Dobra zmiana polega na przywróceniu nadziei, że uczciwą pracą i talentem można wspólnie osiągać cele, które zdawały się nieosiągalne.

Ludzie i Niemcy

     Dobrym sprawdzianem nastrojów społecznych jest obserwacja w co bawią się dzieci. W czasie ostatniej wojny, pod niemiecką okupacją, nie bawiły się w policjantów i złodziei, a w ludzi i Niemców. Tak wyglądało ówczesne odzwierciedlenie rzeczywistości. Warszawskie tramwaje miały wydzielone przedziały dla Niemców, żeby „rasa panów” nie musiała tłoczyć się z pospólstwem. O „nazistach” i „hitlerowcach” usłyszeliśmy dwadzieścia lat po wojnie w ramach zakłamywania historii. Jako naród łagodny, nie lubiący konfliktów, zgadzaliśmy się na taką poprawność polityczną.

     Ale Niemcom apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro Polacy nie protestują, to można zrobić następny krok bezczelnie zrzucając na nich winę za własne zbrodnie, własne obozy zagłady, gdzie mordowani byli Polacy nazwać „Polskimi Obozami Koncentracyjnymi”. Wykupienie polskiej prasy i pozostałych mediów znakomicie ułatwiło sprawę. Obecni folksdojcze, mogą iść na całość. Mogą? W dużym stopniu zależy to od nas samych, czy mogą. Piętnujmy niemieckie zbrodnie na równi z rosyjskimi, ukraińskimi czy żydowskimi. Mamy do tego prawo! Nie lękajmy się tego, co potomkowie zbrodniarzy o nas powiedzą.

 

Uchodźcy

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Uchodźcy

Występują: Helga i Wańka.

Helga – Biedni ci uchodźcy.
Wańka – Co? Chyba się przesłyszałem. Zaczęłaś wierzyć w propagandę, którą wspólnie wymyśliliśmy.
Helga – Och, nie! Wiem przecież, że stale gramy w dobrego i złego policjanta. Raz współczująca kanclerz i zimny czekista, to znów nieporadna kobietka i obrońca tradycyjnych wartości.
Wańka – Właśnie, a Polaczki jak zwykle upatrują dziury w całym.
Helga – Teraz ja nie wiem co masz na myśli.
Wańka – Wyszukują jakieś stare sprawy, zbrodnie dawno zapomniane.
Helga – Ja właśnie o tym.
Wańka – Co ma piernik do wiatraka?
Helga – Chodzi mi o uchodźców do Unii Europejskiej. Nawet tu zagrożeni są deportacją.
Wańka – Nic się nie bój. Nie po to sprowadzamy nożowników, żeby ich deportować przed wykonaniem zadania.
Helga – Nie o nich mi chodzi, a o prawdziwych uchodźców, którzy uzyskali azyl przed własnymi rządami, tu w Europie.
Wańka – A, rozumiem! Chodzi ci o tych różnych unijnych dygnitarzy jak ta komisarz…, jak jej tam…
Helga – O nią i o innych. Pomyśl, co musi czuć taki biedny Juncker, czy Tusk… To ciągłe zagrożenie…
Wańka – Przesadzasz. Na tym właśnie polega wielka polityka, bez haków nie dałoby się nikogo zmusić do pożądanych przez nas działań.

KURTYNA

Komu ufać? 38/2016 (274)

Wiedza w każdej dziedzinie jest tak rozległa, że nie sposób ją samodzielnie weryfikować. Musimy się opierać na wierze w prawdziwość faktów, a często i wnioski z nich płynące. Niezbędne jest więc zaufanie do źródeł informacji. Internet stał się tym właśnie największym źródłem zarówno informacji, jak i dezinformacji.

Jak sobie z tym poradzić? Bez odpowiedzialności za słowa nie damy rady. Jaruzelski w stanie wojennym wprowadził prawo karania za „rozpowszechnianie nieprawdziwych wiadomości”. Paradoks polegał na tym, że umożliwiało to karanie jego oponentów właśnie za rozpowszechnianie prawdziwych informacji! Propagandyści obecnej doby spod znaku KODomitów & Co. czerpią garściami z komuszych doświadczeń uprawiając propagandę w stylu PRL-u, głosząc własną jedyną słuszną „prawdę”.

Może więc już pora zaczerpnąć coś z tamtych doświadczeń, na przykład pociągać do odpowiedzialności ludzi świadomie wprowadzających innych w błąd?