Idol

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Idol

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Moje gratulacje.
Helga – Coś kwaśną masz minę przy tych gratulacjach. Nie cieszysz się z reelekcji naszego cesarza Europy?
Wańka – Jasne było, że nie odpuścicie.
Helga – Nie martw się, na waszego cara też przyjdzie pora.
Wańka – Oczywiście.
Helga – Zauważyłeś, że oni nie mają żadnego idola?
Wańka – Masz na myśli obecny obóz władzy w Polsce?
Helga – Jasne. Pomyśl, póki rządzili nasi, to od idoli się roiło.
Wańka – I od autorytetów moralnych.
Helga – Właśnie. Kto teraz zastąpi takiego Geremka…
Wańka – Czy Baumana, nie wspominając już o Rzeplińskim, albo Wałęsie.
Helga – Polakom najwyraźniej brak charyzmatycznego idola.
Wańka – Dlatego tak pilnie trzeba im zmienić władzę. Liderkę kobiet już mamy. Ta Szajbus-Wielgus, czy jak tam ona się nazywa…
Helga – Masz na myśli tę od hasła „Precz z dyktaturą kobiet”?
Wańka – Właśnie. Jak ją zaakceptują, to już nawet Petru z Kijowskim przejdą.
Helga – Polacy to krnąbrny naród, stąd tyle z nimi kłopotów.
Wańka – Nigdy nie dorobili się własnego Hitlera…
Helga – I kto to mówi!? Waszemu Stalinowi nie dorówna nigdy żaden idol świata!

KURTYNA

Rynsztokowi „artyści” 9/2017 (298)

Właściwie nie ma już nad czym ubolewać. Najpierw sztuki plastyczne, a za nimi teatr przestały istnieć jakiś czas temu. Agonia zaczęła się z chwilą kiedy zapotrzebowanie na podziw zastąpiono chęcią wywołania szoku. Tak długo szokowano, że taka „sztuka” może już tylko zadziałać jako środek wymiotny. Pozostaje jednak rozstrzygnięcie kwestii, kto ma płacić za to opluwanie – plujący czy opluwany. Postkomunistyczne „elity” III RP są zdania, że opluwany.

PRL dopieszczał aktorów, bo liczył na ich wdzięczność i wkład w „umacnianie władzy ludowej”. Taka kalkulacja, z małymi wyjątkami, była słuszna. PRL-bis też o nich nie zapomina. W ubiegłym miesiącu odeszły dwie aktorki. Pierwsza z nich przynosiła radość tuż po strasznej wojnie, o której ludzie chcieli zapomnieć. Ta radość na 102 trwała do teraz. Pani Danuta wykazała się wieloma świetnymi rolami. Dziwne jednak dlaczego ta druga została uhonorowana aż dwukrotnie w wydaniach głównych wiadomości TVP1, chociaż trudno było wymienić choćby jedną jej ważną rolę. Skromny talencik wspierany słabiutkim charakterkiem dał jednak imponujący wynik. Gorliwość z jaką zachwalała stan wojenny wprowadzony przez Jaruzelskiego musiała zostać zauważona gdzie trzeba i jak widać, odpowiednio doceniona.

A wracając do ostatnich wydarzeń, może należałoby się zastanowić nad mecenatem państwa nad dziełami artystycznymi wszelkiej maści. Kto decyduje o tym co jest, a co nie jest sztuką? Czy wystarczy być wulgarnym psychopatą, żeby zostać „wybitnym, nietykalnym, współczesnym artystą”? Pewnie tak, ale pod warunkiem, że działa się w interesie komunistycznej destrukcji. Wówczas opluwany (mówiąc oględnie) podatnik sypnie groszem. Czyli na razie w kulturze nadal bez zmian.

Służba zdrowia

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Służba zdrowia

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Nie uwierzysz jak przekształciła się nasza rejonowa przychodnia zdrowia. Nie byłem tam od lat i jestem pod wrażeniem.
Helga – No proszę! A ludzie stale narzekają.
Wańka – Wszędzie plazma…
Helga – Jaka plazma?
Wańka – Takie duże telewizory. Toalety jak w pałacu, co prawda o klucz trzeba prosić recepcjonistkę, do której jest długa kolejka, ale warto.
Helga – Nie po to jednak tam poszedłeś.
Wańka – Fakt. Zapisałem się do specjalisty.
Helga – Na kiedy?
Wańka – Na marzec.
Helga – To już niedługo.
Wańka – Marzec przyszłego roku.
Helga – A co, nie stać cię na prywatnego lekarza?
Wańka – Pewnie tak, tylko kto mi zagwarantuje, że za ekstra mamonę nie zostanę wystrychnięty na ekstra dudka?
Helga – Nikt. Wszyscy bez wyjątku zdają się mieć jedną i tą samą wąską specjalizację: walkę z cholesterolem.
Wańka – No właśnie.
Helga – Ale ma się poprawić. Teraz, kiedy szpitale będą na ryczałcie, nikt się pacjentem przejmować nie będzie. Tylko głupi daje jak nie musi.
Wańka – Sama widzisz co ta twoja kanclerz narobiła.
Helga – Nie jej wina, że muzułmanom nie chce się pracować. Plan był dobry. Mieli u nas, w Niemczech zostać tylko ci wykształceni, a inne kraje powinny wziąć tan cały pozostały chłam.
Wańka – Ale dlaczego tu nad Wisłą mamy przychodnie zdrowia niemalże ze złotymi klamkami, w których brak lekarzy?
Helga – Oj Wania, to przecież oczywiste! Lekarze tu wykształceni pracują u nas jako pielęgniarze, pielęgniarki jako salowe. W ten sposób mamy najlepiej wykształconą za darmo kadrę.
Wańka – Polaczki nie pomyślały, że zamiast tych bajerów trzeba lepiej płacić lekarzom?
Helga – Zadbaliśmy o to. Pieniądze są, ale wyłącznie na te bajery. To taka nasza dalekowzroczna polityka.

KURTYNA

Wyjątkowa kasta 8/2017 (297)

Miło jest mieć poczucie, że należy się do nadzwyczajnej kasty ludzi. Ale czy w demokracji należy to obwieszczać tym wszystkim, którzy się nie załapali na „salony”? To oczywiście zależy od stopnia arogancji, na jaką może sobie ów arogant pozwolić. W „państwie prawników” taka demonstracja należy do oczywistych prawd objawionych.
Przyjrzyjmy się zatem tej wyjątkowej kaście. Ma ona uprawnienia o jakich pospolity rzezimieszek może jedynie pomarzyć. Wolno jej bezkarnie jeździć „po pijaku”, kraść w sklepach, a przyłapana na gorącym uczynku zasłoni się immunitetem. Nie musi wykazywać się moralnością ani rozumem, a jedynie mieć układy.
Okazuje się jednak, że głupota bywa niebezpieczna nawet w tej specjalnej kaście. Przekonał się o tym „szanowany i zasłużony” sędzia z Wrocławia. Miał świetną fuchę. Za kopiowanie akt, którymi zainteresowani byli gangsterzy otrzymywał od nich godziwe honoraria. Biznes się kręcił i potrzeba mu było mnóstwo pendrajwów. Wiedział, że kupowanie takiego sprzętu na masową skalę w supermarkecie może zostawić niepożądany ślad w postaci łatwej identyfikacji jego karty kredytowej. Płacenie gotówką nie przyszło mu do głowy, bo przecież „specjalna kasta” nie zniża się do takiej archaicznej formy płatności. Było lepsze i oszczędniejsze wyjście z sytuacji – kradzież. W razie wpadki powinien go chronić immunitet sędziowski.
Nie ochronił – co jest wyraźnym zamachem na niezawisłość sędziowską. Opozycja totalna nie powinna odpuścić takiego skandalu i porządnie przyłożyć za to PiSowi.

Fakt medialny

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Fakt medialny

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Wyszło szydło z worka.
Helga – Raczej z karambolu.
Wańka – Ja nie o tym.
Helga – A o czym?
Wańka – Między innymi o potajemnej schadzce Angeli z Jarosławem.
Helga – E tam. Porozmawiajmy lepiej o sukcesach, o tym jak Polaków widzą cudzoziemcy.
Wańka – Chodzi ci zapewne o określenia „Polskie Obozy Koncentracyjne”?
Helga – Właśnie. To taka mała rekompensata za kulturę i cywilizację jaką wniosły nasze banki i markety do tego dzikiego kraju.
Wańka – Po zlikwidowaniu przemysłu nie wiele im zostało, ale licho nie śpi. Próbują się odkuć.
Helga – Kto trzyma kasę i media, temu nikt nie podskoczy.
Wańka – Wszyscy tak myśleliśmy, ale to co wyprawia się nad Wisłą, a teraz i w Stanach, to woła o pomstę do nieba.
Helga – Dlatego pomstujemy! Co więcej możemy zrobić?
Wańka – Pomstowanie, zwłaszcza na ministra obrony, jest oczywiście pożądane, ale on to wyjątkowo twarda sztuka. My mamy lepsze sposoby.
Helga – Niby jakie?
Wańka – Stara sprawdzona metoda KGB. Kiedy figuranta ani przekupić, ani zastraszyć nie można, trzeba dobrać się do kogoś z otoczenia. Zauważyłaś sprawę Misiewicza?
Helga – Dobieracie mu się do skóry za likwidację „niezależnej i suwerennej” placówki NATO?
Wańka – Jasne, ale nie on jest tu najważniejszy. Chodzi o osłabienie pozycji ministra. Największym naszym sukcesem jest fakt, że sama premier uwierzyła w „aferę Misiewicza”. Oto fakt medialny stał się faktem rzeczywistym!

KURTYNA