Czysty przypadek

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Czysty przypadek

Występują: nowoczesna posłanka i dziennikarz.

Posłanka – Słucham pana. Co chciałby pan wiedzieć?
Dziennikarz – Na początek może, skąd wziął się pomysł witania na dworcu świadka zmierzającego do prokuratury?
Posłanka – Więcej szacunku!
Dziennikarz – Dla kogo?
Posłanka – Jak to dla kogo!? Dla Prezydenta Europy, oczywiście.
Dziennikarz – To jest takie stanowisko?
Posłanka – Niech pan nie udaje głupka. On jeszcze wam pokaże, kto tu rządzi!
Dziennikarz – Rządził.
Posłanka – Pan chyba czegoś nie rozumie. Zrobił wam łaskę, że przyjechał złożyć zeznania w polskiej prokuraturze, ale w każdej chwili może to cofnąć.
Dziennikarz – Nie wątpię. Może zasłonić się przecież brakiem pamięci, jak wszyscy jego byli podwładni.
Posłanka – A cóż w tym dziwnego? Kto by tam pamiętał takie mało ważne rzeczy.
Dziennikarz – Racja. Na pytanie czy był pan premierem polskiego rządu też może odpowiedzieć: nie wiem, nie pamiętam.
Posłanka – Zgodziłam się udzielić wywiadu pańskiej, znienawidzonej przez wszystkich stacji, ale nie wiem, czy powinnam była.
Dziennikarz – Już dobrze, proszę więc opowiedzieć jak to się stało, że znalazła się pani w gronie witających.
Posłanka – Czysty przypadek. Po prostu przechodziłam tamtędy. Tłum powstał zupełnie spontanicznie.
Dziennikarz – I spontanicznie wydrukował sobie te czerwone kartki z portretami?
Posłanka – Oczywiście! Co w tym dziwnego?
Dziennikarz – W takim razie zmieńmy temat. Ujawniła pani, że pod sprzeciwem likwidacji gimnazjów podpisało się sto milionów ludzi.
Posłanka – Jasne. Nich wasz rząd nie myśli, że może robić co zechce.
Dziennikarz – Czy wie pani może, ilu obywateli liczy Polska?
Posłanka – A co to ma do rzeczy!?
Dziennikarz – Może jednak ma…

KURTYNA

Obraz, dźwięk, słowo 15/2017 (304)

Mówi się, nie bez racji, że jeden obraz wart tysiąca słów. Jasne! Zwłaszcza, jeśli słowa próbują zastąpić, czy odmalować jakiś widok. Stąd opisy przyrody w literaturze nie cieszą się specjalnym uznaniem czytelników.
Obrazy i dźwięki działają bezpośrednio na zmysły, a słowa odbieramy dopiero za pośrednictwem rozumu. Litery, cyfry i nuty po to zostały stworzone, żeby przekazywać treści osobom wtajemniczonym. Litery ułożone w jakimś porządku oznaczają słowa, ale tylko w konkretnym języku. Cyfry zrozumiałe są bardziej powszechnie, niezależnie od języków jakie znamy. Ale poukładane w skomplikowane wzory przeplatane literami greckimi, są już zrozumiałe tylko dla wąskiego grona odbiorców. Sprawa z nutami ma się znacznie gorzej. Mało kto je jeszcze rozróżnia, a tym bardziej czyta i potrafi zamienić zapis na dźwięki.
Łatwo, lekko i przyjemnie przyswajamy tylko to, co dostarczają nam zmysły. Praca umysłowa dla wielu zdaje się zbyt wyczerpująca. Stąd reklamy odwołują się właśnie do zmysłów, co najwyżej zapewniają, że jacyś bliżej nieznani eksperci sprawdzili przydatność proponowanego produktu. Reklama poglądów, czy raczej ugrupowań politycznych nie jest tu wyjątkiem – każe nam jednych kochać, innych nienawidzić i nie zadaje sobie nawet trudu, żeby nas przekonywać, za co mamy np. nienawidzić Prawo i Sprawiedliwość. Po prostu za to, że jest i już!

Najstarszy człowiek świata

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Najstarszy człowiek świata

Występują: młoda reporterka i redaktor prowadzący

Młoda – Mam super rewelację!
Redaktor – Lepiej późno niż wcale.
Młoda – Co powiesz na wywiad z najstarszym człowiekiem świata?
Redaktor – Brzmi zachęcająco.
Młoda – To tylko początek sensacji. Wyobraź sobie, że ten człowiek nie jada owoców i warzyw!
Redaktor – To trochę nie po naszej linii, ale trudno. Jak sensacja, to sensacja. Pije?
Młoda – Umiarkowanie, ale za to pali.
Redaktor – Trawkę?
Młoda – Tego nie wiem.
Redaktor – Może chociaż jeździ na rowerze?
Młoda – Obawiam się, że ścieżek rowerowych nie da się przy tej okazji zachwalić.
Redaktor – Trudno. A czym się ten człowiek zajmuje?
Młoda – Jest na emeryturze.
Redaktor – Jasne, ale czym się zajmował, zanim przeszedł na emeryturę?
Młoda – No… głównie podróbkami.
Redaktor – A konkretnie?
Młoda – Fałszował akty urodzenia.

KURTYNA

Wdowi uśmiech 14/2017 (303)

Za PRL-u nauczano dwóch ekonomi: socjalistycznej i kapitalistycznej. Ta pierwsza była zbiorem sloganów, nie powiązanych żadnymi logicznymi zależnościami, w przeciwieństwie do tej drugiej. Księgowa (najczęściej tę funkcję pełniły kobiety) musiała tylko opanować prostą zasadę zapisywania przychodów i rozchodów. Musiała wiedzieć, że jak się „ma”, to znaczy, że się jest winnym, a „winien” oznacza, że się ma.
Budżet domowy nie wymagał specjalnych umiejętności, bo lichwa praktycznie nie istniała. Zdobywanie dóbr wszelakich nie polegało, jak dzisiaj, na „zdolności kredytowej”, a praktycznie na wystaniu wszystkiego w kolejkach.
Czasy się zmieniły, a ekonomia wielce skomplikowała, zwłaszcza dzięki „kreatywnej księgowości”, na której banksterzy podorabiali się niebotycznych majątków. Według niektórych szacunków 2% populacji dysponuje 98% majątku światowego, a pozostałe 98% ludzkości zadawala się tymi 2% dóbr światowych.
Ciekawe co ci miliarderzy robią z pieniędzmi? Na przykład taka wdowa po Rockefellerze? Czy są jeszcze na świecie jakieś nieruchomości, albo ruchomości, na które nie byłoby jej stać, póki nie owdowiała? Mało prawdopodobne. Co zatem spowodowało jej nieskrywaną radość na pogrzebie męża? Może słodka perspektywa, że nie będzie już musiała udawać miłości do człowieka i będzie mogła skupić się na niekłamanym uwielbieniu dla pieniędzy?

Prima aprilis 13/2017 (302)

W dawnych przed-internetowych czasach pierwszy kwietnia był okazją, żeby się zabawić. Media wpuszczały jakąś, najczęściej sensacyjną, wiadomość i czekały na reakcję odbiorców. Później było wesoło i oczywiście wiadomość dementowano.
Czasy się zmieniły i redaktorzy mainstreamowych mediów nie dementują fałszywych wiadomości, bo te wiodące, wyspecjalizowane w kłamstwach na co dzień, z tego właśnie żyją. Wymyślają dowolną bzdurę, aby tylko zgodną z wyznawaną przez siebie ideologią i publikują ją bez żenady. Przyłapani na prymitywnym kłamstwie, nie widzą potrzeby prostowania go na takiej oto zasadzie: może X tego rzeczywiście nie powiedział, ale zapewne chciał powiedzieć. I co im zrobisz?
Tak więc teraz prima aprilis trwa praktycznie cały rok, z tą wszakże różnicą, że oszukujący nigdy nie przyznają się do uprawianego przez siebie tego bezczelnego procederu. Nie ma takiej potrzeby, skoro udało się ludziom wmówić, że prawda czy jej brak, to w zasadzie to samo.