Po co to komu? 30/2017 (319)

Pan prezydent zawetował dwie ustawy o sądownictwie, czym narobił ambarasu wszystkim, z wyjątkiem aferzystów, których procesy się odwleką, jeśli do nich w ogóle dojdzie.
Taki obrót spraw martwi obywateli popierających dobrą zmianę rządu. Martwi też opozycję, bo co zrobić z tym niespodziewanym „zwycięstwem”? Miny mają kiepskie, trzeba bowiem wymyślić następny pretekst, a z myśleniem u nich nie tęgo. Podpowiadam zatem hasło NA BARYKADY, które nigdy nie straci aktualności: „Za paskudną pogodę odpowiada PiS!!!”. Gdyby znalazł się dociekliwy, szukający uzasadnienia, to może powołać się na Trumpa, który nie zgodził się na pakiet klimatyczny.
Najmniej zmartwili się unijni dygnitarze. Skoro raz już stwierdzili, że polski rząd zamierza naruszyć demokrację, to tak łatwo z grożenia sankcjami nie zrezygnują. Żadne fakty nie mają tu nic do rzeczy.
Publicyści polskiej TVP próbują pocieszać widzów, ale bez większego przekonania. Wcale nie lepszą sytuację ma niemiecka TVN, bo jak tu wytłumaczyć folksdojczom, że nie ma po co jutro iść na barykady? Soros płaci, więc wymaga. Druk samych transparentów kosztował krocie. No, może świeczki się przydadzą, gdyby udało się zrobić jakąś poważniejszą awarię prądu.
Tak więc z odroczenia sprawy nikt nie jest zadowolony, chyba że są jakieś siły, które przewidziały taki właśnie scenariusz destrukcji naszego państwa. Załóżmy jednak, że pani kanclerz do pana prezydenta dzwoniła tylko, żeby porozmawiać o pogodzie.

W obronie konstytucji

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
W obronie konstytucji

Występują: Leming i Moher.

Leming – Idę na manifę. Przyłączysz się?
Moher – Będziesz leżała na ziemi i kopała w metalowe ogrodzenie, jak rozkapryszony bachor?
Leming – Każda forma protestu jest dobra, jeśli skuteczna.
Moher – Cel uświęca środki?
Leming – A żebyś wiedziała!
Moher – Jezuitom do dziś się to wypomina.
Leming – Stare dzieje. Z nowymi trzeba iść…
Moher – Z „młodymi”.
Leming – Z nimi też, ale miałam na myśli Nowoczesnych.
Moher – Nie wątpię. TVN nawołuje wszystkich zdrajców do aktywnego działania.
Leming – Jakich zdrajców? Wolałabyś, żeby poniewierano konstytucję?
Moher – W jaki sposób?
Leming – Przez Ziobrę oczywiście!
Moher – A konkretnie?
Leming – To przecież wie każdy! Jeszcze ci mało? On chce zniszczyć polskie sądownictwo.
Moher – Które, jak rozumiem, jest wzorowe. Sędziowie niezawiśli od sprawiedliwości i zdrowego rozsądku, o uczciwości nie wspominając.
Leming – Wolisz żeby orzekali jak im minister każe?
Moher – Czyli, że z dnia na dzień ci kryształowi sędziowie staną się skorumpowanymi kanaliami.
Leming – Nie wymieniaj przy mnie tego słowa. Dość, że Kaczor mnie obraził, nazywając kanalią.
Moher – Nie wiedziałam, że to właśnie ciebie miał na myśli, ale jeżeli utożsamiasz się z kanaliami, to moje gratulacje.

KURTYNA

Nachodźcy 29/2017 (318)

Zdawać by się mogło, że Unia Europejska popadła w poważne tarapaty. Nie dość, że opuszcza jej grono tak bogaty kraj jak Wielka Brytania, to pozostałe kraje starej Unii borykają się z najazdem islamistów. Unijni przywódcy, jakby tego nie zauważali, zajmują się takimi pierdołami jak rzekomy brak demokracji w Polsce. Czy oni całkiem pogłupieli? Nic podobnego! To właśnie Polska, Węgry, Czechy są największym zagrożeniem dla unijnej chorej ideologii. Przeszkadzają bowiem we wprowadzeniu komunizmu na modłę Spinellego – guru przyświecającego poczynaniom unijnych uzurpatorów.
Nic więc dziwnego, że Unia Europejska chce nakładać na Polskę sankcje za nieprzyjmowanie tak zwanych uchodźców, no bo przecież umów trzeba dotrzymywać! Zapytajmy zatem, co to za umowa, której rzekomo nie dotrzymujemy? Zawarła ją podobno niejaka Ewa Kopacz w imieniu polskiego rządu. Osoba ta wsławiła się bardzo bezczelnym kłamstwem smoleńskim, za które została sowicie wynagrodzona najpierw stanowiskiem marszałka sejmu, a po rejteradzie Tuska stanowiskiem premiera.
Wywdzięczając się za te zaszczyty skłonna była do robienia wszystkiego co oficer prowadzący od niej zażąda. Na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej przyjęła postawę pozostałych członków grupy, czyli odmowę przyjęcia „uchodźców”, po to tylko, żeby chwilę później danego zobowiązania nie dotrzymać. W Brukseli zgodziła się ochoczo na przyjmowanie tak zwanych kwot w liczbie „na razie 7 tysięcy” niezidentyfikowanych osobników. Później, czyli nie wiadomo kiedy, następnych 15 tysięcy.
A zatem, notoryczna kłamczucha obiecuje coś komuś na gębę i to ma być poważne zobowiązanie polskiego rządu? Umowa, której należy przestrzegać, mimo iż nikt jej nie widział na oczy?

Podejrzany pakunek 28/2017 (317)

Mamy sezon ogórkowy więc tym razem zamiast felietonu krótki reportaż. Pojechałam na Plac Wilsona w Warszawie, żeby zrobić zakupy. Na przystanku tramwajowym zauważyłam całkiem elegancką torbę na kółkach. Rozejrzałam się za właścicielem, ale nikt się do pakunku nie przyznawał. Jako obywatelka świadoma ewentualnego zagrożenia zadzwoniłam pod numer 112 i przedstawiłam problem.
Zdążyłam zrobić zakupy w jednym sklepie i poszłam do warzywniaka, który cieszy się dużym powodzeniem, o czym świadczą kolejki. Żeby nie tracić czasu i ułatwić pracę obsłudze, już przed sklepem napełniłam dwie torebki owocami. Wtedy właśnie zadzwonił do mnie policjant, żebym podała mu dokładny adres. To wymagało odejścia od sklepu. Starałam się sprawę załatwić tak prędko, jak to tylko było możliwe. Nie uświadamiałam sobie, że mój pośpiech w oczach personelu sklepu mógł wyglądać zgoła inaczej. Kto prócz mnie mógł wiedzieć, że rozmawiam z policją? Równie dobrze, za moment, to policja mogła ścigać mnie za próbę kradzieży. Kiedy wyjaśniłam moje podejrzane zachowanie, najpierw się pośmiałyśmy, a później dowiedziałam się, że policja do podejrzanego pakunku była już wcześniej wzywana, ale nie interweniowała, bo walizka jest pusta. Ktoś ją zostawił, żeby ktoś inny mógł ją sobie wziąć.
Ach, jak dobrze mieszkać w Warszawie, nie w Paryżu czy Hamburgu!

Epoka dezinformacji 27/2017 (316)

 

    Minęły czasy, gdy zwykły lekarz potrafił wyleczyć pacjentów cierpiących na różne choroby. Teraz raczej każdy lekarz, każdego pacjenta, próbuje wyleczyć jedynie z chlesterolu, który niekoniecznie nam w życiu przeszkadza. Podobnie jest i z innymi zawodami, zwłaszcza humanistycznymi, nie poddającymi się ścisłym regułom matematycznym. Obraz bitewny uzupełnia natłok internetowych informacji i dezinformacji. Komu wierzyć?

    Konserwatyści wiedzą, że wierzą. Lewacy wierzą, że wiedzą. Oba te światy są dla siebie nieprzenikalne. Lewactwu prawda nie jest do niczego potrzebna, bo od myślenia jest wierchuszka. Wystarczy przekaz dnia w jedynie słusznych mediach, żeby wiedzieć czego poprawność polityczna dotyczy, co jest aktualnie prawdą, a co nią nie jest.

    Po czym poznaje się lewaka? Po tym samym, po czym poznaje się pijaka. Jeden i drugi bełkocze od rzeczy, z charakterystyczną „logiką”. Od lewaka należącego do nadzwyczajnej kasty gorszego sortu dowiadujemy się, że między muzułmaninem a katolikiem nie ma żadnej różnicy, bo obydwaj wierzą w Boga. Gdyby dodawali jeszcze, że wszyscy mają głowy, a większość po dwie ręce i dwie nogi, to też mieliby rację. Rację, z której nic absolutnie nie wynika, ale nieuświadomiony lud popijający piwko i zagryzający grillem i tak się nie połapie. Można jeszcze dorzucić „autorytetowi moralnemu” jakieś tytuły naukowe i sukces murowany.