Wasze matki… 45/2017 (334)

Jeśli wasze matki lub wasi ojcowie pracują albo pracowali dla mafii „reprywatyzacyjnej”, „paliwowej”, Amber Gold, czy jakiejś innej, firmowanej przez rządy poprzedniej ekipy, to nie macie wyjścia. Musicie iść w zaparte i powtarzać do znudzenia brednie wygadywane przez totalną opozycję. Inaczej grozi wam utrata zagrabionego bezprawnie majątku. A utrata ojcowizny bywa dla niektórych bardziej bolesna niż utrata ojca. Mam jednak nadzieję, że nic wam nie pomoże i w końcu oddacie zgrabione łupy. W lepszej sytuacji znajdą się ci, którzy upatrzyli sobie bezpieczne wyjście ewakuacyjne. Może warto by już teraz zastanówcie się nad zmianą strategii i odciąć się od tonącej platformy?
Targowica najwyraźniej liczy na powtórkę z historii, ale może się przeliczyć, na co mamy nadzieję, my wszyscy pozostali, którzy nie dorobili się na oszustwach, ani grabieży majątku narodowego.
Uczcijmy zatem godnie ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI, niech 11 listopada przypomina nam, że mimo wrogów zewnętrznych i ich agentów wewnątrz Polski, to jest nasze państwo i potrafimy je obronić. Do tego zobowiązują nas rodzice – nasze matki i nasi ojcowie.

Czas na nonsensy 44/2017 (333)

Jak zmienić 50% chętnych w 100% niezadowolonych? To proste – wystarczy wprowadzić co drugą niedzielę zamkniętą dla handlu. W ten sposób ci, którzy liczyli na wszystkie wolne niedziele w supermarketach, będą zawiedzeni, podobnie jak wszyscy ci, którzy woleliby, żeby to im pozostawiono wybór, kiedy mają robić zakupy.
Połowiczny postulat, jak należy spędzać niedzielę, nie zadowala nikogo, no może jedynie biurokratów. Od nich bowiem ma zależeć bogobojność jednych i niewygoda innych. Na tym jednak nie koniec. Pomysłodawcy przymusu zamykania supermarketów w niedzielę już martwią się tym, że wolno będzie handlować na stacjach benzynowych i dworcach kolejowych oraz autobusowych. Najlepiej byłoby zatem pozamykać w niedziele stacje benzynowe i dworce. Zatroskani o rodzinę pomysłodawcy, nie martwią się tym, co jest sprzedawane. Zwłaszcza alkohol nie budzi ich sprzeciwu. Przyjmują zapewne, że sklepy z alkoholem otwarte 24 godziny na dobę, to wyższa konieczność i z troską o rodzinę nie ma nic wspólnego.
Na tym jednak nie koniec propozycji nonsensów. Zamiast czasu zmian, mamy kolejną zmianę czasu. Wszyscy wiedzą, że to czysty absurd, ale nie ma odważnego, który by zatrzymał tę bezsensowną dwukrotną zmianę godzin każdego roku.

Żądanie demokracji

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Żądanie demokracji

Występują: Leming i Moher.

Leming – Najwyższy czas zrobić coś z tą kaczystowską dyktaturą!
Moher – Nie od dziś to powtarzasz.
Leming – Miarka się przebrała. Czy uwierzysz, że w tej reżymowej telewizji kolejny raz odrzucili moja kandydaturę?
Moher – A o jaką posadę ubiegałaś się tym razem?
Leming – Chciałam zostać solistką.
Moher – Na jakim instrumencie zagrałaś?
Leming – Nie udawaj, że nie wiesz. Nie gram na żadnym instrumencie. Chciałam być primabaleriną.
Moher – O! Nie poznali się na twoim samorodnym talencie, czy nie umieją docenić „kultury wysokiej”?
Leming – To bez znaczenia. Jawna dyskryminacja i tyle! Jak można niszczyć karierę człowiekowi tylko z tak błahego powodu, że nie umie tańczyć!?
Moher – A próbowałaś innych zawodów?
Leming – Wszędzie sitwa.
Moher – Pamiętam, że ostatnio protestowałaś w sprawie trybunału konstytucyjnego. Może tam…
Leming – A wiesz, że to dobry pomysł.
Moher – Prawa, mam nadzieję nie kończyłaś?
Leming – No, coś ty. Tam przecież obowiązuje poprawność polityczna. Nie można dopuścić, żeby jakieś żółtodzioby zaczęły orzekać w sądach. Najważniejsze jest…
Moher – Poczucie sprawiedliwości?
Leming – Nie żartuj! To by dopiero mnie dyskwalifikowało!

KURTYNA

Resortowi rezydenci 43/2017 (332)

Następna lipa w natarciu. Tym razem rząd „krzywdzi” przyszłych doktorów, którzy bez doktoratów, czy przynajmniej specjalizacji, nie mogą przecież opuścić naszego kraju, nie mają bowiem perspektyw na godziwą mamonę zagranicą! Media rozczulają się nad losem rezydentów i nie muszą wyszukiwać tego co ważne dla Polaków, a Pan Prezydent może wetować to i owo, opóźniając konieczne zmiany.
Na razie ci najbardziej bojowi ministrowie muszą czekać, aż będą mogli zrobić następny krok. Wojny na szczęście jeszcze nie mamy, nominacja generałów może poczekać, a może nawet uda się przeczekać z tym do powrotu odsuniętych towarzyszy z WSI? Resortowe dzieci i wnuki wszelkiej maści, a zwłaszcza te w togach, najwyraźniej na to liczą.
Ja bym jednak na miejscu Pana Prezydenta taka spokojna nie była. Totalna opozycja ze swoją totalną propozycją, a właściwie jej brakiem, a więc żeby było tak jak było, najwyraźniej zaczyna się Polakom nudzić. Hamowanie zmian niczego nie załatwi, ale głowa państwa zdaje się jeszcze tego nie dostrzegać.
Zatem czas na kolejny krok. Skoro ostrzy ministrowie tacy jak Ziobro i Macierewicz spotkali się z kontrą, to może delikatny wicepremier od kultury zrobi milowy krok? Najwyższy czas na ustawę degermanizacyjną w polskich mediach. Wyrzućmy wreszcie z naszego kraju, polskojęzyczne niemieckie media, na zbity pysk!

Jak hartowała się wazelina 42/2017 (331)

Sowieccy okupanci zmuszali podbitych do czytania i oglądania w kinach straszliwych wypocin swoich propagandystów. Takim sztandarowym dziełem była powieść zatytułowana Jak hartowała się stal. Terror między innymi na tym polega, że poddanych zmusza się do czytania tylko tego, czego życzy sobie okupant. Z jego punktu widzenia najlepiej, żeby odbiorca nie miał alternatywy. Czasy się zmieniły i „brak papieru” na literaturę piękną niepostrzeżenie został zastąpiony takim jej zalewem, że trudno się połapać, gdzie szukać tego, co byśmy chcieli czytać, czy oglądać. Okazuje się, że komuchy są znowu górą!
Poprawność polityczna doprowadzona do absurdu, wydała zatrute owoce w postaci literatury tak zakłamanej, że stalinowscy aparatczycy by się jej nie powstydzili. Przy okazji okazało się, że Zachód, który nie uodpornił się na prymitywną propagandę, uległ jej najbardziej. Za komuny w Polsce każdy angielski, amerykański, czy francuski film w kinie był wydarzeniem, bo pokazywał jakąś odrobinę prawdy o ludzkich losach, czego „demoludy” były pozbawione. I oto historia się odwróciła. Z obfitości zachodnich seriali nie da się wybrać niczego do oglądania. Postacie są tak zakłamane i niekonsekwentne w postępowaniu, że trudno to znieść. Wszystko na jedno kopyto. Można podejrzewać, że są pewne próby stworzenia czegoś ambitniejszego, ale tłumione są zapewne w zarodku. Najnowszą wiodącą produkcję telewizyjną „białego człowieka” można by zakwalifikować pod wspólnym tytułem: Jak hartowała się wazelina.
Dlatego potrzebna nam dobra zmiana w kulturze, w promowaniu naprawdę dobrej literatury, która mogłaby być kanwą dla ciekawych i wartościowych seriali.
Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła ogłosić konkurs na utwory beletrystyczne, ale zanim to nastąpi, ostrzcie pióra przyszli laureaci. Proponuję, żebyście na początek udostępnili swoje utwory 10-ciu życzliwym wam osobom i wysłuchali ich opinii, to bardzo skuteczna metoda uniknięcia niepotrzebnych błędów.