Koniec świata? 38/2017 (327)

Nie wykluczone, że to jest ostatni numer INTERNETOWEGO KABARETU, bo według pewnej przepowiedni, dokładnie 23 września 2017 r. ma nastąpić koniec świata. Moim zdaniem taki ekstrawagancki futuryzm jest trochę przedwczesny. Nie zapominajmy przecież, że to właśnie jutro odbywają się wybory do niemieckiego parlamentu. Niemcy będą wybierali między złym, a dobrym policjantem, innej alternatywny nie mają, ale czy trzeba im czegoś więcej? Od myślenia jest przecież wódz, kim by on (ona) nie był. Wywołali dwie wojny światowe, a teraz przygotowują trzecią. Ciekawe na ile sami są tego świadomi?
Koniec świata uwolniłby też naszego prezydenta od naprawiania wymiaru sprawiedliwości, bo tak się składa, że termin prezentacji jego ustaw, który sam ustalił, upływa akurat nazajutrz, po wyborach do Reichstagu.
Myślę jednak, że na razie nic dramatycznego się nie wydarzy. Nie taki bowiem jest zapewne plan zniszczenia świata, tego naszego świata, cywilizacji zachodniej. Jeszcze Europa nie jest dostatecznie nasycona obcymi. Stąd ta agresja Unii Europejskiej (czytaj: Niemiec) przeciw krajom odmawiającym przyjęcia nachodźców. Kadafi ostrzegał, co się stanie po otwarciu puszki Pandory z muzułmanami. A może dlatego właśnie musiał zginąć?
Nasz rząd usiłuje przemawiać do rozsądku unijnym dygnitarzom, ale bez rezultatu. Dlaczego? Czyżby byli aż tak głupi, że nie widzą co się dzieje? Wątpię. Raczej dzieje się to, co zostało zaplanowane i żaden rozsądek, ani jego brak nie mają tu nic do rzeczy!

Reparacje

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Reparacje

Występują: Helga i Wańka.

Helga – Tym Polakom zupełnie poprzewracało się w głowach!
Wańka – Niech zgadnę. Chodzi o reparacje?
Helga – A o co by innego!?
Wańka – Przecież my zrzekliśmy się w ich imieniu i tego należy się trzymać.
Helga – Sęk w tym, że nie ma niczego na piśmie, nie licząc Trybuny Ludu.
Wańka – Na biednych nie trafiło. Dajcie im połowę tego co Francuzom i po krzyku.
Helga – Francuzi współpracowali z nami od samego początku wojny, nie musieliśmy ich przywoływać do porządku paleniem miast, jak Polaków.
Wańka – To fakt.
Helga – Wyobraź sobie, że oni chcą teraz zasypać nasz rząd listami z żądaniami zadośćuczynienia.
Wańka – Zwykłą pocztą? To będzie ich sporo kosztowało.
Helga – No, coś ty! Elektroniczną oczywiście, ale z podaniem wszelkich danych adresowych, żeby nie można im było zarzucić trollowania.
Wańka – To ich macie!
Helga – Jak to?
Wańka – Wasi i nasi dziadowie musieli się nieźle natrudzić, żeby zrobić listę „polskich panów” do likwidacji.
Helga – Jasne! Sami proszą się guza! Tylko…
Wańka – Jakie tylko?
Helga – Facebook chyba od dawna ma takie listy.
Wańka – Kto ich nie ma? Ale od przybytku głowa nie boli.

KURTYNA

Dzieło czy twórca? 37/2017 (326)

Co ważniejsze dzieło, czy twórca? Różne czynniki można wziąć pod uwagę, żeby na to pytanie odpowiedzieć. Pytaniem pomocniczym może być rozważenie, komu dzieło ma służyć – innym ludziom, czy samemu twórcy? Jeżeli samemu twórcy, to jasne, że jedynie on się liczy, a dzieło ma za zadanie tylko ukazanie wielkości twórcy. Jeśli natomiast ma służyć innym, to warto niekiedy nawet poświęcić trochę własnego ego, żeby dzieło zrealizować.
Przypomina mi się taki przypadek. Twórca pierwszego polskiego minikomputera otrzymał od łaskawych władców PRL-u zakład doświadczalny, żeby mógł produkować to nowatorskie urządzenie. Po pewnym czasie kapryśna władza zmieniła zdanie i zakład rozwiązała. W prywatnej rozmowie twórca zapytany o rzeczywisty powód takiej decyzji zwierzchników powiedział, że do projektu chciał się dopisać jako autor, jakiś dy-rektor departamentu, na co twórca nie wyraził zgody. Uznał zatem, że to on jest ważniejszy, niż dzieło, które stworzył.
Ludzie na stanowiskach otrzymują jakiś zakres władzy i różnie go wykorzystują – dla dobra innych, albo wyłącznie własnego. Władza PO-PSL nawet się nie kryła z własną arogancją. Teraz obowiązują inne standardy, problem tylko w tym, kto je przestrzega? Nie zawsze jest to oczywiste. Czy zawetowanie ustaw ma służyć celom politycznym, na których wszyscy skorzystamy, czy na pokazaniu kto tu jest „Numerem Jeden”? Mam nadzieję że „totalna opozycja” wykazała się jak zwykle totalną naiwnością, przypisując prezydentowi poczynania ambicjonalne.
Małostkowość bywa karykaturalna, jak w wykonaniu pewnego posła, który tylko dzięki niej zasłynął. Ot, jakaś szczerba w parkanie uważa się za ważniejszą od całego płotu, w którym się znajduje.

Zbrodnia i kara 36/2017 (325)

Karać, czy nie karać? Oto jest pytanie. W „państwie teoretycznym”, jakim była Polska za rządów PO-PSL, winą była już sama chęć poznania prawdy, a karą, co najmniej wykluczenie z klubu tych, którym forsa się należała za samo pochodzenie. Dzięki vetu prezydenta stan ten ma szanse przedłużyć się co najmniej, do chwili przedawnienia zbrodni popełnianych przez prominentów.
A jak sprawy wyglądają w Europie? Czy poprawność polityczna pozwala karać bandytów? To zależy po części od rodzaju zbrodni, a przede wszystkim od tego, kto jej się dopuścił.
Jeśli jest nim „biedny, prześladowany uchodźca” muzułmański, to należy się nad nim pochylić z troską i zrozumieniem, zamiast karać. A ofiary? No cóż, do tego trzeba się przyzwyczaić, jak radzą unijni dygnitarze. Ludzie pomalują sobie coś kolorowymi kredkami na ulicach i… do następnego razu. Donald Tusk zwany niesłusznie prezydentem, zamiast może raczej Namiestnikiem Europy, (prezydenta się bowiem wybiera, a on został mianowany przez samą panią Kanclerz Niemiec na piastowane stanowisko) znowu wyrazi kolejne ubolewanie tymi samymi wyświechtanymi słowami: „Nasze myśli są z ofiarami i wszystkimi poszkodowanymi w tym tchórzliwym ataku na niewinnych”. No i po krzyku. A swoją drogą co to za odwaga, nazwać islamskiego bojownika za wiarę tchórzem! To określenie: „tchórzliwe ataki” to może taki rodzaj zaklinania rzeczywistości, żeby się aby nie zmieniła.
Kogoś jednak należałoby pociągnąć do odpowiedzialności. Jest zbrodnia, powinna być kara. Pupilek Angeli nie musiał się specjalnie wysilać, od dawna bowiem wiadomo, że wszystkiemu winni Polacy! Unia Europejska powinna Polsce łupnąć karę za nie przyjmowanie tak zwanych uchodźców. W ten sposób zbrodnia na bezbronnych ofiarach będzie ukarana i wszystko zostanie po staremu! Brakiem logicznego powiązania między zbrodnią a karą nie należy się zajmować, bo to grozi brakiem poprawności politycznej.

Folksdojcze i kapusie

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Folksdojcze i kapusie

Występują: Helga i Wańka.

Wańka – Coś te wasze folksdojcze cienko przędą.
Helga – A konkretnie kogo masz na myśli?
Wańka – Tę posłankę od „dyktatury kobiet”, Wielgus-Szajbus, czy jak jej tam? Dawno jej nie widziałem.
Helga – Może się wypaliła.
Wańka – Albo całkiem zaćpała.
Helga – Są inne.
Wańka – Jak ta Róża von Hochsztapler?
Helga – Robi co może.
Wańka – Problem w tym, że najwyraźniej niewiele może.
Helga – A co mogą wasi kapusie? Rozkładanie się na ulicy budzi tylko pożałowanie.
Wańka – To zasłużeni weterani. Wiesz ile wtyczek trzeba było wytrzasnąć, żeby zmienić kurs dziesięciomilionowej „Solidarności”? Zdajesz sobie sprawę, jakby bez nich wyglądałby ten kraj?
Helga – Pewnie tak, jak zaczyna wyglądać teraz.
Wańka – Sama widzisz. Dużo pracy musieliśmy włożyć i stale wkładamy, żeby rozsadzać Polskę od środka.
Helga – Macie w Moskwie pełną listę konfidentów?
Wańka – Mamy, ale nawet nie musimy z niej korzystać.
Helga – Jak to?
Wańka – Kapuś wie, że nim jest. Wystarczy w odpowiednim towarzystwie napomknąć, że góra oczekuje więcej zaangażowania w akcjach anty- pisowskich, żeby sami się uaktywnili.
Helga – Sprytne. Ale nie przypisujcie sobie wszystkich zasług. To nasi dziennikarze wymyślili akowca-ubeka.
Wańka – Nie musieli się specjalnie wysilać. W Norymberdze sądzono samych kierowców i sprzątaczki…
Helga – A kto by pamiętał Norymbergę. Teraz wszyscy rozczulają się nad panem Zdzisiem, bohaterem Powstania Warszawskiego, który został KO-wcem w ubecji.
Wańka – Za co należała mu się sowita emerytura, którą PiS chce mu odebrać. Porzygać się można ze wzruszenia.

KURTYNA