Już przed wojną mawiano nieco złośliwie, że nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Po wojnie było już tylko gorzej, bo wystarczył dwutygodniowy kurs, żeby zostać prokuratorem, albo sędzią skazującym żołnierzy niezłomnych na śmierć.
Z czasem trzeba było jednak naukę przywrócić do łask. Nadzwyczajna kasta towarzyszy potrzebowała przecież lekarzy, inżynierów, a nawet artyści byli potrzebni, jeśli niezbyt mocno dokazywali. Dla potomków towarzyszy radzieckich uczelnie stały otworem, a różne dyplomy czekały tylko na wręczenie. Pozostali zwykli kandydaci na przyszłych magistrów, musieli się jednak wykazywać nabytą wiedzą, albo talentem.
Teraz artystą jest każdy, komu się tak zadaje, a gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, to zawsze można przedstawić dyplom i nawet nie trzeba go kupować na przysłowiowym Bazarze Różyckiego. Uczelnie prześcigają się najpierw w pozyskiwaniu studentów, a potem w zaspakajaniu ich potrzeb.
Ale właściwie dlaczego tylko artyści mają być uprzywilejowani? A jak ktoś czuje się lekarzem, sędzią, politykiem? W niektórych wypadkach wymagane są jeszcze dyplomy, chodzi więc o to, żeby były one dostępne, dla „elyt” i są, oczywiście. Nikt przecież nie bada rankingowo poziomu uczelni dyplom wystawiającej.
Najlepiej jednak być politykiem. Od niego nie wymaga się niczego, nawet zdecydowanych poglądów, które „wytrawny” polityk zmienia zależnie od koniunktury. Według gender, płeć to też sprawa poglądów, nie biologii, a więc można ją zmieniać w zależności od kaprysu chwili i wewnętrznego głębokiego przekonania.
Czy zatem warto jeszcze cokolwiek studiować? Tak, ale jedynie na politechnice. Inżynierem się jest, albo nie jest i basta. Mostów, domów, maszyn nie zaprojektują ludzie, którym się jedynie zdaje, że są inżynierami. Może dlatego właśnie o nich mówi się najmniej, bo o co może go dziennikarz zapytać? Jak czuł się projektując maszynę? To już lepiej zapytać piłkarza, co czuł kopiąc piłkę…
Demokracja po niemiecku 17/2018 (358)
Zarówno Merkel, jak i wcześniej Hitler doszli do władzy legalnie, zdobywając odpowiednią ilość głosów w Bundestagu. Później już parlament nie był im do niczego potrzebny. Hitler nikogo nie musiał prosić o zgodę na wywołanie wojny. Merkel też nie pytała o zgodę parlamentu, czy zapraszać hordę islamistów. Najwyraźniej Niemcy tak już mają, że nie kwestionują posunięć wodzów, nie zależnie od tego jaką głupotę by im oni wciskali.
Wystarczy poczytać, co niemieckie kobiety myślą o zaproszonych „gościach”, żeby poznać dokąd zmierzamy. Oto wypowiedzi paru światłych Niemek:
Claudia Roth: Wydarzenia na dworcu Kolonii można interpretować jako wołanie o pomoc emigrantów, którzy czują się odrzuceni przez niemieckie kobiety.
Aydan Özoğuz: To, że azylanci popełniają przestępstwa, w pewnych przypadkach rabują, jest winą tylko i wyłącznie Niemców, ponieważ ich chęć pomocy (datków) pozostawia wiele do życzenia!
Petra Klamm-Rothberger: W kraju sprawcy, zgwałcone kobiety są skazywane na śmierć. Dlatego sprawca musiał ją zabić po zgwałceniu. Musimy mieć wyrozumiałość dla tych różnic kulturowych.
Ot, takie drobiażdżki, a uczą wiele. Pani kanclerz nie musi się bać o godne następczynie. Nasze czołowe feministki, takie jak Róża Tuman von Hochsztapler czy Wielka Szajbus z okrzykiem: Precz z dyktaturą kobiet, muszą jeszcze dużo się nauczyć od prawdziwie Nowoczesnych Niemek!
Oto na czym polega normalność „europejskich standardów” i wzorcowa, niemiecka demokracja!
Prawo a logika 16/2018 (357)
Myślę, że nadszedł czas pociągnięcia do odpowiedzialności tych, którzy osądzali nas za winy popełnione i niepopełnione. Gołym okiem widać, że sądy w znacznej mierze przeszły na ciemną stronę mocy. Może na początek, utworzyć ranking najbardziej kuriozalnych uzasadnień wyroków?
Nie wiem od kogo by zacząć. Tuleja, mimo że powinien na zawsze zaniemówić, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, a znając jego rodowód, możemy się niejednego spodziewać. Inna pani sędzia uważa, że sędzia-złodziej, to tylko człowiek roztargniony i nie widzi nic zdrożnego w tym, żeby sam nadal kradł a surowo osądzał „prawdziwych” złodziei. W przypadku odpowiedniego uzasadnienia wyroku za rzekome zabójstwo, to tylko koleżeńska przysługa. Cóż takiego się stało, że niewinny człowiek skazany został na 25 lat więzienia, jeśli to ocaliło prawdziwego zabójcę, syna miejscowego kacyka?
Sąd jest co prawda niezawisły, ale nie do tego przecież stopnia, żeby podważać wiarygodność dokumentu, określającego wiek darczyńcy kamienicy. Jeśli wynika z owego, że sygnatariusz podpisując go miał 140 lat, to kwestionowanie tego przez niezawisły sąd byłoby, zdaniem tego sądu, naruszeniem prawa.
Nic to wszystko jednak przy uzasadnieniu wyroku angielskiego sędziego. Mały, bardzo ciężko chory pacjent nie mógł być transportowany z Liverpoolu do Rzymu, bo to mogłoby zagrozić jego zdrowiu, należało go więc po prostu pozbawić życia na miejscu. Tej logiki już nic nie jest w stanie przebić. Najwyraźniej prawa z logiką pogodzić się nie da.
Zadawanie pytań 15/2018 (356)
Wszyscy już zdążyliśmy przywyknąć do tego, że dziennikarz w studio, to jak szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Zaproszony gość powinien odpowiadać na zadawane mu pytania zgodnie z oczekiwaniami prowadzącego i słuchaczy. Upraszczając: swój powinien dowalić obcemu, żeby podgrzać atmosferę i usatysfakcjonować tych, dla których program jest przeznaczony. W tym celu należy unikać pytań wymagających odpowiedzi, mogących cokolwiek wyjaśniać.
Porównajmy takie dwa pytania. Pierwsze: czy jesteś za wprowadzeniem GMO do Polski? Odpowiedź przecząca jest absolutnie oczywista, wręcz automatyczna. Gdyby jednak pytanie zawierało alternatywę, typu: Co lepsze – GMO, czy pestycydy, to odpowiedź przestaje być automatyczna, bo wymaga już wiedzy. Tu same emocje nie wystarczą. A one właśnie są dla sprawujących jakąkolwiek władzę najważniejsze, decydują bowiem, kto tę władzę będzie dzierżył.
Nie czarujmy się, nikt nie odwołuje się do rozumu. Idee odwołują się do uczuć. Najlepiej widać to na przykładzie chrześcijaństwa i komunizmu. Pierwszy odwołuje się do miłości, drugi do nienawiści. Komuniści uważają, że mają prawo, a nawet obowiązek nienawidzić katolików, a jakby tego było mało, domagają się miłości ze strony katolików, bo przecież Pan Bóg im to nakazuje. Trudno jednak chrześcijanom dyskutować z osobnikami niewyznającymi żadnych wartości niematerialnych. Zresztą publiczne głoszenie ideologii komunistycznej jest u nas zakazane prawem, tak samo jak propagowanie nazizmu, faszyzmu i podobnych dewiacji kulturowych.
Składowanie gabarytów 14/2018 (355)
Zastanawiacie się pewno, co znaczy ten zagadkowy tytuł. Jak można składować wymiary? Można, jeśli ma się solidne podstawy biurokratyczne wyniesione jeszcze z PRL-u. W naszym osiedlu wisi na ogrodzeniu okalającym pustą przestrzeń tabliczka z zakazem „składowania gabarytów”. Ta szczelnie ogrodzona przestrzeń, jest właśnie miejscem przeznaczonym na te „gabaryty”, przez co administracja rozumie odpady o pokaźnych rozmiarach przekraczające gabaryty, albo kubaturę pospolitych śmieci. Zdawać by się mogło, że skoro jest specjalne miejsce przeznaczone na duże, niepotrzebne przedmioty, to po co je porzucać w pobliżu? A no właśnie, żeby skorzystać z możliwości wyrzucenia „gabarytów”, trzeba pofatygować się do gospodarza po klucz! Taki prosty fortel zapewnia pustą przestrzeń przeznaczoną na owe „gabaryty”, które walają się wokół.
Czy w tym szaleństwie jest metoda? W pewnym sensie. Kiedyś tak się zdarzyło, że Mediolan tonął w śmieciach i wbrew pozorom, nie był to strajk śmieciarzy, a wygrany przetarg na wywóz śmieci przez mafię! Mafia włoska, czy polska, tak właśnie ma, że wygrywa przetargi, inkasuje forsę i dalej nic nie robi, bo kto jej podskoczy!?
Nie wiem, kto w Polsce wygrał przetarg na wywóz odpadów komunalnych, ale spójrzmy jak to działa. Na początku transformacji, kiedy wydawało się, że zaczyna się okres normalności, śmieci były segregowane i jako surowce wtórne trafiały (lub miały trafiać) do recyklingu. Później okazało się, że Polska może być doskonałym miejscem składowania odpadów toksycznych i wszelkich innych, dla Niemców, oraz pozostałych krajów unijnych. Przestano więc udawać, że istnieje jakaś sensowna polityka w tym zakresie. Ale na tym nie koniec śmieciowego biznesu. Za niesegregowanie śmieci Unia może nakładać na Polskę kary. My, mieszkańcy już te kary płacimy w czynszu, co jest wyraźnie zaznaczone!
Jakby tego było mało, każdego dnia marnujemy tony surowców, nie licząc potencjalnej darmowej pracy milionów mieszkańców, którzy chętnie segregowaliby odpady przed ich wyrzuceniem! Czy na pewno stać nas na takie marnotrawstwo?