Archiwum kategorii: Spotkania z Duchem Czasu

Zatrudnię werkera

– Co to za słowo? – spytał DUCH CZASU.
– Werker, to po angielsku pracownik – odpowiedziała Małgorzata.
– Tyle, to wiem, ale kogo konkretnie chcesz zatrudnić?
– Kogoś, kto nauczyłby mnie współpracy ze sztuczną inteligencją.
– Dlaczego nie piszesz tego wprost?
– Bo według najnowszego prawa, jako przedsiębiorca, zapłaciłabym 5 000 zł kary.
– Racja. Sztuczna inteligencja jest rodzaju żeńskiego i tylko patrzeć jak „nasz” szwabski rząd dopatrzy się płci w „osobie nauczającej”.
– Dlatego zawczasu lepiej używać wyrazów angielskich, pozbawionych koniugacji.
– Oj, Małgorzato, chcesz odebrać rządowi jedyny legalny dochód, jaki mu został?
– Rzeczywiście. Pozostałe dochody, takie jak z podatków, czy akcyzy odpadają, bo naruszałyby dobre samopoczucie złodziei.

Zwierzaki i wiatraki

IT (2)
PIK (3)
TOBI (4)
MICAK (5)
KICIOŁ (6)
SZARUCIAKIEWICZ (15).
– Co to za słowa? – spytał DUCH CZASU.
– Trzy pierwsze to imiona moich psów, a pozostałe trzy, kotów – wyjaśniła Małgorzata.
– Stawałaś się coraz rozrzutniejsza w używaniu alfabetu.
– Prawo tego nie zabraniało.
– Chyba nadal nie zabrania?
– Do czasu. Gdyby prezydent miał zwierzaka o za długim, albo za krótkim imieniu, to nie wykluczone, że premier zgłosiłby do sejmu odpowiedni projekt regulujący tę nie cierpiącą zwłoki sprawę.
– Pewnie tak. Ale zdaje się, że chciałaś porozmawiać o modzie – przypomniał DUCH.
– Rzeczywiście, a konkretnie o plecakach. Skąd się wzięło, twoim zdaniem, to upodobanie do ich noszenia?
– Nie mam pojęcia. To przecież nie wiatraki, nie są objęte unijną dyrektywą.
– Z wiatrakami mają coś wspólnego, ale o tym za chwilę. Dawniej plecak nosiło się wyłącznie w górach, bo ręce bywały przydatne przy wspinaczkach. Teraz okazuje się, że są przydatne, wręcz niezbędne przy konwersacji.
– Co masz na myśli?
– Młode osoby, każde wypowiadane słowo podkreślają gestem rąk, przypominającymi wręcz wiatraki. Bez tej gestykulacji nie byłyby zdolne sklecić najprostszego zdania.

Komu reparacje?

– Co słychać? – zapytała Ursula WodoLejer.
– Wszystko zgodnie z planem – odparł Donek – właśnie zamykamy szpitale.
– Bardzo dobrze! Przydadzą nam się wasi lekarze, jako pielęgniarki, bo tych nigdy nie za dużo. A co z ośrodkami dla uchodźców?
– Budują się. Wszyscy o nich zapomnieli, bo zajęli się apartamentami dla psów. Porównują jedenasto metrowe kawalerki dla ludzi z dwudziestometrowymi pomieszczeniami dla psów.
– Zawsze uważałam, że nic tak nie przykuwa uwagi jak absurd. Rozumiem, że następne będą kury.
– Jasne. Tutejsi rolnicy jeszcze protestują, ale import z Ukrainy i Ameryki Południowej zmusi ich do wyzbycia się majątków, póki jeszcze coś są warte.
– To pomoże ci dopiąć budżet na przyszły rok?
– Nic nie pomoże. Masa upadłościowa RP, to tylko sprawa czasu.
– Miło to słyszeć.
– Nie jesteś zła, że obiecałem Polakom odszkodowania za II Wojnę Światową?
– Przeciwnie, niech tam sobie Polacy zapłacą sami za zbrodnie wojenne, których się przecież dopuścili, szczególnie w polskich obozach koncentracyjnych.
– Jeśli tak uważasz, to dobrze.
– Nawet bardzo dobrze, bo to będzie znaczyło, że Żydzi mają rację domagając się od was reparacji.
– Co znaczy „was”? Chyba nie zaliczasz mnie do Polaków!?

Niedorzeczność doskonała

– Z czego bierze się tak gwałtownie rosnący deficyt po stronie przychodów? – spytała Małgorzata.
– To wina rozrzutności PiS-u, który przekupował elektorat takim na przykład 800+ – odparł mężczyzna z ekranu.
– Zdawało mi się, że premier przypisywał te 800+ swojemu rządowi.
– Jeśli nawet, to nie umniejsza winy PiS-u za opłakany stan finansów.
– Ja nie pytałam o bilans, tylko o przychody pochodzące z podatków i akcyzy, które dramatycznie spadają rok do roku, odkąd rządzi obecna koalicja.
– Wszystkiemu winien PiS. Kiedy wreszcie wszyscy zostaną zamknięci, to przywrócimy prawdziwą demokrację i praworządność.
– Przyznaje pan, że obecny rząd jest ich pozbawiony?
– Czego?
– No, demokracji i praworządności.
– Mamy wojnę, a wojna, to nie klub dyskusyjny.
– Z kim ta wojna? – spytała Małgorzata.
– Z Rosją, która chce nas napaść, ale boi się armii niemieckiej.
– To jest taka armia?
– Pani nie jest przygotowana do tej rozmowy – powiedział mężczyzna rozłączając się.
– Rozmowy z kim? – spytał Duch, który swoim zwyczajem pojawił się niepostrzeżenie.
– Z niedorzecznikiem rządu.
‒ Strata czasu i atłasu na taką marionetkę.
– Atłasu, powiadasz? Ciekawe ile atłasu można by kupić za jego pensję?
‒ Atłas wyszedł z mody, a moda na niedorzeczności dopiero się rozkręca.

Wiara w duchy

– Myślisz, że „Oszczędnością i pracą ludzie się bogacą”? – spytała Małgorzata.
– Oszczędnością, powiadasz? Oszczędność wyszła z mody. Wystarczy zobaczyć co ludzie wyrzucają, a co kupują – odparł Duch. – Wygląda jakby wyrzucano to, co cenne, by kupować śmiecie.
– Rzeczywiście. A może, w takim razie, zgodnie z duchem czasu, należało by mówić: „Korupcją i zdradą ludzie się bogacą”?
– Pewnie. To wypróbowana metoda. Tylko ona daje nadzieję przyszłym rozbiorcom Polski.
– Nawet tak nie mów.
– Dobrze, że wreszcie zdecydowałaś się na bezpośredni kontakt ze mną.
– Nie rozumiem.
– O tym porozmawiamy później.
– Jak chcesz – zgodziła się Małgorzata. – A wracając do tego zmodyfikowanego porzekadła, zobacz jakimi furami jeżdżą biedni, niezależni sędziowie.
– Nic dziwnego, że utajnili swoje lewe majątki. Na tym polega postęp wymiaru sprawiedliwości.
‒ A konkretnie na czym, na jawności bezprawia?
‒ Dobrze kumasz – pochwalił ją Duch – Nikt by wojen nie wywoływał, gdyby nie spodziewał się korzyści.
– Ale dawniej trzeba się było wysilać, żeby napaść jakoś uzasadnić.
‒ Dziś to zbyteczne, bo ludzie skłonni są uwierzyć w każdą bzdurę. Przestali wierzyć w Boga, ale nie w duchy, czy zabobony, a już nie wspomnę TVN i Gazety Wyborczej.
‒ Duchy, powiadasz…
‒ Nasze położenie geopolityczne w sferze zwarcia nie pozostawia nam wyboru. Stale jesteśmy narażeni na wojny.
‒ Na tym polega, między innymi, dozgonna miłość niemiecko-rosyjska z upragnioną granicą pokoju na Wiśle – przyznała Małgorzata.– Powiesz mi w końcu co miałeś na myśli mówiąc, że wreszcie zdecydowałam się na kontakt bezpośredni z tobą?
‒ Tak. Podejrzewałem, że boisz się duchów.
– Najpierw w duchy trzeba wierzyć, a później można się ich bać, albo nie.
– Rozumiem, że ty wierzysz, ale się nie boisz.
– Wierzę w ducha czasu, co do innych nie będę się wypowiadała – stwierdziła Małgorzata.