Póki nie obowiązywała poprawność polityczna, kłamstwo było postrzegane jako coś nagannego, czego należało się wstydzić. Ale „nowoczesnemu człowiekowi” udało się już wmówić, że w kłamstwie nie ma nic zdrożnego, podobnie jak w kradzieży, czy nawet morderstwie, zwłaszcza takim „zgodnym z prawem”. Ubecy mają czelność manifestować swoje żądania do przywilejów! Uzasadniają to prosto: skoro nie potraficie wpakować nas do więzień, to byliśmy i jesteśmy lepsi od was i musicie nas sowicie wynagradzać!
Według nich, to prawica zakłamuje historię PRL-u twierdzeniem, jakoby był to czas zniewolenia i obcego panowania. A przecież był to okres prosperity resortowych klanów, które przy okrągłym stole zapewniły sobie nietykalność. Dla dzisiejszego lewactwa kłamać w żywe oczy i innych oskarżać o kłamstwo, to właśnie normalność. Zastanawiająca jest jeszcze jedna „normalność”. Jak to się dzieje, że w „totalnej opozycji” przypada rekordowa ilość idiotów na metr kwadratowy? Czy możliwe, żeby sama negatywna selekcja dała aż taki imponujący wynik? Podejrzewam, że co znamienitsi przedstawiciele gatunku „opozycji totalnej” wspierają się jeszcze nowoczesną farmakologią, pospolicie nazywaną dopalaczami. To zapewne standard, bez którego okrzyki typu „precz z dyktaturą kobiet” trudno sobie wyobrazić.
Archiwum kategorii: Aktualności
Sędziwy sędzia i stary starosta 17/2017 (306)
Źródłosłów wszystkich tych wyrazów podpowiada nam, że na poważnych stanowiskach nie powinny zasiadać małolaty, nawet jeśli są to dzieci z najlepszych resortowych rodzin. Na razie w praktyce bywa różnie.
Nowoczesność w domu i zagrodzie wyparła wszystko, co stare, bo co taki, dajmy na to, sędziwy sędzia, czy stary starosta wie o nowoczesności? Może co najwyżej kierować się starymi, niemodnymi zasadami np. uczciwością, czy poczuciem sprawiedliwości. Na co to komu dziś? Nowoczesny sędzia sądzi, lub jest sądzony, przez kolegę po fachu. Ten, który ukradł kiełbasę, czy pendrajwy, sądzi tego, który ukradł wiertarkę, czy powierzone mu podatnicze pieniądze, albo odwrotnie. Jednego lub drugiego „oskarża” prokurator-milioner, który dorobił się majątku ciężką dwuletnią pracą. Nawet adwokaci nie są im potrzebni, bo to wszystko przecież sami swoi. Na tym właśnie polega wyjątkowość tej nadzwyczajnej, uprawnionej przez samą siebie do tego, kasty.
Już w przyszłym roku będziemy wybierali starostów, którzy często zestarzeli się na tych stanowiskach. Ale zwolennikom kadencyjności nie o takie zestarzenie chodzi. Natomiast przeciwnicy zmian stawiają zarzut, że prawo nie może działać wstecz. Czyli zakładają, że taki starosta, burmistrz, czy prezydent miasta przyspawany do stołka, gdyby wiedział, że dotychczasowa jego kadencja jest ostatnią, to nie wziąłby udziału w poprzednich wyborach? Nonsens.
Zejdźmy na ziemię i zacznijmy demokrację traktować poważnie.
Demokracja sterowana 16/2017 (305)
Czym różni się demokracja ludowa od demokracji sterowanej? Ta pierwsza nie kryła się z jawnym oszustwem, nazywając dyktaturę demokracją. Po wyhodowaniu „nowego człowieka” zastąpiono jedno wielkie kłamstwo wieloma pomniejszymi, w których niedouczony obywatel nie jest w stanie się połapać. Ukręcono łeb wszelkim prawdziwym debatom, wprowadzając zasady sportowe, przy czym drużyny nie udowadniają, która jest w danej dyscyplinie lepsza. Wystarczy podział na „nasza” i „wasza”. To bardzo ułatwia wybór odbiorcom.
Prawda, czy kłamstwo nie mają już znaczenia, niepotrzebne są żadne zasady. Jak coś mówi „nasz”, to ma rację, jak „ich”, to racji nie ma. Co za ulga! Nikt nie jest zmuszany do samodzielnego myślenia.
Wszędzie tam, gdzie mogłoby się jednak pojawić myślenie, zastępuje się je uczuciami. Masz się litować nad biednymi „uchodźcami”, nie pytając skąd oni się tu wzięli, kto zapłacił za ich transport, w czyim interesie jest destabilizacja Europy.
Demokracja sterowana przez lewactwo ma też coś bardziej wyrafinowanego dla wybrednych – 51 płci do wyboru. Tu dopiero można się wykazać nowoczesnością!
Obraz, dźwięk, słowo 15/2017 (304)
Mówi się, nie bez racji, że jeden obraz wart tysiąca słów. Jasne! Zwłaszcza, jeśli słowa próbują zastąpić, czy odmalować jakiś widok. Stąd opisy przyrody w literaturze nie cieszą się specjalnym uznaniem czytelników.
Obrazy i dźwięki działają bezpośrednio na zmysły, a słowa odbieramy dopiero za pośrednictwem rozumu. Litery, cyfry i nuty po to zostały stworzone, żeby przekazywać treści osobom wtajemniczonym. Litery ułożone w jakimś porządku oznaczają słowa, ale tylko w konkretnym języku. Cyfry zrozumiałe są bardziej powszechnie, niezależnie od języków jakie znamy. Ale poukładane w skomplikowane wzory przeplatane literami greckimi, są już zrozumiałe tylko dla wąskiego grona odbiorców. Sprawa z nutami ma się znacznie gorzej. Mało kto je jeszcze rozróżnia, a tym bardziej czyta i potrafi zamienić zapis na dźwięki.
Łatwo, lekko i przyjemnie przyswajamy tylko to, co dostarczają nam zmysły. Praca umysłowa dla wielu zdaje się zbyt wyczerpująca. Stąd reklamy odwołują się właśnie do zmysłów, co najwyżej zapewniają, że jacyś bliżej nieznani eksperci sprawdzili przydatność proponowanego produktu. Reklama poglądów, czy raczej ugrupowań politycznych nie jest tu wyjątkiem – każe nam jednych kochać, innych nienawidzić i nie zadaje sobie nawet trudu, żeby nas przekonywać, za co mamy np. nienawidzić Prawo i Sprawiedliwość. Po prostu za to, że jest i już!
Wdowi uśmiech 14/2017 (303)
Za PRL-u nauczano dwóch ekonomi: socjalistycznej i kapitalistycznej. Ta pierwsza była zbiorem sloganów, nie powiązanych żadnymi logicznymi zależnościami, w przeciwieństwie do tej drugiej. Księgowa (najczęściej tę funkcję pełniły kobiety) musiała tylko opanować prostą zasadę zapisywania przychodów i rozchodów. Musiała wiedzieć, że jak się „ma”, to znaczy, że się jest winnym, a „winien” oznacza, że się ma.
Budżet domowy nie wymagał specjalnych umiejętności, bo lichwa praktycznie nie istniała. Zdobywanie dóbr wszelakich nie polegało, jak dzisiaj, na „zdolności kredytowej”, a praktycznie na wystaniu wszystkiego w kolejkach.
Czasy się zmieniły, a ekonomia wielce skomplikowała, zwłaszcza dzięki „kreatywnej księgowości”, na której banksterzy podorabiali się niebotycznych majątków. Według niektórych szacunków 2% populacji dysponuje 98% majątku światowego, a pozostałe 98% ludzkości zadawala się tymi 2% dóbr światowych.
Ciekawe co ci miliarderzy robią z pieniędzmi? Na przykład taka wdowa po Rockefellerze? Czy są jeszcze na świecie jakieś nieruchomości, albo ruchomości, na które nie byłoby jej stać, póki nie owdowiała? Mało prawdopodobne. Co zatem spowodowało jej nieskrywaną radość na pogrzebie męża? Może słodka perspektywa, że nie będzie już musiała udawać miłości do człowieka i będzie mogła skupić się na niekłamanym uwielbieniu dla pieniędzy?