Archiwum kategorii: Aktualności

Ludzie i Niemcy

     Dobrym sprawdzianem nastrojów społecznych jest obserwacja w co bawią się dzieci. W czasie ostatniej wojny, pod niemiecką okupacją, nie bawiły się w policjantów i złodziei, a w ludzi i Niemców. Tak wyglądało ówczesne odzwierciedlenie rzeczywistości. Warszawskie tramwaje miały wydzielone przedziały dla Niemców, żeby „rasa panów” nie musiała tłoczyć się z pospólstwem. O „nazistach” i „hitlerowcach” usłyszeliśmy dwadzieścia lat po wojnie w ramach zakłamywania historii. Jako naród łagodny, nie lubiący konfliktów, zgadzaliśmy się na taką poprawność polityczną.

     Ale Niemcom apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro Polacy nie protestują, to można zrobić następny krok bezczelnie zrzucając na nich winę za własne zbrodnie, własne obozy zagłady, gdzie mordowani byli Polacy nazwać „Polskimi Obozami Koncentracyjnymi”. Wykupienie polskiej prasy i pozostałych mediów znakomicie ułatwiło sprawę. Obecni folksdojcze, mogą iść na całość. Mogą? W dużym stopniu zależy to od nas samych, czy mogą. Piętnujmy niemieckie zbrodnie na równi z rosyjskimi, ukraińskimi czy żydowskimi. Mamy do tego prawo! Nie lękajmy się tego, co potomkowie zbrodniarzy o nas powiedzą.

 

Komu ufać? 38/2016 (274)

Wiedza w każdej dziedzinie jest tak rozległa, że nie sposób ją samodzielnie weryfikować. Musimy się opierać na wierze w prawdziwość faktów, a często i wnioski z nich płynące. Niezbędne jest więc zaufanie do źródeł informacji. Internet stał się tym właśnie największym źródłem zarówno informacji, jak i dezinformacji.

Jak sobie z tym poradzić? Bez odpowiedzialności za słowa nie damy rady. Jaruzelski w stanie wojennym wprowadził prawo karania za „rozpowszechnianie nieprawdziwych wiadomości”. Paradoks polegał na tym, że umożliwiało to karanie jego oponentów właśnie za rozpowszechnianie prawdziwych informacji! Propagandyści obecnej doby spod znaku KODomitów & Co. czerpią garściami z komuszych doświadczeń uprawiając propagandę w stylu PRL-u, głosząc własną jedyną słuszną „prawdę”.

Może więc już pora zaczerpnąć coś z tamtych doświadczeń, na przykład pociągać do odpowiedzialności ludzi świadomie wprowadzających innych w błąd?

Porno-kryminały 37/2016 (273)

W przyrodzie, i nie tylko, obserwuje się wypieranie tego co dobre, tym co gorsze (dobry pieniądz wypierany jest przez zły pieniądz – M. Kopernik). Po malarstwie i teatrze przyszedł czas na literaturę, nawet tą lekceważoną przez „prawdziwych artystów”, czyli popularne kryminały, których już w czystej postaci nie uświadczysz. Poprawni politycznie autorzy (a innych się nadal nie promuje, a więc i nie sprzedaje) pisują wyłącznie porno-kryminały – taki nowy gatunek literacki, który wyparł dwa poprzednie, czyli kryminał czytany dla gimnastyki szarych komórek oraz czysta pornografia. Przypomina to tort z ząbkiem czosnku (a właściwie kieliszkiem dziegciu) zamiast wisienki, albo nowatorskie zainstalowanie klozetu w jadalni.
W ten sposób nareszcie rodzimi autorzy dostąpili zaszczytu promocji przez dystrybutorów, którzy dotąd ślepi byli na polską literaturę. Woleli promować np. amerykańską, za którą szły konkretne pieniądze. Teraz nawet Polak może zostać autorem bestsellera! Mieć pomysł i dobry warsztat pisarski, to jednak za mało. Najważniejsze są: język i postacie. Nie wystarczy używać k… zamiast przecinka. Dopiero żonglerka wszelkimi wulgaryzmami ukazuje mistrza. Bohaterami pierwszoplanowymi powinni być rozkoszni zboczeńcy seksualni, przy czym nigdy, przenigdy nie mogą okazać się zbrodniarzami – dokładnie odwrotnie jak w życiu. Powinien też wystąpić ksiądz katolicki, jeśli nie koniecznie w roli mordercy, to przynajmniej ofiary, której taki los „się należał”.
Trzymając się tych zasad ma się szanse na sukces krajowy, a może nawet zagraniczny. Odpowiedni ludzie na odpowiednich stanowiskach dołożą na pewno starań do sukcesu literackiego.

Tanio czy dobrze? 36/2016 (272)

Minęły już czasy, w których można było odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Im produkt bardziej skomplikowany, a do nich, wbrew pozorom, należy zwłaszcza żywność, ze swej natury, tym trudniej ocenić jego rzeczywistą wartość. Oszuści wszelkiej maści wciskają nam drogi kit na równi z tanimi podróbkami. Tu nareszcie zapanowała równość, chociaż nie braterstwo, ani tym bardziej wolność. Oszukuje się zarówno biedaków, jak i bogaczy. Każdemu według zasług – jak głosiło socjalistyczne hasło. Warto też może zauważyć, że zdolność kredytowa przekłada się na zdolność bycia niewolnikiem.

Chyba nigdy wcześniej złoty cielec nie zawrócił ludziom głowy do tego stopnia. Wystarczy wmówić, że jest się bogatym, żeby niemy zachwyt wyparł resztki rozsądku. Od dawna już nikt nie zadaje pytania, jak dorobiłeś się majątku. Ba, nikt nawet nie próbuje sprawdzać czy go rzeczywiście posiadasz. Wystarczy sfotografować się z drogim zegarkiem, apartamentem i najnowszym modelem mercedesa, żeby wmówić frajerom, że to wszystko mogą osiągnąć bez najmniejszego wysiłku, wystarczy, że kupią od ciebie tajemnicę jak zostać milionerem. Nabieranie naiwniaków nigdy jeszcze nie było tak łatwe!

500(+) & 500(-) 35/2016 (271)

 

Uważam, że dofinansowanie polskich rodzin to znakomite pociągnięcie rządu pod każdym względem i powtarzanie znanych argumentów jest w tym miejscu zbędne.

Mam natomiast nowatorski pomysł jak potrzebne na tę akcję pieniądze zdobyć i jeszcze umocnić demokrację, o którą wszyscy (prawie bez wyjątku) walczą. Przejawem demokracji, najbardziej oczywistym, są wybory. Tak się jednak składa, że Polacy nie przepadają za tym społecznym obowiązkiem. W PRL-u, to co innego. Jak się nie poszło głosować (wybierać nie było z czego, bo była tylko jedna lista), to można było się spodziewać szykan w pracy, albo kłopotów przy staraniu się o paszport.

Teraz mamy wolność i duża część z nas rozumie to jako wolność od wszelkich obowiązków, nieobwarowanych karą za ich niedopełnienie. No to nałóżmy karę za bojkot wyborów. Grzywna 500 zł za niestawienie się w punkcie wyborczym może uświadomi obywatelom naszego kraju, że ich głosy są ważne dla nas wszystkich. Nie bylibyśmy przecież jedynym krajem, w którym taki obowiązek istnieje.